Puste ulice, polowanie na cysterny. Królewiec tonie w kryzysie paliwowym
Inny mieszkaniec regionu – Oleg Nazarow – napisał, że w baku zostało mu zaledwie 20 litrów i już nie zamierza przepalać benzyny, krążąc po mieście w poszukiwaniu czynnej stacji. “Ludzie, zastanówcie się, gdzie zaparkujecie auta, żeby jakoś to przeczekać” – apelował, opatrując wpis siarczystym przekleństwem.
O godzinie 4.35 Aleksandr Klimenko pochwalił się, że po nocnym postoju właśnie zatankował na Lukoilu przy ulicy Gagarina. “Jest paliwo!” – dodał z triumfem. Z kolei użytkownik grupy Iwan Boratow opublikował wiadomość głosową, w której apeluje, żeby ludzie nie zachowywali się jak zwierzęta, nie kłócili się, tylko kulturalnie ustawiali się na końcu kolejki.
Kryzys paliwowy paraliżuje Królewiec
Tak dziś wyglądają rozmowy mieszkańców Królewca na telegramowym kanale “Widziałeś benzynę?”, uruchomionym przez lokalny portal Klops.ru. To największy portal informacyjny obwodu, z siedzibą w samym Królewcu.
W niedzielę rozpoczął się kryzys paliwowy, a już dziś serwis donosi, że ulice Królewca opustoszały niczym podczas epidemii COVID-19. Na zdjęciach z miasta widać trzy- i czteropasmowe arterie niemal puste. Auta parkują przy stacjach benzynowych, gdzie na prawych pasach ustawiają się długie kolejki. Kierowcy wysiadają i wypatrują nadjeżdżających cystern, licząc, że tym razem uda się zatankować.
“Na Bałtii mówią, że po kolejnych dwudziestu samochodach skończy się benzyna 95” – alarmowała jedna z uczestniczek dyskusji około godziny drugiej w nocy. Inni informowali o kolejkach sięgających od godziny do nawet trzech godzin oczekiwania. “Staliśmy trzy godziny na Łukoilu przy motelu Bałtika. Paliwo jeszcze jest, ale kolejka ma nadal około 600 metrów” – relacjonowała mieszkanka miasta.

Gubernator pojechał do Moskwy załatwiać paliwo
We wtorek wieczorem gubernator obwodu królewieckiego Aleksiej Biesprozwannych poinformował, że rozmawiał w Moskwie z rosyjskim wicepremierem Aleksandrem Nowakiem o sytuacji paliwowej regionu. Region znajduje się pod “szczególną uwagą władz federalnych” – czytamy w uspokajającym komunikacie gubernatora. Na opublikowanym zdjęciu widać rozmowę obu urzędników.

“Drodzy mieszkańcy Kaliningradu, sytuacja paliwowa jest naprawdę trudna. Rozumiem Wasze obawy i wynikającą z nich panikę. Robimy wszystko, co konieczne, aby ustabilizować sytuację” – pisze Aleksiej Biesprozwannych.
Zapewnia, że “dostawy benzyny i oleju napędowego są kontynuowane, a do regionu trafiły już nowe partie paliwa. Zapowiedziano także zwiększenie wolumenu dostaw”. Priorytet w zaopatrzeniu mają otrzymać transport publiczny, służby ratunkowe oraz gospodarstwa rolne, ponieważ w regionie rozpoczyna się sezon żniw – przekazał gubernator. Wpis ma niecałe 200 lajków, ale ponad 400 gniewnych reakcji.

“To uderza w autorytet Putina”
Zdaniem prof. Piotra Mickiewicza z Zakładu Studiów Strategicznych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Gdańskiego kryzys paliwowy w Królewcu ma znaczenie znacznie wykraczające poza kwestie gospodarcze.
– Obwód królewiecki jest obszarem o ogromnym znaczeniu wojskowym i propagandowym. Mieszka tam wielu żołnierzy oraz ich rodziny. Jeżeli właśnie w takim miejscu pojawiają się niedobory podstawowych dóbr, społeczeństwo otrzymuje sygnał, że państwo nie jest już w stanie ograniczać konsekwencji wojny. Taka sytuacja podważa autorytet władz, w tym samego Władimira Putina – mówi WP ekspert.
Jak przypomina, przez lata Królewiec uchodził za region, który mimo sankcji potrafił radzić sobie z problemami zaopatrzeniowymi. – Rosyjskim urzędnikom dotychczas udawało się przezwyciężać kryzysy związane z niedoborami. Pomagały dostawy promowe z Petersburga, a czasem także z Białorusi. Dziś jednak problem dotyczy praktycznie całej Rosji, więc nie ma już regionu, który mógłby skutecznie wesprzeć eksklawę – ocenia prof. Mickiewicz.

Królewiec staje w miejscu. Znikąd pomocy?
Ekspert zwraca uwagę, że również ze strony Mińska nie widać gotowości do udzielenia pomocy. – Aleksander Łukaszenka poinformował właśnie, że wyjechał na leczenie do Kataru. To pokazuje, że Moskwa nie ma dziś nawet komu nakazać podjęcia działań osłonowych. Mieszkańcy zaczynają dostrzegać, że Rosja nie jest tak samowystarczalnym mocarstwem, jak przedstawiała to propaganda. Pojawia się poczucie zagrożenia i świadomość, że eksklawa może zostać pozostawiona sama sobie – dodaje.
Zdaniem rozmówcy WP znamienne jest również to, że rosyjskie media stosunkowo otwarcie relacjonują problemy z dostępnością paliwa. – W Rosji funkcjonuje niepisana zasada: skoro sam Putin przyznał, że istnieją problemy z paliwem, można już o nich mówić publicznie. Dlatego lokalne media nie powstrzymują się dziś przed pokazywaniem pustych dystrybutorów, kolejek i frustracji mieszkańców – podsumowuje prof. Mickiewicz.
Moskwa może mieć jednak ograniczone możliwości wsparcia Królewca, ponieważ problem niedoborów paliwa przestaje być lokalnym kryzysem w różnych zakątkach Rosji. Skalę problemu widać w danych: jak podał Reuters, powołując się na źródła branżowe, w tygodniu 15-21 czerwca produkcja benzyny w Rosji spadła o około 25 proc. wobec średniej z czerwca 2025 r.
To efekt ukraińskiej kampanii, którą Wołodymyr Zełenski nazywa “sankcjami dalekiego zasięgu”. 16 i 18 czerwca drony uderzyły w moskiewską rafinerię Gazprom Nieftu w dzielnicy Kapotnia – według źródeł branżowych cytowanych przez Reutera przerób ropy w zakładzie stanął, a operacje mają nie wrócić do normy przed 2027 r.
W nocy z 25 na 26 czerwca rosyjska obrona przeciwlotnicza raportowała zestrzelenie 660 dronów nad 12 regionami. To rekord od początku wojny. A 28 czerwca Ukraina podpaliła rafinerię Sławiańsk-na-Kubani w Kraju Krasnodarskim, kluczową dla zaopatrzenia okupowanego Krymu. Według analityków na początku czerwca z gry wypadła już blisko jedna trzecia rosyjskich mocy rafineryjnych, a krajowy przerób ropy spadł poniżej 4 mln baryłek dziennie – najniżej od 21 lat.
Już na początku czerwca rosyjskie Ministerstwo Energii przyznało, że ukraińskie ataki dronów na obiekty paliwowo-energetyczne doprowadziły do zakłóceń w dostawach paliw do południowych regionów kraju, choć zapewniano wówczas, że sytuacja pozostaje pod kontrolą.
Według rosyjskich mediów i analityków największe problemy występują obecnie w Moskwie i obwodzie moskiewskim, Petersburgu i obwodzie leningradzkim, a także na terenach okupowanych przez Rosję. Do 23 czerwca niedobory paliwa miały objąć już dziesiątki rosyjskich regionów, co oznacza, że Kreml może mieć coraz mniejsze możliwości ratowania swojej najbardziej wysuniętej na zachód eksklawy.