29 January, 2026

Coś tu się nie zgadza. Sankcje obowiązują, a LNG z Rosji płynie dalej. Wyjaśnienie jest mniej oczywiste, niż się wydaje [ANALIZA]

Coś tu się nie zgadza. Sankcje obowiązują, a LNG z Rosji płynie dalej. Wyjaśnienie jest mniej oczywiste, niż się wydaje [ANALIZA]

Europa wciąż kupuje rosyjski gaz. Statki z LNG zawijają do portów, liczby krążą w raportach, a oskarżenia o hipokryzję wracają jak bumerang. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda jak oczywiste zaprzeczenie sankcji i politycznych deklaracji. Tyle że w tej historii nie wszystko jest takie, jak się wydaje. Kluczowe decyzje zapadają nie na nagłówkach, lecz w paragrafach, terminach i technicznych detalach. A tam — jak to często bywa — diabeł tkwi w szczegółach.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Coś tu się nie zgadza. Sankcje obowiązują, a LNG z Rosji płynie dalej. Wyjaśnienie jest mniej oczywiste, niż się wydaje [ANALIZA] DOGUKAN KESKINKILIC / ANADOLU AGENCY / ANADOLU AGENCY VIA AFP, lyash01 / AFP Prezydent Rosji Władimir Putin. W tle cysterny z płynnym gazem (zdj. poglądowe)

Import rosyjskiego skroplonego gazu ziemnego (LNG) do Unii Europejskiej nadal jest ostro krytykowany, jednak nie stoi w sprzeczności z obowiązującym reżimem sankcyjnym. Do 2027 r. takie dostawy są dozwolone, a strategia sankcyjna UE nie polega na symbolicznym zakazywaniu wszystkiego od razu, lecz na stopniowym i prawnie trwałym eliminowaniu rosyjskiego gazu z rynku europejskiego.

Przez niemal cztery lata pełnoskalowej wojny w Ukrainie polityka sankcyjna UE wobec Rosji była wielokrotnie przedmiotem ostrej krytyki ze strony ekspertów, aktywistów i polityków. Oceniając sankcje głównie przez pryzmat ich rzekomej niezdolności do zakończenia wojny, krytycy często dochodzą do wniosku o ich nieskuteczności, a niekiedy wręcz zarzucają władzom europejskim hipokryzję, wskazując na trwającą wymianę handlową między UE a Rosją — rzekomo mimo własnych ograniczeń.

Najczęściej taka krytyka skupia się na “ogromnych wolumenach” rosyjskiego LNG importowanego przez Unię Europejską. Ten argument pojawia się na przykład w niedawnej analizie autorstwa Władimira Sliwiaka, współprzewodniczącego grupy ekologicznej “Ekozaszczita”.

Jako kluczowy przykład wskazuje on dostawy z projektu Jamal LNG, a poszczególne kraje UE są praktycznie oskarżane, że “zarabiają” na rosyjskim gazie w czasie wojny.

Dane są prawdziwe, wnioski — niekoniecznie

  • Tekst publikujemy dzięki uprzejmości The Moscow Times

Na wstępie warto podkreślić, że te zarzuty opierają się na rzeczywistych, weryfikowalnych danych — przede wszystkim statystykach Kpler — i w tym sensie są wiarygodne. Problem nie tkwi więc w liczbach samych w sobie, ale w ich interpretacji. Fakt, że dostawy trwają, bywa przedstawiany jako polityczny zarzut, który jednak nie znajduje potwierdzenia ani w prawie sankcyjnym, ani w logice funkcjonowania instytucji UE.

Żeby zrozumieć, dlaczego takie oskarżenia są błędne, trzeba wyjść poza emocjonalną retorykę i moralne oceny, i uważnie przyjrzeć się szczegółom. To właśnie one — jak to często bywa w polityce sankcyjnej — skrywają diabła w szczegółach.

Głównym błędem krytyków jest to, że utożsamiają kontynuację importu LNG z Rosji z naruszeniem reżimu sankcyjnego. To nieprawda.

Co dokładnie objęły sankcje

Przed przyjęciem 19. pakietu sankcji w październiku 2025 r. import LNG z Rosji nie był zakazany. Europejskie ograniczenia stopniowo obejmowały inne elementy łańcucha: nowe inwestycje w rosyjskie projekty LNG, dostawy sprzętu i technologii, a także przeładunek i tranzyt przez terminale UE niezintegrowane z systemem przesyłowym. Umowy na dostawy LNG podpisane przed 2022 r. formalnie nie podlegały bezpośredniemu zakazowi.

Coś tu się nie zgadza. Sankcje obowiązują, a LNG z Rosji płynie dalej. Wyjaśnienie jest mniej oczywiste, niż się wydaje [ANALIZA] Tankowiec służący do transportu skroplonego gazu LNG (zdj. poglądowe)Mikael Holter/Bloomberg via Getty Images / Getty Images

Co więcej, nawet 19. pakiet sankcji nie wprowadza zakazu natychmiastowo, lecz dopiero od 1 stycznia 2027 r. To nie jest luka prawna ani hipokryzja, ale świadomy wybór polityczny UE, który ma na celu stopniowe i prawnie solidne rozbudowywanie architektury sankcyjnej wobec rosyjskich surowców energetycznych — podejście uwzględniające realia gospodarcze i bezpieczeństwo dostaw.

  • Tajny plan Brukseli. To może być cios, który sparaliżuje wojenną machinę Putina

Po lutym 2022 r. UE w krótkim czasie mocno ograniczyła import gazu rurociągowego z Rosji — ze 157 mld m sześc. w 2021 r. do 54 mld m sześc. w 2024 r. i 18 mld m sześć. w 2025 r., co stanowi najniższy poziom od kilkudziesięciu lat.

I to właśnie LNG stał się kluczowym elementem stabilizacji europejskiego bilansu gazowego, zapobieżenia niedoborom energii i gwałtownym wzrostom cen. Import LNG (nie tylko z Rosji) do UE wzrósł z 56 mln ton w 2021 r. do 81 mln ton w 2024 r. i 105 mln ton w 2025 r. — a jego udział w całkowitym imporcie gazu wzrósł z 20 proc. do 37 proc.

Główny wzrost pochodził ze Stanów Zjednoczonych, podczas gdy dostawy z Rosji rosły znacznie skromniej — z 14,1 mln ton w 2021 r. do 17,8 mln ton w 2024 r., a w 2025 r. spadły do ok. 15 mln ton.

Logika sankcji UE od samego początku była skierowana na najbardziej dochodowe segmenty rosyjskiego eksportu energetycznego — ropę, paliwa naftowe i gaz rurociągowy, które w 2021 r. przyniosły Rosji ok. 237 mld dol. (ok. 835 mld zł), w porównaniu do zaledwie ok. 7 mld dol. (ok. 25 mln zł) z eksportu LNG .

  • Wielka Brytania nadal “wystawia czeki dla Kremla”. Wszystko za sprawą luki w sankcjach. “Każdy miesiąc zwłoki to kolejne miliony dla Putina”

Ponadto arktyczne projekty LNG korzystają z szerokich ulg podatkowych — zwolnień z ceł eksportowych i podatków oraz obniżonej stawki podatku dochodowego — co ogranicza ich bezpośredni wpływ na rosyjski budżet. W tym kontekście LNG nie był priorytetowym celem sankcji UE, a zakupy LNG od Jamal LNG nie były uważane za znaczące źródło finansowania wojny.

Coś tu się nie zgadza. Sankcje obowiązują, a LNG z Rosji płynie dalej. Wyjaśnienie jest mniej oczywiste, niż się wydaje [ANALIZA] Zakład Jamal LNG w miejscowości Sabetta w autonomicznym okręgu Jamalsko-Nienieckim, w arktycznej Rosji, 9 grudnia 2018 r.AA/ABACA / PAP

Czas działa na niekorzyść Rosji

Jeżeli przyjmiemy, że sankcje od początku miały działać jako mechanizm stopniowego ograniczania dochodów Rosji z eksportu węglowodorów — bazy finansowej prowadzenia wojny — kontynuacja zakupów LNG do 1 stycznia 2027 r. nie jest objawem słabości czy podwójnych standardów, lecz pragmatycznym kompromisem. Ma to na celu wykorzystanie ograniczonego czasu i minimalizację ryzyka przerw w dostawach i skoków cen.

Prawda jest taka, że w 2025 r. ok. połowy rosyjskiego eksportu LNG trafiło do państw UE — przede wszystkim do Francji, Belgii i Hiszpanii. Jednak twierdzenia, że UE “ciągle importuje ogromne ilości rosyjskiego gazu bez oznak spowolnienia”, są przesadzone.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Witold Jurasz: sankcje powoli dobijają Rosję

Według danych Centre for Research on Energy and Clean Air (CREA) w 2025 r. import rosyjskiego LNG do UE spadł o ok. 2,9 mld m sześc. (–13 proc.) w porównaniu z rokiem poprzednim — i ta negatywna tendencja się nasila. Tymczasem ogólny import LNG do UE wzrastał: w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. o 27 proc., a we wrześniu aż o połowę więcej niż rok wcześniej.

Oceny skuteczności sankcji w obszarze LNG nie należy opierać na liczbie tankowców wchodzących dzisiaj do portów we Francji czy Belgii, lecz na strukturze ograniczeń, które będą działały w przyszłości.

Rosja niewątpliwie będzie próbowała przekierować eksport LNG z projektu Jamal po utracie europejskiego rynku od końca 2026 r. Jednak te wysiłki od początku będą ograniczone i w średnim terminie skazane na niepowodzenie z powodów infrastrukturalnych i technologicznych.

  • “Dyskretna” współpraca Rosji i Chin. Pekin uchylił bramę, przez którą Kreml prześlizguje swoją najskuteczniejszą ekonomiczną broń

Logistyka rosyjskich arktycznych projektów LNG historycznie opiera się na trasach przez Morze Barentsa do terminali w Europie Północno-Zachodniej. Możliwość przekierowania dostaw do Azji jest ograniczona sezonowo (przez Północną Drogę Morską) i wymaga specjalnych gazowców klasy lodowej Arc7. Rosja ma ich wyraźnie za mało, a sankcje wobec przemysłu stoczniowego i technologii uniemożliwiły budowę nowych w odpowiedniej liczbie.

Tu nie działa “szara strefa”

Próby omijania ograniczeń, w tym poszukiwanie alternatywnych tras czy tworzenie własnej “floty cieni” LNG, będą się wiązały z wyższymi kosztami logistycznymi, dodatkowymi rabatami i utratą konkurencyjności.

A strukturalne cechy rynku — dominacja kontraktów długoterminowych i wysoka przejrzystość transakcji — mocno ograniczają takie działania.

W przeciwieństwie do rynku ropy, gdzie nieformalne kanały potrafią ukryć nawet połowę dostaw, obejście sankcji na rynku LNG będzie fragmentaryczne i nie zmieni ogólnej sytuacji.

Władze rosyjskie już przyznały, że plan osiągnięcia produkcji 100 mln ton LNG rocznie do 2030 r. jest nierealny i został opóźniony o kilka lat. Po wejściu zakazu w życie straty Rosji będą jeszcze bardziej odczuwalne, a sankcyjny efekt — trwały i wymierny.

W tym kontekście UE działa ściśle w ramach przyjętych sankcji — konsekwentnie, prawnie uzasadnionym sposobem i z myślą o długoterminowych efektach, choć może to rozczarowywać zwolenników natychmiastowych i symbolicznych rozwiązań.

Podobne artykuły