02 February, 2026

Mark Rutte rozrywa iluzję Brukseli: Europa stoi na glinianych nogach. Gdy nadejdzie pierwszy cios, system nie będzie gotowy [OPINIA]

Europa przez dekady budowała swoją siłę poprzez normy, regulacje i instytucje. Ten model sprawdził się w handlu, klimacie i konkurencji. W obszarze bezpieczeństwa logika jest jednak inna. Wojna w Ukrainie pokazała, że stabilność nie wynika z zasad, lecz z zaplecza, które pozwala ich bronić. Mark Rutte w Brukseli mówił o tym bez dyplomatycznych półśrodków. Gdy nadejdzie pierwszy cios, właśnie te braki zdecydują o realnej roli Europy.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Mark Rutte rozrywa iluzję Brukseli: Europa stoi na glinianych nogach. Gdy nadejdzie pierwszy cios, system nie będzie gotowy [OPINIA] Tomasz Waszczuk / PAP Sekretarz generalny NATO Mark Rutte podczas konferencji na terenie Ośrodka Szkolenia Poligonowego Wojsk Lądowych Orzysz w Bemowie Piskim, Polska, 18 grudnia 2025 r.

Wielu Europejczyków coraz głośniej mówi dziś o bezpieczeństwie w obliczu możliwego wycofywania się Stanów Zjednoczonych. Jednak wszystkie proponowane rozwiązania muszą iść w parze z realnym zapleczem materialnym oraz polityczną wolą działania.

W wystąpieniu przed Parlamentem Europejskim 26 stycznia sekretarz generalny NATO Mark Rutte przedstawił ocenę bezpieczeństwa Europy bez typowej dla dyplomacji łagodnej retoryki. Skupił się na konkretnych zdolnościach, które dziś stanowią fundament europejskiego bezpieczeństwa, oraz na warunkach, w jakich mogłyby one funkcjonować bez wsparcia USA. Swoją wypowiedź oparł na kwestiach potencjału i zależności, a nie — jak to często bywa — na normatywnych celach europejskiej polityki bezpieczeństwa.

Mówił jak ktoś, kto na co dzień obserwuje działanie systemu i doskonale zna jego ograniczenia.

W centrum jego przekazu nie była polityka, lecz zdolności operacyjne — a to różnica kluczowa. Europejskie stolice często traktują bezpieczeństwo jako przedłużenie woli politycznej. NATO natomiast postrzega je jako sumę konkretnych zdolności, które albo istnieją, albo ich nie ma. Rutte bardzo wyraźnie zwrócił uwagę właśnie na to rozbieżne podejście.

Często zakłada się, że polityczna waga Europy automatycznie przekłada się na jej wagę strategiczną. Tak jednak nie jest.

  • Tekst publikujemy dzięki uprzejmości serwisu Kyiv Post. Prosimy o wsparcie pracy niezależnych ukraińskich dziennikarzy z portalu Kyiv Post

Rutte stwierdził, że europejska obrona, oparta wyłącznie na własnych możliwościach, wymagałaby nakładów wielokrotnie wyższych niż obecne. Wskazał poziom około 10 proc. PKB jako ilustrację skali inwestycji potrzebnych do zbudowania pełnego systemu odstraszania — obejmującego przemysł zbrojeniowy, logistykę oraz zdolności strategiczne, które dziś w dużej mierze zapewniają Stany Zjednoczone.

  • Sekretarz generalny NATO nadepnął Francuzom na odcisk. “Myśli, że bycie nieuprzejmym wobec Europejczyków spodoba się Trumpowi”

Transatlantycki system bezpieczeństwa kształtuje Europę od dekad. Nie jest to jedynie sojusz polityczny, lecz złożona architektura, w której amerykańskie zdolności są wbudowane niemal w każdą warstwę obrony zbiorowej.

Odstraszanie nuklearne, strategiczny transport lotniczy, rozpoznanie i wywiad, nadzór satelitarny oraz systemy dowodzenia i kontroli — to obszary, w których Europa uczestniczy, ale nie odgrywa roli lidera.

Rutte podkreślił w Brukseli, że jednej decyzji politycznej nie da się użyć jako substytutu tych zdolności. Ich zastąpienie wymaga czasu, zaplecza przemysłowego, technologii oraz gotowości politycznej do poniesienia ostatecznego ryzyka. I właśnie w tym miejscu europejska debata wciąż grzęźnie.

Powrót marzenia o niezależności

Idea europejskiej obrony bez udziału Stanów Zjednoczonych powróciła w okresie nasilonego poczucia zagrożenia. Wojna w Ukrainie, niestabilność w Europie Północnej, kwestie Arktyki i Grenlandii oraz zmiany polityczne w Waszyngtonie sprawiły, że wsparcie USA przestało być postrzegane jako coś oczywistego. W takiej atmosferze hasła niezależności nabierają emocjonalnej siły. Problem zaczyna się wtedy, gdy emocje zastępują chłodną analizę.

Mark Rutte rozrywa iluzję Brukseli: Europa stoi na glinianych nogach. Gdy nadejdzie pierwszy cios, system nie będzie gotowy [OPINIA] Mark Rutte i Donald Trump, Davos, Szwajcaria, 21 stycznia 2026 r.Chip Somodevilla / Getty Images

Rutte mocno osadził swoje wystąpienie w aktualnym kontekście. Ukraina nadal się broni dzięki połączeniu europejskiej pomocy i amerykańskich zdolności. Systemy obrony powietrznej, wywiad w czasie rzeczywistym, logistyka oraz utrzymanie tempa działań bojowych wciąż w dużej mierze zależą od zaangażowania USA.

Europejski przemysł obronny rozwija się, lecz jego zdolność do zaspokojenia potrzeb współczesnego pola walki pozostaje ograniczona. Linie produkcyjne nie są uruchamiane w takim tempie, w jakim zużywana jest amunicja. Ta luka definiuje realny stan europejskiego bezpieczeństwa w 2026 r.

  • “Metoda na tatusia” już się nie sprawdzi. Nadszedł historyczny moment dla Europy. Ekspert bije na alarm [ANALIZA]

W tej rzeczywistości Europa działa przede wszystkim jako duży nabywca bezpieczeństwa. Budżety rosną, kontrakty są podpisywane, a rządy prezentują dane dotyczące wydatków. Jednak kupowanie to nie to samo co produkowanie. Nabywca jest uzależniony od rynku, terminów i uwarunkowań politycznych dostawcy. Producent natomiast kontroluje tempo, priorytety i rezerwy na czas kryzysu.

Kręgosłup, którego Europie brakuje

Różnica między tymi rolami jest szczególnie widoczna w obszarach określanych w planowaniu wojskowym jako kluczowe zdolności wspierające. Bez strategicznego transportu lotniczego nie ma szybkiego przerzutu wojsk. Bez tankowania w powietrzu nie da się utrzymać stałej obecności lotniczej. Bez wywiadu nie ma trafnych i terminowych decyzji. Bez niezawodnego systemu dowodzenia i kontroli nie ma koordynacji działań. We wszystkich tych obszarach Europa nadal polega na możliwościach amerykańskich.

Rutte przekonywał w Brukseli, że to właśnie ta świadomość powinna wyznaczać granice europejskich ambicji. Nie sprzeciwiał się wzmacnianiu europejskiej obronności, lecz ostrzegał przed jej fragmentacją. Równoległe struktury, dublowanie systemów i rywalizujące interesy przemysłowe nie zwiększają zdolności — marnują czas i zasoby.

Jeśli strategiczna autonomia sprowadzi się jedynie do politycznego sloganu, pozbawionego realnej treści operacyjnej, Europa straci lata i środki bez rzeczywistego postępu.

Czas działa przeciwko Europie

Jest jeszcze jeden wymiar wystąpienia Ruttego, który w dużej mierze przeszedł bez echa, a dotyczy samej natury europejskiej siły.

Przez ostatnie dekady Europa zbudowała niezwykle rozbudowany aparat normatywny i regulacyjny. W handlu, polityce klimatycznej, regulacjach cyfrowych czy zasadach konkurencji Unia Europejska stała się globalnym wyznacznikiem standardów. W sferze bezpieczeństwa same reguły nie gwarantują jednak stabilności. To stabilność umożliwia obronę reguł, gdy są zagrożone. Rutte wyraźnie odróżnił świat, w którym Europa kontroluje normy, od świata, w którym o sile decydują inne metody.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo UE vs Trump

Pod tym względem europejska debata obronna cierpi na strukturalne nieporozumienie. Często zakłada się, że polityczna waga Europy automatycznie przekłada się na jej wagę strategiczną. Tak się jednak nie dzieje.

Waga strategiczna wymaga instrumentów zdolnych do szybkiego, skoordynowanego działania, bez konieczności uzyskiwania zewnętrznych zgód. Dopóki kluczowe elementy tych instrumentów pozostają poza europejską kontrolą, polityczna siła Europy ogranicza się do czasów pokoju lub kryzysów o niskiej intensywności.

Mówiąc z perspektywy NATO, Rutte przypomniał o czymś, co w europejskich dyskusjach często się pomija: o czasie. Systemów bezpieczeństwa nie buduje się w rytmie kadencji politycznych, lecz w perspektywie dekad. Każdy rok zwłoki zwiększa zależność, ponieważ przeciwnicy nie stoją w miejscu.

Podczas gdy Europa debatuje nad modelami instytucjonalnymi, inni testują granice, modyfikują taktykę i inwestują w zdolności omijające tradycyjne odpowiedzi wojskowe. W takim środowisku brak decyzji ma swoją cenę.

W tym kontekście Rutte podkreślił, że same formaty instytucjonalne nie tworzą zdolności obronnych. Bez mocy produkcyjnych, sprawnej logistyki i jednolitego systemu dowodzenia europejskie bezpieczeństwo pozostaje zależne od aktorów zewnętrznych, niezależnie od podpisanych porozumień politycznych. I właśnie tutaj leży zasadniczy dylemat Europy na najbliższe lata. Wzmacnianie obronności nie będzie widowiskowe. Nie przyniesie szybkich politycznych punktów. Będzie procesem powolnym, technicznym i często niewidocznym dla opinii publicznej. Bez niego jednak wszelkie rozmowy o autonomii pozostaną czystą retoryką.

Mark Rutte rozrywa iluzję Brukseli: Europa stoi na glinianych nogach. Gdy nadejdzie pierwszy cios, system nie będzie gotowy [OPINIA] Sekretarz stanu USA Marco Rubio i sekretarz generalny NATO Mark Rutte (zdjęcie poglądowe)Wiktor Dąbkowski / PAP

Bez złudzeń i bez skrótów

Rutte zaznaczył, że potrzebne jest jasne zobowiązanie strategiczne. Europejska polityka bezpieczeństwa musi rozstrzygnąć, czy celem jest wzmocnienie roli Europy w ramach NATO, czy budowa odrębnych zdolności obronnych — ponieważ oba podejścia opierają się na zupełnie innych założeniach.

W tym drugim przypadku bezpieczeństwo przestaje być polityką drugorzędną, a staje się centralnym elementem strategii przemysłowej i fiskalnej. Oznacza to wspólne moce produkcyjne, standaryzację, długoterminowe kontrakty, polityczną kontrolę eksportu oraz jasny podział odpowiedzialności. Wymaga to także gotowości do przekazania części suwerenności narodowej na poziom wspólny w obszarze, który dotąd pozostawał niemal wyłącznie domeną państw narodowych.

  • Sekretarz generalny NATO nadepnął Francuzom na odcisk. “Myśli, że bycie nieuprzejmym wobec Europejczyków spodoba się Trumpowi”

Wystąpienie Ruttego było więc czymś więcej niż ostrzeżeniem — było testem dojrzałości europejskiej debaty. Europa nie może już pozwolić sobie na unikanie trudnych decyzji, zwłaszcza teraz, gdy bezpieczeństwo ponownie staje się kwestią fundamentalnego przetrwania. Nie istnieje szybka ścieżka do niezależności bez kosztów. Nie da się też korzystać z obecnego systemu bez poważnych inwestycji.

Najbardziej realistycznym scenariuszem na nadchodzące lata będzie model hybrydowy. Europa będzie nadal rozwijać własne zdolności, lecz w ramach NATO. Nacisk przesunie się na przemysł, wspólne zakupy oraz te obszary zdolności, których dziś najbardziej brakuje. Obecność USA nie zniknie, ale stanie się bardziej warunkowa. Oczekiwania wobec europejskich sojuszników będą jaśniejsze i bardziej wymagające.

Największe zagrożenie dla Europy nie płynie z Waszyngtonu, lecz z wewnętrznego chaosu. Jeśli strategiczna autonomia zostanie zredukowana do politycznego hasła bez realnej treści operacyjnej, Europa zmarnuje lata i zasoby bez rzeczywistego postępu.

Jeśli jednak potraktuje ją jako proces budowy systemu o jasno określonych priorytetach i realistycznych terminach, może ona wzmocnić zarówno Europę, jak i NATO.

Rutte zrobił w Brukseli coś rzadkiego we współczesnej polityce międzynarodowej: przemówił jak administrator systemu, a nie mediator polityczny. Jego przekaz był prosty i niewygodny — bezpieczeństwo nie jest kwestią intencji, lecz zdolności.

Europa musi teraz zdecydować, czy chce te zdolności kupować, czy je budować. Ten wybór nie jest ideologiczny — jest materialny. A im dłużej będzie odkładany, tym wyższa okaże się jego cena.

Podobne artykuły