Jedyny sposób, by uratować Iran przed niekończącą się pętlą przemocy. Jest moralnie wątpliwy? Raczej politycznie skuteczny [OPINIA]
![Jedyny sposób, by uratować Iran przed niekończącą się pętlą przemocy. Jest moralnie wątpliwy? Raczej politycznie skuteczny [OPINIA] Jedyny sposób, by uratować Iran przed niekończącą się pętlą przemocy. Jest moralnie wątpliwy? Raczej politycznie skuteczny [OPINIA]](https://polskanews.org/wp-content/uploads/2026/02/jedyny-sposb-by-uratowa-iran-przed-niekoczc-si-ptl-przemocy-jest-moralnie-wtpliwy-raczej-politycznie-skuteczny-opinia-5e0c728.jpg)
Iran nie potrzebuje kolejnej rewolucji, lecz transformacji. Historia uczy, że przemiany polityczne kończą się powodzeniem tam, gdzie górę bierze dialog. W przeciwnym razie przyparci do muru rządzący nie odpuszczają, a zaostrzają kurs. Przemoc odradza się, wciągając w konflikt kolejne pokolenia. Nie wolno zapominać o tym, że w Iranie da się zapobiec takiej sytuacji. W tym celu warto powołać się na autorytet, który w zachodnich debatach bywa niedoceniany.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy PAP/EPA/CLEMENS BILAN Demonstracja poparcia dla Irańczyków protestujących przeciwko reżimowi. Berlin, 7 lutego 2026 r.
Peter Gauweiler jest niemieckim prawnikiem i byłym politykiem. W latach 2002-2015 zasiadał w Bundestagu z ramienia bawarskiej Unii Chrześcijańsko-Społecznej (CSU).
W Berlinie tysiące ludzi wychodzą na ulice, domagając się zamknięcia wszystkich irańskich ambasad w Europie. Impuls ten jest zrozumiały, nawet jeśli bezowocny. Jednak polityczna kwestia, która za nim stoi, jest inna — i kłopotliwa. Pytanie nie brzmi: “czy to słuszne?”, lecz: “co będzie dalej?” Kto zrywa wszystkie kanały rozmów, czego domagają się demonstranci, odcina nie tylko drugą stronę. Odcina także drogę do przejścia sobie samemu.
- “Mur strachu runął”. Irańczycy nie mają już nic do stracenia. Władze w Teheranie nie kryją, że się boją
Historia uczy nas, że systemy rzadko upadają z powodu moralnej przewagi swoich przeciwników. Upadają wtedy, gdy uda się zorganizować dla nich wyjście — dla elit, dla aparatu bezpieczeństwa, dla religijnych autorytetów. Kto odbiera obecnie rządzącym wszelką możliwość odwrotu, zmusza ich do maksymalnego zaostrzenia kursu w imię ratowania własnej skóry. Całe społeczeństwo zostaje na pokolenia ponownie wciągnięte w wielki konflikt, który może rozstrzygnąć wyłącznie zwycięstwo lub klęska.
Zwodnicza logika konfrontacji
Wspomnienie zamieszek 1967 r. w Berlinie Zachodnim działa tu jak przestroga. Ówczesna międzynarodowa delegitymizacja reżimu szacha była moralnie uzasadniona, miała polityczne konsekwencje — ale otworzyła przestrzeń, w której górę wzięły najbardziej radykalne siły. Dekadę później ta droga nie zakończyła się liberalizacją, lecz islamską rewolucją. Aktorzy byli inni, ale dynamika podobna. Dokładnie tej logiki konfrontacji nie wolno powtórzyć — nawet jeśli role się odwróciły.
Przemiany polityczne kończą się powodzeniem tam, gdzie organizuje się transformację. Klasycznym przykładem jest Hiszpania po epoce gen. Franco. Przejście do demokracji nie dokonało się przez rozliczenia, lecz poprzez kontrolowane otwarcie, za które odpowiadał Juan Carlos I: amnestia, rozmowy, ciągłość instytucjonalna. Wszystko to było moralnie niedoskonałe, politycznie jednak skuteczne. Kraj nie został podzielony na zwycięzców i pokonanych, lecz poprowadzony ku wspólnej przyszłości. Nie chodzi o idealizowanie Hiszpanii. Chodzi o to, że projektowanie transformacji jest osobną sztuką polityczną. Kto ją ignoruje, prowadzi kraj w kolejną ślepą uliczkę.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Krzysztof: "Nie ma łatwych rozwiązań dla Iranu"
Za tym, co demonstranci nazywają ogólnie “reżimem mułłów”, stoi nie tylko aparat władzy. Stoi za nim także szyicka forma religii, z własnym porządkiem autorytetów, własnym językiem odpowiedzialności, winy i ograniczeń. Ta forma wyznacza szczególną drogę do Boga, której miliony ludzi w Iranie wciąż pozostają wierne i którą chcą podążać dalej. Kto uważa, że przejście w Iranie jest możliwe bez jakiejkolwiek współpracy z najwyższymi religijnymi autorytetami tej religii, nie rozumie społecznej rzeczywistości kraju.
Oczywiście rządowi irańskiej Rady Strażników można grozić “ścięciem głowy” — nie tylko militarnie, ale także prawnie, gospodarczo, politycznie. Takie ciosy uderzają w pojedyncze osoby, ale nie zastąpią trwałej transformacji. Bez mostów dla milionów wyznawców dominującej religii Iranu, z europejskich stolic pozostałby jedynie gniewny zgiełk demonstracji, atrakcyjne obrazki, wdzięczne ujęcia, trochę przepychanek, a politycznie: pustka.
- “Chcą wciągnąć prezydenta w ten konflikt”. Donald Trump i irańskie paradoksy. Każdy scenariusz wiąże się z ogromnym ryzykiem
Autorytet, o którym Zachód zbyt często zapomina
W tej sytuacji na pierwszy plan jako kluczowy partner do rozmów wysuwa się postać, która w zachodnich debatach bywa często niedoceniana: wielki ajatollah Ali as-Sistani z An-Nadżafu w sąsiednim Iraku. Nie jest on postacią marginalną, lecz prawdopodobnie najbardziej wpływowym szyickim autorytetem poza Iranem — właśnie dlatego, że nie sprawuje realnej władzy.
Autorytet as-Sistaniego opiera się na samoograniczeniu. Nie rządzi, lecz naucza i przestrzega. Jego interwencje są bardzo rzadkie, a przez to skuteczne. Reprezentuje szyicką tradycję pojmowania religii jako instancji sumienia, a nie substytutu rządu. Polityka powinna być związana z odpowiedzialnością, a nie z sakralizowaną władzą.
Spotkanie ajatollaha Alego as-Sistaniego i papieża Franciszka. An-Nadżaf, 6 marca 2021 r.Abacapress.com / PAP
Jego rola w Iraku po 2003 r. była wzorcowa: nalegał na wybory, konstytucję, porządek państwowy — nie stając się samemu politykiem. Nawet jego fatwa z 2014 r. przeciwko terrorowi Państwa Islamskiego była jasna, lecz wyważona: ochrona kraju, ochrona ludności, żadnej sakralizacji przemocy.
A spotkanie z papieżem Franciszkiem, który odwiedził go pieszo w skromnym domu w An-Nadżafie, miało znaczenie znacznie większe niż symboliczne: było dowodem, że dialog, ochrona mniejszości i koegzystencja mogą być uzasadniane także przez dominujący nurt szyizmu. Kto chce umożliwić przejście w świecie szyickim bez nowych wojen domowych, potrzebuje kontaktu z tego typu autorytetem.
- “Nie zabijemy was. Najpierw was zgwałcimy”. Gdy w Iranie padł internet, ulice zamieniły się w pole egzekucji. Przerażające relacje naocznych świadków
Co zrobi Reza Pahlawi?
Równolegle na emigracji Reza Pahlawi coraz wyraźniej wyłania się jako punkt odniesienia i rozmów. Jego nazwisko budzi skrajne reakcje — właśnie dlatego jest politycznie istotne. Dla jednych symbolizuje narodową ciągłość poza teokracją, dla innych — brzemię przeszłości. Kluczowa jest rola, jaką wybierze.
Jako aktor przejściowy może przekonać tylko wtedy, gdy nie zaproponuje restauracji dawnego porządku, lecz realny, możliwy do pokonania szlak przejścia: referendum, ramy przejściowe, zabezpieczenia instytucjonalne. Jego siłą jest możliwość działania na arenie międzynarodowej, słabością — brak zakorzenienia religijnego. I właśnie tu wszystko się łączy.
Protestujący trzymają zdjęcie Rezy Pahlawiego, syna byłego szacha Iranu. Hamburg, 31 stycznia 2026 r.MARKUS SCHOLZ DPAdpa Picture-Alliance / PAP
Syn szacha zamierza pojawić się na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w hotelu Bayerischer Hof. To z pewnością słuszny i rozsądny krok. Jeśli Reza Pahlawi chce być poważnie postrzegany jako postać przejściowa, powinien jednak niezwłocznie zrobić to, co wcześniej zrobił papież Franciszek: udać się do An-Nadżafu. Nie jako petent czy pretendent do tronu, lecz jako aktor polityczny, który zasięga rady: jak można przeprowadzić demokratyczną transformację? Jak uniknąć błędów, które po 2003 r. doprowadziły Irak do kryzysu i wszechobecności bojówek? To byłby prawdziwy znak przejścia ku wolności.
Nie można pozwolić, by historia znów się powtórzyła
Iran nie potrzebuje kolejnej rewolucji, lecz transformacji, która znów uczyni kraj zdolnym do funkcjonowania. Kto chce przyszłości, ten musi zostawić przeciwnikowi wyjście. Kto burzy wszystkie mosty, zmusza historię do powtórki, tylko tym razem w odwróconych rolach.
- Tekst publikujemy dzięki uprzejmości dziennika “Die Welt”
Dzięki doświadczonemu znawcy świata islamu, Peterowi Schollowi-Latourowi, wiemy, że szyicka kultura dialogu nie musi być ustępstwem na rzecz nowoczesności, lecz tkwi w tradycji tej religii. Od wieków jest ona nie tylko naznaczona żałobą po gwałtownej śmierci Alego, pierwszego imama i zięcia Proroka, lecz także nadzieją na powrót prawowitego następcy. Ta nadzieja jest jej prawdziwym skarbem.
“Z religią jest trudno — miał powiedzieć Albert Einstein — ale bez niej jeszcze trudniej.” Wiedział, jakie możliwości i szanse na pojednanie tkwią w religii. Jeśli tylko zostaną dostrzeżone, potraktowane poważnie i wykorzystane.