Dom na męża i 725 tysięcy dochodu. Najpierw milczenie, później nerwowe tłumaczenia minister zdrowia
25 sierpnia 2025 r. Miesiąc po tym, jak została ministrą zdrowia, Sobierańska-Grenda przepisała swój udział w domu na męża. Wynika to z księgi wieczystej. Dom znajduje się pod Malborkiem, ma 109 mkw. Ministra wyceniła go na 420 tysięcy złotych. Do tego działka o powierzchni 637 mkw. Oba składniki były współwłasnością małżeńską – należały do niej i do męża.
Dom był wspólny, ale 25 sierpnia minister przekazała mężowi swój udział umową darowizny. Żeby to było możliwe, małżonkowie musieli wcześniej rozdzielić majątki – z majątku wspólnego nie da się bowiem darować “swojej połowy”, dopóki jest wspólny. Kiedy to zrobili, z oświadczeń nie wynika. A to ważne, bo po takim rozdzieleniu majątek męża znika z oświadczenia żony: dom, który jeszcze w lipcu figurował jako jej własność, w grudniu już do niej nie należy – i nie musi go wykazywać w kolejnych oświadczeniach (tak się zresztą stało, dom na początku kadencji był w pierwszym oświadczeniu majątkowym, za zakończony 2025 r. już nie).


Zapytaliśmy Ministerstwo Zdrowia wprost, czy doszło do przekazania nieruchomości mężowi. Biuro Komunikacji do momentu publikacji nie odpowiedziało na to pytanie.
725 tysięcy złotych. Najpierw bez konkretów
Z kolei w oświadczeniu majątkowym Sobierańskiej-Grendy za 2025 r. jedna pozycja aż prosi o zadanie pytań. W rubryce “inne osiągnięte dochody” minister wpisała około 725 tys. zł brutto. Bez słowa, skąd te pieniądze. Żeby oddać skalę: pensja ministerialna Sobierańskiej-Grendy za okres od lipca do grudnia 2025 r. to 113 tys. zł brutto. Dochód z najmu – 63 tys. zł.
W wywiadzie dla Wirtualnej Polski dziennikarz Paweł Buczkowski trzykrotnie dopytywał minister o pochodzenie kwoty określonej jako “inne dochody” – zwłaszcza że Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało właśnie projekt ujawnienia zarobków lekarzy. Sobierańska-Grenda za każdym razem uchylała się od konkretów.
“Wszystko jest jawne. Z rzetelnie i uczciwie wykonywanej pracy, czy to w roli radcy prawnego, zarządzającego czy wykładowcy. Biorę pełną odpowiedzialność za moje życie zawodowe” – stwierdziła jedynie.
Potem tłumaczenie na X
Po przesłaniu w środę pytań o zagadkową kwotę, Ministerstwo przesłało odpowiedź, z której wynika, że na kwotę składają się trzy części:
- 530 221,66 zł brutto to, jak czytamy, “część stała wynagrodzenia za 2025 r., część zmienna za 2024 r. oraz odszkodowanie za zakaz konkurencji z kontraktu menedżerskiego wiążącego minister ze Szpitalami Pomorskimi”,
- 128 000 zł brutto – z umowy z Województwem Podlaskim, “projekt zakończony w kwietniu 2025 r.”,
- pozostała kwota to należność za działalność naukowo-dydaktyczną.
Ministerstwo nie odniosło się do pozostałych pytań – o przepisanie domu na męża, o datę rozdzielności majątkowej, o umowę najmu za 63 tys. zł ani m.in. o zniknięcie z oświadczenia kredytu w Banku Pekao. Poinformowano nas, że “odpowiedzi na pozostałe pytania są w toku przygotowań”. Pół godziny później odpowiedź przygotowaną dla WP ministerstwo opublikowało na portalu X.
Jest w tej wypłacie element, który sam się prosi o pytanie.
Odszkodowanie za zakaz konkurencji to rekompensata za to, że przez jakiś czas po odejściu były menedżer nie będzie konkurował z dawnym pracodawcą – nie przejdzie do konkurencji, nie wykorzysta przeciw niemu wiedzy i kontaktów. Sobierańska-Grenda nie odeszła jednak do prywatnej kliniki ani do konkurencyjnej spółki. Została ministrą zdrowia – objęła urząd, który cały ten sektor nadzoruje. Trudno wskazać, jakiej konkurencji dla szpitalnej spółki samorządu miałaby nie podejmować osoba kierująca resortem zdrowia. A mimo to publiczna spółka wypłaciła jej z tego tytułu odszkodowanie – z publicznych pieniędzy.
W przypadku Sobierańskiej-Grendy przewiduje to uchwała zgromadzenia wspólników Szpitali Pomorskich z 14 lipca 2025 r. Zgodnie z nią odszkodowanie za każdy miesiąc zakazu nie może przekroczyć 100 procent miesięcznego wynagrodzenia stałego prezesa, a sam zakaz – sześciu miesięcy. Przy zarobkach, jakie minister wykazywała w spółce (w 2024 r. ponad 569 tysięcy złotych), daje to potencjalnie kwotę rzędu kilkuset tysięcy złotych. Ile dokładnie? Nie wiemy.

O rozliczenia przy odejściu Sobierańskiej-Grendy zapytaliśmy również Szpitale Pomorskie – m.in. o umowy wiążące ją ze spółką i o wysokość odszkodowania za zakaz konkurencji.
Spółka nie odpowiedziała jednak w trybie właściwym dla prasy. Jej rzecznik Krzysztof Piotrowski przekwalifikował nasze pytania na wniosek o dostęp do informacji publicznej i wydłużył termin odpowiedzi do 14 dni – choć zapytanie prasowe, zgodnie z prawem prasowym, powinno zostać rozpatrzone bez zbędnej zwłoki. Na odpowiedź wciąż czekamy.
128 tys. zł z Podlasia. Sprawą zajmuje się prokuratura
Jedna z ujawnionych części dochodu minister zdrowia ma jednak dodatkowe tło. 128 tys. zł z Województwa Podlaskiego to wynagrodzenie z umowy zlecenia podpisanej 23 grudnia 2024 r. – siedem miesięcy przed nominacją Sobierańskiej-Grendy na ministra. Umowa opiewała na 32 tys. zł brutto miesięcznie przez cztery miesiące, do 22 kwietnia 2025 r. Jej przedmiotem było doradztwo przy strategii połączenia pięciu podlaskich placówek: pogotowia ratunkowego, szpitala im. Śniadeckiego, Białostockiego Centrum Onkologii, szpitala w Choroszczy i ośrodka medycyny pracy. Ze strony województwa podpisali ją wicemarszałkowie Wiesława Burnos i Marek Malinowski.
Wokół tej umowy toczy się dziś śledztwo. Politycy PiS z Białegostoku – poseł Sebastian Łukaszewicz, były marszałek Artur Kosicki i radny Robert Jabłoński – złożyli zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej Białystok-Południe. Ich zdaniem umowa wymagała opracowania pełnej strategii dla wskazanych placówek, a powstał jedynie wstępny projekt, przekazany województwu 5 lutego 2025 r. Kosicki wskazywał też, że za osiem grudniowych dni wystawiono rachunek na 10 tys. zł. Zawiadomienie obejmuje nie tylko minister, ale i zarząd województwa, który – zdaniem radnych – mógł nie dopełnić obowiązków przy nadzorze i rozliczeniu zlecenia.
Sobierańska-Grenda odpiera zarzuty. “Zlecenie zostało wykonane zgodnie z umową i zachowaniem należytej staranności” – przekazała Polityce Zdrowotnej, dodając, że “ze spokojem czeka na ustalenia prokuratury”. Broni jej marszałek Łukasz Prokorym: według niego zlecenie “zostało wykonane w całości”, a atak jest polityczny. Prace nad konsolidacją podlaskich szpitali są dziś wstrzymane.

Prześledziliśmy cały majątek Sobierańskiej-Grendy na podstawie wszystkich dostępnych oświadczeń – od 2020 r., gdy kierowała jeszcze Szpitalami Pomorskimi, po pierwsze oświadczenie ministerialne.
Jako prezeska szpitalnej spółki zarabiała średnio ok. 462 tys. zł rocznie, a jej wynagrodzenie rosło rok po roku – od 392 tys. zł w 2020 r. do 569 tys. w 2024, czyli ok. 47 tys. zł miesięcznie. Do tego dochodziły umowy o dzieło i zlecenia, dające średnio ok. 31 tys. zł rocznie. Łącznie w latach 2020-2024 z pracy w spółce i dodatkowych zleceń zarobiła ok. 2,46 mln zł brutto.
W tych samych oświadczeniach widać dwa kredyty hipoteczne. Starszy, w Banku Pekao, zaciągnięty w 2012 r. na 271 tys. zł. Drugi, znacznie większy – w Santanderze, na 850 tys. zł, wzięty w kwietniu 2022 r. i uruchamiany transzami na zakup mieszkania. To ten drugi przez kolejne lata szybko topniał. Na koniec 2023 r. minister była winna bankowi jeszcze ok. 747 tys. zł. Rok później – już tylko 378 tys. W czerwcu 2025 r., gdy odchodziła ze spółki, zostało 311 tys., a w oświadczeniu ministerialnym za koniec 2025 r. – już tylko ok. 176 tys. zł. W dwa lata dług stopniał o ponad 570 tys.
Ostatnią część minister spłaciła już na progu ministerstwa: między czerwcem a lipcem 2025 r., dokładnie wtedy, gdy odchodziła ze Szpitali Pomorskich, zadłużenie w Santanderze spadło o kolejne 55 tys. zł w miesiąc. Kredyt w Pekao zniknął z oświadczenia zupełnie – został spłacony.
PREMIUM Zapisz się na newsletter!
Zapisz mnie