“Czarne złoto” z polskich lasów drożeje na potęgę. Ceny do 2,4 tys. zł
W tym roku polskie trufle, które coraz wyraźniej zaznaczają obecność na gastronomicznej mapie Europy, nie pojawiają się w lasach tak często jak przed rokiem. Według Piotra Kweca, grzyboznawcy i właściciela firmy Jurajska Trufla, sezon zaczął się z opóźnieniem, a pogoda mocno odbiła się na wynikach zbiorów.
– Tak naprawdę sezon wystartował dopiero w połowie, a nawet pod koniec lipca. Sezon dał nam pstryczka w nos, pogoda mocno wpłynęła na zbiory. Nie ma szału, nie ma dużo trufli. W porównaniu z ubiegłym rokiem to obecnie około 30-40 proc. tamtych zbiorów – mówi ekspert w rozmowie z “Faktem”.
Skala różnicy ma też wymiar bardzo konkretny. "Fakt" opisuje, że rok temu o tej porze podczas jednego z wyjść rozmówcy redakcji udało się zebrać 7,5 kg trufli w półtorej godziny. W obecnym sezonie rekord to ok. 3,5 kg, ale zebrane w ciągu kilku godzin pracy i w różnych lokalizacjach.

Słaby sezon na trufle w Polsce
Piotr Kwec zajmuje się także hodowlą psów rasy Lagotto romagnolo, które specjalizują się w wyszukiwaniu trufli. Z jego relacji wynika, że w tym sezonie decydujące okazały się warunki pogodowe oraz późniejszy start zbiorów, co przełożyło się na mniejszą dostępność grzybów w porównaniu z 2025 r.
Mniejsza ilość trufli szybko odbija się na rynku. Obecnie kilogram świeżych trufli kosztuje ok. 1,2-1,8 tys. zł, ale – jak zaznacza rozmówca “Faktu” – stawki zmieniają się dynamicznie.
– To są ceny bardzo płynne, często zależne od dnia. Dzisiaj można mówić o przedziale od 1200 do 1800 zł za kilogram, ale jesienią cena może wzrosnąć nawet do 2000-2400 zł – przewiduje.
Na cenę wpływają nie tylko dostępność, ale też jakość i wielkość owocników. Najbardziej cenione sztuki trafiają do restauracji, a mniejsze okazy wykorzystuje się m.in. do szkolenia psów tropiących trufle.
Co oznacza “uprawa trufli” i czy daje pewne zbiory?
Piotr Kwec prowadzi również własny ogród truflowy, ale podkreśla, że określenie “uprawa trufli” bywa mylące. Jak wyjaśnia, trufli nie da się hodować w prosty sposób, jak warzywa.
– Tak naprawdę nie da się ich uprawiać w taki sposób jak warzywa. Możemy jedynie stworzyć odpowiednie warunki, by grzybnia rozwijająca się przy korzeniach drzew miała szansę wytworzyć owocniki – wyjaśnia.
Nawet zaszczepienie drzew grzybnią nie oznacza gwarancji sukcesu. Pierwsze zbiory mogą pojawić się po kilku latach, ale równie dobrze można czekać kilkanaście lat albo nie doczekać się ich wcale. – To trochę loteria, ale właśnie na tym polega jej urok – mówi Kwec.
Choć letnie i jesienne trufle należą do tego samego gatunku, jesienią osiągają pełniejszą dojrzałość, co także wpływa na cenę. – Mają wtedy mocniejszy aromat, bardziej wyrazisty smak i silniej wyczuwalne nuty orzechowe. To jeden z powodów, dla których ich cena rośnie – wyjaśnia ekspert.
Winna też pogoda w południowej Europie
Według rozmówcy “Faktu” znaczenie mają także warunki w południowej Europie. Gdy we Włoszech lub Hiszpanii pojawiają się susze ograniczające zbiory, rośnie zainteresowanie truflami z innych regionów kontynentu, w tym z Polski.

Piotr Kwec zwraca uwagę, że handel działa w obu kierunkach i zależy od przebiegu sezonów w różnych krajach.
– Bywały lata, gdy wysyłałem trufle za granicę. To działa w obie strony. Południe Europy startuje wcześniej, ale często szybciej kończy sezon. W Polsce zaczynamy później, za to nasze warunki bywają bardziej stabilne – zauważa w rozmowie z “Faktem”.
Specjalista przyznaje, że osoby, które przypadkiem znajdą truflę, mogą spróbować ją sprzedać, ale najpierw muszą mieć pewność, że to jadalny gatunek. Jak podkreśla, pomyłki zdarzają się często.
– Bardzo często ludzie mylą trufle z innymi podziemnymi grzybami, które wyglądają podobnie. Jeżeli jednak byłaby to świeża, dojrzała trufla dopuszczona do obrotu, to jak najbardziej można ją sprzedać. Sam również odkupuję takie okazy – mówi Piotr Kwec.
Warunkiem pozostaje odpowiednia jakość i dobry stan grzyba. Mimo skromniejszych zbiorów pasjonaci patrzą na sezon z optymizmem. Znawca podkreśla, że trufle to dla niego nie tylko biznes, ale też wieloletnia pasja wymagająca cierpliwości, wiedzy i ciągłego szukania nowych miejsc. – Jesteśmy po prostu pozytywnie zatruflowani – śmieje się.