Polityk PiS ujawnia, jak zdobył stanowisko w pogotowiu. “Wysłałem CV”
Wirtualna Polska w ubiegłym tygodniu opisała zaś przypadek Miejskiego Centrum Medycznego w Piasecznie, gdzie według relacji sygnalisty kilkoro radnych Koalicji Obywatelskiej miało korzystać z nieformalnego dostępu do świadczeń w placówce. Chodziło m.in. o badania wykonywane poza kolejnością, pomoc w uzyskaniu skierowań do specjalistów “na cito” oraz recepty załatwiane SMS-em.
Wydaje się, że nie ma jednak najmniejszych szans, żeby postulat wskazywany przez środowisko lekarskie dało się wdrożyć. Pytana w wywiadzie WP o postulat ograniczania dostępności stanowisk kierowniczych w systemie ochrony zdrowia dla polityków, minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda odparła jedynie, że to decyzje dla właścicieli szpitali. Czyli właśnie dla samych polityków i samorządowców.
Tymczasem politycy, i to z każdej strony sceny, często traktują stanowiska kierownicze w szpitalach jako miejsce, gdzie można sobie dorobić, np. w przypadku wyborczej porażki. Jaskrawe przypadki widać na każdym kroku. Sprawdziliśmy, jak to się przedstawia w szpitalach i jednostkach medycznych województwa świętokrzyskiego.
Stanowisko specjalnie dla polityka Suwerennej Polski
W Świętokrzyskim Centrum Ratownictwa Medycznego i Transportu Sanitarnego przed zatrudnieniem członka Suwerennej Polski Tomasza Zbroga nie było nawet stanowiska dyrektora ds. administracyjno-gospodarczych. Ale je stworzono w sierpniu 2024 r.
– Szukałem pracy, wysyłałem CV – odpowiada WP Tomasz Zbróg, pytany o to, jak doszło do jego zatrudnienia.
Konkursu nie było, tylko zatrudnienie w formie powołania przez dyrektora jednostki. Pogotowie ratunkowe jest zaś własnością Urzędu Marszałkowskiego, w którym rządzi PiS.
– Jak ktoś szuka pracy, to rozpytuje, gdzie ewentualnie można znaleźć pracę i tak to poszło – wyjaśnia Tomasz Zbróg.
Dopytujemy, czy polityk zadzwonił w tej sprawie do marszałka województwa.
– Nie. Po prostu słyszałem, że będzie możliwość wakatu i się udało – odpowiada Zbróg.
Ale tam nie było wakatu. Tego stanowiska w pogotowiu w ogóle nie było – zwracamy uwagę dyrektorowi.
– Ale z tego względu, że firma się rozrasta, w tym momencie zostało utworzone dodatkowe stanowisko – przekonuje Tomasz Zbróg. Dodaje, że obecnie ma dużo pracy m.in. w związku ze zmianą Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa.
W jego przypadku widać ewidentnie, że stanowisko zastępcy dyrektora jest wyłącznie na pocieszenie. Bo zanim w sierpniu polityk Suwerennej Polski trafił do pogotowia, w maju miał zostać członkiem zarządu powiatu kieleckiego. Wybory wygrał tam PiS i na mocy umów między szefową PiS Anną Krupką a Patrykiem Jakim z Suwerennej Polski Tomasz Zbróg jako przedstawiciel tej ostatniej miał wejść do zarządu powiatu. Sromotnie przegrał jednak w tajnym głosowaniu, z którego wynikało, że decyzji władz partyjnych nie uznali nawet radni PiS. Wcześniej, jak pisała “Gazeta Wyborcza”, partia Zbigniewa Ziobry lobbowała, aby Zbróg trafił do zarządu województwa, ale tu również starania spełzły na niczym.
O Zbrogu zrobiło się głośno, kiedy w 2021 r. trafił na listę “tłustych kotów” PiS opublikowaną przez PSL. A to dlatego, że przez 8 lat był dyrektorem kieleckiego oddziału Totalizatora Sportowego. Zasiadał też w radach nadzorczych państwowych spółek, m.in. Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych Polskiego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych, czy Anwilu należącego do PKN Orlen. Wszystkie te stanowiska stracił jednak po wyborach parlamentarnych w 2023 r. Tomasz Zbróg partii również się odpłacał. W 2019 r. wpłacił 5 tys. zł na fundusz wyborczy PiS.
Dziś pytany o to, czy politycy powinni zajmować stanowiska kierownicze w systemie ochrony zdrowia uchyla się od odpowiedzi.
– Nie chciałbym się wypowiadać we własnej sprawie. Jeśli zapadną takie decyzje, to trzeba będzie się do tego dostosować i gdyby były takie rekomendacje, to trzeba będzie to przyjąć – deklaruje Tomasz Zbróg, dziś, po wchłonięciu Suwerennej Polski, szeregowy członek PiS.

Dla Michała Buckiego z Polskiego Stronnictwa Ludowego stanowisko dyrektora szpitala w Kazimierzy Wielkiej również było niejako na osłodę wyborczej porażki. Przez 13 lat był wicestarostą kazimierskim, pracował też w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. W 2024 r. postanowił zostać wójtem gminy Kazimierza Wielka. Tuż przed wyborami wsparł partię wpłatami w sumie na ponad 10 tys. zł. Trudno powiedzieć, czy się opłacało, bo odpadł już w pierwszej turze, przegrywając z kandydatami KO i PiS. Nie minęły jednak trzy miesiące i zamiast wprowadzać się do gabinetu wójta Bucki zapoznawał się z korytarzami SPZOZ w Kazimierzy Wielkiej jako jego nowy dyrektor.
Co ciekawe, Bucki na stanowisku dyrektora SPZOZ zastąpił Janinę Dobaj, która kilka dni wcześniej przeszła na emeryturę. Pani dyrektor szybko, bo już po kilku miesiącach wróciła do pracy, ale tym razem w ZOZ w Busku-Zdroju. Po kolejnych trzech miesiącach wygrała konkurs na dyrektora w tym miejscu. Nigdy nie startowała w żadnych wyborach.
Działacz Prawa i Sprawiedliwości Grzegorz Piwko od pięciu lat jest dyrektorem Szpitala Powiatowego w Chmielniku, należącego do powiatu kieleckiego rządzonego przez jego partię. Kiedy w 2018 r. PiS rządził na szczeblu centralnym, był kierownikiem jednego z wydziałów w kieleckim KRUS-ie. W tym samym roku wystartował w wyborach samorządowych z listy tej partii. Radnym nie został, ale w 2019 r. występował w mediach już jako pełniący obowiązki dyrektora Powiatowego Urzędu Pracy. Nie powiódł mu się także kolejny start w wyborach w 2024 r., gdzie znowu kandydował do Rady Powiatu w Kielcach.
– Czy polityka mi pomogła w karierze? Chyba nie – przyznaje Grzegorz Piwko. Dodaje, że zawsze identyfikował się z prawicą. – Gdybym ja powiedział, że odżegnuję się od jakichś poglądów politycznych, to pan by mnie wyśmiał – dodaje.
Pytany o odpolitycznienie stanowisk kierowniczych w systemie ochrony zdrowia nie znajduje jasnej odpowiedzi. Jego zdaniem przyczyną problemów jest jednak coś innego: rozdrobnienie i zbyt duża liczba organów właścicielskich: od miast, przez powiaty, województwa, uczelnie wyższe i ministerstwa. – Ja bym postulował uporządkowanie szpitali poprzez zmniejszenie liczby decydentów – mówi Piwko.

Szwagier senatora i harcerz Morawieckiego
Z polityką powiązania ma także dyrektor należącego do marszałka z PiS Świętokrzyskiego Centrum Psychiatrii w Morawicy. Piotr Kiełbowski jest szwagrem senatora Jacka Włosowicza, do niedawna zasiadającego w klubie PiS, wyrzuconego z niego w marcu za krytykę ugrupowania. W przeszłości Włosowicz był skarbnikiem Solidarnej Polski i to właśnie na tę partię w 2018 r. Kiełbowski wpłacił 3,5 tys. zł. Zasiadał wówczas w radzie nadzorczej Transgaz S.A., której głównymi udziałowcami są PKP Cargo oraz Polski Gaz – informowało Oko.Press. Jeszcze w 2006 r., kiedy bezrobotny wówczas Piotr Kiełbowski obejmował stanowisko dyrektora ds. handlowych w spółce Uzdrowisko Busko-Zdrój (właścicielem jest marszałek świętokrzyski), zapewniał dziennikarzy, że “nie było żadnych nacisków” w sprawie jego zatrudnienia ze strony szwagra.
W tym samym szpitalu w Morawicy zastępcą dyrektora ds. ekonomicznych jest Kinga Bierońska. To członkini PiS, kandydowała z listy tej partii w wyborach do Sejmu w 2023 r. W mediach społecznościowych często publikuje zdjęcia m.in. z Przemysławem Czarnkiem i Karolem Nawrockim.

Inną jednostką należącą do marszałka z PiS kieruje od czerwca 2025 r. Marcin Martyniak. W ub. roku wygrał konkurs na dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego, a w przeszłości robił karierę u boku Mateusza Morawieckiego. Mając zaledwie 32 lata został wiceministrem zdrowia w rządzie PiS i pełnił tę funkcję do 2023 r. W świętokrzyskich strukturach partii nazywano go nawet jednym z harcerzy Morawieckiego, z racji bardzo bliskiej współpracy z ówczesnym premierem. Wcześniej był m.in. analitykiem i doradcą w zespole eksperckim działającym w KPRM oraz szefem gabinetu politycznego ministra zdrowia Adama Niedzielskiego. Do początku 2024 r. zasiadał jako przedstawiciel ministra finansów w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.
W rozmowie z WP Martyniak przekonuje, że nigdy nie był członkiem żadnej partii politycznej, ani nie jest obecnie. A jego kariera w rządzie wynikała wyłącznie z podejścia eksperckiego. W kwestii odpolitycznienia stanowisk dyrektorskich ma wątpliwości, czy uda się to zrobić.
– Można podejmować pewne działania, można się starać o transparentność, natomiast do momentu kiedy nie będzie całkowitego zakazu o charakterze ustawowym, który będzie zakazywał łączenia tych dwóch funkcji, to dalej będzie się tak działo – uważa Marcin Martyniak.
Dodaje, że jeśli chce się zajmować się tą sprawą, to należałoby na nią spojrzeć z punktu widzenia nie tylko systemu ochrony zdrowia, ale wszystkich dziedzin życia, które są podległe samorządom, takich jak usługi komunalne, ciepłownictwo, wodociągi. – To nie może być robione wybiórczo – zastrzega Martyniak.
Prezes należącego do marszałka Uzdrowiska Busko-Zdrój Elżbieta Śreniawska w 2018 r. była liderką listy Prawa i Sprawiedliwości i zdobywczynią największej liczby głosów w wyborach do sejmiku z listy w Kielcach. Zanim trafiła do marszałkowskiej spółki zdrowotnej, była prezesem zbrojeniowego Mesko S.A. w Skarżysku-Kamiennej, należącego do państwowego koncernu Polska Grupa Zbrojeniowa. Straciła tam pracę po ostatnich wyborach parlamentarnych, a następnie trafiła do uzdrowiska.
Dyrektorem ekonomiczno-finansowym w tym samym uzdrowisku jest Agnieszka Wojdan, była prezes Enea Elektrownia Połaniec w latach 2022-2024. W 2019 r. wpłaciła 5 tys. zł na fundusz wyborczy PiS. Była wówczas dyrektorem finansowo-administracyjnym w spółce Enea Bioenergia. Członkiem rady nadzorczej uzdrowiska jest zaś Małgorzata Wiśniewska, radna powiatowa PiS w Busku-Zdroju. W uzdrowisku jest także głównym specjalistą ds. administracji.
Czasami to lokalne komitety wciągają znane osoby związane ze zdrowiem do startu w wyborach. Tak było z Jackiem Walkowskim, lekarzem i dyrektorem od 2023 r. powiatowego szpitala w Starachowicach. Walkowski wystartował w ostatnich wyborach samorządowych z komitetu firmowanego przez prezydenta miasta Marka Materka. Mandatu nie zdobył. Za to ten sam komitet ze starostą Piotrem Babickim rządzi obecnie w powiecie starachowickim, do którego należy szpital kierowany przez Walkowskiego.

Dyrektor Szpitala Specjalistycznego Ducha Świętego w Sandomierzu Marek Tombarkiewicz do Prawa i Sprawiedliwości nie należy, ale startował z list tej partii w wyborach do Sejmu w 2007 r. Posłem nie został, za to kilkanaście lat później trafił do rządu Beaty Szydło na stanowisko wiceministra zdrowia. Za rządów PiS został również powołany na dyrektora Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie.
Co ciekawe, ze ściągnięcia go do powiatowego szpitala w Sandomierzu w 2024 r. cieszył się starosta Marcin Piwnik z PSL. Zastępcą Tombarkiewicza w Sandomierzu jest zaś Andrzej Swajda, radny sejmiku województwa z PSL. Kiedy w 2023 r. zostawał p.o. dyrektora szpitala, zastąpił w nim innego polityka PSL Marka Kosa, który wówczas przechodził do Ministerstwa Zdrowia na stanowisko wiceministra.
Z analizy politycznych życiorysów szefów kieleckich jednostek medycznych wynika, że nie można do wszystkich stosować jednej miary. Kiedy rozmawiam o politycznych losach Stanisława Góździa, twórcy i dyrektora od 1991 r. do dziś Świętokrzyskiego Centrum Onkologii, słyszę przede wszystkim jak dobrym i szanowanym w środowisku jest lekarzem i menedżerem. Nie da się jednak ukryć, że był radnym miejskim wybranym z listy PiS (2006 r.) i PSL (2010). W 2011 jako kandydat ludowców walczył także o mandat senatora, ale przegrał. W 2014 r. dostał się zaś jako przedstawiciel PSL do Rady Miasta Kielce. W ub. roku prezydent Karol Nawrocki powołał go do Rady Zdrowia.
Od osoby znającej dyrektora słyszę znamienną opinię: – On, jak się go pytają, z jakiej jest partii, to odpowiada, że z PO. A ten skrót rozszyfrowuje jako Pacjent Onkologiczny – żartuje rozmówca WP.
PREMIUM Zapisz się na newsletter!
Zapisz mnie