01 February, 2026

Jak Amerykanie zgubili bombę atomową na Grenlandii. Nie znaleziono jej do dziś

Armia USA ma na koncie wiele incydentów tzw. złamanej strzały, czyli zgubienia broni masowego rażenia. Jeden z nich miał miejsce na Grenlandii w samym środku zimnej wojny. Prawda o nim była przez lata utrzymywana w ścisłej tajemnicy zarówno przez duńskie, jak i amerykańskie władze. Jedna z bomb, którą zgubił amerykański bombowiec, nie została odnaleziona do dziś.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Jak Amerykanie zgubili bombę atomową na Grenlandii. Nie znaleziono jej do dziś Domena publiczna Bomba B28FI w czasie załadunku na bombowiec B-52

  • Więcej takich artykułów znajdziesz na stronie głównej Onetu
  • Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

Po objęciu władzy przez Donalda Trumpa kwestia amerykańskiego zainteresowania Grenlandią regularnie trafia na czołówki internetowych serwisów. Jest to zatem dobra okazja, aby poznać historię jednej z największych wpadek armii USA, do której doszło właśnie na tej wyspie. Prawda zdarzeniu przez lata była trzymana w tajemnicy i gdy wyszła na jaw, stała się w Danii źródłem politycznego skandalu, który ujawnił z kolei inny kontrowersyjny plan Amerykanów, związany z obecnością broni atomowej na Grenlandii.

Operacja “Chrome Dome”

W 1960 r. amerykańska armia powołała do życia operację “Chrome Dome”, w ramach której w powietrzu zawsze miało przebywać 12 bombowców B-52 US Air Force, przenoszących bomby z głowicą jądrową. Dzięki temu Amerykanie mieliby szansę odpowiedzenia na potencjalny atak atomowy Związku Radzieckiego. Trzeba bowiem pamiętać, że w tamtym czasie międzykontynentalne pociski balistyczne były dopiero wdrażane do służby i Amerykanie oraz Rosjanie nie byli jeszcze gotowi, aby oprzeć na nich doktrynę atomowego odstraszania.

Jak Amerykanie zgubili bombę atomową na Grenlandii. Nie znaleziono jej do dziś B-52 Stratofortresssam-whitfield1 / Shutterstock

W 1961 r. operacja “Chrome Dome”, w ramach której bombowce B-52 regularnie latały w pobliżu granic Związku Radzieckiego, objęła też amerykańską bazę Thule położoną na Grenlandii. Celem tych ściśle tajnych lotów była wzrokowa obserwacja systemu wczesnego ostrzegania Ballistic Missile Early Warning System (BWEMS). Znajdował się on na terenie bazy i stanowił kluczowy element ostrzegania przed ewentualnym atakiem ZSRR. Dzięki obserwacji bazy z powietrza, w przypadku zerwania łączności na linii NORAD — baza Thule, Amerykanie wiedzieliby, czy doszło do niej w wyniku ataku, czy np. jakiejś technicznej usterki.

Loty bombowców nad bazą Thule, utrzymywane w tajemnicy przed opinią publiczną, przez lata przebiegały bez większych incydentów, aż do feralnego dnia 21 stycznia 1968 r., gdy doszło do katastrofy jednej z maszyn.

  • Zobacz także: Rzadko widywana broń pojawiła się na froncie. Rosjanie musieli być całkowicie zaskoczeni

“Złamana strzała”

21 stycznia bombowiec B-52G, z pięcioosobową załogą na pokładzie, wyleciał z bazy sił powietrznych USA pod Nowym Jorkiem i udał się w kierunku bazy Thule, gdzie miał prowadzić wizualną obserwację placówki. Maszyna bez problemu dotarła w rejon bazy, po kilku godzinach wykonała też tankowanie w powietrzu, ale niedługo później zaczęły się jej problemy.

Mimo ogrzewania ustawionego na maksimum, załodze dokuczało dotkliwe zimno, jeden z pilotów otworzył więc zawór odpowietrzający silnika, aby doprowadzić dodatkowe gorące powietrze do systemu ogrzewania kabiny. Systemu, który uległ awarii. W ciągu kilkunastu minut temperatura w kabinie poszybowała w górę, wywołując pożar w dolnym przedziale bombowca, którego nie udało się ugasić.

Jak Amerykanie zgubili bombę atomową na Grenlandii. Nie znaleziono jej do dziś Bomba B28FI w czasie załadunku na bombowiec B-52Domena publiczna

O godz. 15.22 lokalnego czasu piloci zgłosili potrzebę awaryjnego lądowania, ale już kilka minut później stało się jasne, że nie będzie ono możliwe. Kabina była pełna dymu, uniemożliwiając obserwację instrumentów pokładowych. W dolnym przedziale kabiny dalej szalał pożar. Kapitan John Haug, dowódca lotu, podjął więc decyzję o ewakuacji bombowca. Czterem członkom załogi udało się pomyślnie katapultować. Piąta osoba, pilot Leonard Svitenko, próbował wyskoczyć z samolotu przez jeden z dolnych włazów maszyny, lecz doznał śmiertelnych obrażeń głowy.

Pozbawiony kontroli bombowiec rozbił się ok. 12 km na zachód od bazy Thule. Uderzenie w ziemię wywołało eksplozję konwencjonalnych ładunków wybuchowych, będących częścią czterech bomb termojądrowych B28FI, każda o sile jednej megatony. Rozrzucony po okolicy materiał radioaktywny zawierał m.in. uran i pluton. Incydent natychmiast otrzymał kryptonim “Złamanej strzały”, co oznacza wypadek z udziałem broni atomowej, który nie grozi rozpoczęciem wojny.

Wielkie sprzątanie, wielka tajemnica

Zaraz po katastrofie bombowca ruszyło wielkie sprzątanie rejonu, po którym rozniósł się radioaktywny materiał. Jako że Duńczycy nie chcieli, aby napromieniowany śnieg był pozostawiony na Grenlandii, postanowiono, że zostanie on przewieziony do USA. Główna część sprzątania musiała też zakończyć się przed wiosennymi roztopami, w innym przypadku istniało niebezpieczeństwo skażenia lokalnych wód i terenów, na których żyli Innuici.

  • Zobacz także: Operacja Azoran, czyli jak Amerykanie ukradli okręt podwodny Rosji

Aby usprawnić całą procedurę, w pobliżu miejsca wypadku powstał obóz, który stanowił bazę wypadową dla osób uczestniczących w całej operacji. Warunki pracy były ekstremalne. Usuwanie radioaktywnego materiału, przechowywanego w wielkich metalowych kontenerach, przebiegało przy średniej temperaturze minus 40 st. C, a na dodatek odbywało się w całkowitej ciemności. Dopiero 14 lutego na niebie zaczęły pojawiać się pierwsze promienie słoneczne.

Crested Ice

Ostatecznie sprzątanie miejsca katastrofy skończyło się 13 września 1968 r. W tym czasie ponad 550 osób z USA i Danii zebrało ponad 200 m sześc. skażonego terenu. Najpilniej strzeżoną tajemnicą całej operacji było oczywiście zbieranie i usuwanie fragmentów czterech bomb przenoszonych przez rozbity bombowiec, a szczególnie jednego z elementów. Amerykanie nie mogli go znaleźć.

Chodziło o rdzeń uranu, który służył do przeprowadzenia fuzji jądrowej, stanowiąc niejako “święcę zapłonową” bomby. Amerykanie podejrzewali, że ta niewielka część, przypominająca wyglądem policyjną pałkę, zatonęła w pobliskiej zatoce, ruszyli więc z tajną operacją pod przykrywką poszukiwań materiałów radioaktywnych. Ostatecznie misja nie zakończyła się powodzeniem i, z tego, co wiemy, rdzenia nigdy nie udało się odnaleźć.

Część odtajnionych po latach dokumentów wskazuje też, że Amerykanom udało się odzyskać jedynie elementy trzech bomb przenoszonych przez bombowiec B-52. O odzyskaniu czwartej bomby nic obecnie nie wiadomo. Trzeba jednak dodać, że spora część dokumentów powiązanych z katastrofą w pobliżu bazy Thule jest cały czas utajniona, zarówno po stronie Amerykanów, jak i Duńczyków.

Thulegate

Co ciekawe, amerykańskie i duńskie władze nie trzymały samej katastrofy w tajemnicy i szybko ujawniły ją opinii publicznej. Zatajono jednak fakt, że była ona konsekwencją regularnych lotów “atomowych” bombowców B-52 nad Grenlandią. Oficjalna wersja opierała się na twierdzeniu, że amerykańska maszyna pojawiła się nad Grenlandią tylko dlatego, że próbowała dotrzeć do bazy Thule i przeprowadzić tam awaryjne lądowanie. W połowie lat 90., po odtajnieniu części dokumentów, prawda wyszła jednak na jaw, wywołując polityczny skandal w Danii.

Jak Amerykanie zgubili bombę atomową na Grenlandii. Nie znaleziono jej do dziś Baza kosmiczna Pituffik (dawniej baza lotnicza Thule) na Grenlandii, 4 października 2023 r.THOMAS TRAASDAHL / PAP

W wyniku przeprowadzonego dochodzenia, zleconego przez duński parlament, ustalono, że nad Grenlandią odbywały się regularne loty amerykańskich bombowców z bronią masowego rażenia oraz że Amerykanie przechowywali swój nuklearny arsenał na Grenlandii aż do 1965 r. Było to złamanie uchwały duńskiego rządu z 1957 r., w ramach której Dania zobowiązała się do nieprzechowywania broni atomowej na swoim terytorium w czasie pokoju.

“Thulegate” ujawniła też inną tajną inicjatywę Amerykanów, o nazwie “Projekt Iceworm”, w ramach której Pentagon chciał umieścić na Grenlandii do 600 pocisków balistycznych wycelowanych w Związek Radziecki.

Katastrofa z 1968 r. zakończyła też program “Chromowej kopuły”, w trakcie którego doszło zresztą do kilku incydentów “złamanej strzały”. Wypadek na Grenlandii niejako przelał więc czarę goryczy, dobitnie pokazując dowództwu amerykańskiej armii, że idea operacji “Chrome Dome” jest już zwyczajnie przestarzała i niewarta politycznego ryzyka.

Podobne artykuły