18 July, 2026

Księży będzie mniej? I to wcale nie jest źle

Już teraz w archidiecezji częstochowskiej kasuje się część parafii, a w archidiecezji krakowskiej (bardzo licznej i wciąż mającej powołania) kardynał Grzegorz Ryś poprosił część przechodzących na emeryturę duchownych, by pozostali na swoich placówkach. Powód? W tym roku na emeryturę miałoby przejść szesnastu księży, a wyświęcono tylko czterech nowych, co oznacza, że nawet w potężnej diecezji może w krótkim czasie zacząć brakować duchownych, którzy będą w stanie (a nie każdy jest w stanie) objąć administracyjną, ekonomiczną i duszpasterską odpowiedzialność za parafię.

Księży będzie mniej? I to wcale nie jest źle Księży będzie mniej? I to wcale nie jest źleNieodwracalny trend. Księży będzie mniej [OPINIA]

I z roku na rok będzie tylko gorzej, bo na tym etapie nie da się odwrócić ani trendu laicyzacyjnego (a to on sprawia, że jeśli jest mniej religijnej młodzieży, to mniejszy odsetek młodych ludzi w ogóle może myśleć o życiu duchownym) ani demograficznego (który sprawia, że jest w ogóle mniej młodych).

Jeśli do tego dodać – wciąż nieraportowany, ale realny problem – jakim są odejścia księży z kapłaństwa (rocznie w skali Polski to może być ponad setka, a może nawet więcej osób), a także fakt, że także w Polsce część (niewielka, ale rosnąca) duchownych nie chce być proboszczami – to skala wyzwania staje się pełna.

Księży będzie mniej? I to wcale nie jest źle

Część z biskupów już się do niego przygotowuje i nie tylko informuje wiernych w specjalnych listach o tym, że sieć parafialna będzie się zmniejszać, ale także ostrzega księży, że coraz częściej będą pracować na parafiach pojedynczych, a być może później przechodzić na emeryturę.

Mniej księży – gdzie leży problem

To realny problem, z którym mierzyć się będą hierarchowie w całej Polsce. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście ma on wyłącznie wymiar negatywny? Dla biskupów niewątpliwie jest to problem, ale dla wiernych, a i dla samych duchownych wydaje się to mieć znacznie więcej pozytywnych aspektów niż może się wydawać.

Dlaczego? Zacznijmy od duchownych. Wielu z nich narzeka na zły standard zarządzania kadrami w Kościele, nie rozumie, dlaczego musi tak długo czekać na awans (ich koledzy często są już prezesami, dyrektorami czy profesorami, a oni wciąż wikariuszami), a także wskazuje, że nie są wystarczająco doceniani przez przełożonych. Z czego to się bierze? Wiele lat temu ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski wprost stwierdził, że z nadmiaru kadr. – Jest nas tak dużo, że dla biskupów jesteśmy dobrem wymiennym. Nie trzeba się o nas troszczyć, bo zawsze ktoś nas zastąpi – mówił.

Księży będzie mniej? I to wcale nie jest źle

To się jednak zmienia, co znaczy, że w sytuacji, gdy brakuje księży, trzeba będzie się o nich zacząć bardziej troszczyć, szukać dla nich odpowiednich miejsc, pomagać w radzeniu sobie z kryzysami, dostosowywać model zarządzania do ich potrzeb, a nie tylko do wygody biskupów. Te zmiany już zachodzą, a będą zachodzić jeszcze szybciej, gdy biskupom rzeczywiście zajrzą w oczy braki kadrowe. W wielu lokalnych Kościołach na Zachodzie już to widać. Biskupi w nominacjach kierują się nie tyle swoją wolą ani nawet nie tylko interesem Kościoła, ale także potrzebami księży, ich możliwościami rozwoju. Dlaczego? Bo wiedzą, że księdza, który odejdzie (albo umrze), nie będzie kim zastąpić.

Ale korzyści ze spadającej liczby księży mogą odnieść także świeccy i szerzej Kościół w Polsce. Standard polskiego katolicyzmu jest obecnie taki, że wielu z duchownych wcale nie pracuje na parafiach, nie pełni posługi duszpasterskiej, ale zajmuje się administracją kurialną, zarządzaniem finansami, przewodzi mediom (niekiedy bez jakiejkolwiek kompetencji w tej dziedzinie), a nawet dyrektoruje hotelom. Do żadnej z tych rzeczy święcenia kapłańskie nie są potrzebne, co oznacza, że jeśli gdzieś zaczyna brakować duchownych, to zawsze można sięgnąć do tej puli, a miejsca zajmowane dotąd przez duchownych powierzyć świeckim.

Księży będzie mniej? I to wcale nie jest źleKościół polski, niekoniecznie katolicki. Wnioski z reakcji na list KEP [OPINIA] Księży będzie mniej? I to wcale nie jest źle

Tego rodzaju rozwiązanie nie tylko “uwolni” pewną grupę kadr do pracy parafialnej, ale także sprawi, że wierni będą zmuszeni brać odpowiedzialność za instytucje kościelne we własne ręce. A tak się składa, że jak się zdaje, ekonomiści lepiej zarządzają kasą niż teolodzy, a dziennikarze lepiej zarządzają mediami niż księża. Może się więc łatwo okazać, że to, co jest obecnie odbierane jako problem i wyzwanie, ostatecznie okaże się szansą.

Inaczej jest w przestrzeni duszpasterskiej, bo w pewnych kwestiach – spowiedzi, sprawowania Mszy świętej – ksiądz zastąpiony być nie może. Ale i tu – choć realne problemy mogą się z czasem pojawić – warto sobie uświadomić, że wiele z posług sprawować mogą świeccy (a jeszcze więcej żonaci diakoni stali), a powierzanie im odpowiedzialności będzie sprawiać, że parafie będą się zmieniać, dostosowywać do współczesności i stawać się bardziej wspólną sprawą niż odpowiedzialnością proboszcza.

Warto też zwrócić uwagę, że część z tych zmian jest już wprowadzana w życie. Kardynał Ryś nie tylko przedłużył części duchownych wiek emerytalny, ale również powierzył nadzór nad kwestiami ekonomicznymi w diecezji osobie świeckiej. W archidiecezji warszawskiej po rezygnacji (znakomitego skądinąd) rzecznika prasowego księdza Przemysława Śliwińskiego, jego miejsce także zajęła świecka kobieta Patrycja Michońska. To także jest znak czasów, który, choć oczywiście oznacza zmiany, to jednocześnie wyznacza nowe, lepsze standardy. Standardy, które zostaną z nami na dłużej, bo procesu spadku liczby księży nie da się (na tym etapie) zatrzymać.

PREMIUM Zapisz się na newsletter!

Zapisz mnie

Podobne artykuły