Osiem lat temu wyprowadzali ją w kajdankach. Dziś prokuratura chce dla “królowej Zakopanego” rok w zawieszeniu
Małgorzata Chechlińska jeszcze przed dekadą miała status milionerki i figurowała na liście 100 najbogatszych Polek. Przedstawiano ją jako kobietę sukcesu – wraz z partnerem zbudowała hotelowe imperium Grupy Trip: pensjonat Czarny Potok oraz hotele Litwor i Belvedere, najbardziej luksusowe obiekty w Zakopanem. Gościły w nich gwiazdy muzyki i prezydenci. Chechlińskiej było jednak wciąż mało. W ramach swojej grupy postanowiła zbudować coś jeszcze większego.
Takim projektem – swoistą superinwestycją – był hotel pod Rawą Mazowiecką. Obiekt o nazwie Ossa ruszył w 2007 r. i był wtedy największym centrum hotelowo-konferencyjnym nie tylko w Polsce, ale w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Ogromny już w pierwotnej formie, później kilkukrotnie rozbudowywany. Dziś łączna długość jego skrzydeł to około 700 m, a powierzchnia — blisko 6 tys. m kw.
Ossa powstała jako konferencyjne zaplecze dla Warszawy i Łodzi — leży mniej więcej w połowie drogi, godzinę jazdy od każdego z miast. Nic dziwnego, że z tutejszych atrakcji (baseny, kręgielnie, kluby, restauracje, sala kinowa na 650 osób) korzystali pracownicy firm wysyłani przez centrale na szkolenia i wyjazdy integracyjne. Hotel zagrał też w filmie: to tu nakręcono komedię “Wyjazd integracyjny” z Tomaszem Kotem, która weszła na ekrany w 2011 r.
– Ten obiekt jest przepiękny, luksusowy i ogromny – mówił kilka lat temu były prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski. – Niektórzy twierdzą, że to drugi obiekt na świecie, po chińskim murze, który widać z kosmosu. Ja sam bardzo lubię tu przyjeżdżać – dodawał polityk.
Chechlińska i Krzanik pod Rawą Mazowiecką po prostu przeinwestowali. Hotel, którego budowę wciąż trzeba było spłacać, szybko wpadł w kłopoty finansowe. Inni hotelarze postawili podobne ośrodki bliżej Warszawy – może nie tak wypasione, ale tańsze i z krótszym dojazdem.
Już w 2015 r. spółka Park Edukacji SA, podległa Grupie Trip i zarządzająca hotelem Ossa, miała 162 mln zł długu. Większość stanowiły zobowiązania wobec PKO BP. Bank wcześniej wystawił swoje wierzytelności na sprzedaż, a w 2016 r. skierował do sądu wniosek o upadłość spółki i powołanie syndyka.
Wtedy Chechlińska wraz z rodziną, do której należały mniejsze udziały w Ossie, po raz pierwszy sięgnęła po swój “biznesowy pomysł”. Wydzierżawiła hotel z jednej własnej spółki do drugiej. Ta druga miała czerpać pełne zyski z prowadzenia obiektu, a zadłużonemu Parkowi Edukacji płacić symboliczny czynsz – i tylko te kwoty mógłby zająć syndyk. Nowej spółce “królowa Zakopanego” oczywiście wyłącznie doradzała, bo oficjalnie prowadzili ją jej zaufani pracownicy. Konstrukcja nie wypaliła: w 2016 r. Ossa trafiła na licytację. Dziś należy do spółek z Grupy Cyfrowy Polsat rodziny Solorzów, które wylicytowały hotel-gigant w 2020 r. za 49 mln zł. Kilka lat wcześniej PKO BP wyceniał go na pół miliarda.
Biznes milionerki z miliarderem jak “walka mrówki ze słoniem”
Po utracie Ossy Grupa Trip znalazła się pod ścianą. Chechlińska bała się, że straci też zadłużone obiekty w Zakopanem. Część z nich rozbudowywała bez wymaganych pozwoleń, co zakwestionował nadzór budowlany – sypały się kary. Mimo to w Belvedere podczas wizyt w Zakopanem nocował ówczesny prezydent Andrzej Duda. Ostatecznie bizneswoman i jej partner doszli do wniosku, że trzeba ratować, co się da.
Zaczęli więc szukać kupca na prestiżowy Belvedere, leżący u wylotu Doliny Białego. Na jednej z rozpraw Chechlińska tłumaczyła, że o planach sprzedaży wspomniała podczas prywatnego spotkania swojemu ówczesnemu znajomemu, mec. Jerzemu Modrzejewskiemu.
Ten znany warszawski prawnik prowadził wtedy wiele spraw dla rodziny Zygmunta Solorza – najbogatszego wówczas Polaka, właściciela m.in. elektrowni w Koninie, Telewizji Polsat i sieci Plus. Modrzejewski przekazał mocodawcom, że Belvedere jest na sprzedaż. Do pomysłu wejścia w hotelarstwo zapalił się najstarszy syn miliardera, Tobias Marcus.
Wszedł w ten biznes z Chechlińską. Za pośrednictwem warszawskiej kancelarii Modrzejewski i Wspólnicy strony podpisały w 2016 r. umowę przedwstępną sprzedaży hotelu za 64 mln zł, a na konto hotelarki trafiło 20 mln zł zadatku. Umowę skonstruowano tak, że wycofanie się ze sprzedaży oznaczało dla “królowej Zakopanego” zwrot zadatku i dodatkowo 20 mln zł kary. Kolejny zapis mówił, że jeśli Solorzowie tych 40 mln zł nie dostaną, przejmą inny hotel Grupy Trip – pięciogwiazdkowy Litwor przy samych Krupówkach.
Solorzowie zabezpieczyli się więc bardzo mocno. Mimo to Chechlińska z porozumienia się wycofała. Pieniędzy nie oddała, kary nie zapłaciła. Kancelaria Modrzejewski i Wspólnicy przejęła wtedy Litwor, który zabezpieczał umowę. I tu zaczyna się historia na scenariusz filmowy.
Czy istniał “Układ Zakopiański”?
Chechlińska ponownie sięgnęła po mechanizm z powoływaniem kolejnych spółek. Wiedziała, że straci Litwor, ale chciała zarabiać na nim także wtedy, gdy formalnie nie będzie już właścicielką.
Gdy kancelaria Modrzejewski i Wspólnicy rozpoczęła procedurę wpisu do ksiąg wieczystych jako nowy właściciel, “królowa Zakopanego” wydzierżawiła cały obiekt nowo powołanej spółce. Kierować miał nią jej pracownik – były dyrektor hotelu. Ona i Krzanik oficjalnie nie mieli z tą spółką nic wspólnego, jedynie jej “doradzali”. Umowa dzierżawy z Grupą Trip opiewała na wiele lat, z symbolicznym czynszem. Twórczyni Grupy Trip uważała, że ma prawo wydzierżawić obiekt, póki w księgach figuruje jako właścicielka.
Według prokuratury w ten sposób chciała ograć Solorzów. Ci przejęliby hotel wyłącznie formalnie – przez wiele lat nie zobaczyliby z niego żadnych pieniędzy poza symbolicznym czynszem. Rodzina z Polsatu nie zamierzała jednak odpuszczać.
30 lipca 2017 r., w samym środku wakacji, grupa wynajętych ochroniarzy weszła do Litwora i wyprosiła z niego wszystkich gości. Szybko wyszło na jaw, że pracują na rzecz nowych właścicieli hotelu. Siłowe przejęcie trwało około tygodnia – przez ten czas ochroniarze pilnowali obiektu dzień i noc. Chechlińska jednak kontratakowała.

Zakopiański sąd wydał jej zabezpieczenie. Uznał, że nowo powołana spółka – ta, w której “królowa Zakopanego” wyłącznie doradzała – ma prawo użytkować hotel na mocy umowy dzierżawy. Uzbrojona w ten dokument Chechlińska znalazła komornika ze Śląska i odzyskała obiekt na kilka tygodni. Potem znów przejęli go ludzie Solorza. Do końca 2017 r. hotel zmieniał władanie jeszcze kilka razy.

Wtedy do gry weszły media należące do Solorzów. Polsat wyemitował serię materiałów o “Układzie Zakopiańskim” – koterii prokuratorsko-sędziowsko-biznesowej, która miała pod Giewontem chronić Chechlińską i Krzanika. Sprawa trafiła też do rządu. Ostatecznie śledztwo w sprawie domniemanego oszustwa przejęła prokuratura w Warszawie.
Zebranie dokumentów zajęło prokuraturze trochę czasu, ale ostatecznie uderzyła bardzo ostro. W marcu 2018 r., gdy padły zarzuty, Chechlińską wyprowadzono z własnego domu w kajdankach. Grozi jej do 10 lat więzienia. Prokuratura wnioskowała o areszt dla niej i Krzanika, a sąd się na to zgodził. Para wyszła na wolność kilka dni później za kaucją – w przypadku Chechlińskiej bagatela, milion złotych. Do dziś nie wiadomo, skąd wzięła te pieniądze, skoro twierdziła wtedy, że jest bankrutką bez dochodów.
Proces najpierw nie mógł wystartować, a później zaliczył przerwę
Kolejny rok Chechlińska, Krzanik i pozostali oskarżeni spędzili na wolności. Para zaraz po wyjściu z aresztu wzięła ślub. Wcześniej żyli w związku nieformalnym, więc sąd zakazał im kontaktu – co było kłopotliwe, skoro mieszkali pod jednym dachem. Wobec małżeństw takich zakazów się nie stosuje. Rok później Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko siedmiu osobom związanym z Grupą Trip.
Jak tłumaczył w 2019 r. Łukasz Łapczyński, ówczesny rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, Chechlińska została oskarżona o oszustwo na szkodę spółki Modrzejewski i Wspólnicy oraz o to, że za pośrednictwem współoskarżonych podejmowała czynności mające udaremnić zaspokojenie wierzyciela.
Gdy wydawało się, że proces wkrótce ruszy, wybuchła pandemia COVID-19 i sparaliżowała sądy. Pierwsze posiedzenie odbyło się dopiero 5 maja 2022 r. Przez dwa lata rozprawy szły w miarę cyklicznie, aż w 2024 r. przyszedł kolejny zwrot: przedstawiciele Tobiasa Marcusa Solorza wycofali się z procesu, w którym byli oskarżycielami posiłkowymi. Sprawa zamarła na dwa lata. Kolejna rozprawa odbyła się dopiero w czerwcu 2026 r.

Czy na ukaraniu Chechlińskiej komukolwiek jeszcze dziś zależy?
Jak nieoficjalnie ustaliła Wirtualna Polska, powodów zawieszenia procesu było kilka. Jednym z nich stało się zamieszanie wokół samej rodziny Solorzów. Spór o dziedziczenie po Zygmuncie Solorzu sprawił, że jego najstarszy syn wycofał pełnomocnictwa dla kancelarii Modrzejewski i Wspólnicy – a jej rola w przejęciu hotelu w latach 2016-2017 była kluczowa.

Do tego w listopadzie 2022 r. należąca do Tobiasa Solorza spółka TMS Spartaco podpisała z Chechlińską i Grupą Trip porozumienie pozasądowe. Jego szczegółów nie ujawniono – obie strony chronią je jako tajemnicę handlową. Sąd zajrzał do dokumentu dopiero w środę.

Jak nieoficjalnie ustaliła Wirtualna Polska, miliarder i upadła “królowa Zakopanego” zakopali w nim topór wojenny. Chechlińska prawdopodobnie sprzedała na mocy tej umowy wyposażenie hoteli Belvedere, Litwor i Czarny Potok – formalnie należało do innej jej spółki, więc nie objęła go egzekucja. Wszystkie trzy obiekty są dziś własnością spółki Tobiasa Solorza: Litwor przejął w opisany wyżej sposób, Belvedere i Czarny Potok kupił na licytacjach komorniczych.
Oficjalnie nikt tego nie łączy. Faktem jest jednak, że wniosek prokuratora o rok w zawieszeniu padł w sprawie, z której pokrzywdzeni wycofali się dwa lata wcześniej.
W środę podczas mowy końcowej prokurator zawnioskował o rok pozbawienia wolności w zawieszeniu i grzywnę dla Chechlińskiej i Krzanika. Wobec pozostałych oskarżonych zażądał ośmiu miesięcy w zawieszeniu na trzy lata.
Rok w zawieszeniu to niewiele. Zwłaszcza gdy osiem lat wcześniej ta sama prokuratura wnioskowała o areszt dla Chechlińskiej i Krzanika, a za wypuszczenie ich na wolność zażądała miliona złotych kaucji. Obrońcy wszystkich oskarżonych wnosili o uniewinnienie. Jeden z nich przekonywał, że jego klientka nigdy nie próbowała oszukać rodziny Solorzów.
– Tylko ktoś niepoważny mógłby w tym kraju próbować oszukać Solorza – mówił obrońca. Jego zdaniem obie strony w 2016 r. nie do końca rozumiały zapisy umowy sprzedaży Belvedere, a gdy je zrozumiały, zaczęły bronić swoich interesów. Nie było w tym próby oszukania kogokolwiek.
Wyrok zapadnie jeszcze w tym roku. Chechlińska na razie nie komentuje. – Wypowiem się szerzej po wyroku – ucina w rozmowie z WP.