Nowi Drzymałowie pod Tatrami. Inwestorzy z Warszawy obeszli zakaz zabudowy sposobem sprzed 120 lat
Przełęcz od kilku lat jest naprawdę popularna wśród turystów. Dla wielu to obowiązkowy punkt do odwiedzenia podczas wakacji w Tatrach. Można tu dojechać samochodem, a po jego zaparkowaniu stajemy na pustej i niezabudowanej polanie, z której rozpościera się wręcz olśniewający widok na Tatry. Na pierwszym planie są Hawrań, Murań, Nowy Wierch i Płaczliwa Skała (szczyty Tatr Bielskich), a nieco dalej wszystkie wierzchołki Tatr Wysokich i Zachodnich.
Popularność tego miejsca kilka lat temu próbowali spieniężyć miejscowi górale – właściciele tutejszych działek. Dwóch otworzyło na przełęczy przyczepy gastronomiczne, z których latem serwowali przyjezdnym gofry i kawę. Szybko musieli jednak się zwinąć. Urzędnicy z Nadzoru Budowlanego pogonili ich, strasząc karami za zabudowę polany (nawet tymczasową – przyp. red.), która zgodnie z miejscowym prawem nie może być zabudowana kompletnie niczym. Wszystko po to, by chronić dziewiczy krajobraz – jeden z ostatnich takich w polskiej części Tatr.
Na początku tegorocznych wakacji okazało się jednak, że sezonowa buda z goframi była zaledwie igraszką przy skali inwestycji, jaką na Przełęczy Łapszanka postawiła jedna z mieszkanek Warszawy. Na przełomie czerwca i lipca tego roku osoby przejeżdżające przez przełęcz zauważyły nowoczesny dom kontenerowy, który stanął w jej centralnym punkcie.
Dom o wielkości kontenera morskiego zainstalowany jest na podwoziu… samochodowej przyczepy. Na jednej z jego ścian zawisła też tablica rejestracyjna. Stało się tak zapewne po to, by właściciele obiektu mogli w przyszłości tłumaczyć przed sądem, że tak naprawdę mówimy o niczym innym, jak kamperze zaparkowanym pośrodku łąki. Zaparkowanym na “troszkę dłużej”.
Urzędnicy nie mają wątpliwości: to skrajny przykład samowoli budowlanej
Ktoś, kto bliżej przyjrzy się domkowi, szybko zrozumie jednak, że to tylko fortel. Tak naprawdę przyczepa nigdzie nie będzie ruszana. Ma własną klimatyzację, piec do ogrzania wnętrza zimą, a z jednej strony obudowana jest sporych rozmiarów drewnianym tarasem. Pod domkiem znajdują się betonowe kręgi do szamba. Domek ma być więc w pełni całoroczny i funkcjonalny zarówno zimą, jak i latem.
– Ten dom w tym miejscu to jest skandal – mówił mediom już kilka tygodni temu wójt gminy Łapsze Niżne Jakub Jamróz. – W tym miejscu nie ma prawa być zbudowane kompletnie nic. Plany miejscowe zabraniają na przełęczy budowy zarówno obiektów tymczasowych, jak i stałych. Nie ma tam też możliwości parkowania przyczep kempingowych. Będziemy robić wszystko, by ten dom stamtąd zniknął. Czy potrwa to dłużej, czy krócej, na pewno to się ostatecznie uda – zapewniał.
Podobnego zdania jest inżynier Gabriela Przystał, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego z Nowego Targu.
– Ten obiekt na Przełęczy Łapszanka jest w pełni nielegalny. Nie ma żadnej możliwości jego zalegalizowania. On będzie musiał z tego miejsca zniknąć – zapewnia urzędniczka w rozmowie z Wirtualną Polską.
– Sprawą tej samowoli zajmujemy się już od kilku tygodni. Na razie próbujemy wysłać właścicielom tego budynku monit do usunięcia go. Namierzyliśmy tych ludzi po analizie tablicy rejestracyjnej, jaka jest przyczepiona do tej pseudoprzyczepy. Na razie ci ludzie nie podejmują korespondencji od nas. Podejmiemy jeszcze próbę dostarczenia im kolejnego wezwania. Jeśli to się nie uda, będziemy mogli rozpocząć procedurę ukarania za samowolę budowlaną bez ich udziału – dodaje Przystał.
Powiatowa Inspekcja Nadzoru Budowlanego z Nowego Targu nie zdradza dokładnych personaliów właścicieli nielegalnego domku. Zapewnia jednak, że nie jest to nikt z Podtatrza. – Tym razem mamy do czynienia z inwestorem łamiącym prawo z centrum Polski – mówi Przystał.
Wirtualna Polska ustaliła, że dom, który nielegalnie stanął na przełęczy, jest wynajmowany turystom. Na płocie, który odgradza polanę od drogi, zawieszono tabliczkę z numerem telefonu do właścicieli i skrótem nazwy obiektu, który reklamuje się na Instagramie. Osobą, która wynajmuje turystom budynek, jest mieszkanka Warszawy, reklamująca się też w sieci jako “coach higieny cyfrowej” oraz “coach rodzicielski dla przyszłych i obecnych mam”. Właścicielka nielegalnie postawionego domku-przyczepy na swoich social mediach reklamuje go jako idealne miejsce dla osób, które chcą uciec ze zgiełku miasta na łono natury.
“Dla relaksu umysłu i odpuszczenia napięcia bardzo ważne jest fokusowanie wzroku na szczegółach blisko i odprężanie go na punktach daleko. Zieleń, cisza i bezkresny widok relaksują nasz przebodźcowany układ nerwowy. Zrób to dla siebie. Twoje ciało i głowa będą ci bardzo wdzięczne. Offline, natura, góry, zieleń, domek na wynajem” – to tylko jeden z wpisów, jakie właścicielka obiektu zamieściła na swoim Instagramie i który ma reklamować uroki spędzenia wakacji w dziewiczym terenie.

Warszawianka namawia turystów do ucieczki w naturę, którą… sama niszczy
Marian, mieszkaniec pobliskiej wsi Łapszanka, zapytany o domek-przyczepę aż kręci głową. – Czyli wychodzi na to, że ta pani reklamuje swój dom-przyczepę jako azyl od świata na łonie dzikiej natury. Ciekawe, bardzo ciekawe. Bo ona właśnie takimi inwestycjami psuje tę dzikość natury i ten piękny widok – podkreśla.
– Przecież to jest pewne, że jak stanął tam pierwszy domek, to zaraz będzie kolejny. Później kolejny i za dwa, trzy lata stracimy to piękne widokowo miejsce bezpowrotnie. Na Podhalu wiele polan spotkał już ten sam los. I zawsze później w telewizji czy mediach płaczą, jacy to górale są pazerni na pieniądze, że zabudują każdy wolny teren. A to proszę… Inwestorem jest Warszawianka. Czekamy, aż ta pani sama zjawi się na miejscu. Mamy z nią do pogadania – dodaje.
Wirtualna Polska próbowała porozmawiać z osobą wynajmującą nielegalny domek. Ostatecznie ta do nas oddzwoniła i potwierdziła, że dom jest własnością jej i męża. Potwierdziła też, że go wynajmuje. Odmówiła jednak komentarza w sprawie jego legalności. Jak tłumaczyła kobieta, tą kwestią zajmuje się jej mąż. Ten również się z nami skontaktował.
Zapewnił, że informował gminę Łapsze Niżne o zamiarze postawienia przyczepy na działce od lipca do września (a więc na trzy miesiące) oraz że cały czas odbiera pisma od nadzoru budowlanego. Na koniec dodał, że podporządkuje się decyzjom powiatowego nadzoru. Pozostałych kwestii właściciel domku nie chciał komentować.
Skontaktowaliśmy się też z firmą Tiny House Design z Jabłonki (powiat nowotarski). To ona zbudowała dom na przyczepie, jaki ustawiono na Przełęczy Łapszanka. Firma chwali się tym nawet w mediach społecznościowych. Na Facebooku 4 lipca zamieszczono film, na którym traktor ciągnie dom po polanie.
“Wyobraź sobie poranną kawę z dokładnie takim widokiem… Właśnie dostarczyliśmy nasz kolejny domek do niesamowitego miejsca! Ten piękny, nowoczesny model z wielkimi oknami stanął w lokalizacji, która zapiera dech w piersiach. Nasze domki na kółkach to nie tylko świetny design, ale przede wszystkim wolność – to Ty decydujesz, gdzie chcesz mieć swoje idealne miejsce do relaksu. Marzysz o własnym domku z dala od zgiełku? Chcesz postawić go w górach, nad jeziorem czy w lesie? Jesteśmy gotowi zrealizować Twój projekt od A do Z i dowieźć go na miejsce!” – czytamy we wpisie firmy Tiny House Design.
– Nie widzę w naszym poście niczego złego – tłumaczy w rozmowie z Wirtualną Polską Halina Szlachta, kierownik firmy produkującej domki. – My tylko realizujemy zamówienia od klienta. Nie sprawdzamy, czy ma on pozwolenie na postawienie takiego domu na konkretnej działce i w konkretnej lokalizacji. Wiemy, że w tym konkretnym przypadku tak nie było. Pisały o tym lokalne media. Ale to, brzydko mówiąc, nie jest sprawa dla nas. To nie my odpowiadamy za zgodność z przepisami. Każdemu, kto kupuje od nas domek, mówimy, że zgody na jego postawienie musi sobie załatwić sam. Czy to robi – nie wnikamy. Nie mamy takich uprawnień – dodaje Szlachta, która nie chce komentować czy biznes, który prowadzi, jest etyczny.
Najprawdopodobniej firma z Jabłonki odkryła jednak, że obecnie właśnie taki profil biznesowy jest na topie, a współczesnych “Drzymałów” w całej Polsce sporo. We wpisie Tiny House Design z marca br. możemy przeczytać, że firma ta jest dla ludzi, którzy szukają właśnie takiego “modelu biznesowego”.
“Ludzie nie szukają już hoteli. Szukają ciszy. Dlatego domki w naturze wynajmują się dziś najlepiej. Budujemy domki inwestycyjne pod wynajem: w lesie, na działkach z widokiem, z sauną i prywatnością. To nie jest tylko domek. To gotowy model biznesowy” – brzmi całość wpisu.
“Sprzątanie polany” potrwa wiele lat?
Obawy górali ze Spisza (Łapszanka i Rzepiska leżą już na Spiszu, który jest inną krainą historyczną niż Podhale –red.), że jeden “przyczepo-dom” ustawiony na Przełęczy wkrótce będzie “pączkował”, wydają się zasadne. Niedaleko pierwszego domu niedawno ustawiono kolejną – tym razem białą – przyczepę kempingową. Stoi ona w jednym miejscu już na pewno od dwóch tygodni. Zdaniem miejscowych także i do niej wprowadzały się w ostatnim czasie już przynajmniej trzy-cztery rodziny spędzające w górach wakacje.
Wójt gminy Łapsze Niżne zapewnia, że także i ta druga przyczepa zostanie zbadana i zgłoszona.
– Ogólnie powiadomimy wszelkie możliwe instytucje i sami pójdziemy tak też z kontrolą, by ukrócić nielegalny proceder wynajmu. On musi być w tym miejscu nielegalny, skoro cały budynek stoi tam nielegalnie. Na to także są przepisy i paragrafy. Jeszcze raz zapewniam. Zrobimy wszystko, by ten domek z przełęczy zniknął. Widzę jednak, że po drugiej stronie mam ludzi z dużym poziomem zacięcia i swoistej bezczelności do naginania i łamania przepisów – dodaje Jakub Jamróz.

Tyle zapewnień wójta. Już dziś wiadomo, że przyczepa, nawet jeśli z Przełęczy Łapszanka ostatecznie zniknie, to może to nastąpić dopiero za kilkanaście miesięcy, a nawet kilka… lat. Prawo w Polsce de facto sprzyja cwaniakom, którzy je naciągają. Powiatowe Inspektoraty Nadzoru Budowlanego nie mają bowiem narzędzi, by samodzielnie rozbierać samowole, a dodatkowo od ponad 20 lat muszą rozpoczynać “procedurę legalizacji” każdej samowoli, nawet jeśli – tak jak w tym przypadku – z góry wiadomo, że będzie ona musiała zostać zakończona odmową legalizacji (w tym wypadku z powodu zakazu budowy czegokolwiek na tej przełęczy).
Doskonałym przykładem jest tu historia z pobliskiego Zakopanego. Kilka lat temu jeden z lokalnych mieszkańców zbudował tu osiedle domów letniskowych na wzniesieniu z całkowitym zakazem zabudowy. Wznosił je szybko, twierdząc, że to “poidełka dla koni, jakie przejeżdżają po okolicy w ramach organizowanych kuligów”. Sprawa trafiła do sądu i niedawno zapadł już prawomocny wyrok w procesie karnym mężczyzny. Sąd nakazał domy wyburzyć.
Problem w tym, że, jak tłumaczy Wirtualnej Polsce Jan Kęsek, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego z Zakopanego, tego wyroku sądu nie ma kto wykonać. Jego urząd nie ma takich uprawnień, by zlecić jakiejś ekipie wyburzeniowej takie prace. Nie ma też na to pieniędzy. Te w przyszłości będzie mógł zdobyć poprzez komornika z majątku nielegalnego inwestora. Stanie się to jednak najwcześniej za kilka lat. Cały czas trwa bowiem procedura legalizacji budynków w urzędach.
PINB z Zakopanego legalizacji odmówił, ale inwestor, do czego miał prawo, odwołał się od tego wyroku do Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Krakowie. Tam sprawa utknęła. W tej sytuacji niedawny prawomocny wyrok sądu jest dla inwestora wiążący na tyle, że po jego ogłoszeniu jest on osobą karaną, ale jego nielegalne domki jak stały, tak przynajmniej na razie… dalej stać mogą. Mężczyzna może je wynajmować. Co prawda bez wymaganych odbiorów technicznych i administracyjnych będzie to robił nielegalnie, ale to już kwestia dla innych urzędów, które również narzekają, że nie mają narzędzi, by nielegalny najem ukrócić.








