“Krew Alexa jest na rękach rządu”. Trump zapowiadał ciszę, ale burza nadal trwa. “Zostaniemy, dopóki nie wyniosą się stąd raz na zawsze”

Minneapolis miało się uspokoić — przynajmniej tak zapowiadał Waszyngton. Jednak metropolię na północy USA patroluje dziś pięć razy więcej funkcjonariuszy ICE niż lokalnych policjantów. Mimo brutalnych, zimowych temperatur ludzie codziennie wychodzą na ulice, by protestować przeciwko “inwazji”. Sytuacja w każdej chwili może ponownie wymknąć się spod kontroli.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
STEPHEN MATUREN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / AFP Członek amerykańskiej straży granicznej konfrontuje kierowcę pojazdu w Minneapolis w stanie Minnesota, USA, 29 stycznia 2026 r.
Minus 18 stopni, przenikliwy, lodowaty wiatr. Kto przy takich warunkach wychodzi na ulicę, musi mieć w sobie ogromną złość. Tak jak Andy. Grubo ubrany stoi przed siedzibą ICE w Minneapolis i razem z kilkudziesięcioma innymi demonstrantami wykrzykuje wulgarne hasła w stronę nieoznakowanych samochodów ICE, które co kilka minut rozjeżdżają się po mieście w poszukiwaniu nielegalnych migrantów.
Są jak tasmańskie diabły w cudzym salonie. Nie mają tu czego szukać
— mówi Andy.
Po tym, jak funkcjonariusze ICE zastrzelili na ulicy dwóch obywateli USA, prezydent Donald Trump zapowiedział, że spróbuje “nieco zdeeskalować” sytuację w Minneapolis. Dziennikarze serwisu Blick sprawdzili nastroje na ulicach tej skutej lodem metropolii.
O jakiejkolwiek deeskalacji nie ma jednak mowy.
Plakaty z wizerunkami Renne Good i Alexa Prettiego, dwóch obywateli USA, którzy zostali zabici przez federalnych funkcjonariuszy imigracyjnych, Minneapolis w stanie Minnesota, USA, 29 stycznia 2026 rMADISON THORN / ANADOLU / ANADOLU VIA AFP / AFP
— Wszystko jest po staremu. Jedyne, co się zmieniło, to nowe barierki, żebyśmy nie rzucali się sobie nawzajem do gardeł — mówi Andy.
Szacuje się, że po mieście patroluje obecnie około 3000 funkcjonariuszy ICE — pięć razy więcej niż policjantów w Minneapolis. Andy i inni protestujący mówią wprost o “inwazji”.
Zostaniemy tutaj, dopóki wszyscy nie wyniosą się stąd raz na zawsze
— oświadcza.
Policja aresztuje protestujących na przedmieściach Minneapolis w stanie Minnesota, USA, 26 stycznia 2026 r.PAP/EPA/CRAIG LASSIG / PAP
“Krew Alexa jest na rękach rządu”
Trump co prawda odwołał kontrowersyjnego lokalnego szefa ICE, Grega Bovino, ale niewiele to zmieniło — w Minneapolis nadal czuć, że to tylko cisza przed burzą. Potwierdza to pracownik największej wypożyczalni samochodów w mieście, który chce pozostać anonimowy.
— Mamy mniej więcej tyle samo zapytań ze strony ICE co wcześniej. Ale nie wynajmujemy im już aut z przyciemnianymi szybami. Dlatego teraz chodzą do konkurencji — mówi.
- “To obrzydliwe”. Kolejna brutalna interwencja ICE wstrząsnęła Ameryką. Strach przed eskalacją narasta
Fakt, że uzbrojeni funkcjonariusze wyskakują z nieoznakowanych pojazdów i — zdaniem mieszkańców — niemal losowo zatrzymują ludzi, doprowadza do szału także Devana. Inżynier lotniczy z przedmieść Minneapolis stoi przed budynkiem Whipple’a, gdzie stacjonuje wielu agentów ICE. Przed kamerą nie chce zdjąć maseczki.
— Agenci ICE też tego nie robią — rzuca krótko.
Inżynier lotniczy Devan, Minneapolis w stanie Minnesota, USASamuel Schumacher / Blick.ch/SamuelSchumacher
Devan nie zauważa żadnej realnej zmiany w terenie. — Samochodów jest tyle samo co zawsze. Status quo — mówi.
Najbardziej oburza go to, że rząd federalny działa tu z taką agresją, nie napotykając sprzeciwu innych władz.
Jesteśmy na granicy wytrzymałości. Dość. Tak dalej być nie może
— oświadcza zdenerwowany Devan.
Po zastrzeleniu pielęgniarza Alexa Prettiego tysiące ludzi wyszły na ulice miasta. Na skrzyżowaniu, gdzie Pretti został zastrzelony strzałami w plecy, leży morze kwiatów, politycznych transparentów i drobnych pamiątek. Na jednym widnieje napis:
Nie jesteśmy poligonem treningowym Trumpa.
Na innym:
Krew Alexa jest na rękach rządu.
Ludzie zapalają znicze, płaczą, obejmują się nawzajem. To cichy, przejmujący protest wobec hałaśliwej i brutalnej polityki władz.
Na piątek zapowiedziano w mieście strajk generalny. Tego samego dnia szef ICE, Todd Lyons, ma stawić się w sądzie i tłumaczyć z działań swoich podwładnych. Sytuacja wciąż jest napięta i w każdej chwili może dojść do kolejnej eskalacji.
Miejsce pamięci Alexa Prettiego, który został śmiertelnie postrzelony przez agentów ICE w Minneapolis, Minnesota, USA, 26 stycznia 2026 r.PAP/EPA/CRAIG LASSIG / PAP
Lodowaty komunikat z Waszyngtonu
Była policjantka Rebecca przyjechała do miasta tylko na jeden dzień — trzy godziny jazdy w jedną stronę i trzy w drugą — żeby wesprzeć protestujących.
Siła ludzi jest większa niż ludzi u władzy
— mówi.
Takie hasło widnieje też na kartonie, który zawiesiła na barierkach przed siedzibą ICE.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo "Powrót do czasów Cesarstwa Rzymskiego". "Naczelni" o USA i Grenlandii
Na betonowych zaporach za nią pojawiają się już mniej wyszukane napisy: “Je*ać ICE”, “Naziści”, “Świnie”. Rebecca wybiera jednak łagodniejszy ton — w duchu słynnego, kojarzonego z grzecznością i spokojem “Minnesota nice”, z którego znani są mieszkańcy północnych stanów USA.
Przestałam wierzyć Trumpowi. Mówi o deeskalacji, ale my niczego takiego tu nie widzimy. Pozostaje nam czekać
— oświadcza.
Kilka godzin później przychodzi oficjalny, lodowaty komunikat z Waszyngtonu. Tom Homan, “car graniczny” Trumpa, który od początku tygodnia dowodzi operacją ICE w Minnesocie, oświadcza, że deeskalacja nastąpi dopiero wtedy, gdy demokratyczne władze lokalne umożliwią jego agentom dostęp do więzień, aby mogli deportować nielegalnych przestępców.
- Ulice Minneapolis kipią wściekłością. Po fali protestów Donald Trump wykonuje polityczny zwrot. Kluczową rolę ma odegrać “car od granicy”
Lokalne władze odpowiadają, że już teraz współpracują w tym zakresie. Sytuacja w Minneapolis pozostaje więc dosłownie i w przenośni zamrożona. Wraz z nadejściem weekendu temperatury spadną jeszcze bardziej. Napięcie w tej skutej lodem metropolii — ani trochę.