“Stać się prezydentem świata”. Rada Pokoju ma przedłużyć wpływy Trumpa? Porównania z Putinem nie są przypadkowe
Rada Pokoju miała uporządkować powojenny porządek międzynarodowy, ale jej realna rola od początku budzi wątpliwości. Zdaniem komentatorów inicjatywa Donalda Trumpa nie tworzy nowej jakości w polityce globalnej ani nie daje narzędzi do realnego działania. Coraz częściej porównuje się ją do rosyjskiego modelu władzy zza kulis z czasów Putina i Miedwiediewa. Kluczowe pytanie dotyczy jej sprawczości bez mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jeśli ten scenariusz się powtórzy, świat zobaczy nie nową instytucję, lecz znajomy model — władzę sprawowaną w stylu Putina, tyle że pod innym szyldem.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Drew ANGERER / AFP, Vit-Mar / AFP Prezydent Rosji Władimir Putin i prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump po szczycie amerykańsko-rosyjskim poświęconym Ukrainie, Anchorage, Alaska, 15 sierpnia 2025 r. W tle mapa świata (zdj. ilustracyjne)
Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych zatwierdziła mechanizm powołania Rady Pokoju, który w założeniu ma służyć koordynowaniu międzynarodowych działań stabilizacyjnych.
Zdaniem komentatorów Donald Trump zamierza jednak wykorzystać to rozwiązanie jako narzędzie do zachowania realnych wpływów politycznych także po 2029 r., już po zakończeniu swojej prezydentury.
Scenariusz ten przywodzi na myśl sytuację z Rosji sprzed lat, gdy Władimir Putin — formalnie pełniący wówczas funkcję premiera — sprawował faktyczną kontrolę nad prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem, w którego rękach znajdowała się jedynie władza nominalna.
— Mam wrażenie, że Donald Trump po prostu próbuje wykorzystać mechanizm Rady Pokoju, aby przedłużyć swoje polityczne życie także po zakończeniu kadencji prezydenta Stanów Zjednoczonych. Zobaczymy, co będzie dalej — powiedział ukraiński dziennikarz Witalij Portnikow w rozmowie z serwisem Espreso TV.
Zdaniem Portnikowa Rada Pokoju może stać się precedensem, który zmieni sposób sprawowania władzy w polityce międzynarodowej — nawet bez formalnego mandatu. Pytanie brzmi nie czy ten mechanizm zadziała, lecz komu i jak długo będzie naprawdę służył.
Pewnym momentem przełomowym w tej narracji jest jednak sama koncepcja Rady Pokoju, która — zdaniem komentatorów — wykracza daleko poza standardowe ramy dyplomacji i współpracy międzynarodowej. To właśnie w tym pomyśle Witalij Portnikow dostrzega najbardziej niepokojące analogie historyczne, wskazując na mechanizmy władzy znane z rosyjskiej sceny politycznej.
Natomiast Rada Pokoju to już bardzo wyraźne naśladownictwo Putina: użycie całkowicie legalnego mechanizmu, by stać się niekoronowanym przywódcą USA — wręcz »prezydentem świata« po 2029 r.
— zauważył dziennikarz.
Zdaniem Portnikowa Trump zakłada, że Amerykanie z pewnością wybiorą wskazanego przez niego następcę. Taki prezydent miałby jednak jedynie wykonywać polecenia Donalda Trumpa — jako szefa Rady Pokoju i globalnego lidera — dokładnie tak, jak rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew podporządkowywał się premierowi Putinowi, w którego rękach skupiona była faktyczna władza w Rosji.
Wielki plan na glinianych nogach
Portnikow idzie jednak o krok dalej i podważa nie tylko intencje Donalda Trumpa, lecz także realną trwałość całej konstrukcji politycznej, którą miałaby stać się Rada Pokoju. W jego ocenie wszystko to opiera się na bardzo kruchych podstawach i może rozsypać się w momencie zmiany układu sił w Waszyngtonie.
Cóż za kopia, prawda? A przy tym zupełnie absurdalna. Rozumiemy przecież, że jeśli Donald Trump po 2029 r. straci realne dźwignie władzy, to wszyscy ci prezydenci i premierzy, którzy dziś zasiadają w Radzie Pokoju, momentalnie się z niej wycofają — o ile nowy prezydent USA nie nakaże im zostać. Co innego, jeśli wszystko będzie od niego zależeć
— stwierdził.
Donald Trump i Władimir Putin podczas szczytu w Anchorage na Alasce, 16 sierpnia 2025 r.Gavriil Grigorov / East News
Kluczowy zarzut dotyczy jednak samej skuteczności proponowanego rozwiązania i jego miejsca w istniejącym porządku międzynarodowym. W ocenie komentatora żadna nowa struktura nie jest w stanie zastąpić mechanizmów, które — mimo wszystkich swoich wad — realnie wpływają na globalne bezpieczeństwo.
To Rada Bezpieczeństwa ONZ, jakkolwiek by ją krytykowano, pozostaje forum mocarstw nuklearnych, które powstrzymuje te państwa przed bezpośrednimi działaniami militarnymi przeciwko sobie
— zauważył Portnikow.
- Genialny plan Donalda Trumpa może spalić na panewce. I to na samym starcie. “Budzi poważne wątpliwości”
W tym miejscu pojawiają się już nie tylko wątpliwości natury politycznej, lecz także fundamentalne pytania o legalność i sens istnienia takiego organu. Zdaniem Portnikowa koncepcja Rady Pokoju rozpada się w zderzeniu z realiami prawa międzynarodowego i praktyką użycia siły.
— NATO zachowało się dokładnie tak samo podczas konfliktu w Jugosławii: operacja została przeprowadzona bez mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ. Na razie więc mamy do czynienia z polityczną animacją, a nie z realnym mechanizmem — podsumował Portnikow.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Karol Nawrocki z ofertą dla Donalda Trumpa? Ekspert o możliwej odpowiedzi
Co wiadomo o Radzie Pokoju
W piątek 16 stycznia Donald Trump ogłosił utworzenie Rady Pokoju, która miałaby zajmować się powojennym zarządzaniem Strefą Gazy oraz koordynować przejście do kolejnego etapu 20-punktowego planu pokojowego dla regionu.
W skład Rady mają wejść m.in.:
- sekretarz stanu USA Marco Rubio,
- specjalny wysłannik Trumpa Steve Witkoff,
- zięć prezydenta Jared Kushner,
- były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair,
- amerykański miliarder i dyrektor generalny funduszu inwestycyjnego Apollo Global Management Marc Rowan,
- prezes Banku Światowego Ajay Banga
- oraz zastępca doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego USA Robert Gabriel.
W poniedziałek 19 stycznia rosyjski dyktator Władimir Putin otrzymał zaproszenie ze Stanów Zjednoczonych do dołączenia do Rady Pokoju ds. Gazy. Równocześnie biuro samozwańczego prezydenta Białorusi Alaksandra Łukaszenki poinformowało, że Trump zaprosił go do udziału w tej inicjatywie.
Z kolei prezydent Francji Emmanuel Macron oświadczył, że nie przyjmie propozycji Donalda Trumpa i nie zamierza dołączać.
Później zostało ujawnione, że zaproszenie otrzymał również Karol Nawrocki. W odpowiedzi zaznaczył on, że przystąpienie państwa do jakiejkolwiek organizacji międzynarodowej wymaga zgody Rady Ministrów oraz ratyfikacji przez Sejm.
Zaproszenie do udziału w Radzie Pokoju ds. Gazy otrzymały także Chiny.