05 February, 2026

“Niemcom brakuje odwagi”. Gorzka prognoza cenionego stratega w sprawie przyszłości kraju

Niemcy znajdują się w punkcie zwrotnym. Liczne regulacje, zastój reform i wątpliwości dotyczące przyszłości uderzają w kraj. Ekonomista Jochen Andritzky wyjaśnia w rozmowie z “Die Welt”, jakie kierunki powinien obrać rząd w Berlinie, aby z zastoju przejść do nowego początku i sprostać konkurencji ze strony Stanów Zjednoczonych lub Chin. To także wielki zwolennik “republiki eksperymentów”. — Oznacza to, że przepisy powinny systematycznie zawierać klauzule otwierające, aby umożliwić eksperymenty i innowacje — tłumaczy. Na razie, jego zdaniem, “Niemcom brakuje odwagi”.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy "Niemcom brakuje odwagi". Gorzka prognoza cenionego stratega w sprawie przyszłości kraju Emmanuele Contini/NurPhoto via Getty Images, Linkedin / Getty Images Ruch uliczny na Friedrichstrasse w Berlinie, Niemcy, 21 stycznia 2025 r. Na mniejszym zdjęciu Jochen Andritzky

Ekonomista Jochen Andritzky jest współzałożycielem “Zukunft-Fabrik.2050”, think tanku zajmującego się długoterminowymi strategiami politycznymi i gospodarczymi. Wcześniej był między innymi sekretarzem generalnym Rady Ekspertów do spraw Oceny Rozwoju Gospodarczego (“Wirtschaftsweisen”). Andritzky wykłada makroekonomię na Uniwersytecie w St. Gallen.

  • Najwierniejsi sojusznicy Trumpa zadają mu cios. “Panie prezydencie, proszę się odczepić!”

“Die Welt”: panie Andritzky, twierdzi pan, że Niemcom brakuje odwagi, by patrzeć w przyszłość. Co pana zdaniem obecnie zasadniczo nie działa w tym kraju?

Jochen Andritzky: Żyjemy w czasach głębokich przemian — demograficznych, cyfrowych, klimatycznych. Zmiany te podważają dotychczasowy model biznesowy Niemiec. To, co wcześniej działało, nie poprowadzi Berlina w przyszłość w tej samej formie. Właśnie dlatego potrzebuje teraz woli i odwagi do zmian. Decydujące znaczenie ma to, abyśmy nie tylko reagowali, ale także szli naprzód z własną wizją tego, dokąd chcemy zmierzać. Szczególnie w czasach przemian ludzie potrzebują orientacji, a jej zapewnienie jest jednym z głównych zadań polityki.

Czy rząd federalny spełnia te wymagania?

  • Tekst publikujemy dzięki uprzejmości dziennika “Die Welt”

Istnieje tu znaczny potencjał poprawy. Nadal dominuje sposób myślenia, który jest silnie naznaczony status quo ostatnich 40 lat: problemy są identyfikowane, a następnie leczy się przede wszystkim ich objawy. Jednak w czasach fundamentalnych zmian ta forma zwalczania objawów nie jest już wystarczająca. Musimy zająć się przyczynami. Oznacza to poważne zajęcie się kwestią tego, jak może wyglądać przyszłość, jakie zmiany techniczne i społeczne nas czekają, czy tego chcemy, czy nie.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Lejb Fogelman: idziemy ku katastrofie, ale jeszcze nie jest za późno

Na podstawie tej analizy musi powstać jasny obraz tego, jak można sensownie wykorzystać istniejącą swobodę działania. Jedna rzecz jest dla mnie ważna: nie mówię tu wyraźnie o autokratycznym sterowaniu szczegółami, ale o niezawodnych warunkach ramowych, które umożliwiają jednostkom kształtowanie przyszłości zgodnie z własnymi wyobrażeniami.

“Niemcy, odwagi”

Czy niemieckiej polityce brakuje odwagi, aby obrać nowy kierunek?

Brakuje odwagi, ale także sposób, w jaki polityka jest dziś komunikowana, uległ zasadniczej zmianie. Dominują krótkie komunikaty, chwytliwe pojedyncze działania, które łatwo przekazać. Nacisk kładziony jest na rozwiązania, które intuicyjnie wydają się sensowne. Rosnące czynsze? W takim razie je ograniczymy. Na pierwszy rzut oka wydaje się to sensowne i przemawia do wielu ludzi. Jednak złożone zależności są przy tym bardzo mocno skracane lub pomijane.

  • Kulejąca potęga Europy. Co piąta osoba w Niemczech rozważa wyjazd z kraju

Chciałbym, abyśmy ponownie zdobyli się na odwagę, aby komunikować się w sposób bardziej złożony i zakładać pewien poziom wiedzy wstępnej. Tylko w ten sposób można ponownie poważnie rozważać szersze konteksty, takie jak mechanizmy rynkowe. Kto przyjmuje taki punkt widzenia, szybko dostrzega, że ograniczenie czynszów przynosi krótkotrwałą ulgę, ale jednocześnie zmniejsza zachęty do wprowadzania nowych mieszkań na rynek. Obawiam się, że ta uproszczona komunikacja polityczna prowadzi do tego, że coraz bardziej kierujemy się prostym, intuicyjnym myśleniem, a nie długoterminowymi, strukturalnymi rozważaniami.

Aby to zmienić, domaga się pan “wizji” jako nowego punktu wyjścia dla działań politycznych. Co ma pan na myśli i czym różni się wizja od zwykłego marzenia?

Helmut Schmidt powiedział kiedyś, że kto ma wizje, powinien pójść do lekarza. Również Angela Merkel celowo unikała tego terminu, aby nie wprowadzać ludzi w błąd. Właśnie dlatego ważne jest dla mnie rozróżnienie: wizja nie jest utopią ani luźną listą życzeń. Musi być osadzona w nadrzędnej idei. Ta z kolei musi zostać skonkretyzowana i rozwinięta dla różnych obszarów naszego kraju. Trwała wizja nie opisuje więc odległego ideału, ale realistyczny stan docelowy, który może stanowić punkt odniesienia dla działań politycznych.

Istotą pańskiego podejścia jest skuteczna polityka regulacyjna: państwo powinno wyznaczać ramy, ale nie kontrolować wszystkiego. Wielu obywateli kojarzy to z wiarą w rynek. Gdzie przebiega dla pana granica między sensownym rozwiązaniem rynkowym a koniecznym kierownictwem państwowym?

Centralnym konsensusem tego kraju jest i pozostaje społeczna gospodarka rynkowa. Rynek jest niezwykle skutecznym mechanizmem koordynującym działania wielu zdecentralizowanych podmiotów — czymś, czego nie jest w stanie zapewnić gospodarka planowa. Nie oznacza to, że państwo nie ma żadnej roli do odegrania. Libertariańskie państwo strażnicze nie jest moim ideałem. Z punktu widzenia polityki regulacyjnej państwo ma raczej za zadanie zapewnić funkcjonującą konkurencję i interweniować tam, gdzie rynki zawodzą.

  • Niemcy pozostają w tyle. Stały się gospodarczym hamulcem Europy. Nadchodzi kolejny cios

W ostatnich latach zaufanie do rozwiązań rynkowych coraz bardziej zanikało. Zamiast tego coraz więcej obszarów zostało uregulowanych prawnie, czemu towarzyszyła zmiana mentalności w kierunku postrzegania państwa jako ubezpieczyciela zapewniającego całkowitą ochronę. Jednak takie wymagania przerastają możliwości państwa — zarówno finansowe, jak i administracyjne.

Widać to na przykład w ustawodawstwie socjalnym, gdzie codziennie pojawiają się dziesiątki tysięcy odwołań i skarg, lub w gospodarce: według sondaży prawie co druga firma czuje się niezdolna do spełnienia wszystkich wymogów biurokratycznych i przestrzega tylko praktycznych zasad. Państwo ustanawia zatem normy, o których wie, że nie mogą być w pełni przestrzegane, co jest klasyczną drogą do samonapędzającej się pułapki złożoności.

“Republika eksperymentów”, by USA i Chiny nie uciekły za daleko

Jakie możliwości przeciwdziałania temu procesowi pan widzi?

Również w ostatnim porozumieniu koalicyjnym znalazło się wiele nowych środków. To raczej pogarsza sytuację wyjściową, niż ją poprawia. Przykładem jest tzw. “hamulec zwiększania wymiaru czasu pracy w niepełnym wymiarze godzin” w projekcie ustawy. W planowanej formie doprowadziłoby to do ogromnej biurokracji, ponieważ konieczne byłyby niezliczone indywidualne kontrole i wprowadzanie danych.

Zasadniczo jednak uważam, że największym czynnikiem pozwalającym wyjść z tej dynamiki są technologia i innowacje. Otwierają one nowe modele biznesowe i rynki. Ważne jest, aby państwo ustanowiło jasne zasady rynkowe, ale nie dusiło ich nadmierną regulacją.

W mojej książce mówię zatem o “republice eksperymentów” jako wizji. Oznacza to, że przepisy powinny systematycznie zawierać klauzule otwierające, aby umożliwić eksperymenty i innowacje. Jednocześnie istniejące przepisy muszą być regularnie weryfikowane, z uczciwym pytaniem, czy w swojej obecnej formie są nadal sensowne i aktualne.

Porusza pan temat debaty na temat emerytur. Tutaj ponownie widać, że decyzje polityczne są często podejmowane z myślą o teraźniejszości. Czy nasz system demokratyczny jest strukturalnie niesprawiedliwy wobec pokoleń?

Nie sądzę, aby większość ludzi myślała wyłącznie w kategoriach własnego pokolenia. Wielu z nich ma dzieci, rodziny i zadaje sobie pytanie, jak przyszłe pokolenia będą postrzegać dzisiejsze decyzje. Kiedy w 2050 r. mój syn będzie w tym samym wieku, co ja dzisiaj, chciałbym, żeby powiedział: “To były dobre, odpowiedzialne decyzje mojego ojca”. Jestem przekonany, że wiele osób podziela tę troskę.

Jednocześnie jako kraj znaleźliśmy się w sytuacji, w której nie jest już oczywiste, że będziemy się rozwijać, ale coraz częściej dochodzi do walk o podział dóbr. Jest to typowe dla społeczeństw, w których nie ma wzrostu gospodarczego. Chciałbym, aby debata ponownie skupiła się na tym, jak możemy na nowo rozwinąć nasz potencjał, aby nastąpił wzrost gospodarczy, a decyzje polityczne nie były już tylko zarządzaniem niedoborem, ale ponownie umożliwiały przyszłość.

Jaki potencjał ma jeszcze Niemcy jako lokalizacja?

Niemcy nadal mają duże atuty: solidną bazę edukacyjną, stosunkowo dobrą infrastrukturę i silną kulturę pracy. Jesteśmy krajem majsterkowiczów i wynalazców, a znak “Made in Germany” nadal cieszy się międzynarodowym uznaniem. Potencjał więc bez wątpienia istnieje. Decydujące znaczenie ma jednak to, abyśmy ponownie uwierzyli w ten potencjał. W ostatnich latach coraz bardziej traciliśmy tę wiarę.

  • Niemcy na równi pochyłej. Tak źle nie było od lat. Największej gospodarce Europy grozi trwała stagnacja [OPINIA]

Moja wizja to kraj innowacji. Niemcy powinny ponownie zyskać międzynarodowe znaczenie dzięki doskonałym produktom i usługom — tak jak pokazują to do dziś firmy takie jak Zeiss czy Trumpf, których kluczowe technologie są niezbędne na całym świecie. Więcej takich firm wzmocniłoby nasz wpływ geoekonomiczny i stworzyłoby wysoko wykwalifikowane miejsca pracy. Start-upy są w tym zakresie głównymi motorami innowacji.

Aby sprostać konkurencji ze strony Stanów Zjednoczonych lub Chin, na rozdrobnionym rynku europejskim potrzebne są znacznie lepsze warunki lokalizacyjne: sprawna administracja, swoboda regulacyjna, dobre możliwości finansowania i dostęp do błyskotliwych umysłów. W tym zakresie istnieje jeszcze znaczny potencjał poprawy.

Obecnie doświadczamy presji na demokrację — charakteryzującej się populizmem, polaryzacją i ciągłym zaostrzaniem się sytuacji. Czy w tych warunkach nadal wierzy pan, że długoterminowe wizje mogą zostać zrealizowane na arenie politycznej?

Moja książka nie jest kampanią polityczną, są inni, którzy lepiej się w tym sprawdzają. Jednak jako pomysłodawca jestem przekonany, że wizje można przekazać w sposób jasny i zrozumiały. Populiści, którzy stawiają na proste rozwiązania, będą musieli w pewnym momencie zmierzyć się z pytaniem, czy ich polityka rzeczywiście prowadzi do poprawy sytuacji. Wtedy okaże się, że złożonych problemów nie da się rozwiązać prostymi odpowiedziami. Być może nie wszyscy jeszcze to zrozumieli, ale być może najpierw trzeba to uświadomić.

  • Niemcy wyjeżdżają z kraju. “Tu natychmiast zostaniesz nazwany nieudacznikiem”

Jestem przekonany, że wielu wyborców jest gotowych docenić długoterminową perspektywę. Od polityków oczekuję myślenia wykraczającego poza najbliższy dzień wyborów. Nie powinno chodzić tylko o wygranie wyborów, ale o to, aby w 2050 r. móc spojrzeć w lustro i powiedzieć: podjąłem odpowiedzialne decyzje dla tego kraju. Polityka to mandat wiążący się z wielką odpowiedzialnością państwową i apeluję o wywiązanie się z tej odpowiedzialności.

Podobne artykuły