11 February, 2026

Tonący brzytwy się chwyta. Obóz Donalda Trumpa bierze na cel amerykańską świętość. Miliony obywateli mogą stracić realne prawo głosu

Wybory w połowie kadencji prezydenta to okazja, by Amerykanie ocenili politykę Białego Domu. A według wszelkich badań opinii publicznej wyborcy nie są zadowoleni z Donalda Trumpa. Republikanie robią, co mogą, by uratować się przed klęską. W tym tygodniu Izba Reprezentantów będzie głosować nad ustawą, która może zasadniczo zmienić prawo wyborcze. Głównym beneficjentem tej zmiany byłby oczywiście obóz Donalda Trumpa. Ten desperacki krok pokazuje, że prezydent naprawdę obawia się listopadowych wyborów.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Tonący brzytwy się chwyta. Obóz Donalda Trumpa bierze na cel amerykańską świętość. Miliony obywateli mogą stracić realne prawo głosu Saul Loeb / AFP Donald Trump, prezydent USA, podczas Narodowego Śniadania Modlitewnego, Waszyngton, 5 lutego 2026 r.

Ta liczba musi budzić niepokój Donalda Trumpa: według nowego sondażu aż 58 proc. Amerykanów uważa, że polityka prezydenta USA okazała się porażką. Wybory połówkowe, które odbędą się 3 listopada, mogą stać się okazją do rewanżu dla rozczarowanych wyborców.

  • Jak nakłonić Trumpa do zmiany zdania? Republikanie patrzą na sondaże i panikują. “Polityka prezydenta była sprzeczna z wolą wyborców”

Jeśli Republikanie stracą większość w Izbie Reprezentantów, Trumpowi grozi kolejne postępowanie w sprawie impeachmentu. Fakt, że mógłby zostać pierwszym w historii Stanów Zjednoczonych prezydentem usuniętym z urzędu, nie jest całkowicie wykluczony.

Afera Epsteina zaszkodzi Donaldowi Trumpowi? "Zwolennicy nie chcą go słuchać"

Nic dziwnego, że Trump najchętniej odwołałby wybory w połowie swojej kadencji, czyli “midterms”. Mówił o tym publicznie już dwukrotnie. Teraz jego partia szykuje się do zdecydowanego uderzenia: już w tym tygodniu w Waszyngtonie zostanie przedstawiony projekt, mający uniemożliwić przeprowadzenie wolnych i uczciwych wyborów w listopadzie. To atak na system wyborczy na skalę niespotykaną dotąd w historii USA.

  • Donald Trump rozważa bezprecedensowy krok. Może przekroczyć kolejną granicę. Demokraci biją na alarm. “Musimy przygotować się na najgorsze”

Zacznijmy od podstaw: wybory połówkowe, mimo wszelkich fantazji Trumpa, odbędą się na początku listopada. Trump mógłby próbować użyć kontrowersyjnej ustawy o powstaniu (Insurrection Act) z 1792 r. i wysłać wojsko do kluczowych stanów. Mógłby wprowadzić stan wyjątkowy, może też do woli wygłaszać swoje opinie w mediach społecznościowych. Jednak Konstytucja USA jasno określa, kiedy muszą się odbywać wybory ogólnokrajowe. Trump nie ma wystarczającej większości do zmiany konstytucji. Nawet w 1864 r., podczas wojny secesyjnej, Amerykanie nie zrezygnowali z przeprowadzenia wyborów.

Te trzy grupy wyborców nie zostały wybrane przypadkowo

Projekt ekipy Trumpa mógłby doprowadzić do tego, że nawet 21 mln osób — głównie kobiet, młodych i czarnoskórych — straci prawo głosu, jak wynika z szacunków liberalnego Brennan Center.

Tonący brzytwy się chwyta. Obóz Donalda Trumpa bierze na cel amerykańską świętość. Miliony obywateli mogą stracić realne prawo głosu Kolejka w komisji wyborczej w Waszyngtonie, 5 listopada 2024 r.EPA/WILL OLIVER / PAP

Jak miałoby to wyglądać? Już w tym tygodniu Izba Reprezentantów głosuje nad ustawą “Save America Act”. Projekt przewiduje trzy kluczowe zmiany w prawie wyborczym:

  • Rejestracja: We wszystkich stanach USA (z wyjątkiem Dakoty Północnej) wyborcy muszą najpierw się zarejestrować, by móc głosować. Dotychczas państwo sprawdzało jedynie, czy osoby rejestrujące się są obywatelami USA. W myśl nowego prawa zarejestrować się mogliby tylko ci, którzy okażą akt urodzenia, paszport lub oba dokumenty. Problem polega na tym, że szacunkowo 21 mln obywateli USA nie dysponuje żadnym z tych dokumentów, a około połowy nie posiada ważnego paszportu.
  • Obowiązkowy dokument tożsamości przy urnie: Każdy, kto chce wrzucić swój głos do urny, musi okazać ważny dokument tożsamości. Problem w tym, że wiele dokumentów (np. dowody osobiste wydawane mieszkańcom rezerwatów rdzennych Amerykanów) nie posiada daty ważności i nie byłoby akceptowanych.
  • Głosowanie korespondencyjne tylko w wyjątkowych przypadkach: Z prawa do głosowania pocztą mogliby korzystać jedynie ci, którzy przedstawią szczegółowo uzasadniony wniosek (np. choroba, niepełnosprawność, służba wojskowa).

Te trzy środki to sposób na niebotyczne skomplikowanie udziału w amerykańskich wyborach. Najbardziej dotknęłoby to kobiety (które np. po ślubie i zmianie nazwiska musiałyby rejestrować się ponownie), młodych i czarnoskórych, którzy często nie mają paszportu ani aktu urodzenia — czyli grupy, które tradycyjnie głosują raczej na Demokratów.

Co więcej, dobrowolni członkowie komisji wyborczych (a już dziś trudno ich znaleźć) pod legalizacją nowego prawa mogliby łatwo znaleźć się za kratkami, jeśli by omyłkowo zarejestrowali osobę bez wszystkich wymaganych dokumentów. Groziłoby im za to do pięciu lat więzienia.

Kontrowersyjny prezent na 250. urodziny USA

Projekt ustawy prawdopodobnie przejdzie przez Izbę Reprezentantów. Następnie decyzję musi podjąć jeszcze druga izba, czyli Senat.

— Jeśli tego nie zrobimy, nie mamy już kraju! — grzmi Trump.

Tonący brzytwy się chwyta. Obóz Donalda Trumpa bierze na cel amerykańską świętość. Miliony obywateli mogą stracić realne prawo głosu Chuck Schumer, lider mniejszości w amerykańskim Senacie. Waszyngton, 10 lutego 2025 r.PAP/EPA/JIM LO SCALZO

— Jeśli to zrobimy, uczynimy dokładnie to samo, co przez dziesięciolecia robili mieszkańcy południowych stanów, żeby uniemożliwić czarnoskórym głosowanie — mówi z kolei Chuck Schumer, lider demokratycznej mniejszości w Senacie.

  • Miliardy dolarów i tysiące miejsc pracy. Gospodarka USA znów obrywa przez pomysły Donalda Trumpa. “Skutki są ogromne”

Czy przy kolejnych wyborach wielu Amerykanów, którzy dotąd mogli głosować, zostanie pozbawionych tego prawa? To wyjaśni się w najbliższych dniach. Już teraz jednak wiadomo jedno: wybory, które odbędą się niedługo po 250. urodzinach najpotężniejszej demokracji świata, nie będą spokojnym, radosnym świętem wolności wyrażania swoich poglądów.

Podobne artykuły