Fenomen miasteczka w Wielkopolsce. Według GUS żyje tu więcej cudzoziemców niż Polaków. Wyjaśniamy
Proponuje mi mały test: – Chce pan usłyszeć, ile narodowości u nas mieszka? Dwadzieścia osiem! – mówi i niemal na jednym oddechu zaczyna wyliczać: – Kolumbia, Ukraina, Mołdawia, Gwatemala, Nepal, Wenezuela, Sri Lanka, Niemcy, Indonezja, Indie, Gruzja, Tadżykistan, Grecja (…)
Na końcu dorzuca: – Paragwaj, Meksyk… Tak że proszę. Da się tu żyć.
GUS i ślady życia. W polskim mieście jest więcej migrantów niż Polaków?
Sensację o Mikstacie wywołały dane opublikowane 1 lipca przez Główny Urząd Statystyczny. Urząd po raz pierwszy przedstawił wyniki eksperymentalnego badania wykorzystującego tzw. metodę “śladów życia”, która ma pokazywać rzeczywistą obecność mieszkańców w Polsce na podstawie aktywności w rejestrach administracyjnych.
Według tych danych w części miejskiej Mikstatu odnotowano 3461 osób, z czego 1850 stanowili cudzoziemcy. Oznaczałoby to, że stanowią 53 proc. mieszkańców miasta. Jak wyjaśnia GUS, badanie obejmuje wszystkie osoby posiadające numer PESEL – zarówno obywateli Polski, jak i cudzoziemców – które wykazują aktywność w co najmniej jednym rejestrze administracyjnym. Takie aktywności urząd określa mianem “śladów życia”. GUS zastrzega, że to eksperyment, którego nie należy zestawiać z oficjalnymi danymi ze spisu ludności.
Burmistrz Mikstatu protestuje. Jego zdaniem informacje i wnioski GUS nie odzwierciedlają rzeczywistości. – Sami liczymy mieszkańców na podstawie naszych rejestrów. Twierdzenie, że cudzoziemców jest u nas więcej niż Polaków, jest statystyczną nieprawdą – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską. Jak dodaje, według danych gminy obecnie na terenie miasta i gminy zameldowanych lub zarejestrowanych jest około 6 tys. mieszkańców oraz niespełna tysiąc cudzoziemców.
– Nie przeczę, mamy sporo cudzoziemców, ale żyjemy tu normalnie. Większość przyjeżdża do pracy w zakładzie i w rolnictwie. Jeśli komuś ta praca odpowiada, zostaje na dłużej. Jeśli nie, wyjeżdża i szuka zatrudnienia gdzieś indziej. Nie ma więc frustracji ani konfliktów. To podstawa dobrych relacji – komentuje burmistrz Zieliński.

Mundial na Orliku. Mistrzem gminy jest Kolumbia, Polska trzecia
– Ludzie spotykają się w pracy, w sklepach, na ulicy. Idę kupić bułki i nawet nie rozumiem tych wszystkich języków, które słychać. Wielu cudzoziemców zostaje w okolicy. Mamy pierwsze przypadki, gdy uzyskują zgodę na zakup nieruchomości na własność. To pokazuje, że kiedy nie ma polityki, jest normalne życie – mówi dalej urzędnik.
Jako dowód zwykłego życia burmistrz przywołuje gminny turniej piłkarski zorganizowany tej wiosny. Według rozmówcy to wyglądało jak mały mundial. Najmocniejsze były drużyny z Ameryki Łacińskiej. Pierwsze i drugie miejsce zajęły drużyny Kolumbijczyków, dopiero za nimi uplasowała się Polska. – Pamiętam też, że bardzo dobrze grała reprezentacja Wenezueli – dodaje rozmówca.
O tym, jak bardzo zmienił się Mikstat, najlepiej świadczy parafia. W kościele pw. Świętej Trójcy raz w miesiącu odprawiane są msze w języku hiszpańskim. Przyjeżdża na nie duszpasterz, który wcześniej pracował na misjach i został sprowadzony do Wielkopolski dzięki znajomościom księży z diecezji. Dziś obsługuje cztery ośrodki, w których mieszkają pracownicy z Ameryki Łacińskiej – w Golinie, Kaliszu, Kępnie i Mikstacie.
Msza i chrzty po hiszpańsku. Proboszcz: ciężko pracują, błogosławię im
– Chwała im za to, że przyjeżdżają do Polski i podejmują tę pracę. To ciężkie zajęcie, głównie w przetwórstwie. Mimo zmęczenia bardzo często widzę ich uśmiechniętych. Są życzliwi, ustępują miejsca w sklepie. To dobry przykład normalnych relacji międzyludzkich – mówi ks. kan. Krzysztof Ordziniak, proboszcz parafii pw. Świętej Trójcy w Mikstacie.
Jak podkreśla duchowny, ci, którzy zostają dłużej, chcą normalnie żyć i funkcjonować w lokalnej społeczności.
Msze po hiszpańsku gromadzą zwykle od 40 do 50 wiernych. – Chcemy dać im możliwość uczestniczenia w Eucharystii i korzystania z sakramentów. Były już dwa chrzty, a kolejne osoby pytają o taką możliwość właśnie z tym hiszpańskojęzycznym księdzem – opowiada proboszcz.
Dodaje, że wiara jest dla wielu z nich ważną częścią codzienności. – Widzę, jak przechodząc obok kościoła zatrzymują się i czynią znak krzyża. Czasem łamiemy sobie języki, próbując się porozumieć, ale kiedy wychodzę przed kościół, żeby ich pobłogosławić, zawsze się zatrzymują. To są zwykłe, ludzkie gesty. Nie ma potrzeby się tym ekscytować. Możemy po prostu żyć obok siebie – podsumowuje ks. Krzysztof Ordziniak.

Na co dzień mieszkańcy przyznają, że cudzoziemców… właściwie nie widać. Większość pracuje od poniedziałku do soboty, często do późnego popołudnia. Mikstat zmienia się dopiero w niedzielę. Wtedy ulice i sklepy wypełniają się ludźmi mówiącymi po hiszpańsku, ukraińsku czy nepalsku. Ślad tej różnorodności widać także w internecie. Lokalne sklepy, kwiaciarnia czy kawiarnia zbierają w Mapach Google opinie nie tylko po polsku, ale również po hiszpańsku, angielsku, gruzińsku i w innych językach.
– Nigdy nie miałam żadnej nieprzyjemnej sytuacji. Za to niemal codziennie zdarza się, że ktoś o coś pyta i porozumiewamy się przez Tłumacza Google w telefonie – opowiada w rozmowie z Wirtualną Polską pracownica jednego ze sklepów.
Jak mówi, mieszkańcy z Ameryki Łacińskiej mają swój sposób spędzania wolnego czasu.
– Są bardziej żywiołowi. Spotykają się większymi grupami, jest śmiech, rozmowy i gwar. Ale nigdy nie miałam poczucia jakiegokolwiek zagrożenia. To po prostu inny temperament – dodaje rozmówczyni.

Polska to już nie 38-milionowy naród
Politycy od lat powtarzają, że “Polska to 38-milionowy naród”. Dane ze spisu ludności Głównego Urzędu Statystycznego, ale też przytoczonych wyżej badań wskazują na inny obraz rzeczywistości, wymuszający konieczność aktualizacji przemówień.
Badanie oparte na tzw. “śladach życia” wskazuje, że pod koniec 2025 r. na terytorium Polski przebywało około 38,8 mln osób. Z tej liczby około 36,5 mln stanowili obywatele Polski, a około 2,3 mln – cudzoziemcy. W ciągu zaledwie roku ich liczba wzrosła o blisko 215 tys.

Sam Główny Urząd Statystyczny zastrzega jednak, że są to wyniki eksperymentalne. Powstały na podstawie analizy aktywności osób w rejestrach administracyjnych, a nie w oparciu o oficjalną metodologię bilansów ludności. Z tego powodu nie należy ich bezpośrednio porównywać z publikowanymi przez GUS oficjalnymi statystykami demograficznymi.
Jednocześnie badanie pokazuje wyraźny trend. Cudzoziemcy nie koncentrują się wyłącznie w największych metropoliach, lecz coraz częściej także w gminach o rozwiniętym przemyśle, logistyce i przetwórstwie. W wielu z nich stanowią ponad 10 proc. osób przebywających na danym terenie. W czołówce znalazły się m.in. Mikstat, Jelcz-Laskowice, Raszyn, Mława, Głowno i Ustronie Morskie.
PREMIUM Zapisz się na newsletter!
Zapisz mnie