09 February, 2026

Sport w cieniu afer i wojny. Czy “nasi” są nasi, a my jesteśmy ich? Rozterki rosyjskiego kibica na emigracji [OPINIA]

Sport w cieniu afer i wojny. Czy "nasi" są nasi, a my jesteśmy ich? Rozterki rosyjskiego kibica na emigracji [OPINIA]

Rosjanie po raz ostatni występowali pod własną flagą w 2014 r. Od tego czasu startują wyłącznie jako “olimpijscy sportowcy z Rosji”. I to nawet nie z powodu bojkotu po inwazji na Ukrainę, lecz w konsekwencji wielkiej afery dopingowej, w którą były zaangażowane rosyjskie służby. Przy okazji igrzysk w Mediolanie dla Rosjan, którzy porzucili autorytarną ojczyznę, nawet w sporcie trudno o proste odpowiedzi. Bo czy sportowcy z putinowskiej Rosji uznają rosyjskich emigrantów za “swoich”? A czy za “swoich” uznają z kolei rosyjskich emigrantów sportowcy z ich nowych krajów?

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Sport w cieniu afer i wojny. Czy "nasi" są nasi, a my jesteśmy ich? Rozterki rosyjskiego kibica na emigracji [OPINIA] Artur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFP / AFP Plakat z napisem "Bojkotuj rosyjski sport". Zdjęcie ilustracyjne

W zeszły piątek, podobnie jak miliony ludzi na całym świecie, włączyłem ceremonię otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie, która odbyła się na słynnym stadionie piłkarskim San Siro. Centralnym punktem każdej takiej ceremonii jest przemarsz sportowców pod flagami swoich krajów.

— Powiedz mi, kiedy pojawią się nasi — krzyknęła z drugiego pokoju moja żona.

— Nasi zaraz będą, już jesteśmy na literze “i” — odpowiedziała głośno nasza 12-letnia córka.

— Naszych w ogóle nie będzie, przecież są bez flagi — odpowiedziałem w tym samym czasie co córka.

Moja córka miała na myśli Łotwę. Ja miałem na myśli Rosję. Kim więc są ci “nasi”?

Pierwsza rosyjska agresja przeciwko Ukrainie rozpoczęła się tuż po zimowych igrzyskach olimpijskich w Soczi w 2014 r. A obecna, już na pełną skalę — zaraz po zimowych igrzyskach w Pekinie w 2022 r. 12 lat temu Rosjanie ostatni raz występowali pod własną flagą. Już w 2018 r. byli to “olimpijscy sportowcy z Rosji”, ale powodem nie była jeszcze wojna w Ukrainie, która, trzeba przyznać, już trwała, choć nie w takim potwornym wymiarze. Na długo przed inwazją na pełną skalę Rosyjski Komitet Olimpijski został wykluczony z igrzysk z powodu państwowego systemu dopingu.

  • Tekst publikujemy dzięki uprzejmości serwisu The Moscow Times

Pamiętacie? Śledztwo prowadzone przez komisję pod przewodnictwem Richarda McLarena wykazało, że Rosja — a dokładniej ministerstwo sportu, centrum przygotowań kadr narodowych oraz, a jakże, Federalna Służba Bezpieczeństwa — postanowiła za wszelką cenę zapewnić zwycięstwa rosyjskich sportowców, a to wymagało ukrycia stosowania niedozwolonych substancji.

Pracownicy FSB i laboratorium antydopingowego w Soczi potajemnie otwierali pojemniki z próbkami i wymieniali “brudne” próbki na wcześniej przygotowane “czyste”.

Sport w cieniu afer i wojny. Czy "nasi" są nasi, a my jesteśmy ich? Rozterki rosyjskiego kibica na emigracji [OPINIA] Rosjanka Adielija Pietrosian podczas do zimowych igrzysk olimpijskich. Pekin, 20 września 2025 r.EPA/ANDRES MARTINEZ CASARES / PAP

Adieliji Pietrosian, głównej kandydatce do złotego medalu w Mediolanie 2026 z Rosji, w 2014 roku stuknęło 7 lat. Jej koledze z łyżwiarstwa figurowego, Piotrowi Gumiennikowi — 12. Dla nich “normalne” światowe zawody, na których Rosja miała takie same prawa jak inne kraje, to wspomnienia z odległej, zamglonej dzieciństwem przeszłości. Tymczasem niekończące się odebrania medali z Soczi z powodu kolejnych przypadków dopingu i ciągłe spory, kto zostanie dopuszczony do startu, a kto nie — to codzienność całej ich zawodowej kariery.

Nasi, nie-nasi i “prawie nasi”

Z mojego doświadczenia wynika, że na wszystkich wielkich zawodach dla kibica istnieją trzy typy sportowców: nasi, nie-nasi i “prawie nasi”. Z tymi ostatnimi wszystko jest mniej więcej jasne — każdy ma jakichś “swoich”. Ktoś na studiach uczył się szwedzkiego i dlatego kibicuje szwedzkim biegaczkom narciarskim. Ktoś był na stażu w Szwajcarii, więc z przyjemnością ogląda sporty alpejskie. Ktoś w dzieciństwie pasjonował się samurajami — i dlatego z sentymentem patrzy na sukcesy Japonii w snowboardzie. Gruzja przyjęła dziesiątki i setki znajomych, którzy uciekli z Rosji — i nagle łyżwiarstwo figurowe rozkwita nowymi, niemal “naszymi” gruzińskimi barwami. Każdy ma takich “prawie naszych” — i życzysz im sukcesu bardziej niż innym.

Sport w cieniu afer i wojny. Czy "nasi" są nasi, a my jesteśmy ich? Rozterki rosyjskiego kibica na emigracji [OPINIA] Piotr Gumiennik z Rosji podczas do zimowych igrzysk olimpijskich. Pekin, 21 września 2025 r.EPA/ANDRES MARTINEZ CASARES / PAP

Pod tym względem igrzyska się nie zmieniły, ale kim właściwie są “nasi”? Od czterech lat ja, Pietrosian i Gumiennik nie mieszkamy już w jednym kraju. Nie wiem, jakie mają poglądy, jak patrzą w oczy ukraińskim sportowcom, których nie sposób nie spotkać w wiosce olimpijskiej. Ukraińskie media bez trudu odnajdują ich powiązania z rosyjską armią lub z osobami publicznie popierającymi agresję, ale wiemy, jak jest: będąc zawodowym sportowcem w Rosji, trudno na przykład nie mieć związku z systemem sportowym CSKA albo nie pojawiać się na publicznych wydarzeniach razem z państwowymi aparatczykami.

Tak, nic nie wiem o poglądach Pietrosian i Gumiennika. Mam szczerą nadzieję, że nie są one nieludzkie. Ale nie ma żadnej gwarancji, że oni uważają mnie i innych emigrantów takich jak ja za “naszych”. Czy w takim razie ja mogę ich za takich uznawać?

  • Sensacyjne informacje, atak Rosji na igrzyska. Włoski rząd potwierdza

W 2026 r. oglądam olimpiadę z komentarzem po łotewsku. Z reklam w Rydze spoglądają na mnie lokalni sportowcy, których już rozpoznaję z twarzy i mniej więcej znam ich biografie. W ich — nie-nieludzkich — spojrzeniach jestem mniej więcej pewien, ale i tu nie ma żadnej gwarancji, że oni uważają mnie i innych emigrantów takich jak ja za “naszych”. Czy ja mogę ich za takich uznawać?

Widocznie taka jest dola emigranta: nawet w prostych sprawach, jak sport, pozostaje nam ciągle myśleć, że zostało się bez “naszych”.

Podobne artykuły