Putin wyciąga kartę Polski. “Odpowiedź musi być jednoznaczna”
– Kreml od lat próbuje przedstawić Ukrainę jako “sztuczny twór”, zlepek ziem należących niegdyś do sąsiadów, by podważyć samą zasadność jej istnienia jako państwa. Tym razem Putin idzie dalej: sugeruje, że to nie Rosja, lecz zachodni sojusznicy Kijowa odbiorą Ukrainie zachodnie województwa – analizuje dr hab. Kotowicz w rozmowie z Wirtualną Polską.
Ekspert podkreśla, że celem jest erozja zaufania. – Moskwa próbuje zasiać niepewność między Kijowem a jego sąsiadami. To wojna informacyjna, w której granica na mapie jest tylko pretekstem, by sojusznicy zaczęli patrzeć na siebie podejrzliwie. Odpowiedź musi być jednoznaczna: Polska nie zgłasza żadnych roszczeń, a każda inna interpretacja jest dokładnie tym, czego oczekuje Kreml – dodaje.

– To próba destabilizowania Ukrainy – zaznacza natomiast Jan Piekło, były ambasador RP w Kijowie. W rozmowie z Wirtualną Polską wskazuje jednocześnie, że powtarzane przez Putina hasło ma nowy wydźwięk i może służyć za element podgrzewania polsko-ukraińskich konfliktów w społeczeństwie.
Putin i billboard
Ppłk rez. Maciej Korowaj, analityk wojskowy i ekspert od rosyjskiej armii, wykładowca z Wydziału Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku, zauważa, że w słowach Putina nie ma żadnego strategicznego przełomu.
– Rosjanie serwują nam nowe-stare tematy. Ta retoryka jest całkowicie wtórna. Nowością byłoby, gdyby Putin skierował do Zachodu realne, groźne ultimatum. Na razie to tylko kolejna odsłona tej samej narracji – ocenia Korowaj w rozmowie z Wirtualną Polską.
Zwraca on jednak uwagę na inny aspekt wystąpienia. Ceremonia odbywała się na tle billboardu z okrętem podwodnym, a sama parada jednostek wojskowych została odwołana. To – zdaniem eksperta – ma drugie dno. – To, że nie ma kogo wystawiać na paradzie, nie oznacza, że te siły wyparowały. Bardzo dużo rosyjskich okrętów podwodnych przebywa obecnie na realnych patrolach bojowych – zaznacza.

To druga strona medalu, która na pierwszy rzut oka nie jest widoczna. – Takie małe rzeczy często umykają. One pokazują jednak obraz inny niż odczytujemy ze słów Putina – dodaje ppłk Korowaj. Kto jednak jest adresatem wystąpienia dyktatora?
– Słowa te mają podwójnego adresata, ale ciężar przesłania jest zewnętrzny. Wewnętrznie, bo wypowiedziane w Dniu Marynarki Wojennej, przed żołnierzami, służą podtrzymaniu morale i uzasadnieniu przedłużającej się wojny: mają przekonać rosyjską opinię publiczną, że “historia” i tak działa na korzyść Moskwy, a Ukraina i tak się rozpadnie – tłumaczy dr hab. Kotowicz.
– Zewnętrznie, bo jednak przekaz jest skierowany do stolic Zachodu i regionu, i tak, jest to element podżegania, choć nie tyle do otwartej wojny Polski z Ukrainą, ile do erozji zaufania w obrębie wschodniej flanki NATO. Rosja gra na dwóch strunach naraz: strunie ukraińskich lęków historycznych (pamięć Wołynia, wrażliwość wokół relacji polsko-ukraińskich) oraz strunie zachodniego zmęczenia wojną. Cel jest polityczny, nieprawny. Nie chodzi o realną redystrybucję granic, lecz o to, by sojusznicy zaczęli patrzeć na siebie nawzajem podejrzliwie. To wojna informacyjna, w której granica na mapie jest tylko pretekstem – zaznacza rozmówca Wirtualnej Polski.
“Najgroźniejszy wymiar wypowiedzi”
Ekspert ostrzega, że odmawianie Ukrainie statusu autentycznego narodu to nie dygresja historyczna, ale próba retroaktywnego usprawiedliwienia agresji i podważania narodowości Ukrainy.

– To najgroźniejszy wymiar tej wypowiedzi. Nazywając Rosję “jedynym gwarantem integralności terytorialnej Ukrainy” oraz określając Rosjan na Ukrainie mianem “narodu nietytularnego”, Putin buduje spójną konstrukcję ideologiczną: Ukraina rzekomo nie ma prawa do własnych granic ani do własnej podmiotowości narodowej, bo zawdzięcza je “darowiznom” Stalina i opiece Moskwy – wyjaśnia wykładowca UWM.
– To bezpośrednia kontynuacja tez z jego eseju z 2021 r. o “jedności historycznej Rosjan i Ukraińców” – narracji, która stała się ideologicznym fundamentem pełnoskalowej inwazji – przypomina.
– Odmawianie Ukrainie statusu autentycznego narodu i państwa to nie dygresja historyczna, lecz próba retroaktywnego usprawiedliwienia agresji: skoro Ukraina to “twór sztuczny”, to jej podbój przestaje być zbrodnią, a staje się “przywracaniem porządku”. Dla Polski i państw bałtyckich sygnał jest czytelny: ta sama logika “historycznej przynależności”, którą Moskwa stosuje wobec Kijowa, w każdej chwili może zostać obrócona przeciwko nim – zaznacza.
– Dlatego odpowiedzią nie może być wdawanie się w spór o historyczne mapy, lecz twarde odrzucenie samej ramy pojęciowej narzucanej przez Kreml – podsumowuje dr hab. Wojciech Kotowicz.