Magyar miał być anty-Orbánem. W sprawie Ukrainy wybrał inną drogę
Nie jest to żadnym zaskoczeniem. Już w trakcie kampanii wyborczej wielokrotnie podkreślałem, że polityka partii TISZA i Fidesz-KDNP wobec Ukrainy nie różni się od siebie diametralnie.
Warto przypomnieć losy unijnej pożyczki dla Kijowa w wysokości 90 mld euro, której jedną z transz (ok. 3,2 mld euro) uruchomiono w czwartek, 25 czerwca. Viktor Orbán wprawdzie faktycznie blokował te środki z uwagi na spór wokół wstrzymania dostaw ropociągiem “Przyjaźń”, jednakże to ten sam Orbán w ostatnich dniach swojego urzędowania ostatecznie zdjął weto. Z kolei Péter Magyar – wówczas premier elekt – robił wszystko, co w jego mocy, by w żaden sposób nie powiązano go z tym proukraińskim gestem.

Strategia Magyara już w czasie kampanii wyborczej była jasna: nie dać się wciągnąć w narrację Fideszu głoszącą, że stanie się on marionetką w rękach prezydenta Ukrainy. Szczególnie w momencie eskalacji napięć na linii Budapeszt–Kijów (po oskarżeniach o rzekome groźby śmierci pod adresem Orbána ze strony ukraińskiego przywódcy), lider TISZA nie tylko odciął się od sąsiada i potępił te działania, ale wręcz stanął w obronie Orbána.
Tym, co od początku różniło obu polityków, było podejście do ukraińskiej akcesji do Unii Europejskiej. O ile lider Fideszu w ogóle nie dopuszczał takiej możliwości, o tyle Magyar uznawał ją za realną – pod warunkiem jednak zachowania standardowych procedur i normalnego tempa integracji. Co więcej, mimo wejścia partii TISZA do Europejskiej Partii Ludowej (EPL), Magyar uzyskał na papierze zapewnienie od szefa EPL Manfreda Webera, że ugrupowanie to uszanuje odrębny głos Węgier w sprawie rozszerzenia Unii o Ukrainę.
Temat obecnie nośny: unijne konkluzje wprowadzające przyspieszoną ścieżkę akcesyjną (otwieranie klastrów negocjacyjnych jeden po drugim, a nie na podstawie realnych postępów) spotkał się z ostrą krytyką ze strony lidera TISZA i skutkował jego ostatecznym sprzeciwem. Wyciągając wnioski z polityki Viktora Orbána, Magyar nie chce tracić politycznego instrumentu, jakim jest możliwość eksponowania węgierskiego stanowiska w każdym z ponad 30 rozdziałów akcesyjnych. Celowo używam w tym kontekście terminu “eksponowanie”, a nie – jak miało to miejsce dotychczas – “szantażowanie”.
Zmiana na lepsze
Widać jednak, że w relacjach z Kijowem zaszła pewna zmiana na lepsze. Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na dwukrotną reakcję węgierskiego MSZ, kierowanego przez Anitę Orbán, na rosyjskie ataki rakietowe w Ukrainie.

Pierwsza z nich nastąpiła po ostrzelaniu Zakarpacia – regionu szczególnie bliskiego Węgrom ze względów historycznych oraz licznej, szacowanej obecnie na 50–75 tys. osób, diaspory węgierskiej. W reakcji na ten incydent szefowa dyplomacji wezwała do ministerstwa rosyjskiego ambasadora, co nie zdarzyło się od 2022 r. Gdy kilka dni później doszło do kolejnego ostrzału, Anita Orbán ponownie go potępiła.
Gdy 20 maja Péter Magyar przebywał z delegacją w Polsce, Anita Orbán wzięła zdalny udział w inauguracji rozmów technicznych między Budapesztem a Kijowem. Wiodącą rolę, zgodnie z zapowiedzią szefowej MSZ, pełniła w nich sama diaspora. Strona węgierska postawiła jasny warunek: przywrócenie praw mniejszości węgierskiej do stanu sprzed reform wprowadzonych po 2015 r. W przeciwnym razie Węgry zablokowałyby otwarcie pierwszego klastra negocjacyjnego. Chodziło przede wszystkim o wycofanie się ze szkodliwych dla mniejszości skutków ukraińskich ustaw o szkolnictwie oraz języku państwowym.
Na początku czerwca Magyar ogłosił przełom, informując o wypracowaniu kompleksowego porozumienia gwarantującego Węgrom na Zakarpaciu szerokie prawa językowe, edukacyjne, kulturalne i polityczne.
Planowano nawet wizytę prezydenta Ukrainy na Węgrzech, podczas której miano zapewne nadać temu przełomowi uroczysty charakter. Ostatecznie jednak wizytę odwołano, początkowy optymizm osłabł, a nowy premier Węgier utwardził stanowisko. Warto zresztą wskazać, że uznał uwzględnienie swojego głosu za sukces negocjacyjny Węgier, podkreślając, iż jest on efektem rozmów i przekonywania do swoich racji.

Taka strategia sprawi, że premier będzie mógł na bieżąco weryfikować realizację węgierskich postulatów, za każdym razem wymuszając na Kijowie ustępstwa i korekty. Jednocześnie entuzjazm towarzyszący zmianie władzy w Budapeszcie, wciąż silnie obecny wśród europejskich elit, daje mu ogromną przewagę. Na razie nikt nie odważy się zaatakować go tak ostro jak jego poprzednika, ponieważ unijni decydenci nie dopuszczają do siebie myśli, że obu polityków może łączyć aż tak wiele.
Tego chcą Węgrzy
Kluczowe pytanie brzmi: dlaczego Magyar utrzymuje tak realistyczny kurs? Odpowiedź tkwi przede wszystkim w oczekiwaniach społecznych. Węgrzy – i to nie tylko ci z elektoratu Fideszu – nigdy nie należeli do wielkich entuzjastów Ukrainy, czego wielokrotnie dowodziły sondaże. Wiarygodnych badań krajowych na ten temat od dłuższego czasu wprawdzie brakuje, ale z pomocą przychodzi wiosenny Eurobarometr.
To unijne badanie przeprowadzono między 12 marca a 5 kwietnia, a więc zakończono je na zaledwie tydzień przed wyborami, które na węgierskiej scenie politycznej zmieniły wszystko. Jest jednak bardzo wątpliwe, by równie radykalnej zmianie uległ sam stosunek społeczeństwa do Kijowa.
Liczby mówią same za siebie. W całej Unii Europejskiej nadanie Ukrainie statusu państwa kandydującego popiera 57 proc. obywateli, podczas gdy nad Dunajem wskaźnik ten wynosi zaledwie 39 proc. Ośmiu na dziesięciu ankietowanych w Europie (i 69 proc. Węgrów) akceptuje przyjmowanie ukraińskich uchodźców. Trzech na czterech Europejczyków popiera udzielanie Ukrainie pomocy finansowej i humanitarnej, ale na Węgrzech odsetek ten spada do 55 proc.

Z kolei sankcje przeciwko Rosji popiera 70 proc. Europejczyków i mniejszość, bo zaledwie 49 proc. Węgrów. Co jednak najciekawsze, mimo tak chłodnych nastrojów wokół tej ostatniej kwestii to właśnie Péter Magyar zgodził się na przedłużenie unijnych restrykcji wobec Moskwy od razu o cały rok (podczas gdy Viktor Orbán rutynowo godził się na ich wydłużanie zaledwie o sześć miesięcy).
Péter Magyar nie dokonuje w relacjach z Ukrainą rewolucji, lecz zaledwie pragmatycznej korekty. To nie oznacza, że oszukał partnerów. Wręcz przeciwnie: on rewolucji nigdy nie obiecywał. Lider TISZA okazał się politykiem, który doskonale odczytuje nastroje społeczne nad Dunajem i wie, że bezwarunkowy zwrot w stronę Kijowa byłby dla jego formacji politycznie niekorzystny.
Zamiast tego Magyar wybiera inną drogę: realizuje interesy narodowe w dużej mierze zbieżne z linią Fideszu, ale robi to w białych rękawiczkach. Zdejmując z węgierskiej dyplomacji odium toksycznej prorosyjskości i zamieniając chuligański szantaż na twarde, unijne negocjacje, nowy premier upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu.
Z jednej strony zadowala sceptycznych wobec Ukrainy Węgrów, z drugiej – wciąż cieszy się parasolem ochronnym ze strony zachodnich elit, które tak bardzo uwierzyły w mit anty-Orbána, że wolą nie dostrzegać niewygodnych podobieństw. Przynajmniej na razie ta zręczna strategia okazuje się dla Budapesztu bardzo skuteczna.
Lato wystartowało – a z nim upały, w które trudno uwierzyć, kolejki bez końca i ceny, od których robi się gorąco. Słupek rtęci pobił rekord twojego miasta? Stoisz w korku, który nie ruszył się od godziny? A może upał daje się we znaki tam, gdzie nie powinien – na zatłoczonym SOR-ze, w przegrzanym pociągu, w miejscu bez wody i cienia? To też jest historia. Napisz do nas na dziejesie.wp.pl.
PREMIUM Zapisz się na newsletter!
Zapisz mnieAdministratorem danych jest Wirtualna Polska Media S.A. Dane przetwarzamy w celu wysyłki newslettera. Masz prawo m.in. do dostępu, poprawienia, usunięcia danych oraz wycofania zgody. [Polityka prywatności]