“Dronofobia”, czyli twarzą twarz z traumami rannych żołnierzy. “Nagle wpadł w panikę”. Reportaż z ukraińskiego lazaretu
Lekarze w punktach stabilizacyjnych blisko linii frontu codziennie są świadkami niewyobrażalnego cierpienia. Kiedyś zajmowali się głównie ranami postrzałowymi, dziś coraz częściej ratują żołnierzy ciężko okaleczonych przez wybuchy dronów. A te zostawiają ślad nie tylko na ciele. Niektórym z rannych dźwięk sprzętu medycznego przypomina brzęczenie latających urządzeń. A Rosjanie, choć ponoszą rekordowe straty, powoli posuwają się naprzód. Wykorzystują miny kasetowe, a obrażenia pacjentów na froncie wskazują nawet na użycie broni chemicznej.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Viktor Lysenko / Die Welt Nocna operacja w tzw. punkcie stabilizacyjnym w obwodzie charkowskim
Noc w jednym z lazaretów we wschodniej Ukrainie dopiero się zaczyna. Ratownicy szybko wnoszą na noszach ciężko rannego żołnierza. Twarz i ręka — poparzone. Obie golenie — złamane. Czaszka — pęknięta. Dodatkowo rany szarpane i tłuczone na ramionach, klatce piersiowej i brzuchu.
- “Trumny i portfele decydują”. Bada sondaże w Rosji. Zdradza, co mieszkańcy myślą o wojnie po czterech latach jej trwania
Po prześwietleniu sanitariusze prowadzą nagiego mężczyznę przez podziemny labirynt drewnianych korytarzy, zanim skręcą do jednej z sal operacyjnych. — Bracie, wytrzymaj jeszcze chwilę, tylko chwilę — woła lekarz. Podają pacjentowi ketaminę, znaną z berlińskich klubów jako narkotyk imprezowy, by złagodzić piekielny ból.
Ciężko ranny żołnierz jest jednym z 11, którzy tej nocy trafiają do tzw. punktu stabilizacyjnego. Tutaj, niespełna 20 km od frontu w obwodzie charkowskim, przechodzą ratujące życie zabiegi, zanim zostaną przewiezieni do szpitali w głębi kraju. Na terenach frontowych armia ukraińska prowadzi dziesiątki tego typu placówek, jednak często są one bardzo ubogo wyposażone.
— Najczęściej ranni trafiają tu tylko nocą, bo ewakuacja za dnia jest praktycznie niemożliwa. Drogi dojazdowe są pod stałym nadzorem wroga z użyciem dronów — mówi anestezjolog Wiktor.
Wiktor, anestezjolog w punkcie stabilizacyjnymViktor Lysenko / Die Welt
Ataki dronów są zdecydowanie największym zagrożeniem. — Prawdopodobnie 90 proc. wszystkich obrażeń to rany odłamkowe — tłumaczy pielęgniarz Lukas.
Wiktor, ukraiński anestezjolog, opowiada o żołnierzach z ciężką traumą wojenną, którym dźwięk sprzętu medycznego przypomina brzęczenie zbliżających się dronów.
Rany postrzałowe, które w pierwszych latach wojny były codziennością, dziś są rzadkością. — Za to coraz częściej pojawiają się miny Łepestok [kasetowe miny przeciwpiechotne], które Rosjanie zrzucają na pozycje z dużej odległości — mówi lekarz. Te miny często zabijają żołnierzy, którzy na nie nadepną.
- “Zdruzgotani i rozczarowani”. Rosjanie z Biełgorodu mają dość wojny Putina. “Zawsze żyliśmy w zgodzie z Ukraińcami. To dobrzy ludzie”
“Coraz więcej wskazuje na to, że wiosną sytuacja jeszcze się pogorszy”
Niemal cztery lata po rozpoczęciu rosyjskiej agresji na całą Ukrainę, straty po obu stronach sięgają już niemal 2 mln, jak wynika z najnowszej analizy ekspertów Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS). Chodzi zarówno o zabitych, jak i rannych. Na Rosję przypada ok. dwóch trzecich tych strat, w tym 325 tys. zabitych. CSIS podkreśla, że żadne mocarstwo od czasów II wojny światowej nie poniosło tak ogromnych strat. Dla porównania: w wojnie wietnamskiej zginęło ok. 50 tysięcy amerykańskich żołnierzy.
To, jak bardzo wojna na wyniszczenie odbija się na obu armiach i jak rysują się ich dalsze perspektywy, ma dziś kluczowe znaczenie dla rozmów o ewentualnym porozumieniu pokojowym. Według austriackiego pułkownika Markusa Reisnera, historyka wojskowości, siły ukraińskie wciąż spowalniają rosyjskie postępy, ale nie są w stanie ich powstrzymać. — Kluczowe pytanie brzmi nie: jak długo wytrzyma Rosja, ale jak długo wytrzyma Ukraina. Coraz więcej wskazuje na to, że wiosną sytuacja Kijowa jeszcze się pogorszy — uważa ekspert.
Również ekspert wojskowy Gustav Gressel dochodzi do wniosku, że z ukraińskiej perspektywy wojna na wyczerpanie rozwija się w niekorzystnym kierunku. — Stosunek strat osobowych to szacunkowo 2,5:1 do 3:1 na korzyść Ukrainy; aby osiągnąć trwałe strategiczne wyniszczenie przeciwnika, potrzebny byłby jednak stosunek przynajmniej 4:1.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Kijów bez prądu. Ukraiński dziennikarz: "To już nie jest szkoła, tylko punkt niezłomności".mp4
— Rosjanie interpretują sytuację militarną jako stan, w którym to oni odnoszą zwycięstwo — mówi Pekka Turunen, szef fińskiego wywiadu wojskowego. Jego zdaniem w najbliższych miesiącach raczej nie dojdzie do większych przełamań na froncie. Rosja będzie posuwać się naprzód powoli, ponosząc przy tym wysokie straty.
Płk. Reisner ostrzega jednak, żeby nie oceniać relatywnie wolnych postępów rosyjskiej armii wyłącznie z zachodniej perspektywy. — Sposób prowadzenia wojny przez Rosję wynika z historycznej logiki: w II wojnie światowej Armia Czerwona straciła ok. 9 mln żołnierzy, ale była wielokrotnie odbudowywana.
Także w dyplomacji przełom wydaje się daleki. Pod koniec stycznia w Abu Zabi spotkali się przedstawiciele władz ukraińskich, rosyjskich i amerykańskich. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump poinformował w czwartek wieczorem, że na jego prośbę Władimir Putin zgodził się nie ostrzeliwać Kijowa i kilku innych miast przez tydzień.
- Poważna awaria w Ukrainie i Mołdawii. To może być część większego planu Putina. “Modlę się do Boga”
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wyraził jednak wątpliwości, czy Rosjanie rzeczywiście zaprzestaną ataków na miasta i infrastrukturę energetyczną. Od miesięcy rosyjska armia prowadzi zmasowane, celowe uderzenia w infrastrukturę krytyczną, próbując doprowadzić Ukrainę do całkowitej awarii zasilania. Dzieje się to w okresie, gdy w Ukrainie prognozowane są temperatury dochodzące do minus 20 stopni.
“Moja praca nie jest już znacznie bezpieczniejsza od tej, którą wykonują chłopaki na samym froncie”
Dochodzi prawie północ w punkcie stabilizacyjnym, gdy ratownik Anton siedzi skulony na ławce w poczekalni. Nerwowo spogląda co chwilę na telefon. — Na naszej pozycji są ranni. Nasi operatorzy dronów zostali ranni — mówi. Czeka jednak jeszcze na rozkaz, by ruszyć i odebrać ich z ustalonego miejsca.
Tak to często wygląda, bo drogi dojazdowe są nieustannie obserwowane. W wielu przypadkach ranni żołnierze przez kilka dni nie mogą zostać ewakuowani. Dla niektórych kończy się to tragicznie. — Moja praca nie jest już znacznie bezpieczniejsza od tej, którą wykonują chłopaki na samym froncie — tłumaczy Anton. Podczas każdego wyjazdu może się zdarzyć, że w jego samochód uderzy dron-kamikadze.
"Olimp", ukraiński żołnierzViktor Lysenko / Die Welt
Jednym z ewakuowanych żołnierzy jest 25-latek o pseudonimie “Olimp”. Właśnie dotarł do punktu stabilizacyjnego, ma tylko lekkie obrażenia — wstrząśnienie mózgu. “Olimp” sam wydaje się zaskoczony, że nie stało mu się nic poważniejszego. — Byłem akurat na drzewie, instalowałem antenę, gdy dron wybuchł 5 m ode mnie — mówi. Przyznaje, że miał dużo szczęścia, ale takich ataków nie da się uniknąć. — Na froncie są ogromne, otwarte przestrzenie, gdzie nie ma się gdzie schować. Dla kamer dronów ludzie są doskonale widoczni.
To okazało się zgubne także w drodze powrotnej. Razem z kolegą Artemem pokonali 7 km do miejsca ewakuacji. Po drodze kolejny dron-kamikadze trafił w jego towarzysza. Teraz Artem leży w jednym z dalszych sal operacyjnych. Na piersi ma wytatuowany trójząb w barwach Ukrainy. A na prawej ręce — opatrzony kikut tam, gdzie lekarze musieli amputować dłoń.
“To był tylko monitor mierzący ciśnienie”
Anestezjolog Wiktor opowiada o wielu pacjentach, którzy trafiają do nich “kompletnie wyczerpani”. Chcą środków przeciwbólowych, jedzenia i snu. Część z nich została ciężko straumatyzowana przez koszmar współczesnej wojny dronowej. — Miałem kiedyś rannego, który nagle wpadł w panikę i zawołał: “Dron!”. Był przekonany, że hałas w sali to jedno z tych zdalnie sterowanych urządzeń. A to był tylko monitor mierzący ciśnienie — wspomina lekarz. Ukraińscy lekarze, którzy regularnie leczą weteranów, nazywają to zjawisko “dronofobią” — lękiem przed dronami.
- Tekst publikujemy dzięki uprzejmości serwisu “Die Welt”
Jedno coraz bardziej niepokoi zespół lekarski: coraz częściej trafiają tu żołnierze, będący ofiarami rosyjskich ataków chemicznych. — Od znanych gazów po nieznane substancje. Leczymy pacjentów z poparzeniami górnych dróg oddechowych. Niektórzy są silnie pobudzeni lub zdezorientowani — mówi pielęgniarz operacyjny Łukasz.
Anestezjolog Wiktor mówi o zatruciach nieznanymi substancjami i uszkodzeniach płuc u ukraińskich żołnierzy. To potwierdza ustalenia europejskich służb wywiadowczych, według których rosyjska armia coraz częściej używa broni chemicznej na froncie. Oprócz gazu łzawiącego Rosjanie mają powszechnie stosować także bojowy środek chemiczny o nazwie chloropikryna, jak podały latem ubiegłego roku niemiecki wywiad BND oraz holenderski MIVD.
Jest głęboka noc, gdy ratownicy wywożą jednego z ciężko rannych z punktu stabilizacyjnego. Artem, któremu amputowano dłoń, jest już stabilnym stanie. Może zostać przewieziony do szpitala w głębi kraju. Droga przez strefę frontową wiedzie kilka kilometrów pod siecią maskującą, która ma chronić przed rosyjskimi dronami-kamikadze. Mogą zaatakować w każdej chwili.