Wielka porażka Rosji. Trump wyrzucił Putina z jego własnego podwórka. “Trwa proces rozpadu”
Przez lata Kaukaz Południowy uchodził za obszar wpływów Rosji. To już jednak przeszłość — w trwającej tam rozgrywce została brutalnie zepchnięta do narożnika i to przez swojego geopolitycznego rywala: Stany Zjednoczone. Najpierw Donald Trump zrobił to, czego nie udało się dokonać Władimirowi Putinowi — pogodził skłóconą Armenię i Azerbejdżan. Teraz wysyła tam J.D. Vance’a, który rozpocznie projekt “Trasa Trump” — inicjatywę zwiększenia obecności amerykańskiego biznesu w regionie. Strategicznie ważny dla Moskwy region przechodzi historyczną transformację — bez jej udziału. Jak zauważa Batu Kutelia, były ambasador Gruzji w USA, na Kaukazie trwa proces rozpadu. I Rosja najprawdopodobniej poniesie polityczną porażkę.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Anadolu / Contributor; Contributor / Contributor; BEST-BACKGROUNDS / Shutterstock / Getty Images Donald Trump i Władimir Putin, w tle grafika przedstawiająca góry na Kaukazie
Podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos 22 stycznia Donald Trump zorganizował uroczystą ceremonię podpisania statutu nowej międzynarodowej organizacji —Rady Pokoju.
Prezydent Stanów Zjednoczonych siedział na scenie między prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem a premierem Armenii Nikolą Paszynianem. Co mogłoby lepiej zilustrować jego umiejętności w zakresie pokojowego rozwiązywania konfliktów niż historia 35-letniej wojny między Erywaniem a Baku, która zakończyła się wspólnym zdjęciem z prezydentem w Gabinecie Owalnym 8 sierpnia 2025 r.?
- Serce rosyjskiego imperium pęka. Moskwa została outsiderem w ważnym dla siebie regionie. Musi zadowolić się nagrodą pocieszenia
Po parafowaniu porozumienia pokojowego strony podpisały trójstronną deklarację waszyngtońską, która zobowiązuje je do zrzeczenia się roszczeń terytorialnych i odblokowania szlaków transportowych. Po raz pierwszy od dziesięcioleci istnieje perspektywa, że Armenia i Azerbejdżan, dzielące granicę o długości 1000 km, przestaną korzystać z dróg okrężnych w podróżach i transporcie.
W momencie podpisania deklaracji waszyngtońskiej Armenia cieszyła się już od ponad sześciu miesięcy statusem strategicznego partnera Stanów Zjednoczonych, któremu przekazała wyłączne prawa do rozwoju korytarza zangezurskiego lub, jak wolą mówić w Armenii, korytarza syunikskiego — szlaku transportowego łączącego Azerbejdżan z jego eksklawą Nachiczewan. Przyszła droga została oczywiście nazwana imieniem Trumpa — Trump Route for International Peace and Prosperity (Trasa Trumpa dla międzynarodowego pokoju i dobrobytu) lub w skrócie TRIPP.
Na tym nie koniec — pod koniec 2025 r. rząd USA wydał start-upowi Firebird zezwolenie na eksport do Armenii chipów amerykańskiej korporacji technologicznej Nvidia, która specjalizuje się w projektowaniu wysokowydajnych procesorów graficznych dla sztucznej inteligencji, centrów przetwarzania danych i gier. Po otrzymaniu amerykańskiej licencji eksportowej firma Firebird ogłosiła pierwsze inwestycje w Armenii w wysokości 500 mln dol. (1,8 mld zł).
- Tekst publikujemy dzięki uprzejmości serwisu Nowa Gazieta. Prosimy o wsparcie pracy niezależnych rosyjskich dziennikarzy z portalu Nowa Gazieta
W oświadczeniu firma zaznaczyła, że jest to początkowy etap wielomiliardowego megaprojektu mającego na celu stworzenie w regionie wysokowydajnej infrastruktury superkomputerowej AI. Otwiera on nowy rozdział we współpracy między Stanami Zjednoczonymi a Armenią w dziedzinie zaawansowanych technologii. Do realizacji tego projektu Armenia wykorzysta nową elektrownię jądrową, która również z dużym prawdopodobieństwem zostanie zbudowana w ramach partnerstwa z USA.
Baku również nie ma powodów do narzekań — Azerbejdżan otrzyma kontrakty na dostawy amerykańskiego sprzętu wojskowego.
Tylko Moskwa w tym nowym świecie okazała się niepotrzebna żadnej z trzech stron.
“Terytorium Putina”
Podczas wystąpienia w Davos 21 stycznia Donald Trump po raz kolejny powiedział całemu światu, że Putin jest zachwycony i zdziwiony tym, jak udało mu się tak szybko i skutecznie pogodzić Azerbejdżan i Armenię. — Od roku pracuję nad zakończeniem wojny między Rosją a Ukrainą. Rozwiązałem osiem wojen. Zadzwonił do mnie Putin. Rozmawialiśmy o Armenii i Azerbejdżanie. Powiedział: “Nie mogę uwierzyć, że rozwiązałeś [konflikt]. Pracowałem nad tym dziesięć lat, a ty zrobiłeś to dosłownie w jeden dzień” — powiedział Trump.
- Przetasowania na Kaukazie. Bezprecedensowe manewry to cios nie tylko dla Moskwy. “Kwestia strategicznego bezpieczeństwa”
To samo przemówienie prezydent USA wygłosił podczas briefingu w Białym Domu dzień przed wyjazdem do Davos. Zainteresowanie prezydenta Rosji tym regionem wytłumaczył tym, że “to było terytorium Putina” — Armenia i Azerbejdżan wchodziły w zakres wpływów Moskwy.
Jeszcze wcześniej, podczas lunchu z premierem Izraela, Trump chwalił się osiągnięciami w zakresie budowania pokoju na Kaukazie Południowym. Nie było to przypadkowe — pierwszą sprawą, którą planuje zająć się nowo utworzona przez Trumpa Rada Pokoju, jest zakończenie konfliktu izraelsko-palestyńskiego i odbudowa Strefy Gazy.
Kilka dni po zakończeniu forum w Davos, na którym Armenia i Azerbejdżan przyjęły zaproszenie do zostania członkami-założycielami Rady Pokoju, Trump poinformował na swoim profilu w mediach społecznościowych, że wysyła do krajów Kaukazu Południowego (których nazwy nie zawsze potrafi poprawnie wymówić) wiceprezydenta J.D. Vance’a.
HtmlCode
Historyczna wizyta odbędzie się w lutym i będzie poświęcona pogłębieniu strategicznego partnerstwa z obydwoma krajami. Dokładna data nie została jeszcze ogłoszona. Wiadomo tylko, że 6 lutego J.D. Vance ma być w Mediolanie, aby przewodniczyć amerykańskiej delegacji podczas otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich.
Trump jako coś naturalnego
— Widzimy, jak szybko i agresywnie Stany Zjednoczone forsują swoje idee. Skoro już jesteśmy na tej drodze, dlaczego nie skorzystać z okazji? — mówi Farhad Mamedow, dyrektor Centrum Badań nad Kaukazem Południowym w Baku. — [Działania] Trumpa można nazwać zjawiskiem naturalnym, któremu my — Armenia i Azerbejdżan — nie możemy się przeciwstawić. Dlatego albo trzeba doświadczyć na sobie wszystkich negatywnych skutków [jakie to za sobą pociąga], albo znaleźć się w “oku tajfunu” — wszystko wokół się wali, a ty czujesz się dość spokojnie w porównaniu z innymi — dodaje.
Ekspert zwraca uwagę na to, że przynajmniej na razie tajfun o imieniu Trump jest dość przychylny nowym partnerom. — Ważne jest, że w te działania [mające na celu normalizację stosunków między Erywaniem a Baku] zaangażowany jest praktycznie cały zespół Trumpa. Dokument dotyczący TRIPP z Armenią przyjął sekretarz stanu, a obecnie wiceprezydent udaje się z wizytą do Baku i Erywania. To pokazuje, jak poważnie USA podchodzą do sprawy. Bo po 8 sierpnia [kiedy to Armenia zawarła porozumienie pokojowe z Azerbejdżanem] wielu sceptyków miało wrażenie, że to tylko jeden z wielu konfliktów, którymi zainteresował się Trump, i że temat wkrótce straci na znaczeniu dla USA — bo jesteśmy bardzo daleko od nich, nie jesteśmy w ich strefie wpływów, nie jesteśmy na ich półkuli. Wyraźnie widzimy jednak konsekwencję i dynamikę w realizacji porozumienia z 8 sierpnia — mówi.
- Baku zagrało Moskwie na nosie. Putin wił się jak piskorz, ale w końcu musiał się przyznać. Na naszych oczach kruszeje jego imperium [OPINIA]
Szczególnie zwraca uwagę na zasługi przywódców Azerbejdżanu i Armenii — jego zdaniem bez dobrej woli Alijewa i Paszyniana, bez ich spotkania w Abu Zabi w lipcu 2025 r., żadne działaniaTrumpa nie zakończyłyby się sukcesem. Duże nadzieje pokłada też w “zupełnie nowej agendzie” Stanów Zjednoczonych, która odpowiada oczekiwaniom tych krajów.
— Pod tym względem Erywań jest o krok przed Baku. Stany Zjednoczone podpisały już porozumienie o współpracy strategicznej z Armenią, a analogiczny dokument dotyczący Azerbejdżanu jest nadal w trakcie opracowywania, rozpoczęła się druga runda negocjacji. Być może podczas wizyty wiceprezydenta Vance’a zostaną przyjęte określone dokumenty lub podpisane umowy. Przykładowo w sierpniu w Waszyngtonie podpisano memorandum o współpracy między azerską spółką państwową SOCAR a amerykańską ExxonMobil, logiczne byłoby, gdyby przekształciło się to już w umowę — zauważa Mamedow.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Donald Trump stworzył imperium? "Takie z przełomu XIX i XX wieku"
Gorąco popiera udział Azerbejdżanu w Radzie Pokoju oraz samą tę inicjatywę. Jednocześnie w rozmowie z NGE zaprzeczył, jakoby Azerbejdżan zapłacił już 1 mld dol. (3,6 mld zł) za członkostwo w Radzie Pokoju.
— Azerbejdżan nie zapłacił i nie zamierza tego zrobić w najbliższej przyszłości, jeśli w ramach Rady Pokoju nie pojawią się żadne konkretne projekty, które będą odpowiadały interesom samego Azerbejdżanu — mówi.
Areg Kochinian — politolog i prezez Centrum Studiów nad Polityką Bezpieczeństwa w Erywaniu — patrzy na perspektywy partnerstwa Erywania i Baku za pośrednictwem Stanów Zjednoczonych równie pragmatycznie, jak Mamedow — Bądźmy szczerzy: prawdopodobieństwo, że powołana przez Trumpa Rada Pokoju będzie w stanie cokolwiek zrobić w sprawie konfliktu izraelsko-palestyńskiego, jest niskie. (…) Naszą sprawą ta organizacja może się zająć po tym, jak nie uda jej się rozwiązać konfliktu palestyńsko-izraelskiego.
Nie jest tajemnicą, że nie wszyscy w Armenii popierają radykalną zmianę wektorów polityki zagranicznej w kierunku Zachodu oraz rozmowy o rozpoczęciu współpracy gospodarczej z Azerbejdżanem. Społeczeństwu trudno jest zaakceptować ten program — minęło zaledwie kilka lat od porażki w wojnie karabaskiej i exodusu ludności ormiańskiej z regionu. Ta niechęć może okazać się fatalna dla rządu Nikola Paszyniana: w czerwcu w Armenii odbędą się ważne wybory parlamentarne.
- Tak Kaukaz wymyka się Putinowi z rąk. “Musi pogodzić się z faktem, że to nie on ustala zasady”
Politolog z Erywania Owanes Nikogoszian jest przekonany, że wizyta amerykańskiego wiceprezydenta zostanie wykorzystana przez obecne władze Armenii “w kontekście zbliżającej się kampanii wyborczej, która faktycznie już się rozpoczęła”. Podkreśla, że “im intensywniej ta wizyta będzie wykorzystywana wewnątrz kraju, tym większe jest ryzyko, że z zewnątrz zostanie to odebrane jako sygnał geopolitycznego zwrotu”.
W przeciwieństwie do swoich kolegów Nikogoszian dostrzega strategiczny aspekt zainteresowania Stanów Zjednoczonych sprawami Kaukazu Południowego. Wiąże on amerykański projekt TRIPP z zapewnieniem obecności gospodarczej USA na granicy z Iranem.
— Projekt ten jednocześnie wzmacnia kontrolę nad kruchym procesem pokojowym między Armenią a Azerbejdżanem i odpowiada interesom Turcji — kluczowego pośrednika interesów USA. Z tego punktu widzenia wizyta Vance’a jest potwierdzeniem już osiągniętych porozumień. Armenia może odnieść z tego korzyści gospodarcze i to niemałe, ale są one drugorzędne w stosunku do ogólnej strategii Waszyngtonu: wbić się na południową granicę Armenii — mówi Nikogoszian. — Deklarowana [przez Armenię] dywersyfikacja polityki zagranicznej ma charakter reaktywny, sytuacyjny i ma na celu przede wszystkim utrzymanie się na powierzchni i nieutonięcie w warunkach wycofywania się Rosji z regionu oraz niestabilnego i zmiennego otoczenia regionalnego — dodaje.
Gruzja: prowincja geopolityczna w regionie nabierającym nowego znaczenia
Gruzja została wspomniana w Davos tylko raz — prezydent Alijew powiedział, że niebawem nadejdzie dzień, w którym Armenia i Azerbejdżan będą mogły wysyłać sobie towary bezpośrednio, a nie przez Gruzję. Jednocześnie jej premier Irakli Kobahidze nie został zaproszony na Światowe Forum Ekonomiczne w Davos — już drugi rok z rzędu.
Kobahidze nie jest zasadniczo nigdzie zapraszany. Nawet jego nowy partner strategiczny — Chiny — ochłodził stosunki z Tbilisi. Dla rządzącego tam Gruzińskiego Marzenia zabrakło miejsca w Pekinie, gdy we wrześniu odbyła się tam wielka parada zwycięstwa z okazji 80. rocznicy kapitulacji Japonii i zakończenia II wojny światowej. Na tym wielkim wydarzeniu obecni byli przywódcy 20 krajów, w tym Alijew i Paszynian. Ale nie Kobahidze.
W zeszłym roku trzykrotnie odwiedził on Aszchabad [stolicę Turkmenistanu], ale ani razu Brukselę. Częste wizyty w Turkmenistanie były publicznie tłumaczone przez rząd polityką równowagi. W rzeczywistości jednak jest to gra jednostronna — w ciągu roku nie udało się Gruzińskiemu Marzeniu nawiązać komunikacji z administracją Trumpa ani uspokoić Unii Europejskiej rozgniewanej antydemokratycznymi przepisami i zatrzymaniem setek uczestników proeuropejskich protestów. W takiej sytuacji trudno mówić o równowadze.
W Europie tylko premier Węgier i prezydent Słowacji cieszą się z wizyt gości z Gruzińskiego Marzenia. Nie chodzi tu o strategię tej partii, ale o dość skuteczny bojkot Unii Europejskiej wobec Tbilisi za odchodzenie od demokracji.
- Gruzja przypomina Węgry. Dla Europy gruzińskie protesty nie są priorytetem
Co dziwne, bardzo zasadnicze stanowisko zajęły również Stany Zjednoczone, chociaż administracja Trumpa nigdy nie wykazywała chęci do obrony demokracji za granicą. Waszyngton nie cofnął podjętej rok temu decyzji o zawieszeniu strategicznego partnerstwa z Gruzją. Nie cofnął również sankcji wobec miliardera Bidziny Iwaniszwilego, nieoficjalnego przywódcy tego kraju.
A przecież Gruzja jako pierwsza w regionie — już w 2009 r. — podpisała Kartę o partnerstwie strategicznym z Amerykanami. Wcześniej, w 2006 r., Tbilisi odwiedził prezydent USA George Bush. Teraz, gdy dziennikarze zapytali Kobahidze, dlaczego wiceprezydent USA nie przyjedzie do Gruzji w ramach swojej kaukaskiej trasy, premier tłumaczył to na swój sposób. — Ta wizyta jest poświęcona konkretnie szlakowi TRIPP, więc logiczne jest, że amerykański polityk odwiedza Azerbejdżan i Armenię.
Dziennikarze pociągnęli temat, twierdząc, że trasa tranzytowa przebiega również przez Gruzję. Wtedy Kobahidze się poddał. — To oni muszą zdecydować — powiedzał. — Wiecie, jaki jest obecnie kontekst stosunków gruzińsko-amerykańskich. Jest on bardzo złożony — dodał, zrzucając winę na Bidena, który przed opuszczeniem Białego Domu zdążył nałożyć sankcje na Iwaniszwilego. Partia rządząca w Gruzji z niecierpliwością czekała, aż Trump zniesie te sankcje, ale jak dotąd tak się nie stało.
— Cierpliwie czekamy. Wydaliśmy publiczne oświadczenie o gotowości do wznowienia strategicznego partnerstwa z czystą kartą i konkretnym planem działania. Cierpliwie czekamy na decyzję amerykańskiej administracji — dodał Kobahidze.
Gruzja znalazła się w niecodziennej dla siebie sytuacji — stała się outsiderem, odtępując sąsiadom miejsce regionalnego lidera w integracji z Zachodem. Dyplomata Valery Chechelaszwili, analityk z Gruzińskiego Centrum Analiz Strategicznych i były ambasador Gruzji w Szwajcarii, Rosji, Ukrainie i Mołdawii, uważa, że Gruzja staje się “geopolityczną prowincją”. — Oto, do czego może dojść niewielki kraj, gdy jego przywódcy cierpią na geopolityczną powierzchowność i krótkowzroczność. Odnoszą porażkę za porażką we wszystkich dziedzinach: w stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi, w stosunkach z Unią Europejską, z Rosją. Do tego dochodzą nieporozumienia z sąsiadami — mówi były dyplomata.
Premier Gruzji Irakli Kobachidze w Gori, 14 września 2024 r.Nicolo Vincenzo Malvestuto / Contributor / Getty Images
Co pozostaje? Na kim Gruzja może dziś polegać? Do kogo może zadzwonić Irakli Kobachidze? Trudno powiedzieć. Alijew i Paszynian mogą natomiast rozmawiać z kimkolwiek, zadzwonić do każdej europejskiej stolicy, a nawet do Trumpa — dodaje analityk.
Jeśli chodzi o często dyskutowaną ostatnio kwestię rozwoju szlaków transportowych między Armenią a Azerbejdżanem i utraty przez Gruzję funkcji korytarza tranzytowego, Chechelaszwili wzywa do “odejścia od logiki korytarza i przejścia do logiki transportowo-komunikacyjnej całego obszaru Kaukazu Południowego”. — Musimy pracować w kontekście całego tego południowokaukaskiego obszaru transportowo-komunikacyjnego, a nie rozdzierać sobie koszulę z powodu tego, że tam otwiera się droga i co z nami. Dla Gruzji dobrze, jeśli w regionie będzie panował pokój i stabilność, stwarza to dla nas zupełnie nowe możliwości. Musimy nauczyć się konkurować w tych nowych warunkach w oparciu o zrozumienie wspólnego interesu całego regionu Kaukazu Południowego — mówi.
Zgadza się z tym Batu Kutelia, wiceprezes Rady Atlantyckiej Gruzji oraz były wiceminister obrony Gruzji i były ambasador Gruzji w USA. Uważa on, że inicjatywa Trumpa stwarza ogromne perspektywy geopolityczne dla całego Kaukazu Południowego.
- Na Kaukazie toczy się wielka rozgrywka. Chiny bez litości wyrzucają Rosję z gry. Historyczny zwrot
— Nasz region położony jest w pobliżu Iranu i był tradycyjnie postrzegany jako strefa wpływów Rosji, a konflikt w Karabachu był skutecznym narzędziem destrukcyjnych manipulacji w regionie. Tak było do momentu, gdy w konflikt włączyły się Stany Zjednoczone. Teraz otwierają się nowe możliwości. Kaukaz Południowy jest pomostem do Bliskiego Wschodu, Azji Środkowej, regionu kaspijskiego, a poprzez Gruzję i Morze Czarne łączy się z Europą. Patrząc szerzej, Kaukaz Południowy stał się naprawdę interesującym trójkątem między Rosją a Chinami. Wokół trwa proces rozpadu: Rosja najprawdopodobniej poniesie porażkę polityczną z powodu wojny w Ukrainie. Do tej porażki dochodzi skomplikowana sytuacja w Chinach. W Iranie trwa delegitymizacja reżimu ajatollahów. W tej geopolitycznej walce Kaukaz Południowy ma realną szansę znaleźć swoje miejsce w nowym porządku świata — mówi były dyplomata.
Z tego właśnie powodu wiceprezydent USA odwiedza ten region. Bo punkty za ustanowienie tam pokoju i zmianę jego orientacji geopolitycznej otrzymały USA — i to w miejscu, które uważano za obszar wpłwywów Rosji i Iranu.
I chociaż Gruzja na razie całkowicie wypada z tego równania, nie jest jeszcze za późno — proces ten nie dobiegł końca i będzie miał długie konsekwencje.