Prawnicy krytykują decyzję Żurka. “Ręczne sterowanie prokuraturą”
Tu wmieszał się w sprawę prokurator generalny Waldemar Żurek. Nakazał on prokuratorowi krajowemu Dariuszowi Kornelukowi podjęcie działań wobec śledczych. Jak podkreślono, w efekcie działań nadzorczych “zostanie podjęta decyzja o odwołaniu zastępcy prokuratora rejonowego w Lublińcu, do którego obowiązków należało sprawowanie nadzoru nad czynnościami prokuratorów pełniących dyżury zdarzeniowe w tej jednostce prokuratury”. A sprawa kierowcy została przekazana do Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.
I tak rozpętała się burza. Decyzję ministra skrytykowali prawnicy i prokuratorzy, głównie w mediach społecznościowych. Czy ich krytyka była zasadna? Zwróciliśmy się z pytaniami do samych przedstawicieli prawa i wymiaru sprawiedliwości.

A także do policjantów, którzy są w takich sytuacjach na pierwszej linii walki z przestępcami (należy bowiem pamiętać, że od pół promila alkoholu w wydychanym powietrzu u kierowcy mamy do czynienia z przestępstwem) za kółkiem.
Prokurator generalny wchodzi w rolę szeryfa. “Sezon ogórkowy”
Decyzję ministra sprawiedliwości ostro krytykuje m.in. dr nauk prawnych Piotr Turek z Biura Prawnego Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP.
Działania ministra sprawiedliwości – prokuratora generalnego odbieram tak, że mamy sezon ogórkowy: nie dzieje się nic, na czym minister mógłby budować popularność. Dlatego incydent drogowy urósł do rangi zdarzenia, w którym minister może wejść w rolę szeryfa rozprawiającego się z przestępcami i walczącego z gnuśnymi prokuratorami – mówi stanowczo prok. Turek.
Dodaje przy tym, że minister zaledwie cztery miesiące temu wydał prokuratorom wytyczne dotyczące postępowania w tej właśnie kategorii spraw.
A w owych wytycznych bynajmniej nie nakazał prokuratorom zatrzymywać sprawców do wytrzeźwienia w celu ich późniejszego osobistego przesłuchania i zastosowania wobec nich środków zapobiegawczych – podkreśla przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości.
Prawnik: prokurator przestaje realnie decydować
Decyzję ministra krytykuje również dr hab. Szymon Tarapata, prawnik, adiunkt w Zakładzie Prawa Karnego Wykonawczego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Rozmowę z Wirtualną Polską zaczyna od stanowczego stwierdzenia: jeśli prokuraturą zarządza się za pomocą wytycznych, cały system zaczyna działać wadliwie.
Tam, gdzie wchodzą w grę wytyczne i gdzie prokurator nie ma nic do powiedzenia, przestaje on realnie decydować – wykonuje polecenia kierowników jednostek, które często opierają się właśnie na wytycznych – mówi ekspert.

Dodaje, że gdy o biegu spraw zaczyna się rozstrzygać w oparciu o wytyczne i presję społeczną, postępowania prokuratorskie często rozmijają się ze zdrowym rozsądkiem.
Każdy sprawca ma swoją historię. To, co słuszne w jednej sprawie, wcale nie musi być słuszne w drugiej. A tam, gdzie narasta presja społeczna, rośnie też ryzyko nadużywania tymczasowych aresztowań. I ta presja właśnie się pojawiła – widzimy ją, niestety, aż nazbyt wyraźnie – mówi karnista.
Dr Tarapata wyjaśnia przy tym istotną rzecz: nie chce gloryfikować ani usprawiedliwiać sprawcy. Takie zachowania, jak mówi, trzeba piętnować z całą surowością. Uważa jednak, że w tej sprawie najprawdopodobniej nie było podstaw do złożenia wniosku o tymczasowe aresztowanie.
Areszt tymczasowy stosuje się rzadko. “I słusznie”
Sprawca został zatrzymany na gorącym uczynku, są świadkowie zdarzenia, są nagrania. Ale zgodnie z zapisami Kodeksu Postępowania Karnego kontynuowanie zatrzymania jest zasadne wtedy, gdy są podstawy do zastosowania środków zapobiegawczych, chociażby wolnościowych. Jeśli prokurator uznaje, że takich podstaw nie ma, to musi osobę podejrzaną zwolnić. Widocznie tak prokurator to ocenił.
– Abstrahując od tego, co sądzę o wytycznych Prokuratora Generalnego, to wytyczne skierowane do prokuratorów w marcu 2026 nie sugerowały prokuratorom, że mają osobiście podejmować czynności w dochodzeniu, a zarazem nie ma też oczekiwań, by w tych postępowaniach stosować wolnościowe środki zapobiegawcze. Jaki więc sens miała wtedy dalsza izolacja tego człowieka? – pyta Tarapata.
Wskazuje przy tym, iż sprawcy trudno będzie w tych okolicznościach iść w zaparte — byłoby to zresztą z jego strony “procesowo niemądre”.
– Co właściwie mielibyśmy tu jeszcze zabezpieczać za pomocą aresztu? A biorąc pod uwagę wysokość grożącej kary, ucieczka zwyczajnie mu się nie opłaca. W sprawach nietrzeźwych kierowców – a jako adwokat prowadziłem ich mnóstwo – tymczasowy areszt stosuje się rzadko i słusznie, bo często nie ma takiej potrzeby – dodaje.

Prokuratura centralnie sterowana
Jak zaznacza, prokuratura powinna być niezależna, niezbudowana na populistycznych reakcjach, bo wtedy jej rozstrzygnięcia przestają mieć wiele wspólnego z rozsądkiem.
Tu zaś, obawiam się, nie chodziło o adekwatną reakcję, lecz o pokazowy gest. Ludzie, czytając komunikat o zwolnieniu podejrzanego, chcą igrzysk – zaciskają pięści i zaczynają myśleć, że najlepiej byłoby przywiązać kogoś takiego do pręgierza na środku rynku w dużym mieście i wybatożyć – mówi dalej Tarapata.
Nie ma to jednak, jak mówi, nic wspólnego z cywilizowaną reakcją na przestępstwo. A przecież konsekwencje tego człowieka nie ominą – one po prostu przyjdą we właściwym czasie, po przeprowadzeniu procesu karnego.
Co zrobiła źle prokurator dyżurna? “Prokuratura ręcznie sterowana”
Prok. Turek mówi następująco: – Z oficjalnego komunikatu nie wynika, aby istniało w tej sprawie ryzyko ucieczki lub ukrycia się sprawcy, względnie mataczenia przez niego w postępowaniu karnym, a przestępstwo, o które toczy się postępowanie, zagrożone jest stosunkowo niewysoką karą pozbawienia wolności do lat pięciu.
Innymi słowy, nic nie wskazuje na to, że w sprawie tej istniały podstawy do zastosowania tymczasowego aresztowania czy jakiegokolwiek innego środka zapobiegawczego, np. dozoru policji czy poręczenia majątkowego.
Mogę więc tylko ubolewać, że opinia publiczna po raz kolejny otrzymuje niepoparty merytorycznymi argumentami przekaz, iż to prokurator winien jest całemu złu – ocenia prokurator.
Od dłuższego czasu, zgodnie z obowiązującym stanem prawnym, konfiskuje się sprawcy samochód, co już jest dotkliwą karą. Byłoby uchybieniem, gdyby zwolniono sprawcę, który mógłby mataczyć, próbować się ukrywać czy uciekać. Tu nie ma, jak przekonuje dr Turek, podstaw do tego, by prokurator wnosił o areszt dla takiego sprawcy.
To nie przestępstwo dla okręgówki?
Innym kuriozalnym aspektem sprawy jest odebranie dochodzenia Prokuraturze Rejonowej w Lublińcu i powierzenie go Prokuraturze Okręgowej w Częstochowie.
Obowiązujący regulamin wewnętrznego urzędowania powszechnych jednostek organizacyjnych prokuratury stanowi przecież, że do zadań prokuratur okręgowych należy prowadzenie i nadzorowanie postępowań przygotowawczych w sprawach o najpoważniejsze przestępstwa o charakterze kryminalnym, a niniejsza sprawa w oczywisty sposób się do tej kategorii nie zalicza.
Mamy więc do czynienia z typowo ręcznym sterowaniem prokuraturą – ocenia prok. Turek.
Kara surowa, ale zgodna z literą prawa
Również Marcin Skowronek, prokurator ze stowarzyszenia Lex Super Omnia, nie ma wątpliwości, że nietrzeźwy kierujący, który już dwukrotnie miał orzekane zakazy prowadzenia pojazdów i który podczas kolejnej jazdy był upojony w stopniu znacznym, zasługuje na orzeczenie mu kary. Surowej, w wymiarze bezwzględnym.
Wynika to, jak mówi Wirtualnej Polsce, zarówno z okoliczności obciążającej, jaką jest wysoki stopień intoksykacji alkoholem, jak i negatywnej prognozy kryminologicznej. Ale to, że słuszna jest kara surowa, nie przesądza o konieczności zastosowania środków zapobiegawczych.
Tutaj prokurator podejmuje decyzję w oparciu o przesłanki z kodeksu postępowania karnego, takie jak obawa matactwa, brak stałego miejsca pobytu, obawa ucieczki lub ukrycia się, a wreszcie przesłanka w postaci zagrożenia ponownym popełnieniem przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub bezpieczeństwu powszechnemu.
Takie decyzje prokurator powinien jednak podejmować samodzielnie, wyłącznie w oparciu o materiał dowodowy sprawy i przepisy prawa. Oczywiście w razie błędnej decyzji może on ponosić odpowiedzialność służbową i dyscyplinarną.
Stowarzyszenie prokuratorów LSO od swojego powstania sprzeciwia się jednak ingerencji przełożonych, a zwłaszcza przełożonych zajmujących stanowiska polityczne, w decyzje podejmowane w konkretnych sprawach. Takie ingerencje mogą mieć podłoże pozaprawne (czy to podłoże walki politycznej, czy to dla pozyskania głosów wyborców) i pokazują prokuratorom, że powinni się kierować także oczekiwaniami swoich przełożonych, a nie tylko prawem. To narusza nie tylko niezależność prokuratorów, ale też niszczy etos zawodu. Właśnie dlatego negatywnie oceniam podobne ingerencje – mówi prok. Skowronek.
Policjant: Krew mnie zalewa
Warto także zwrócić uwagę na działania policji. Funkcjonariusze, z którymi rozmawiamy, przypominają, że niesłusznie obwinia się ich za działania wobec nietrzeźwych kierowców. Nie ujawniamy ich danych, ponieważ pozostają w czynnej służbie.
Andrzej (imię rozmówcy zmienione), policjant ruchu drogowego, z którym poruszamy ten temat, mówi, że zdaje sobie sprawę, iż w przypadku pierwszorazowego zatrzymania nietrzeźwego kierującego raczej rzadko stosuje się areszt.
Ale z ludzkiego punktu widzenia krew mnie zalewa, jak widzę, że nie ma aresztu wobec osoby, która kolejny raz z rzędu jeździ pijana. My zatrzymujemy, często musimy się naszarpać z takimi agresorami, a chwilę później taki delikwent idzie do domu. A kilka dni później powtórka z rozrywki. Tak bezpieczeństwa nie zbudujemy – mówi Wirtualnej Polsce.
Tomek, inny funkcjonariusz drogówki, dodaje, że państwo powinno reagować w takich przypadkach zdecydowanie i konsekwentnie. Jego zdaniem inaczej wysyłamy społeczeństwu sygnał, że nawet rażące lekceważenie prawa nie musi wiązać się z natychmiastowymi konsekwencjami.
Nadzór elektroniczny i za mało policjantów
Ważne jest, jak dodaje, aby taki pijany kierowca od razu odczuł konsekwencje swojego działania, właśnie w postaci ograniczenia wolności. A nie po roku czy dwóch.
Wysoki rangą oficer policji z Warszawy ocenia sprawę następująco: – Jeśli mamy do czynienia z pierwszym takim przypadkiem, to nie powinno się wniosku aresztowego wystawiać. Co innego, jeśli taka sytuacja się powtarza. Wtedy wniosek aresztowy jest uzasadniony. Takie informacje są w policyjnych systemach odnotowywane.
Trudno polemizować z jego słowami, że nad pijanymi kierowcami, szczególnie recydywistami, powinien być nadzór. Choćby elektroniczny, np. bransolet na nogach. To dałoby wiedzę o tym, gdzie taki człowiek się znajduje czy kieruje pojazdem, czy jest pasażerem itp. Ale takich przepisów niestety nie ma.
Ale jest i inna kwestia. W Warszawie jest, jak słyszymy, dziś nieco ponad 600 policjantów ruchu drogowego. Tyle że administracja i praca za biurkami też zajmują sporo czasu. W efekcie “na drodze” jest ich nie więcej niż 400. A to, jak ocenia nasz rozmówca, za mało.
Przy pięciu zmianach po prostu ich brakuje, bo na jednej zmianie zostanie ich w takiej sytuacji nieco ponad 80. Prewencja ruchu drogowego po prostu niestety nie istnieje. Nie widać na ulicach załóg kontrolujących ruch na drogach, by kierowcy zdjęli nogę z gazu. Powinno być ponad 1000 funkcjonariuszy ruchu drogowego w linii – konkluduje rozmówca WP.