09 March, 2026

Czeski dług. Polska wciąż nie odzyskała 368 ha ziemi. “Jana robi wielkie oczy”

Czeski dług. Polska wciąż nie odzyskała 368 ha ziemi. "Jana robi wielkie oczy"

Jana przyznaje, że nie wiedziała, iż Czesi mają u Polaków jakiś dług. Dziś nie widzi różnicy między Czechami a Polską. Mówi, że nawet domy i teren wokół nich mamy tak samo zadbane.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Czeski dług. Polska wciąż nie odzyskała 368 ha ziemi. "Jana robi wielkie oczy" Monika Waluś / Onet Spokojna czeska wieś Píšť przy granicy z Polską Prezentujemy fragment rozdziału “Český dluh z książki “Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB”Był rok 1958. Po dekadach wysuwania przez Polskę roszczeń wobec części Zaolzia, Orawy i Spisza władze ludowe podpisują traktat o przebiegu granicy z Czechosłowacją. Linia dzieląca oba kraje ma być możliwie krótka i prosta. W ramach tego prostowania granicy Czesi uzyskują od Polski 1205 hektarów terenu, a Polacy od Czechów 837 hektarów. Tak powstaje 368-hektarowy dług, którego spłaty od dziesiątek lat Polska nie może się u południowego sąsiada doprosić.Czeskie władze jako potencjalną rekompensatę wskazały tereny przygraniczne leżące w kraju libereckim, hradeckim, pardubickim, ołomunieckim i morawsko-śląskim. Polski MSZ planuje wznowić negocjacje z południowymi sąsiadami. [Reklama] Tekst pochodzi z książki “Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB”. To okazja, by poprzez fascynujące reportaże spojrzeć na nasz kraj z nieznanej wcześniej, intrygującej perspektywy. Wewnątrz czeka też niespodzianka od Onet Premium. Książkę możesz zamówić tutaj! Czeski dług. Polska wciąż nie odzyskała 368 ha ziemi. "Jana robi wielkie oczy" Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGBOnet

“Dogadujemy się z ludźmi z Polski czasem z pomocą rąk, czasem nóg, ale nie ma problemu”

[…]Radio o pełnej godzinie podaje najnowsze wiadomości. Z potoku słów wyłapuję pojedyncze hasła: hranice, Thajsko, Kambodža, smrtelné oběti. Między azjatyckimi państwami odżył trwający od ponad pół wieku konflikt o granicę. Tajlandia nie uznaje wyznaczonych na początku XX w. linii granicznych, wszczynając co rusz zbrojne akcje przeciwko sąsiadowi. Tym razem w starciach zginęło ponad 30 osób. — Słyszała pani? — pyta Jana, kończąc układać bukiet z gerberów i goździków. — Kłócą się o granicę… Przecież ta ziemia nie jest warta życia tych wszystkich ludzi. — Czeszka kiwa głową i na moment znika na zapleczu, gdzie radio gra już amerykański przebój. Miley Cyrus zachęca, by poudawać, że to jeszcze nie koniec świata. Jana wraca z wazonem i wkłada kwiaty do wody. Dba, żeby ich koniec też nie nastąpił szybko.— Kwiaty uczą cierpliwości. Jak chcesz czegoś za bardzo i za szybko, to zwiędnie — rzuca do mnie i szeroko się uśmiecha. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Prezent dla czytelników książki "Z widokiem na Polskę" Zapach kwiatów miesza się z aromatem kawy. Jana wystawiła przed piętrowy budynek swojej kwiaciarni dwa stoliki i krzesła. Można przysiąść i napić się americano albo cappuccino. Stoliki stoją tuż przy szosie biegnącej przez Píšť. Jest głośno. Trasą przez wieś od czeskiej Chuchelnej w stronę polskich Krzyżanowic mkną osobówki i wypełnione towarem ciężarówki. Albo traktory z przyczepami zboża. Huczy kosiarka, którą sąsiad Jany goli trawnik. Co jakiś czas odezwie się też syrena z remizy strażackiej stojącej naprzeciwko kwiaciarni. Albo goście wracający ze spotkania w pobliskiej hospodzie.

  • Czytaj także: Ujawnia, jak wyglądał przemyt z Kaliningradu. “Mam odłożone do końca życia”

Obok dwóch córek, które zbliżają się do czterdziestki, kwiaciarnia to największa stała rzecz w życiu Jany. Urodziła się w Opawie. Jeszcze przed rozwodem mieszkała z mężem w Porubie pod Ostrawą. Trzy dekady temu założyła swój biznes w Píšcie, gdzie żyli jej rodzice. Od sześciu lat mieszka na ojcowiźnie.— Czujesz się związana z tym miejscem? — pytam.— Dobrze mi tu, ale cieszę się też, kiedy mogę zamknąć biznes i gdzieś wyjechać — odpowiada. Czeski dług. Polska wciąż nie odzyskała 368 ha ziemi. "Jana robi wielkie oczy" Kwiaciarnia JanyMonika Waluś / Onet Píšť leży na samej granicy polsko-czeskiej, przyklejony do powiatu raciborskiego. Jana w Polsce ma przyjaciółkę, którą chętnie odwiedza. Nie mówi po polsku, ale sporo rozumie. HtmlCode — Dogadujemy się z ludźmi z Polski czasem z pomocą rąk, czasem nóg, ale nie ma problemu — Czeszka się uśmiecha. Do Polski zdarza jej się jeździć też po paliwo. Mówi, że jej auto woli polską benzynę, nawet teraz, gdy jest droższa niż na czeskiej stacji.— A moja babička była z Krzanowic — przypomina sobie, gdy rozmawiamy o polsko-czeskim pograniczu.

  • Polecamy: Mieszkańcy po czeskiej stronie mają problem. “Hałas z polskiej strony niesie wiatr”

Rodzina dziadka nie chciała babci zaakceptować, bo była Polką

Ona Polka, on Czech. Zakochali się w sobie, gdy jeszcze świata nie opętała wojenna zawierucha. U niej dom pełny, dużo gęb do wykarmienia, dobrze, że pójdzie za Czecha. Tak myśleli rodzice babički. U niego wielkie gospodarstwo, przyda się dodatkowa para rąk do pracy, myślał zakochany w polskiej dziewczynie mężczyzna.— Długo to trwało, nim się pobrali. Wiem, że były problemy, rodzina dziadka nie chciała babci zaakceptować, bo była Polką. Nie chcieli jej — wspomina Jana. Miłość okazała się silniejsza. Dzieci były jeszcze małe, gdy dziadek Czech poszedł na wojnę, a babička z Krzanowic została z gospodarstwem sama.— Była tu obca, ale sobie poradziła.

  • Czytaj: Szykują się zmiany na mapie Polski. Rząd czeka już tylko na wybory

Jana opowiada historię dziadków i podkreśla, że dzisiaj jest jej bez różnicy, czy ktoś jest Czechem, Polakiem czy Egipcjaninem. I jaki ma kolor skóry. Wskazuje, że może to życie przy pasie granicznym nauczyło ją, że różnice między ludźmi nie biorą się z tego, gdzie się ktoś urodził. Że rodzą się w głowie.— Dzięki Bogu za otwarte granice. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Po co to wszystko zamykać i załatwiać z jakimiś papierami? — pyta.I dodaje, że nim jej ojczyznę i Polskę zbliżył do siebie traktat z Schengen, trzeba było się nakombinować. W firanki zawijała paczki, żeby przemycać je z Polski do Czech albo na odwrót. Na to wspomnienie zanosi się śmiechem.

  • Czytaj także: Pierwszy dom w Unii Europejskiej. “Rosjanie siedzą w krzakach i unikają Polaków”

Jana mówi, że nie zmieniłaby niczego w życiu, ale wieś, w której mieszka i pracuje, bardzo się zmieniła. Starzy poumierali, młodzi powyjeżdżali za pracą albo miłością. Do Opawy i Ostrawy albo za granicę. Obcy wybrali Píšť jako nowe miejsce na ziemi, by stać się “swoimi”. Bo tutaj — mówią mieszkańcy — mają wszystko, co trzeba: kościół, urząd, szkołę, klub sportowy i hospody. Zabawę na festynie, kino letnie za budynkiem urzędu, sąsiedztwo przyrody. Spokój.— Dotąd nie słyszałam, żeby ktoś się tu nie odnalazł — twierdzi Jana.Podkreśla, że czasem ci nowi są bardziej skorzy do pomocy niż żyjący tu od pokoleń.— Nie wszczynają kłótni o byle kurę. Starają się żyć w zgodzie — zaznacza kwiaciarka.— A gdyby ktoś powiedział, że te ziemie trzeba oddać Polsce? — pytam, a zaskoczona Jana robi wielkie oczy. Przyznaje, że nie wiedziała, iż Czesi mają u Polaków jakiś dług. I że teraz mielibyśmy się targować na przykład o Píšť. Kobieta podkreśla, że dziś nie widzi różnicy między Czechami a Polską. Mówi, że nawet domy i teren wokół nich mamy tak samo zadbane. Ale nie potrafi sobie wyobrazić, żeby nagle miała załatwiać sprawy w polskim, a nie w czeskim urzędzie. A starzy ludzie? Jak oni mieliby się teraz przenieść do nowej rzeczywistości? Jana nie wie.— Pro mě je to tak, jak to je ideální stav — zaznacza.

  • Zobacz: “Raport Międzynarodowy z widokiem na Polskę”. Subskrybenci Onetu Premium odwiedzili nas w redakcji

Sięga po małą białą karteczkę i długopis. Rysuje trzy kreski. Jej dom przyklejony do dwóch kresek, czyli domu sąsiada. Gruba kreska — mur pomiędzy nimi.— Jego garaż wchodzi w moją działkę dokładnie na 70 centymetrów. Jana przyciska mocniej długopis do kartki. Ale nie ma w niej złości. Mówi, że sąsiad stary, schorowany, to nie będzie mu prawnikami zaprzątać głowy. Nie wszczyna kłótni, bo na co jej, mówi, konflikt o kawałek muru z cegieł.— Na papierze to jest moje, ale fizycznie stoi tam ściana sąsiada. Musiałby zburzyć garaż, żebym odzyskała ten kawałek. Nie jest to tego warte.I dodaje, że chciałaby, żeby nikt o granice się już nie wadził. Ani jej sąsiedzi, ani Polska z Czechami, ani tajskie bojówki z tymi z Kambodży.Czytaj więcej w książce “Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB”

Podobne artykuły