Dramat ekologiczny w Zalewie Pilchowickim. Tysiące śniętych ryb
Jak podaje “Gazeta Wrocławska”, akcja trwała do wtorku, 30 czerwca, do godz. 11.00. Wtedy stwierdzono, że w tym, co zostało po zalewie, nie ma już żywych ryb.
Co stało się po spuszczeniu wody z Zalewu Pilchowickiego?
“Obraz szkód jest przerażający, a zapach trudny do opisania. Przeżyły tylko małe ryby, którym udało się przedostać przez kraty sztolni obiegowej: leszcze, płotki, jazie, okonie, węgorze. Przyjechaliśmy zdeterminowani, by zrobić cokolwiek dla zmniejszenia strat, choć wszyscy wiemy, że to o wiele za późno. Zarząd okręgu zapewnił transport odłowionych ryb. Ani Tauron, ani wykonawca remontu nie utrudniali akcji” – donoszą wędkarze z Koła PZW Grodzkie Jelenia Góra.
W sieci pojawiają się też relacje mieszkańców o silnym zapachu wokół zbiornika i obawach o dalszy odcinek rzeki.
Do sprawy odniosła się spółka TAURON Ekoenergia. “Podejmujemy działania, aby minimalizować straty w ekosystemie, jednocześnie wielokrotnie informowaliśmy publicznie i otwarcie, że przy takiej skali operacji i uwarunkowaniach zbiornika nie ma możliwości, aby odłowić wszystkie ryby. Na skalę zjawiska dodatkowo wpłynęły ponadnormatywne upały i ilość namułów na dnie zbiornika” – czytamy w oświadczeniu.
Spółka dodała, że końcowa faza opróżniania Jeziora Pilchowickiego wiązałaby się z porównywalnym zamuleniem rzeki niezależnie od terminu obniżenia poziomu wody.

Jakie skutki dla Bobru przewidują wędkarze?
Jarosław Krempa z Koła PZW Grodzkie Jelenia Góra ocenia, że skutki będą widoczne także niżej na Bobrze. “Jezioro Pilchowickie przestało istnieć. W praktyce przestał istnieć również odcinek Bobru poniżej zapory – jako żywy ekosystem. Doszło do sytuacji, której spodziewaliśmy się wiele miesięcy temu, przed którą próbowaliśmy ostrzec” – napisał w sieci.

“Gdy popełniano kolejne błędy, proponowaliśmy pomoc przy odłowach. Wszystkie inicjatywy wędkarzy były ignorowane” – dodał w relacji podsumowującej akcję.
O sprawie alarmuje też WWF Polska w mediach społecznościowych.