Tusk odpuszcza. Robi ze swoich wyborców frajerów [OPINIA]
Tak zareagował były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i niedoszły poseł Platformy Obywatelskiej na informację o przerzuceniu Macieja Berka z rządu do Trybunału Konstytucyjnego. Przez partię, która niecałe dwa lata temu uchwaliła ustawę, zgodnie z którą Berek musiałby odczekać co najmniej cztery lata, zanim zostałby dopuszczony do kandydowania na sędziego TK.
Na szczęście dla Berka, prezydent Duda tamtej ustawy mającej nieco odpolitycznić Trybunał nie podpisał. Dzięki temu dzisiaj Koalicja Obywatelska może wskoczyć w buty Prawa i Sprawiedliwości, delegując do Trybunału czynnego polityka, którego premier i lider partii rządzącej nazywa swoją prawą ręką.
Maciej Berek jest kompetentnym państwowcem chwalonym za sprawność i profesjonalizm. Gdyby nie fakt, że do Trybunału Konstytucyjnego trafi prosto z rządu, jego kandydatura byłaby niekontrowersyjna, a on sam byłby dużym wzmocnieniem TK. Niestety, nie da się oddzielić kandydata Berka od politycznego kontekstu, którym jest nie tylko miejsce, z którego do Trybunału przyjdzie, ale też – z jakim zadaniem.
Przez ostatnie lata koalicja rządząca nie zgłaszała swoich kandydatów do TK, argumentując, że Trybunał nie istnieje, a ona nie chce uwiarygadniać fasadowej instytucji. To nie było dużym wyrzeczeniem, bowiem i tak nie miała szans na uzyskanie wpływu na Trybunał, gdy większość sędziów stanowili nominaci PiS.
Teraz sytuacja się zmienia, pojawia się szansa na zdobycie większości, więc można przestać udawać, że kiedykolwiek chodziło o odpolitycznienie Trybunału, gdy można zawalczyć o jego przejęcie.
Musimy powiedzieć jasno: na razie nie mamy Trybunału, dopiero dążymy do przywrócenia go obywatelom.
Waldemar Żurek
Wszystko wskazuje na to, że przywracanie Trybunału obywatelom będzie odbywać się według scenariusza sprawdzonego przy przywracaniu obywatelom Telewizji Polskiej. Wtedy podstępem i siłą fizyczną udało się zainstalować swoich dziennikarzy, pozbawionych ambicji zrobienia z “odbitej” TVP czegoś więcej niż toporna rządowa telewizja bez pretensji do bezstronności.
Dziś ich wyborcy okazują się frajerami
W przypadku Trybunału Waldemar Żurek nie wyklucza wejścia siłowego. Wojciech Sadurski snuje rozważania o stworzeniu alternatywnego Trybunału, który miałby działać równolegle do tego nieuznawanego. Tęgie głowy kombinują, jak “odzyskać” Trybunał Konstytucyjny przy użyciu sprytu i siły, zamiast uczciwej debaty, w której trzeba byłoby dopuścić do głosu męczących “symetrystów i pięknoduchów”, którzy nie chcą zrozumieć, że “mądrość etapu”, “gra się tak jak przeciwnik pozwala”, a “cel uświęca środki”.
Dzisiaj obywatele, którzy za rządów PiS wystawali na wiecach w obronie praworządności i wolnych sądów, okazują się frajerami nierozumiejącymi logiki plemiennej wojny, w której hasła na transparentach dezaktualizują się chwilę po zamknięciu lokali wyborczych.
Waldemar Żurek chwali się, że ma w głowie kilka scenariuszy odzyskania Trybunału “dla obywateli”. Być może któryś z nich okaże się na tyle sprytny, że rządzącym uda się Trybunał przejąć, ale przyszła władza dostała właśnie koronny argument za tym, żeby nowy Trybunał traktować tak samo, jak obecna władza traktuje ten, przy którym jej przyszło rządzić. Władza, która szła do wyborów z obietnicą odbudowania praworządności, przez trzy lata nie zrozumiała, że nie da się tego zrobić bez próby porozumienia z drugą stroną, taką jaka ona jest.
Niespełna trzy lata po zwycięskich wyborach Koalicja Obywatelska odpuszcza nawet te postulaty, o które mogłaby jeszcze zawalczyć – Maciej Berek nie jest przecież jedynym możliwym wyborem na sędziego TK, większość w Trybunale można było zdobyć, wysyłając do niego dowolnego kandydata spełniającego proponowany dwa lata temu warunek czteroletniej karencji.
Nominując Macieja Berka, Donald Tusk nagrodził swojego bliskiego współpracownika prestiżowym i atrakcyjnym finansowo stołkiem, ale robiąc to, pokazał środkowy palec wszystkim, którzy mu towarzyszyli w drodze po władzę i w przeciwieństwie do niego nadal wierzą, że państwo nie musi być politycznym łupem. Cokolwiek Tusk chciał ugrać nominacją Berka, raczej nie jest warte poddania walki o trochę lepsze państwo.
PREMIUM Zapisz się na newsletter!
Zapisz mnie