• W ostatnich latach wiadomo o jednej z symulacji zakończonej zwycięstwem. Jednak MON na czele z Antonim Macierewiczem nie spodobał się sposób, w jaki zostało osiągnięte
  • Gry wojenne służą najpierw zadawaniu pytań, a nie wyciąganiu wniosków. Te można wyciągać jak rozegra się ich kilkadziesiąt, jak nie kilkaset, a nie jedną czy dwie – uważa Bartosiak
  • Jeśli w symulacji wykorzystano koncepcję frontalnej obrony u granic, to została zweryfikowana negatywnie i musi zostać skorygowana – przekonuje prof. Stanisław Koziej
  • Informacje, które krążą o ćwiczeniach nie zostały zdementowane. – Z tego należy czynić największy zarzut – uważa Marek Świerczyński z portalu Polityka Insight

O przegranej polskiej armii w ćwiczeniach Zima-20 jako pierwsza napisała Interia. Z informacji portalu wynika, że piątego dnia symulowanej wojny wróg ze wschodu dotarł do linii Wisły. Lotnictwo i Marynarka Wojenna przestały istnieć, a pierwszorzutowe bataliony straciły od 60 do 80 proc. stanów. Podobne doniesienia przekazał “Super Express”. Wyniku hipotetycznego starcia nie odwrócił sprzęt, który do Polski trafi dopiero w ciągu kilku lat: zestawy przeciwlotnicze Patriot, artyleria rakietowa HIMARS i wielozadaniowe samoloty F-35.

Wyrzutnia rakiet HIMARS, myśliwiec F-35, zestaw rakietowy Patriot

Jakie są powody przegranej? Mowa o dwóch:

Interia pisze o konsekwencjach doktryny wojennej forsowanej przez rządzących, czyli obrony całej granicy w stylu wojny obronnej 1939 r. W tym celu jednostki są formowane lub przenoszone na wschód kraju. Koronny przykład to 11. Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej wyposażona w czołgi Leopard. W 2017 r. ich dwa bataliony skierowano z Żagania do podwarszawskiej Wesołej.

Leopard 2PL – polska modernizacja czołgów Leopard 2A4 produkcji niemieckiej

“Super Express” szuka przyczyn w kadrze dowódczej, pisząc o “wielkiej kompromitacji” szefa sztabu generalnego gen. Rajmunda Andrzejczaka. Część wojskowych biorących udział w symulacji miała odmówić wykonywania jego poleceń. A uczestniczyło w niej kilka tysięcy oficerów.

Od lat symulacje konfliktów zbrojnych prowadzone są na Akademii Sztuki Wojennej w warszawskim Rembertowie. W 2015 r. miało dojść do symulacji bitwy powietrznej w której straciliśmy lotnictwo… w cztery godziny. Istnieją półoficjalne doniesienia o jednym starciu, które zakończyło się zwycięstwem.

“Wariant mansteinowski”

Chodzi o wirtualne manewry gen. Mirosława Różańskiego opisane w 2018 r. przez “Politykę”. Dowódca generalny w latach 2015-2016 stanął przed podobnym wyzwaniem, jak uczestnicy ćwiczenia Zima-20, ale postawił na taktykę głębokiego wycofania.

Wróg miał zapuścić się w głąb kraju, w tym czasie został rozpoznany, co pozwoliło przygotować kontruderzenie, które zakończyło się sukcesem. Manewr chcieli podobno powtórzyć uczestniczący w ćwiczeniach dowódcy amerykańscy i brytyjscy, ale ta sztuka im się nie udała.

Tę wersję częściowo potwierdził ówczesny wiceszef MON Tomasz Szatkowski. Mówił o stosowaniu “wariantu mansteinowskiego”, czyli feldmarszałka III Rzeszy Ericha von Mansteina i nie był to komplement. – Możemy nasz system tak dostosować, żeby bronić terytorium całej Polski, i to może być znacznie bardziej skuteczne – przekonywał.

Kierownictwu MON taki sposób prowadzenia wojny miał się nie spodobać. Politycy nie pochwalali oddania bez walki dużych miast jak Białystok czy Olsztyn. Gen. Mirosław Różański odszedł z wojska w 2017 r. Powodem był jego konflikt z Antonim Macierewiczem.

Najpierw pytania, potem wnioski

– Gra w ogóle nie powinna mieć na celu zweryfikowania kto wygrywa, kto przegrywa – mówi Jacek Bartosiak, ekspert ds. geopolityki i autor książek poświęconych temu zagadnieniu, szef firmy Strategy & Future.

– Wygrana czy przegrana zależy od bardzo wielu czynników, często nierealistycznych: podgrywki, scenariusza, użytych sił i środków, postawionych zadań, a przede wszystkim dyspozycji politycznych. To od polityków zależy przebieg współczesnego konfliktu, od tego jak postępują przed rozpoczęciem wojny i w jej trakcie. Na podejmowanie kluczowych decyzji mają minuty – podkreśla.

Nie wiadomo, skąd w symulacji zaczynali Rosjanie, czy to oni rozpoczęli konflikt, czy była mgła wojny. – Jeśli symulację wykonano na systemie JTLS to nie jest to system idealny do systemowego ćwiczenia operacji – dodaje.

Amerykański system JTLS wykorzystywany do symulacji

Według eksperta, najważniejsze w symulacjach jest przećwiczenie pracy sztabów, szybkości działania, rytmu dowodzenia. – Potrzebne są powtarzalne wzorce zachowań, mechanizmy. Wojnę prowadzi się całym systemem składającym się z wielu elementów, na który składają się zdolności. Technika w tego typu symulacjach jest o mniejszym znaczeniu – podkreśla i przestrzega przed drugowojennym myśleniem, gdy liczony był każdy stracony czołg.

W jego ocenie gry wojenne służą najpierw zadawaniu pytań, a nie wyciąganiu wniosków. – Te można wyciągać jak rozegra się ich kilkadziesiąt, jak nie kilkaset, a nie jedną czy dwie – przekonuje.

Bartosiak wyraża nadzieję, że przebieg ćwiczeń Zima-20 może skłonić dowództwo do rozgrywania ich częściej. – Najlepiej z udziałem polityków, którzy powinni uczestniczyć w nich aktywnie, podejmować decyzje, ponosić odpowiedzialność i zobaczyć, na czym to polega – wyjaśnia.

Co do zmiany?

Ze względu na wrażliwość tematu, ostrożność zachowuje prof. Stanisław Koziej, generał brygady w stanie spoczynku, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego w latach 2010-2015.

Na wstępie rozmowy zaznacza, że uwzględnienie w ćwiczeniach sprzętu, którego Polska jeszcze nie ma, to nic nadzwyczajnego. – To jest istotą takich gier wojennych, że testuje się swoje plany i zamiary – mówi Onetowi. Zwraca jednak uwagę na dwie rzeczy.

Pierwsza to koncepcja frontalnej obrony u granic. Jeśli wykorzystano ją w symulacji, to została zweryfikowana negatywnie i musi zostać skorygowana. – W sytuacji Polski, która jest państwem granicznym NATO i UE powinno zależeć nam na zyskaniu czasu, abyśmy nie dali się rozbić na początku wojny w bitwie granicznej – przekonuje.

Druga to chaotyczna w jego ocenie modernizacja armii. – Kupujemy najnowocześniejszy sprzęt, ale kupujemy go troszeczkę. Zestawów Patriot i wyrzutni HIMARS potrzebujemy więcej. Zdolności samolotu F-35 przez możliwości technologiczne armii przez lata nie będziemy w stanie w pełni wykorzystać – uważa.

Sedno problemu?

Medialne przekazy o przebiegu ćwiczeń nie zostały zdementowane. Do tej pory nie zaprzeczyło im Ministerstwo Obrony Narodowej ani Kancelaria Prezydenta.

– Z tego należy czynić największy zarzut – uważa Marek Świerczyński, szef działu bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych portalu Polityka Insight. – Należałoby oczekiwać jakiegoś oświadczenia, nieanonimowego, ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej i Sztabu Generalnego, które odnosiłoby się do tych piętrzących się, groźnych spekulacji rzekomo pochodzących z wojska. Tu jest sedno problemu – ocenia w rozmowie z Onetem.

O sprawie piszą już anglojęzyczne i rosyjskojęzyczne media. – To sytuacja nie na rękę dla wizerunku Polski, wewnątrz Sojuszu Północnoatlantyckiego, jak i wobec krajów niekoniecznie nam przyjaznych – dodaje.

Analityk przyjmuje przeciek z “ogromnym niesmakiem i obawą”. – Trzeba być niezwykle ostrożnym w opisie tej sytuacji, ponieważ poruszamy się w totalnej mgle – podkreśla.