Na tarczy, a nie z Tarczą. Polska poza europejską inicjatywą
– Polskie przedsiębiorstwa analizują swoje możliwości. Jeszcze dzisiaj się upewniają, a koalicja ma charakter otwarty. Jeśli będzie gotowa oferta przemysłowa ze strony polskich firm, to przystąpimy do tej koalicji – powiedział szef polskiego rządu.
Nowy program europejski. Tym razem – antybalistyczny
Założeniem programu jest stworzenie nowego, tańszego systemu przeciwlotniczego i przeciwrakietowego. Systemu, co ważne, tańszego od systemu Patriot. A ten do tanich nie należy. Nowy pocisk PAC-3 MSE (pięć takich przekazaliśmy Ukrainie) to koszt ok. 6 mln dolarów. Nowy system ma być znacząco tańszy.

Portal RMF FM podał nawet kwotę: 700 tys. dolarów za pocisk. To ogromna różnica. Pytanie, czy możliwa do przekucia z etapu “chcemy” w etap “realizujemy”? Za projekt odpowiadać ma ukraińska firma FirePoint, odpowiedzialna m.in. za stworzenie słynnego pocisku samosterującego Flamingo.
Warto w tym miejscu postawić pytanie, na które odpowiedź może być mało przyjemna, szczególnie dla polskiego przemysłu obronnego (ppo). Brzmi ono: jakie możliwości i zdolności ma ppo, by konkurować z europejskimi gigantami? A nawet nie tyle konkurować, co być zdolnym do absorpcji zdolności na dużą skalę technologii i know-how?
Zdolności skromne…
Nie mamy wielkich możliwości do stanięcia w szranki ze zbrojeniowymi gigantami, takimi jak MBDA czy Thales. Nawet wspomniany FirePoint był w stanie opracować pocisk, taki jak Flamingo. Inna ukraińska firma była w stanie wdrożyć do użytku (choć na mocno ograniczoną skalę) pociski balistyczne Grom-2.
I choć konstruowany jest on poza Ukrainą, a sami Ukraińcy szukają komponentów do jego produkcji po całej Europie, to jednak jest, działa… i jest w stanie zadawać Rosjanom konkretne straty. Rodzi się więc kolejne pytanie: która z polskich firm, w warunkach pokoju, mając zaplecze, byłaby w stanie wnieść do tej inicjatywy coś nowego? Oraz w jakiej skali?
Przypomnijmy zatem: jedyny nowoczesny system rakietowy, jaki rozwijamy w Polsce, to Piorun. Niewielki, do ręcznych wyrzutni przeciwlotniczych, mniej skomplikowany i mający też zupełnie inne zastosowanie niż złożone pociski do takich systemów jak Wisła (wyrzutnie Patriot) czy Narew (oparte o pociski CAMM).

Sprawa jest prosta: kiedy wydatkujesz w sensowny sposób środki na segment B+R (badania i rozwój), możesz budować kompetencje. W przypadku takiego systemu jak wspomniany Piorun zbudowaliśmy je. Ale w przypadku większych systemów – wyłącznie fragmentarycznie. Być może skokiem jakościowym będzie CAMM-MR, który ma trafić na fregaty programu “Miecznik”, ale to na razie melodia przyszłości.
Ukraińcy mają pewne zdolności, rozbudowywane od lat. W kwestii technologii rakietowych są bardziej zaawansowani od Polski. Czy oznacza to, że polskie firmy są na z góry przegranej pozycji? Nie.
… ale jednak są
To, że nasze zdolności w tym zakresie są skromne, nie oznacza, że nie mamy absolutnie nic, co moglibyśmy wnieść jako wkład w takie przedsięwzięcie. Pytamy o to Przemysława Kowalczuka, prezesa Grupy Niewiadów S.A., w przeszłości prezesa np. PIT-Radwar.
Wskazuje on, że mamy trzy obszary, w których moglibyśmy wnieść pewne kompetencje do projektu. Pierwszy z nich to obszar sensorowy. Chodzi np. o radary. Choćby te, produkowane przez PGZ. Ale także optoelektronika.
– Mamy firmy, które mogłyby się pokazać, ba już to robią na świecie, a są wciąż mało docenione na naszym rynku krajowym, jak np. Vigo Photonics – mówi Kowalczuk.

Kolejny obszar to systemy dowodzenia. Od poziomu C2 (dowodzenie i kontrola) do C4 ISR (Intelligence, Surveillance, Reconnaissance – wywiad, nadzór, rozpoznanie). Tu ponownie wymieniony zostaje PGZ, ale także – jako mniej oczywista firma – Teldat ze swoimi osiągnięciami.
Trzeci obszar to efektory.
– Mówiąc obrazowo, rakiety trzeba produkować. My moglibyśmy produkować np. silniki, albo paliwo stałe do niektórych rakiet. Być może można byłoby to rozszerzyć np. o produkcję rakiet. Przy czym, żebyśmy się dobrze rozumieli, nie mam tu na myśli propozycji budowy własnego pocisku, ale np. koprodukcję – mówi ekspert.
Dodaje przy tym, że mamy pewne kompetencje. Dziś rozproszone, ale dające się zebrać w sensowną całość.
– Dekadę czy półtorej dekady temu uznałbym, że nasze wejście w taki projekt jest niemożliwe. Ale dziś jest już inaczej – dodaje.
Nie ma co też mówić, że na szeroko pojmowanym “zachodzie” wszystko jest lepsze, większe, potężniejsze i mocniejsze niż w Polsce. Dania czy Holandia też nie są, mówiąc eufemistycznie, rakietowymi potęgami. Mają jednak, jak słyszymy od jednego z naszych rozmówców, osoby z przemysłu zbrojeniowego, zdolności w zakresie radarów czy systemów dowodzenia. Tego, o czym mówił Kowalczuk, wskazując na możliwości dla Polski.

Są nadzieje, są i ryzyka
Aby jednak nie było tak łatwo: program (czy raczej inicjatywa) obarczona jest również pewnymi ryzykami. Prezes Grupy Niewiadów S.A. mówi także o nich. I również wyszczególnia trzy takie obszary.
Po pierwsze, jak mówi, będzie to wielki konglomerat różnych firm, które nigdy nie współpracowały ze sobą. Będą zatem problemy ze zgraniem się wszystkich podmiotów, co może potrwać lata. – Minimum dwa. Niektóre podmioty ze sobą współpracowały wcześniej, ale tu jest zupełnie inna skala – wskazuje ekspert.
Drugi obszar to naturalna w biznesie realizacja przez podmiot celu nadrzędnego, czyli maksymalizacji swojego zysku w czasie. Im dłużej trwa dany projekt, tym łatwiej o zgrzyty.
I wreszcie obszar trzeci, dotyczący samej Ukrainy czy też jej wiarygodności w zakresie procesów kontrolnych.
– Nie ma co ukrywać, że Ukraina ma np. problem z transparentnością i to może być trudne do przeskoczenia dla pozostałych krajów europejskich – konkluduje Kowalczuk.

Inicjatywa ESSI. Europa już chciała budować system obrony antybalistycznej
Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że to kolejna odsłona próby budowy europejskiej “tarczy” antybalistycznej. Niespełna pół roku po wybuchu wojny w Ukrainie, w czerwcu 2022 r., Niemcy ogłosiły powstanie inicjatywy ESSI. Czyli European Sky Shield Initiative.
Miał to być system wielowarstwowy, dysponujący zarówno systemami artyleryjskimi (bardzo krótkiego zasięgu, Skyranger 30), jak i rakietowymi. I to w pełnym przekroju. Od pocisków krótkiego zasięgu (IRIS-T), przez średnie Patrioty, aż do realnie przeciwbalistycznych, izraelskich wyrzutni Arrow-3.
Skądinąd, w 2022 r. krytykowali go zarówno ówczesny szef MON, Mariusz Błaszczak, jak i prezydent Andrzej Duda. Ale projekt utknął. My rozwijaliśmy systemy Wisła i Narew, a w zakresie ochrony antybalistycznej wciąż polegamy na Amerykanach i bazie systemu Aegis w Redzikowie.
Nie da się powiedzieć, by ogłoszona w poniedziałek inicjatywa była następczynią ESSI. To raczej projekt z zakresu badań i rozwoju, mający zaowocować stworzeniem nowych rozwiązań. Bardziej jednak należy o nim myśleć jako o melodii przyszłości. A potrzeby i wyzwania są tu i teraz.