Najważniejszą dla siebie bitwę Donald Trump już być może przegrał. Poparcie dla niego leci na łeb na szyję. “Jego koalicja się rozpadła”
Niemal od razu po powrocie do Białego Domu Donald Trump zajął się polityką zagraniczną — nakładając na liczne państwa cła, grożąc aneksją różnych terytoriów czy angażując się w zakończenie wojen. Zignorował jednak problemy na własnym podwórku, skutecznie podkopując tym samym swoją pozycję w USA. Sondaże z ostatnich tygodni pokazują, że kluczowe grupy wyborców, które zapewniły Trumpowi władzę, dziś coraz bardziej się od niego odwracają — ich poparcie dla niego leci na łeb na szyję. A to oznacza jedno — że w wyborach śródokresowych, które odbędą się w USA w tym roku, może dostać kubeł zimnej wody na głowę.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Anadolu / Contributor / Getty Images Donald Trump, Waszyngton, 20 stycznia 2026 r.
Ostatnie sondaże nie są korzystne dla Donalda Trumpa.
Szereg nowych badań opinii publicznej z ostatnich tygodni wykazał, że Trump traci poparcie wśród swoich kluczowych grup wyborców, zwłaszcza młodych i niebiałych, którzy w wyborach prezydenckich z 2024 r. zdecydowanie opowiedzieli się po jego stronie.
Wzrost poparcia dla Trumpa wśród nietradycyjnych wyborców Partii Republikańskiej przyczynił się do spekulacji o “reorganizacji” amerykańskiego elektoratu. Trwałość tej reorganizacji jest jednak obecnie podawana w wątpliwość — wspomniane grupy coraz bardziej odwracają się bowiem od Trumpa. Analizując wyniki najnowszego sondażu New York Times-Siena, analityk Nate Cohn stwierdził bez ogródek, że “druga koalicja Trumpa się rozpadła”.
- Popłoch w Kanadzie. Donald Trump wystraszył sąsiada. Prawda jest zdumiewająca
Czy nadszedł czas, by pisać mu polityczne nekrologi? Aby się tego dowiedzieć, rozmawiałem z ankieterem i strategiem Patrickiem Ruffinim. W książce “Partia Ludu” (“Party of the People”) z 2024 r. przewidział on reorganizację wyborców w USA, która zapewniła Trumpowi zwycięstwo. Teraz mówi, co może czekać jego i republikanów w zbliżających się w USA wyborach śródokresowych.
Ian Ward: Czy na podstawie własnych sondaży zgadzasz się z tym, że “druga koalicja Trumpa się rozpadła”?
Patrick Ruffini: Tak naprawdę zależy to od tego, jak ją zdefiniujemy. Koalicja, która naprawdę zmieniła amerykańską politykę w ostatniej dekadzie, obejmuje wyborców o bardziej populistycznym spojrzeniu na USA, którzy w ostatnim czasie udzielili poparcia Partii Republikańskiej — w wielu przypadkach po wcześniejszym dwukrotnym głosowaniu na Baracka Obamę. Zmiany te okazały się dość trwałe, zwłaszcza wśród białych wyborców z klasy robotniczej, ale także wśród konserwatywnych wyborców pochodzenia latynoskiego i azjatyckiego.
Istnieje jeszcze jedna grupa wyborców, która jest młodsza i nieszczególnie interesuje się polityką — w latach 2010. była jedną z głównych grup wyborców Baracka Obamy i Demokratów. Wcześniej Republikanie nie mieli żadnych szans na zdobycie poparcia tejgo elektoratu ani na konkurowanie o niego z Demokratamim. Sytuacja po raz pierwszy zmieniła się w 2024 r. — młodzi, należący dotąd do mniejszości męscy wyborcy, zaczęli odgrywać znaczącą rolę w amerykańskiej polityce. Ta ich zmiana w prawo okazała się nieco mniej trwała ze względu na charakter tych wyborców. Nie są oni tak naprawdę związani z żadnym ugrupowaniem politycznym, z natury są bezpartyjni.
- “Niezwykle okrutne”. Nowe porządki administracji Trumpa mogą sprawić, że miliony osób w USA będą głodować. “Nie dam już rady”
Obserwujemy zatem mniejszą zmianę wśród osób, które regularnie głosują w wyborach uzupełniających, a większą wśród tych, które głosują w nich rzadko. Pytanie brzmi, czy ci drudzy wezmą udział w wyborach uzupełniających w 2026 r.
Jak dużym problemem dla Republikanów będzie to, jeśli wezmą w nich udział? Jak bardzo powinni oni być zaniepokojeni obecnymi trendami?
Myślę, że słusznie skupiają się oni na kwestii przystępności cenowej. Biały Dom widzi, że to jest problem i zdaje się rozważać przyjęcie niektórych propozycji politycznych Demokratów, które w pewien sposób są sprzeczne z republikańską i konserwatywną ekonomią — na przykład wynoszący 10 proc. limit odsetek od kart kredytowych.
Jakie są dowody na to, że to właśnie koszty utrzymania są głównym czynnikiem osłabiającym poparcie tej gurpy wyborców dla Republikanów?
Myślę, że jest to niezaprzeczalne. Koszty utrzymania były zdecydowanie najważniejszą kwestią dla wyborców, którzy w 2024 r. przeszli od Bidena do Trumpa. Wynika to z demograficznego profilu tych wyborców. Wśród tych, którzy w 2024 r. zmienili zdanie i załgosowali na republikanina, znajdowali się nie tylko członkowie mniejszości, ale także osoby młode, o niskich dochodach, zazwyczaj z niższym wykształceniem, rzadziej pozostające w związkach małżeńskich i bardziej narażone na problemy związane z przystępnością cenową.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Jaki będzie świat po Donaldzie Trumpie? Prof. Kołodko: swąd pozostanie
Myślę więc, że jest to obecnie ich najważniejszy punkt odniesienia. Główną grupą wyborców Demokratów są osoby zaniepokojone erozją norm i osłabieniem demokracji. Elektorat Republikanów skupia osoby zaniepokojone imigracją i bezpieczeństwem granic. Grupa wyborców, która zmieniła swoje preferencje wyborcze, jest bardzo zaniepokojona wysokimi kosztami utrzymania.
Czy istnieją dowody na to, że takie działania Trumpa, jak zaostrzenie polityki imigracyjnej lub jego awanturnicza polityka zagraniczna przyczyniają się w jakikolwiek sposób do osłabienia poparcia dla niego wśród osób z tej grupy?
Pomysł, że polityka zagraniczna ma decydujące znaczenie dla dużej części amerykańskich wyborców, wydaje mi się śmieszny. Może ona wywołać pewną reakcję wśród niektórych fanów podcastów lub zwolenników Tuckera Carlsona. W praktyce jednak kwestia ta nie ma żadnego znaczenia dla wyborców, zwłaszcza z grupy, która balansuje między dwiema partiami politycznymi. Tak naprawdę liczy się kwestia wysokich kosztów utrzymania — wiele ludzi uważa, że Trump po objęciu władzy nie rozwiązał tego problemu. Biały Dom ustami J.D. Vance’a wytłumaczył to niedawno stwierdzeniem, że odwrócenie kursu Titanica zajmuje trochę czasu.
x.com
Nie jest to najbardziej uspokajająca metafora.
To prawda, ale tak jest. Myślę, że tematy międzynarodowe są bardzo interesującą przynętą dla mediów, ale niekoniecznie aż tak napędzają wyborców
A co z programem imigracyjnym Trumpa? Czy wydaje się on mieć jakiś wpływ na jego wyborców?
Może stanowić wyzwanie dla Latynosów [mieszkających w USA], ale myślę, że bardzo łatwo wrócić do schematu z 2010 r. — wtedy też wszyscy mówili, że latynoscy wyborcy koncentrują się głównie na temacie imigracji, co wielokrotnie okazywało się nieprawdziwe. Owszem, działania ICE mają prawdopodobnie negatywny wpływ na wizerunek Trumpa, ale uważam, że wyborcy latynoscy mają przede wszystkim te same obawy, co inni wyborcy. Koncentrują się głównie na kosztach utrzymania, zatrudnieniu i opiece zdrowotnej.
Jak wyglądałby pierwszy rok prezydentury Trumpa, gdyby naprawdę skupił się na utrwaleniu korzyści, jakie republikanie odnieśli z pozyskania niezdecydowanych wyborców w 2024 r.? Co powinien, a czego nie powinien robić?
Przede wszystkim kwestia przystępności cenowej w USA powinna była być dla niego priorytetem od pierwszego dnia urzędowania. Trzeba jednak powiedzieć, że trudno jest wpłynąć na grupę wyborców, która jest bardzo niezadowolona z tradycyjnej polityki i nie ufa ani nie wierzy w obietnice polityków — nawet tak autentycznych jak Trump.
Z drugiej strony — nie uważam, by przystępność cenowa była zgodna z tym, czego faktycznie domagają się prawicowi zwolennicy Trumpa. Jeśli zapytać Amerykanów, czym jest polityka gospodarcza MAGA, wielu z nich wspomni o cłach — a te pod wieloma względami są sprzeczne z działaniami podejmowanymi w celu zwiększenia przystępności cenowej. Jak dotąd nie widzieliśmy dowodów na to, by faktycznie jej zaszkodziły — nie odnotowaliśmy choćby wzrostu stopy inflacji w USA, co jest pozytywną rzeczą. Skupianie się na innych kwestiach zamiast na przystępności cenowej ma jednak swoją cenę.
Donald Trump w Davos, 21 stycznia 2026 r.Chip Somodevilla / Getty Images
Myślę, że wyzwaniem jest to, że żadna z partii nie ma gotowego programu, który skupiałby się wyłącznie na obniżaniu kosztów. Z pewnością miały one gotowy program dotyczący imigracji i mają gotowy program dotyczący ceł.
Co jeszcze powstrzymało administrację Trumpa przed skuteczną konsolidacją tej części koalicji 2024?
To grupa, do której bardzo trudno dotrzeć. W 2024 r. zespół Trumpa miał pomysł, by naprawdę umieścić ją w centrum uwagi, wchodząc na niepolityczne areny — czy to za sprawą walk UFC [Ultimate Fighting Championship, mieszanych sztuk walki, Trump nie raz deklarował, że jest ich fanem], czy występów u Joego Rogana [amerykańskiego komentatora sportowego i prezentera telewizyjnego]. Powiedziałbym więc, że powinni bardziej skupić się na strategii z 2024 r. polegającej na faktycznym wkraczaniu w przestrzenie, w których żyją wyborcy niezaangażowani politycznie, i rozmawianiu z nimi.
Czy możliwe jest odwrócenie negatywnego trendu dla Trumpa? Czy jest to proces jednokierunkowy, w którym utrata poparcia sprawia, że bardzo trudno jest je odzyskać?
Nie sądzę, by było to niemożliwe. Widzimy pewną poprawę, jeśli chodzi o potrzeganie polityki gospodarczej administracji Trumpa — ale nie raz widzieliśmy również, jak trudno jest ją utrzymać. Myślę, że przeciętny amerykański wyborca po pandemii COVID-19 znajduje się w zupełnie innej sytuacji niż przed nią. Od czasu COVID-19 w gospodarce panuje ogromna negatywna tendencja, więc uważam, że wszelkie myśli typu “och, Trump zostanie wybrany i to przywróci optymizm” były błędne. Myślę, że podjął naprawdę zdecydowane działania i rozwiązał wiele problemów, ale największym wyzwaniem jest pytanie: jak wyrwać ludzi z pesymizmu gospodarczego, który nastał po COVID-19?
Bardziej krytycznym argumentem przeciwko podejściu Trumpa do polityki gospodarczej jest nie tylko to, że nie zajął się kryzysem wysokich kosztów utrzymania, ale także to, że podejmował działania sprzeczne z wizją populizmu gospodarczego. Czy uważasz, że przyczyniło się to do spadku poparcia dla niego?
Myślę, że doskonale wiemy, kiedy przekracza się granice i kiedy różne polityki naprawdę sprawiają, że wyborcy zaczynają zwracać na nie uwagę. Przykład — dopiero wtedy, gdy naprawdę ograniczono świadczenia SNAP [Suplemental Nutrition Assistance Program, amerykański program pomocy żywnościowej dla osób o niskich dochodach], Kongres miał motywację, by faktycznie rozwiązać problem shutdownu. Nie sądzę, by ludzie byli tak bardzo wyczuleni na skutki polityki podatkowej. Nasze sondaże wykazały, że Amerykanie prawie nie słyszeli o niektórych działaniach Białego Domu w tym kierunku, które Demokraci zażarcie krytykowali.
- Pomruki niezadowolenia w partii Trumpa. Sytuacja w Minnesocie pogrąży Republikanów? “Gdybym był prezydentem, poważnie bym się zastanowił”
Uważam więc, że debata na temat polityki podatkowej jest przeceniana, ponieważ dla wyborców nie ma ona tak dużego znaczenia jak kwestie kulturowe lub ogólne poczucie, że życie nie jest już tak przystępne cenowo jak kiedyś.
Załóżmy, że trendy te się utrzymają i grupa młodych niezdeydowanych wyborców nadal będzie odwracać się od Trumpa. Jak będzie wyglądała sytuacja republikanów w 2026 r. i 2028 r.?
Powiedziałbym, że rok 2026 jest prawdopodobnie fałszywym wskaźnikiem. W wyborach śródokresowych mamy do czynienia z innym elektoratem — jest on zwykle znacznie starszy, lepiej wykształcony, w większości też biały. Myślę, że dopiero kolejna kampania prezydencka pokaże, jak zachowają się ci wyborcy.
Kampanie prezydenckie zawsze oznaczają wybór między Republikanami a Demokratami — i tym pierwszym jest to na rękę. Sondaże jasno pokazują bowiem, że Amerykanie nie ufają demokratom w kwestiach gospodarki. Jest więc oczywiste, że wielu z nich nie tyle przeszło na stronę Republikanów, co po prostu odeszło od Partii Demokratycznej.
- “Obrzydliwe kłamstwa”. W USA wrze po tragicznej strzelaninie w Minneapolis
Jest też druga strona medalu. Najnowsze sondaże przeprowadzone przez “The New York Times” pokazują, że Demokraci mają obecnie 16 proc. przewagi wśród wyborców latynoskich. To mocno różni się od sytuacji z 2024 r. — wtedy to Trump przegrał wśród nich, ale kandydatka Demokratów miała niewielką, jednocyfrową przewagę. Z szerszymi wnioskami musimy jednak poczekać do 2028 r. [wtedy odbędą się kolejne wybory prezydenckie w USA].