Wiadomo, czym “zawiniły” Ukrainki z Bielska-Białej. Nowa wersja. Eksperci biją na alarm
– To dla mnie wstrząsające, jak bardzo narasta poziom niechęci wobec Ukraińców. Jeszcze kilka lat temu trudno byłoby sobie wyobrazić, że publicznie można usprawiedliwiać agresję wobec dziecka tylko dlatego, że jest z Ukrainy – mówi Wirtualnej Polsce Leszczyński, który jest socjologiem, a zarazem historykiem.

Jak podkreśla, problem nie dotyczy wyłącznie samego incydentu, ale także rosnącego społecznego przyzwolenia na podobne zachowania. – To jest pytanie o emocje i poczucie, że wolno się tak zachować, że można dać upust własnej frustracji, a część otoczenia uzna takie zachowanie za społecznie uzasadnione. To właśnie najbardziej niepokoi. Mam nadzieję, że sprawca poniesie konsekwencje, a jego zachowanie zostanie jednoznacznie napiętnowane – dodaje.
MZK ujawnia. Ukrainki “źle” postawiły nogi na siedzeniu
Po fali komentarzy Miejski Zakład Komunikacyjny w Bielsku-Białej opublikował drugie oświadczenie. Spółka zaapelowała, by nie wierzyć relacjom osób powołujących się na świadków zdarzenia. Jak podkreślono, jedynym wiarygodnym materiałem jest zapis monitoringu zabezpieczony przez policję.
Z analizy nagrania wynika, że jedna z nastolatek przez pewien czas trzymała nogi wyłożone w kierunku siedzącej naprzeciwko koleżanki. MZK zaznacza jednak, że choć zachowanie odbiegało od przyjętych standardów, nie utrudniało podróży innym pasażerom i nie różniło się od sytuacji często spotykanych wśród młodzieży korzystającej z komunikacji miejskiej. Po zwróceniu uwagi dziewczęta natychmiast zmieniły swoje zachowanie.
Monitoring pokazuje również, że mężczyzna przez dłuższą chwilę obserwował nastolatki, po czym – nieprowokowany żadnym ich zachowaniem – zaczął impulsywnie krzyczeć i używać wulgaryzmów.
Adwokat radzi Ukraińcom. Róbcie to, co ta dziewczyna
Zdaniem adwokata Krzysztofa Sokołowskiego, zachowanie mężczyzny może wypełniać znamiona przestępstwa motywowanego narodowością i nie powinno być bagatelizowane. – Dla mnie to klasyczny przypadek znieważenia na tle narodowościowym. Z nagrań wynika, że atak był całkowicie niesprowokowany. Nie może być tutaj żadnego pobłażania ani tłumaczenia sprawcy emocjami czy frustracją – komentuje dla Wirtualnej Polski adwokat Krzysztof Sokołowski. Prawnik zabiera głos, bo ukraiński aktywista Michał Strelnikov rozpowszechniając nagranie 11-latki z autobusu, wezwał mecenasa do pomocy ofiarom.
Mec. Sokołowski zwraca uwagę, że coraz częściej to właśnie nagrania wykonane przez ofiary lub świadków pozwalają skutecznie ścigać sprawców podobnych incydentów.
– Dzisiaj wszystkim obywatelom Ukrainy mieszkającym w Polsce rekomenduję dokładnie to, co zrobiła ta dziewczynka. W sytuacji zagrożenia warto natychmiast włączyć telefon i nagrywać przebieg zdarzenia. Podobnie było podczas poprzedniego głośnego incydentu w sklepie Żabka, gdzie pracownica od razu uruchomiła kamerę. Takie materiały bardzo często przesądzają o zatrzymaniu sprawcy – mówi dalej.
Jak podkreśla, publikacja nagrania w internecie ma również znaczenie społeczne. – Wywołuje presję opinii publicznej, która mobilizuje służby do szybkiego działania. W takich sprawach dowody wideo często okazują się kluczowe zarówno dla postępowania karnego, jak i dla ochrony pokrzywdzonych – dodaje.

Wojna na narracje. Zrujnować wizerunek Ukraińców
Zdaniem prof. Leszczyńskiego wydarzenia z Bielska-Białej wpisują się w ostrzeżenia zawarte w raporcie Komisji do spraw badania wpływów rosyjskich i białoruskich. Autorzy dokumentu już na początku 2025 r. alarmowali, że jednym z głównych celów rosyjskiej wojny informacyjnej jest skłócenie Polaków i Ukraińców poprzez oddziaływanie na emocje społeczne.
– Już wtedy ostrzegano, że jednym z głównych celów wojny kognitywnej będzie podzielenie Polaków i Ukraińców. Tyle że wpływanie na emocje społeczne jest procesem długotrwałym i bardzo trudnym do uchwycenia. Dziś zbieramy owoce tej wieloletniej kampanii – ocenia rozmówca WP.
Jak przypomina, w jawnej części raportu wskazano, że rosyjska propaganda nie musi przekonywać Polaków do Rosji. Znacznie skuteczniejsze jest budowanie niechęci wobec Ukrainy.
“Nie mamy więc zazwyczaj w trakcie toczonej wojny kognitywnej do czynienia z wychwalaniem Rosji (…), ale raczej z niszczeniem wizerunku jej przeciwnika – Ukrainy. Również tutaj wykorzystywane są przede wszystkim podstawowe emocje i prosty język” – napisali autorzy raportu.
Eksperci zwracali uwagę także na inny mechanizm. Ostrzegali, że skuteczne bywają nawet najbardziej absurdalne kłamstwa, ponieważ część odbiorców uznaje, że “nikt nie wymyśliłby czegoś aż takiego”. Tego typu przekazy są dodatkowo formułowane prostym, emocjonalnym językiem, który łatwo rozprzestrzenia się w mediach społecznościowych.
Po zdarzeniu w Bielsku-Białej podobny mechanizm było widać niemal natychmiast. W internecie zaczęły pojawiać się wpisy przekonujące, że agresywny pasażer “na pewno został sprowokowany przez Ukrainki”. To właśnie narracje oparte na emocjach, domysłach i oskarżeniach pozbawionych dowodów autorzy raportu wskazywali jako szczególnie podatne na wykorzystywanie w kampaniach mających pogłębiać społeczne podziały.
Prof. Leszczyński uważa, że obniżenie napięć wokół relacji polsko-ukraińskich wymaga działań na dwóch płaszczyznach. – Pierwsza to konsekwentne rozwiązywanie kwestii historycznych: ekshumacje, godne pochówki ofiar i uczciwe zmierzenie się z przeszłością. To jednak nie jest łatwe, bo wymaga współpracy strony ukraińskiej. Druga droga to kampanie społeczne, które będą obniżać poziom emocji i pokazywać, że odpowiedzialności za zbrodnie historyczne nie można przenosić na współczesnych ludzi czy dzieci. Tymczasem dziś część środowisk politycznych świadomie te emocje podgrzewa, a antyukraiński przekaz stał się jednym z głównych narzędzi bieżącego sporu politycznego – podsumowuje rozmówca Wirtualnej Polski.