Opozycja Kremla dostaje od Europy scenę. Ale czy to wystarczy, by rzucić wyzwanie Putinowi? “Lepsze to niż nic”
Rosyjska opozycja wreszcie dostała miejsce przy europejskim stole — tylko że nikt nie sprawdził, kto ma prawo przy nim usiąść. Nowa platforma przy Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy miała być głosem milionów Rosjan sprzeciwiających się wojnie i Putinowi. Zamiast przełomu pojawiły się jednak stare demony. Serwis The Moscow Times porozmawiał z opozycjonistami takimi jak Garri Kasparow czy Michaił Chodorkowski, by sprawdzić, czy nowa inicjatywa jest w stanie realnie zagrozić władzy Putina. Ich wypowiedzi zaskakują.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
PAP/EPA/ALEXANDER SHCHERBAK/SPUTNIK/KREMLIN / POOL, ODD ANDERSEN / AFP, Suryani Sedeng / PAP Opozycjoniści Kremla Michaił Chodorkowski i Garri Kasparow oraz prezydent Rosji Władimir Putin. W tle flaga Unii Europejskiej (zdj. poglądowe)
Nowo powołana Platforma Dialogu z Rosyjskimi Siłami Demokratycznymi przy Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy (ZPRE) ma właśnie taki cel. Jej zadaniem jest reprezentowanie zarówno Rosjan, którzy wyemigrowali w czasie wojny, jak i tych, którzy pozostali w kraju i żyją pod presją kremlowskich represji — i to na oficjalnym, europejskim szczeblu.
Dla części obserwatorów jest to długo wyczekiwany krok w stronę wzmocnienia pozycji rosyjskiej opozycji w Europie. Krytycy jednak studzą entuzjazm: ich zdaniem Platforma nie ma ani odpowiedniej struktury, ani realnej siły sprawczej, by wywołać znaczącą zmianę. Podnoszą też argument, że sposób doboru jej członków był z gruntu niedemokratyczny.
- Tekst publikujemy dzięki uprzejmości The Moscow Times
Decyzja ZPRE o podjęciu formalnego dialogu z rosyjską opozycją zapadła — jak podkreśliła przewodnicząca Zgromadzenia Petra Bayr — “w momencie, gdy rosyjska wojna napastnicza przeciwko Ukrainie trwa, represje wewnątrz kraju się pogłębiają, a perspektywy demokracji wydają się bardzo odległe”.
Pewnego dnia inna Rosja może powrócić do Europy. Nie poprzez puste deklaracje, lecz poprzez realną transformację. Naszym obowiązkiem jest być gotowym, by ją wesprzeć, gdy pojawi się okno możliwości
— mówiła Bayr
Podczas pierwszego spotkania Platformy w Strasburgu — które odbyło się za zamkniętymi drzwiami i bez udziału mediów — dyskusje dotyczyły m.in. wsparcia dla Ukrainy, losu więźniów politycznych w Rosji, problemów rosyjskiej diaspory oraz dalszego kierunku działań samej Platformy. Tak relacjonowała rozmowy Bayr w rozmowie z serwisem The Moscow Times.
HtmlCode
Jednocześnie ZPRE nie przygotowało wcześniej ani wewnętrznych regulaminów, ani formalnego planu działania na spotkanie, które odbyło się 29 stycznia. Bayr zaznaczyła, że to “same rosyjskie środowiska opozycyjne” będą musiały zdecydować o kolejnych krokach i sposobie organizacji pracy.
- Strach zagląda na Kreml. Ostatni atut Putina słabnie. A USA dokręcają śrubę [OPINIA]
— Przy następnym spotkaniu spróbujemy, na bazie zebranych treści, ustalić priorytety akceptowalne dla wszystkich. Chcemy iść do przodu, krok po kroku, z konkretnym programem. Równolegle musimy też zająć się kwestiami proceduralnymi: kiedy i w jaki sposób organizować wybory — wyjaśniała.
HtmlCode
“To oni muszą wybrać nas”
Założycielka Pussy Riot, Nadieżda Tołokonnikowa, powiedziała The Moscow Times, że jej priorytetami w ramach Platformy są “wsparcie dla Ukrainy oraz demontaż rosyjskiego aparatu imperialnego — a to oznacza feminizm, tęcze i jednorożce”.
- Rozłam wśród wrogów Putina. Rosyjscy opozycjoniści skaczą sobie do gardeł. “Łajdak”
Z kolei Garri Kasparow podkreślał potrzebę stworzenia infrastruktury, która umożliwi antyputinowskim Rosjanom wyrażenie poparcia dla swoich przedstawicieli lub ich wybór, a także zapewni realną pomoc Rosjanom przebywającym za granicą.
Nie wiemy, czy da się umożliwić ludziom w Rosji tajne głosowanie… ale najważniejsze jest to, że musimy znaleźć sposób na reprezentowanie setek tysięcy osób, które dziś nie mają żadnej reprezentacji. To oni muszą wybrać nas, a my musimy walczyć w ich imieniu
— mówił były mistrz świata w szachach.
Kasparow zwrócił też uwagę na “podwójną dyskryminację”, z jaką mierzą się Rosjanie sprzeciwiający się Kremlowi: z jednej strony dotykają ich sankcje i nieufność za granicą, z drugiej — grożą im represje prawne w kraju.
Garri KasparowAleksander Kalka/NurPhoto via Getty Images / Getty Images
Choć w skład Platformy wchodzą takie postacie jak byli więźniowie polityczni Władimir Kara-Murza i Oleg Orłow czy przebywający na emigracji biznesmen Michaił Chodorkowski, projekt spotkał się z krytyką za to, że reprezentuje jedynie wąski wycinek rosyjskiej opozycji — zarówno tej na emigracji, jak i działającej w kraju.
Fundacja Walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego (FBK), uznawana przez wielu za najsilniejszą rosyjską organizację opozycyjną, odmówiła udziału w Platformie. Jako powody wskazano brak przejrzystości, narzucanie ograniczających warunków przez ZPRE oraz — zdaniem FBK — faworyzowanie określonych środowisk politycznych.
- Bezprecedensowe posunięcie. Tak Europa pokaże Putinowi czerwone linie. I już trwają walki o wpływy. Ujawniamy kulisy
Krótko po zakończeniu spotkania była współpracowniczka Nawalnego, Lubow Sobol, opublikowała — a następnie usunęła — wpis na platformie X. Opisała w nim, jakie miały być priorytety poszczególnych uczestników Platformy, w dużej mierze pokrywające się z tym, co inni mówili publicznie po spotkaniu.
Twierdziła również, że Chodorkowski przygotował pisemny plan działań Platformy, którego ona ani część innych uczestników nigdy nie widziała. Zwróciła też uwagę, że na spotkaniu zabrakło trzech przedstawicieli ludów rdzennych.
Po lewej opozycjonista Kremla Michaił Chodorkowski, po prawej Władimir PutinPAP
Szanse na sukces?
Podczas gdy część krytyków dopuszcza możliwość osiągnięcia przez Platformę ograniczonych sukcesów, inni są przekonani, że projekt od początku skazany jest na porażkę.
Rosyjska opozycja, od lat głęboko podzielona i skłócona, zmaga się z wewnętrznymi konfliktami jeszcze sprzed pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r. Niektórzy wątpią, czy tak zróżnicowana grupa będzie w stanie utrzymać jedność.
Kolejnym ograniczeniem jest brak realnych uprawnień legislacyjnych czy decyzyjnych Platformy.
— ZPRE nie jest parlamentem, lecz zgromadzeniem. Nie ma władzy ustawodawczej — tłumaczyła politolożka Jekatierina Szulmann, przebywająca na emigracji i niezwiązana z Platformą.
Jego głos jest jednak istotny, bo tworzą je przedstawiciele parlamentów narodowych. Gdy Zgromadzenie przyjmuje rezolucję, jest ona postrzegana jako wspólne stanowisko parlamentów państw członkowskich. To znaczenie przede wszystkim moralne i polityczne
— dodała.
Zdaniem Szulmann Platformę można uznać za sukces, jeśli przetrwa roczną kadencję bez większych skandali i zdoła wpłynąć na rezolucje ZPRE w sposób korzystny dla Rosjan przebywających za granicą. Wyraziła też sceptycyzm wobec pomysłu organizowania wyborów na emigracji, wskazując, że trudno wyobrazić sobie głosowanie, które byłoby jednocześnie “bezpieczne i wiarygodne”.
— To, co zyskuje się na bezpieczeństwie, na przykład poprzez pełną anonimowość, traci się na legitymizacji. A to, co zyskuje się na przejrzystości, odbiera bezpieczeństwo — podsumowała.
“Wóz przed koniem”
Jeszcze bardziej krytyczny był były rosyjski dyplomata Boris Bondariew. Jego zdaniem Platforma “postawiła wóz przed koniem”, mianując przedstawicieli, których nikt nie wybrał.
Bondariew podkreślał, że rosyjska opozycja musi zdobyć demokratyczną legitymację, jeśli kiedykolwiek chce realnie sięgnąć po władzę w Rosji — a tego nie da się osiągnąć poprzez Platformę ZPRE.
Jednostki i małe grupy nie są do tego zdolne. Tylko szeroki ruch polityczny, z masowym udziałem i członkostwem, może coś takiego zbudować
— mówił.
Zarzucił też opozycji, że nigdy nie potrafiła przedstawić spójnej wizji Rosji bez Putina.
— Potrzebna jest wizja innej Rosji — alternatywnej Rosji. Nie tylko zbiór ludzi czy nazwisk, ale realna alternatywa dla putinowskiego systemu — mówił, przywołując przykład Charles’a de Gaulle’a i Wolnej Francji z czasów II wojny światowej jako modelu wiarygodnej władzy na emigracji. — Ci ludzie nie są w stanie usiąść razem przy jednym stole, bo ciąży na nich długa historia osobistych konfliktów i animozji. A system można pokonać tylko innym systemem — dodał.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Co dalej z planem pokojowym dla Ukrainy? "Dla Rosjan istota nie uległa zmianie"
Innego zdania jest dr Jekatierina Zibrowa, badaczka z Wits Centre for Diversity Studies na Uniwersytecie Witwatersrand w Republice Południowej Afryki.
Jedna trzecia miejsc w Platformie została zarezerwowana dla przedstawicieli ludów rdzennych i mniejszości narodowych — w odpowiedzi na zarzuty, że rosyjska opozycja powiela moskiewskocentryczne struktury władzy i marginalizuje głosy peryferii.
Zibrowa przyznała, że nie do końca jasne jest, “na ile ZPRE rozumie prawa ludów rdzennych”, ale samo uznanie ich za część Platformy pozwala im artykułować własne, specyficzne potrzeby.
- Ukraińcy mogą powiedzieć “tak” pokojowi, ale pod jednym warunkiem. Dla dyplomatów to drzazga pod paznokciem. A dla Putina nokautujący cios [OPINIA]
Choć określiła system kwot jako “gest symboliczny”, zaznaczyła, że “gesty symboliczne są równie ważne jak materialne — zwłaszcza gdy nie należy się spodziewać realnych gestów materialnych w najbliższej przyszłości”.
Jej zdaniem jedynym wyraźnie pozytywnym efektem włączenia ludów rdzennych do Platformy jest “zwiększenie ich widoczności oraz nagłośnienie ich problemów”. Jak dodała, jest to symptomatyczne dla Europy, “gdzie ludy rdzenne po raz pierwszy zaczynają być postrzegane jako istotny element rosyjskiej mozaiki etnicznej”.
Mimo krytyki dotyczącej struktury i legitymacji Platformy, wielu delegatów podkreślało, że samo jej powstanie jest już znaczącym osiągnięciem.
To poczucie najlepiej oddała Tołokonnikowa, mówiąc The Moscow Times, że istnienie takiego gremium jest wręcz “nie do ogarnięcia”.
Albo — jak ujęła to Szulmann — “lepsze to niż nic”.