Krok wstecz Mińska? Pierwsza taka sytuacja od początku pełnoskalowej wojny
A ta granica jest dość wyraźna. Od lutego 2022 r. Białoruś pozostaje najbliższym wojskowym partnerem Rosji. Rosyjskie wojska korzystają z białoruskich poligonów, infrastruktury kolejowej, lotnisk oraz systemu obrony powietrznej. Na terytorium Białorusi rozmieszczono rosyjską taktyczną broń jądrową, regularnie prowadzone są wspólne ćwiczenia, a oba państwa utrzymują ścisłą współpracę przemysłu zbrojeniowego. Z punktu widzenia Kremla Mińsk pozostaje jednym z najważniejszych elementów zachodniego kierunku strategicznego.
Jednocześnie Łukaszenka od ponad czterech lat konsekwentnie odrzuca każdy krok, który uczyniłby Białoruś pełnoprawnym uczestnikiem wojny. Nie zdecydował się na wysłanie własnych wojsk na Ukrainę podczas rosyjskiej ofensywy na Kijów, nie otworzył nowego frontu w kolejnych latach konfliktu i starał się ograniczać działania, które mogłyby sprowokować ukraińskie uderzenia odwetowe. I teraz też podkreślił, że nie da się w żaden sposób wciągnąć w wojnę. Zwłaszcza że ukraińskie ultimatum nie było postawione bez powodu.

Rosyjskie żądania
Po ostatnich niepowodzeniach i ciągłych ukraińskich atakach, Rosja miała oczekiwać od Mińska znacznie większego udziału w prowadzeniu działań przeciw Ukrainie, zarówno poprzez udostępnienie kolejnych elementów infrastruktury wojskowej, jak i stworzenie warunków do rozszerzenia operacji na północnym kierunku.
Jednym z głównych oczekiwań Moskwy ma być możliwość szerszego wykorzystywania terytorium Białorusi do operacji z użyciem dronów dalekiego zasięgu. Chodzi nie tylko o przeloty nad białoruskim terytorium, ale również o rozmieszczanie urządzeń retransmisyjnych oraz uruchamianie części bezzałogowców z obszaru znajdującego się tuż przy granicy z Ukrainą.
Takie rozwiązanie dawałoby rosyjskiej armii kilka istotnych korzyści. Skróciłoby trasę lotu dronów, utrudniło ich wcześniejsze wykrywanie i pozwoliło skuteczniej atakować zachodnie obwody Ukrainy, które do tej pory były znacznie rzadziej celem nalotów.
Według analityków ISW rosyjskie oczekiwania wykraczają jednak znacznie dalej. W analizach pojawia się scenariusz rozszerzenia działań wojennych na zachodni odcinek granicy Ukrainy. Nie chodzi przy tym o powtórzenie ofensywy na Kijów z lutego 2022 r., lecz o stworzenie Ukrainie kolejnego kierunku zagrożenia. Samo utrzymywanie wysokiego napięcia na granicy białorusko-ukraińskiej zmusza Kijów do pozostawiania tam części wojsk, systemów przeciwlotniczych i jednostek rozpoznawczych, których nie można skierować na najbardziej intensywne odcinki walk w Donbasie lub na południu kraju.

Łukaszenka regularnie odmawia, a Kreml wciąż naciska i ma ku temu narzędzia. Rosjanie mieli sygnalizować możliwość ograniczenia wsparcia finansowego dla Białorusi, gdyby Łukaszenka odrzucał kolejne rosyjskie żądania. Trudno zweryfikować skalę takich nacisków, jednak sam sposób nacisku wydaje się wiarygodny, bo już go wykorzystywano. Choćby przed 2022 r.
Na dwa fronty
Łukaszenka doskonale rozumie, że wejście do wojny oznaczałoby dla jego armii bardzo wysokie ryzyko. Jeszcze większym zagrożeniem byłyby jednak skutki polityczne. Straty ponoszone przez białoruskich żołnierzy mogłyby szybko przełożyć się na niezadowolenie społeczne, którego reżim od wydarzeń z 2020 r. obawia się bardziej niż jakiegokolwiek przeciwnika zewnętrznego.
Warto przy tym spojrzeć na znaczenie samych przekaźników. Jeżeli rzeczywiście były one wykorzystywane do sterowania rosyjskimi dronami uderzeniowymi, przestawały być jedynie elementem infrastruktury technicznej. Stawały się częścią rosyjskiego systemu prowadzenia działań bojowych. To oznacza, że z wojskowego punktu widzenia mogły zostać uznane za legalny cel ataku. I międzynarodowe prawo wojenne stoi po stronie Ukrainy.
Jeszcze rok czy dwa lata temu można byłoby zakładać, że Ukraina nie zdecydowałaby się na uderzenie na terytorium Białorusi z obawy przed eskalacją konfliktu. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Ukraińskie drony regularnie atakują cele położone setki, a nawet ponad tysiąc kilometrów od granicy.

Dla Mińska oznaczało to, że groźba Zełenskiego była wiarygodna. Precyzyjne uderzenie na pojedyncze stanowiska przekaźnikowe znajdujące się na terytorium Białorusi byłoby operacją znacznie prostszą niż wiele akcji przeprowadzonych już wcześniej przeciwko celom w głębi Rosji.
Czy zatem Łukaszenka przestraszył się Zełenskiego? Takie stwierdzenie byłoby zbyt daleko idące. Bardziej prawdopodobne jest, że przestraszył się konsekwencji, jakie niosłoby za sobą ukraińskie uderzenie.
Pierwszy od początku wojny atak Ukrainy na cele znajdujące się na Białorusi postawiłby go w niezwykle trudnej sytuacji. Odpowiedź wojskowa oznaczałaby ryzyko pełnego wciągnięcia Białorusi do konfliktu. Brak odpowiedzi oznaczałby z kolei pokazanie własnej bezradności wobec Rosji oraz osłabienie wizerunku państwa. Wyłączenie przekaźników pozwalało uniknąć obu tych scenariuszy.
Refleksja “Batiuszki”?
Nie bez znaczenia pozostaje również zmiana tonu samego Łukaszenki. Jeszcze kilka tygodni temu odpowiadał ostrymi groźbami na wypowiedzi ukraińskich wojskowych. Później niespodziewanie złagodził retorykę i przeprosił Wołodymyra Zełenskiego za wcześniejsze słowa o tym, że Białoruś ma rozpracowane cele na Ukrainie, zapewniając jednocześnie, że nie planuje działań militarnych przeciwko Kijowowi. Takie zachowanie trudno uznać za przypadkowe. Bardziej przypomina próbę obniżenia napięcia w momencie, gdy ryzyko bezpośredniej konfrontacji zaczęło rosnąć.

Nie oznacza to jednak, że sojusz Mińska z Moskwą zaczyna się rozpadać. Nie ma obecnie żadnych przesłanek wskazujących na zmianę geopolitycznego kursu Białorusi. Gospodarka pozostaje silnie uzależniona od Rosji, współpraca wojskowa trwa, a Kreml nadal gwarantuje Łukaszence bezpieczeństwo polityczne. Nawet jeżeli część rosyjskiej infrastruktury została wyłączona, nie zmienia to fundamentów relacji obu państw.
Znacznie bardziej prawdopodobny jest inny scenariusz. Łukaszenka nadal będzie wspierał Rosję.
Ale będzie eliminował te elementy współpracy, które zwiększają ryzyko bezpośrednich ukraińskich uderzeń na terytorium Białorusi. To nie jest odwrót od Kremla. To kontynuacja polityki prowadzonej od początku wojny – udzielać Rosji maksymalnego wsparcia, ale jednocześnie nie przekraczać granicy, za którą Białoruś przestałaby być zapleczem rosyjskich działań, a sama stałaby się jednym z teatrów wojny.
Właśnie dlatego na wyłączenie przekaźników należy patrzeć przede wszystkim jako na element kalkulacji bezpieczeństwa Mińska, a nie początek geopolitycznego zwrotu. Łukaszenka nie zmienia sojuszników. Nadal jednak robi wszystko, aby wojna toczyła się jak najdalej od jego własnych granic.
Lato wystartowało – a z nim upały, w które trudno uwierzyć, kolejki bez końca i ceny, od których robi się gorąco. Słupek rtęci pobił rekord twojego miasta? Stoisz w korku, który nie ruszył się od godziny? A może upał daje się we znaki tam, gdzie nie powinien – na zatłoczonym SOR-ze, w przegrzanym pociągu, w miejscu bez wody i cienia? To też jest historia. Napisz do nas na dziejesie.wp.pl.