11 August, 2026

Orka na ugorze [OPINIA]

Wszystko to krew w piach. Zmieniają się w Polsce rządy, polityka karna jest podkręcana albo luzowana, prokuratorzy generalni przychodzą i odchodzą, a temat nadużywania tymczasowego aresztowania jak był, tak jest. Nie jest to zresztą wyłącznie nasza wewnętrzna diagnoza. Europejski Trybunał Praw Człowieka wielokrotnie stwierdzał, że Polska naruszyła Europejską Konwencję Praw Człowieka sposobem stosowania tymczasowego aresztowania. Przypominał, że sam ciężar zarzutów nie może usprawiedliwiać trzymania kogoś za kratami przez długie miesiące. Problem widać także wciąż w statystykach.

Orka na ugorze [OPINIA]

Na dzień publikacji tego tekstu w polskich jednostkach penitencjarnych przebywało 7775 tymczasowo aresztowanych. Niby dużo, ale wciąż dużo mniej niż na początku XXI wieku, kiedy to w aresztach śledczych gościliśmy ponad 24 tys. tymczasowo aresztowanych. Faktem jest, że liczba ta znacznie zmalała w latach do 2016 r., a następnie zaczęła stopniowo rosnąć, osiągając ponowny szczyt w 2020 r. Od tego czasu utrzymuje się na w miarę stałym poziomie, gdzieś pomiędzy 7,5 a 9 tys. osób tymczasowo aresztowanych, z niewielką tendencją malejącą.

Może więc nie jest wcale tak źle, mógłby ktoś zapytać. Problem leży jednak obecnie gdzie indziej. Mianowicie w łatwości, z jaką sądy akceptują wnioski o zastosowanie tymczasowego aresztowania, o czym boleśnie przekonał się gliwicki rolnik. Wciąż na wysokim poziomie utrzymuje się bowiem odsetek prokuratorskich wniosków, które znajdują akceptację sądów.

Orka na ugorze [OPINIA]Rolnik zaorał asfalt i trafił do aresztu. 60-latek nie ma adwokata Orka na ugorze [OPINIA]

W ciągu ostatnich 16 lat nie zeszliśmy nigdy poniżej 87 uwzględnionych wniosków na każde 100 złożonych. Zwykle liczba ta oscyluje raczej wokół 90. O tym, czy tymczasowe aresztowanie będzie stosowane, od lat decyduje więc głównie prokuratura, w momencie gdy składa wniosek. Jak widać, gdy wniosek zostanie już złożony, szanse, że klient zostanie puszczony wolno, nie są najwyższe. Gorzej wygląda chyba tylko statystyka uniewinnień.

Dlaczego tak się dzieje? Przyczyn jest kilka. Nasz krajowy Kodeks postępowania karnego napisany jest bowiem tak, aby łatwiej było aresztować. Akcenty rozłożono w ten sposób, aby prokuratorowi oraz orzekającemu areszt sądowi było “z górki”, a drugiej stronie “pod górkę”.

Po pierwsze, dostęp do akt jest limitowany. Obrona widzi tylko to, co prokurator wybrał dla uzasadnienia dużego prawdopodobieństwa popełnienia przez podejrzanego zarzucanego mu czynu. Aby zobaczyć całość, musi poczekać na zgodę prokuratora albo na zakończenie postępowania przygotowawczego.

Orka na ugorze [OPINIA]

Po drugie, posiedzenia aresztowe odbywają się za zamkniętymi drzwiami. Publiczne ujawnienie z nich informacji stanowi przestępstwo. W takich warunkach społeczna kontrola sposobu procedowania sądu oraz podjętej przez niego decyzji procesowej jest znacznie utrudniona.

Orka na ugorze [OPINIA]"Skandal". Burza po areszcie dla rolnika z Gliwic

Po trzecie, swoje robi psychologia podejmowania decyzji. Wniosek prokuratora to gotowa argumentacja, którą można wpisać w postanowienie o zastosowaniu tymczasowego aresztowania. Odmowa aresztu to zaś konieczność wejścia z tą argumentacją w polemikę, połączona z dużą szansą na uchylenie postanowienia w drugiej instancji.

Orka na ugorze [OPINIA]

Wreszcie są wadliwe regulacje prawne. W teorii środki zapobiegawcze służyć mają zabezpieczeniu prawidłowego toku postępowania. Tłumacząc z prawniczego na ludzki, stosuje się je po to, aby podejrzany nie dzwonił do świadków z ofertami zmiany zeznań albo żeby nie dał dyla za granicę. Jeśli kogoś chce się zamknąć, należałoby więc w jakikolwiek sposób wykazać, że dana osoba mataczy albo szykuje się do ucieczki. W praktyce wystarczy w tym aspekcie niewiele. Niedawno widziałem postanowienie, w którym areszt uzasadniono faktem wcześniejszego przebywania za granicą w trakcie Erasmusa. Wiadomo, jeśli ktoś ma znajomych w Amsterdamie, to na pewno ma niecne intencje i czmychnie przy pierwszej okazji.

Ustawodawca uznał jednak, że nawet taki standard bywa niekiedy zbyt trudny do spełnienia. Przyjął, że z pewnością będą jakieś sprawy, w których nie wystąpią żadne okoliczności uzasadniające obawę ucieczki lub matactwa, ale aresztować trzeba. Stworzył więc rozwiązanie, które pozwala przyjąć, że potrzeba stosowania tymczasowego aresztowania może być uzasadniona samą grożącą podejrzanemu surową karą.

Teoretycznie powinna to być kara realnie grożąca, a więc taka, której orzeczenie w kontekście danej sprawy jawi się jako prawdopodobne. W praktyce różnie z tym bywa. Niekiedy wystarczy, że czyn zarzucony podejrzanemu “załapie się” w widełki wskazane przez ustawodawcę, a więc będzie zagrożony co najmniej karą 8 lat pozbawienia wolności. W trakcie niedawnych badań aktowych taki standard procedowania napotkaliśmy w HFPC w większości analizowanych spraw, w których sądy powoływały się na tę przesłankę. Nie trzeba dodawać, że spora część tych postępowań wcale nie zakończyła się wymierzeniem surowej kary.

Orka na ugorze [OPINIA] Orka na ugorze [OPINIA]Rolnik z Ostropy zaorał asfalt. Mieszkańcy czekali na ten remont od lat

Jedna przesłanka wystarczyła?

Wydaje się, że ofiarą zabiegu związanego z grożącą surową karą padł także rolnik z Gliwic. Zarzucono mu zniszczenie mienia znacznej wartości, a więc przestępstwo zagrożone karą 10 lat pozbawienia wolności. Nikogo najwyraźniej nie interesowało, że sprawa dowodowa jest całkiem jasna. Sam sprawca został zatrzymany na gorącym uczynku, a jego czyn widziała cała grupa świadków. Nagranie z incydentu stało się viralem, który do momentu tymczasowego aresztowania zdążyła zobaczyć połowa Polski.

Skoro dowody zebrano na miejscu, to co właściwie trzeba zabezpieczyć w toku postępowania? Wątpliwe jest także, aby podejrzany dysponował środkami i zasobami pozwalającymi na skuteczną ucieczkę przed wymiarem sprawiedliwości. Nie wskazywał na to bynajmniej ciągnik, którym zaorał drogę.

Orka na ugorze [OPINIA]

Wbrew medialnej narracji podstawą tymczasowego aresztowania nie mogły być nawet przypisywane podejrzanemu rolnikowi zapowiedzi dokończenia orki. Kodeks postępowania karnego pozwala bowiem sięgnąć po areszt z obawy, że podejrzany popełni kolejne przestępstwo, tylko w wąsko zakreślonym przypadku, to znaczy wtedy, gdy zachodzi uzasadniona obawa popełnienia przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub bezpieczeństwu powszechnemu, zwłaszcza gdy sprawca popełnieniem takiego czynu groził.

Zaoranie kolejnego odcinka asfaltu, choćby zapowiedziane wprost, w tym katalogu się nie mieści. Nie godzi bowiem w życie, zdrowie czy bezpieczeństwo powszechne. Innymi słowy, nawet gdyby rolnik rzeczywiście zapowiadał powrót z pługiem, prawo nie pozwalało zamknąć go z tego powodu. Po raz kolejny okazuje się więc, że całą pracę wykonała tu najprawdopodobniej jedna przesłanka, ta oparta na grożącej surowej karze.

Orka na ugorze [OPINIA]Rolnik zaorał świeży asfalt w Gliwicach. Mamy nagranie

Teoretycznie sąd powinien się wytłumaczyć, dlaczego nie zdecydował się użyć innych środków zapobiegawczych. Tak przynajmniej stanowi Kodeks postępowania karnego. W praktyce standard ten się jednak nie przyjął. W trakcie niedawnych badań aktowych przeanalizowaliśmy w HFPC nieco ponad 100 postanowień o zastosowaniu tymczasowego aresztowania.

Jedynie dziewięć z nich zawierało jakąkolwiek argumentację uzasadniającą, dlaczego w danej sprawie nie wystarczy dozór policji, zakaz opuszczania kraju czy inny środek mogący zastąpić areszt. W 25 sprawach nie znalazło się nic. W pozostałych 75 sąd załatwił rzecz jednym zdaniem wskazując, że zastosowanie innych środków zapobiegawczych nie pozwoli zabezpieczyć odpowiedniego biegu postępowania karnego.

Dużo trudu, plonu brak

Podobnie ma się sytuacja z regulacjami nakazującymi badać, czy w sprawie nie wystąpiły okoliczności uzasadniające odstąpienie od stosowania tymczasowego aresztowania, na przykład względy zdrowotne lub szczególnie negatywne skutki dla podejrzanego lub jego rodziny. Również ta kwestia bywa zbywana jednozdaniowym ogólnikiem.

Powstaje więc asymetria. Przepisy sprzyjające aresztowaniu są proste w obsłudze i konkretne. W części opierają się na niemal nieobalalnym domniemaniu działania jednostki w złej wierze. Tworzą autostradę do decyzji o zastosowaniu tymczasowego aresztowania. Te zaś, które mają zapewniać proporcjonalność reakcji, chronić wolność i sprawiedliwość, mają charakter pobożnych życzeń, które można zbić jednym ogólnikowym zdaniem.

Orka na ugorze [OPINIA]Rolnik zaorał nowy asfalt. Oto co mu teraz grozi

W końcu wydaje się, że sądy aresztują, bo nikt nie dał im do ręki innych realnych sposobów zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania karnego. Mimo postępującego rozwoju technologicznego polskie postępowanie karne w dalszym ciągu posługuje się rozwiązaniami z ubiegłego wieku. Alternatywą dla aresztu jest między innymi dozór policyjny, a więc obowiązek meldowania się w wyznaczonych porach na komisariacie, albo zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu. Brutalna prawda jest jednak taka, że żaden z tych środków nie zabezpieczy realnie przed ucieczką podejrzanego.

Jednocześnie do zabezpieczenia postępowania nie wykorzystujemy rozwiązań, które wdrożyliśmy chociażby na gruncie postępowania karnego wykonawczego. Od dawna działa w nim dozór elektroniczny, monitorujący na bieżąco miejsce pobytu skazanego. Plany wprowadzenia zbliżonego rozwiązania w postaci aresztu domowego przewijają się w debacie publicznej od lat. Ostatnio pracę nad takimi zmianami deklarowało Ministerstwo Sprawiedliwości. Jak dotąd nie zmaterializowały się one jednak w postaci projektu ustawy skierowanego do Sejmu.

Tymczasem gra jest warta świeczki. Areszt domowy wiąże się bowiem z nawet czterokrotnie niższymi kosztami niż areszt tradycyjny. Jednocześnie pozwala efektywnie kontrolować miejsce pobytu podejrzanego, utrzymywać mu więzi społeczne, a także kontynuować pracę.

Wygląda więc na to, że problem nadużywania tymczasowego aresztowania zostanie z nami jeszcze na dłużej. Cenę płacą tacy ludzie jak rolnik z Gliwic, trzema miesiącami wyjętymi z życia, zanim ktokolwiek przesądził o ich winie. Rachunek dostajemy jednak wszyscy, w upadłych firmach, nieskoszonych plonach, zszarganych życiorysach, w zasądzanych po latach odszkodowaniach za niesłuszne areszty. Wreszcie w zaufaniu do państwa, któremu łatwiej kogoś zamknąć niż wytłumaczyć, dlaczego się to zrobiło.

Bo areszt, który miał zabezpieczać proces, coraz częściej sam staje się karą wymierzaną, zanim zapadnie jakikolwiek wyrok. A kolejne raporty, apele i projekty ustaw, które mają to zmienić, od lat przypominają orkę na ugorze. Dużo trudu, plonu brak.

PREMIUM Zapisz się na newsletter!

Zapisz mnie

Podobne artykuły