Makabryczne przykłady skłonności administracji Trumpa do brutalnych konfrontacji ujawniły gorzką prawdę o jego przeciwnikach [OPINIA]
Renee Good i Alex Pretti, Amerykanie zastrzeleni przez funkcjonariuszy ICE, nie zasłużyli na śmierć ani na próby obwiniania ich za nią przez urzędników Trumpa. Należy przeprowadzić bezstronne śledztwo w tej sprawie, a wszelkie wykroczenia służby imigracyjnej muszą zostać ukarane. Nie rozwiąże to jednak podstawowej przyczyny problemu, czyli tego, że lewica w USA nie chce zaakceptować faktu, że przegrała debatę na temat imigracji — twierdzi James Kirchick, amerykański dziennikarz współpracujący z mediami Axel Springer, których Onet jest częścią.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
PAP/EPA/CRAIG LASSIG / PAP Miejsce pamięci Alexa Prettiego, który został śmiertelnie postrzelony przez agentów ICE w Minneapolis, Minnesota, USA, 26 stycznia 2026 r.
James Kirchick jest współpracownikiem projektu Axel Springer Global Reporter oraz autorem książek “Secret City: The Hidden History of Gay Washington” (“Sekretne miasto: ukryta historia gejowskiego Waszyngtonu”) oraz “The End of Europe: Dictators, Demagogues and the Coming Dark Age” (ang. “Koniec Europy: dyktatorzy, demagodzy i nadchodząca ciemna epoka”).
Zabójstwa Renee Good i Alexa Prettiego przez funkcjonariuszy amerykańskiej służby imigracyjnej i celnej (ICE) w Minneapolis to najnowsze, makabryczne przykłady skłonności administracji Trumpa do brutalnych konfrontacji i spektakularnych działań. Good i Pretti zostali zastrzeleni, próbując powstrzymać agentów ICE przed zatrzymaniem nieudokumentowanych imigrantów i choć ich działania mogły być pochopne, nie zasługiwali na śmierć. Niezależnie od tego, po której stronie stoją w burzliwej debacie na temat imigracji, większość Amerykanów postrzega te zgony jako tragedie.
Niestety, nie można tego samego powiedzieć o wysokich rangą urzędnikach administracji Trumpa, takich jak sekretarz Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego Kristi Noem i wiceprezydent J.D. Vance, którzy oskarżyli ją (Renee Good) o bycie terrorystką. Nosferatu Trumpa, Stephen Miller, użył tego samego języka, aby potępić Prettiego, pielęgniarza bez kartoteki kryminalnej, podczas gdy dowódca amerykańskiej straży granicznej Gregory Bovino — którego przerażający wygląd w dwurzędowym płaszczu z epoletami, godnym oficera Wehrmachtu, tylko nieznacznie łagodzi jego dickensowskie nazwisko — oświadczył, że Pretti zamierzał “wymordować funkcjonariuszy organów ścigania”.
Dowódca amerykańskiej straży granicznej Gregory Bovino na konferencji prasowej w Minneapolis, Minnesota, USA, 22 stycznia 2026 r.STEVEN GARCIA / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFP / AFP
Na szczęście prezydent Trump wycofał się z oszczerczych słów, których on i inni członkowie jego administracji używali do opisania sytuacji w Minneapolis, dokąd wysłał “cara od granicy” Toma Homana, aby przejął dowództwo operacyjne od beznadziejnie nieudolnych Noem i Bovino. Należy przeprowadzić bezstronne śledztwo w sprawie śmierci Good i Prettiego, a wszelkie wykroczenia funkcjonariuszy ICE muszą zostać ukarane. Takie dochodzenia prawdopodobnie wykażą, że brak doświadczenia, niekompetencja i skłonność do używania broni odegrały znaczącą rolę w tych tragicznych wydarzeniach. Żaden z tych czynników nie rozwiązuje jednak podstawowej przyczyny problemu, jaką jest odmowa lewicy zaakceptowania faktu, że przegrała debatę na temat imigracji.
Nie tak dawno temu czołowi demokraci wypowiadali się na temat imigracji w sposób, który dziś sprawiłby, że zostaliby nazwani “faszystami” przez swoje postępowe zaplecze. W 2010 r. prezydent Barack Obama powiedział, że legalizacja statusu wszystkich nieudokumentowanych imigrantów w Ameryce byłaby “nierozsądna i niesprawiedliwa”, doprowadziłaby do “wzrostu nielegalnej imigracji” i “ignorowania milionów ludzi na całym świecie, którzy czekają w kolejce, aby przybyć tu legalnie”. Dwa lata później, zwracając się do aktywistów zajmujących się prawami imigrantów, oburzonych jego deportacjami, Obama wyjaśnił, że jest “prezydentem, a nie cesarzem Stanów Zjednoczonych. Moim zadaniem jest egzekwowanie uchwalonych praw… Mamy pewne obowiązki związane z egzekwowaniem obowiązujących przepisów, nawet jeśli uważamy, że w wielu przypadkach skutki mogą być tragiczne… Będą się zdarzać historie, które złamią nam serca”.
Łamanie serc postępowców było kiedyś czymś, do czego zdolni byli Demokraci. W 2014 r., podczas nasilenia przypadków nieletnich migrantów bez opieki przekraczających południową granicę, Obama powiedział ABC News, że “jeśli im się uda, zostaną odesłani z powrotem”. Ówczesna senator Hillary Clinton zgodziła się z tym, mówiąc CNN: “Nie chcemy wysyłać sygnału, który jest sprzeczny z naszym prawem lub zachęci więcej dzieci do podjęcia tej niebezpiecznej podróży”. W 2015 r. Obama przyznał Homanowi najwyższe odznaczenie cywilne w kraju.
Mniej więcej w tym samym czasie postępowa lewica, z jej niemal jawną preferencją polityczną otwartych granic, zaczęła wywierać większy wpływ na Partię Demokratyczną.
W ramach wojny z językiem angielskim (“opieka potwierdzająca tożsamość płciową”, “osoby należące do mniejszości”, “intersekcjonalność” itp.) termin “nielegalny imigrant” został zastąpiony politycznie poprawnym “nieudokumentowanym imigrantem”, co jest mylącym terminem, który eliminuje piętno przestępczości.
Zapytany przez podkastera Ezrę Kleina o “otwarte granice”, socjalistyczny senator Bernie Sanders odpowiedział, że to coś, co “prawicowcy w USA by pokochali… Sprowadzić ludzi pracujących za dwa-trzy dol. [7-10 zł] za godzinę — to by im się spodobało. Nie wierzę w to. Uważam, że musimy podnieść płace w tym kraju”. Za wyrażenie standardowej lewicowej krytyki otwartych granic jako sztuczki wolnorynkowej mającej na celu obniżenie płac, Sanders został potępiony jako “zacofany”.
Dwupartyjne próby kompleksowej reformy imigracyjnej, obejmującej zwiększenie bezpieczeństwa granic i ścieżki do obywatelstwa, zakończyły się niepowodzeniem w 2007 i 2013 r.
Kiedy Obama deportował więcej osób niż jakikolwiek inny prezydent w historii (co przyniosło mu przydomek “głównego deportatora”), nie doszło do masowych protestów ani zorganizowanych prób ingerencji w działania ICE. Dopiero kiedy Trump pojawił się na scenie politycznej, wygłaszając w 2015 r. przemówienie, w którym wyszydzał meksykańskich “gwałcicieli” i “morderców”, obywatelstwo amerykańskie dla każdego, kto tego pragnął, stało się dla lewicy świętą sprawą, moralnym i prawnym odpowiednikiem prawa konstytucyjnego.
W czasie kampanii prezydenckiej w 2020 r. senator Michael Bennet z Kolorado był jedynym spośród 10 kandydatów Demokratów, który podczas debaty nie podniósł ręki za dekryminalizacją przekraczania granicy, co jeszcze kilka lat wcześniej byłoby nie do pomyślenia. Jako prezydent Joe Biden miał do czynienia z rekordową liczbą nielegalnych przekroczeń granicy, które według dochodzenia przeprowadzonego przez “New York Timesa” były, jak to ujął były urzędnik Bidena, celową reakcją na “ekscesy administracji Trumpa”.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Miliony deportowanych z USA przez Trumpa? "Jeżeli dziś lub jutro coś się wydarzy, to raczej element politycznego teatru"
Życie w demokracji oznacza regularne akceptowanie wyników, z którymi się nie zgadzamy. Sceny deportacji nieudokumentowanych imigrantów mogą być “tragiczne” i “łamać nam serca”. Jednak podczas gdy pokojowe protesty przeciwko takim działaniom są dopuszczalne, fizyczne zakłócanie ich przebiegu już nie. Zwolennicy ochrony życia nienawidzą legalnej aborcji, ponieważ szczerze wierzą, że to morderstwo. Chociaż mogą protestować przed klinikami aborcyjnymi, nie wolno im odmawiać kobietom dostępu do nich. Jeśli jesteś rozczarowany jakimś prawem, spróbuj je zmienić. Nie lekceważ go.
Niestety, wielu demokratycznych polityków wydaje się nie rozumieć różnicy między sprzeciwem wobec prawa a jego łamaniem. Gubernator Minnesoty Tim Walz często używa analogii nazistowskich, aby opisać sytuację w swoim stanie, nazywając ICE “współczesną gestapo” i porównując nieudokumentowanych imigrantów do Anny Frank, “ukrywającej się w swoim domu, bojącej się wyjść na zewnątrz”. Burmistrz Minneapolis Jacob Frey powiedział ICE, żeby “wy***rdalali” z jego miasta. Były sekretarz transportu Pete Buttigieg eufemistycznie opisuje miejsca, w których funkcjonariusze ICE mogą spodziewać się gwałtownych reakcji na swoją obecność, jako “obszary nieprzestrzegające przepisów politycznych”. To tylko niektóre z ekstremalnych wypowiedzi polityków demokratycznych skierowanych przeciwko ICE; ponad 1000 jurysdykcji w całych Stanach Zjednoczonych ogłosiło się “miastami schronienia” dla nieudokumentowanych imigrantów, dumnie utrudniając egzekwowanie prawa federalnego.
Burmistrz Minneapolis Jacob Frey podczas czuwania przy świecach zorganizowanego dla ofiar strzelaniny w szkole Annunciation w Minneapolis, Minnesota, USA, 27 sierpnia 2025 r.AA/ABACA / PAP
Można dostrzec niepokojące podobieństwo między dzisiejszymi politykami demokratycznymi, którzy przeciwstawiają się władzy federalnej, a południowymi segregacjonistami, którzy 70 lat temu podjęli “masowy opór” wobec rządu federalnego. Kiedy gubernator Arkansas Orval Faubus wykorzystał Gwardię Narodową, aby uniemożliwić dziewięciu czarnym uczniom uczęszczanie do Central High School, wbrew orzeczeniu Sądu Najwyższego w sprawie Brown przeciwko Board of Education (odpowiednikowi polskiego kuratorium oświaty) z 1957 r., prezydent Dwight Eisenhower federalizował Gwardię i wysłał 1000 żołnierzy armii, aby eskortowali uczniów do budynku. Sześć lat później, kiedy gubernator Alabamy George Wallace osobiście zobowiązał się “stanąć w drzwiach szkoły”, aby zapobiec desegregacji na Uniwersytecie Alabamy, prezydent John F. Kennedy federalizował Gwardię Narodową, aby wymusić przestrzeganie prawa.
Postępowcy mogą nie lubić porównań swoich działań do działań południowych rasistów. Jednak zasada, o którą walczą — że stany i władze miejskie mogą unieważniać niepodobające im się przepisy federalne — jest taka sama. Większość Amerykanów ma bardziej zróżnicowane poglądy. Według sondażu “New York Times”/Siena Poll, podczas gdy 61 proc. (Amerykanów) — w tym 70 proc. niezależnych wyborców — uważa, że taktyka ICE “posunęła się za daleko”, połowa kraju popiera politykę deportacyjną Trumpa. I pomimo wszystkich brzydkich scen z Minneapolis i innych miast, Amerykanie nadal bardziej ufają Republikanom niż Demokratom w kwestii bezpieczeństwa granic — 48 proc. do 20 proc.
Utrzymująca się przewaga Trumpa nad Demokratami w kwestii imigracji przypomina popularność innego demagoga wśród Amerykanów. Wyjaśniając atrakcyjność senatora Josepha McCarthy’ego, znanego z nagonki na komunistów w 1952 r., liberalny intelektualista Irving Kristol zaatakował tych, którzy uważali, że “ponieważ wulgarny demagog atakuje zarówno komunizm, jak i liberalizm jako identyczne, konieczne jest chronienie komunizmu, aby bronić liberalizmu”. To samo można powiedzieć o wielu aktywistach proimigracyjnych, którzy uważają, że ponieważ Trump często łączy nielegalną i legalną imigrację, konieczna jest obrona obu. Parafrazując Kristola, Amerykanie wiedzą o Trumpie jedno: podobnie jak oni, jest zdecydowanym przeciwnikiem nielegalnej imigracji. Nie wiedzą natomiast nic takiego o rzecznikach amerykańskiego liberalizmu.