02 February, 2026

“Chcą wciągnąć prezydenta w ten konflikt”. Donald Trump i irańskie paradoksy. Każdy scenariusz wiąże się z ogromnym ryzykiem

W styczniu przez Iran przetoczyła się fala protestów. Reżim w Teheranie trzęsie się w posadach i brutalnie rozprawia się z demonstrantami. Czy Donald Trump wyda rozkaz do ataku? A może tylko blefuje? Z informacyjnego chaosu powoli wyłania się skomplikowany obraz sytuacji w Iranie. Na Bliskim Wschodzie nie ma prostych rozwiązań.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy "Chcą wciągnąć prezydenta w ten konflikt". Donald Trump i irańskie paradoksy. Każdy scenariusz wiąże się z ogromnym ryzykiem PAP/EPA/ABEDIN TAHERKENAREH Antyamerykański billboard w Teheranie, 31 stycznia 2026 r.

Podczas gdy świat dyskutuje o zastrzeleniu obywatela USA przez tamtejszą agencję imigracyjną ICE w Minnesocie, do opinii publicznej powoli zaczyna docierać, że islamscy przywódcy Iranu dokonali masakry podczas tłumienia ruchu wolnościowego. Według dotychczasowych, niepotwierdzonych szacunków, w zaledwie dwa dni — po wyłączeniu internetu 8 stycznia — zamordowano ponad 30 tys. protestujących. Niektóre źródła podają jeszcze wyższe liczby ofiar.

Rozkaz miał pochodzić bezpośrednio od najwyższego przywódcy, Alego Chameneiego, a za głównego architekta masakry uważa się Alego Laridżaniego, sekretarza Rady Bezpieczeństwa. Jego córka mieszka bez przeszkód w Stanach Zjednoczonych, gdzie pracowała jako adiunktka na jednym z uniwersytetów. Dopiero w zeszłym tygodniu uczelnia rozwiązała z nią umowę. Tymczasem amerykański sekretarz stanu Marco Rubio zapowiedział, że dzieci irańskich przedstawicieli reżimu, których wyjątkowo wielu przebywa w USA, utracą wizy wjazdowe.

  • Donald Trump ma oko na Iran. Arabscy sojusznicy boją się czarnego scenariusza. “Nie ma wątpliwości co do możliwości wojskowych USA”

Wydarzenia z 8 i 9 stycznia w Iranie były prawdopodobnie najkrwawszym tłumieniem protestów w czasach powojennych. Porównania do innych historycznych zbrodni ukazują skalę tragedii. Podczas nocy św. Bartłomieja, pogromu francuskich protestantów w 1572 r. w Paryżu, zginęło ok. 3000 osób. W Srebrenicy w 1995 r. zamordowano ok. 8000 bośniackich mężczyzn. W dwuletniej wojnie w Strefie Gazy, według danych izraelskich, zginęło 71 tys. osób. Brytyjski “Telegraph” już zestawia masakrę dokonaną przez ajatollahów z Babim Jarem, gdzie naziści w 1941 r. w ciągu zaledwie dwóch dni zamordowali u bram Kijowa 33 771 Żydów.

To, co dzieje się w Iranie, nie mieści się w żadnym schemacie zachodnich światopoglądów. Dziesięciolecia niewoli pod rządami szyickich duchownych i ich siepaczy, państwowa indoktrynacja przeciwko Izraelowi i USA, ucisk kobiet i korupcja napędzana ropą sprawiły, że irańska opozycja występuje dziś przeciwko religijnej tyranii, domagając się otwarcia kraju na świat i zaprzestania wspierania terrorystycznych bojówek w państwach sąsiednich przez ajatollahów.

W trakcie protestów podpalano meczety — co jest ewenementem w krajach islamskich. Na demonstracjach irańskiej diaspory pojawiają się czasem izraelskie flagi, bo wielu nie zapomniało, że Benjamin Netanjahu jest jedynym urzędującym przywódcą na świecie, który od lat apeluje o zmianę reżimu w Teheranie. W przemówieniach regularnie zwraca się do Irańczyków po persku.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Krzysztof: "Nie ma łatwych rozwiązań dla Iranu"

Kryzys bezlitośnie obnaża strategiczną bezsilność Europy w regionie. Nigdzie nie odnotowano przypadków, by irańscy powstańcy zwracali się na ulicach o pomoc do Ursuli von der Leyen czy Emmanuela Macrona. Wpisanie Strażników Rewolucji na listę organizacji terrorystycznych przez UE to istotny przełom, ale mógł nastąpić znacznie wcześniej. Sekretarz generalny ONZ, Antonio Guterres, stał się symbolem zbyt długo prowadzonej polityki ustępstw wobec irańskiej dyktatury.

Wszystko to tłumaczy, dlaczego niektórzy ludzie Zachodu, którzy chętnie biorą udział w demonstracjach poparcia dla Palestyny czy Kurdystanu, mają pewien problem z wyrażeniem solidarności z Irańczykami. Zdezorientowane są także media międzynarodowe, z których wiele dopiero zaczyna rozumieć doniosłość tych wydarzeń. W Wielkiej Brytanii pojawiła się krytyka pod adresem publicznej BBC za bardzo ostrożne relacjonowanie sytuacji. Wyraźnie ciszej zachowują się również lewicowe środowiska, które zwykle solidaryzują się z Gazą lub Kurdystanem.

Tymczasem wśród aktywnych zwolenników ruchu wolnościowego na forach i w mediach społecznościowych przewijają się indywidualiści, tacy jak założyciel Monty Pythona John Cleese, miliarder Richard Branson czy odtwórca roli Jasia Fasoli, Rowan Atkinson.

  • Brutalna taktyka reżimu w Iranie. Sześć sposobów, by stłumić bunt

Co zrobią USA? Cały świat czeka na decyzję Trumpa

To, co szczególnie komplikuje sytuację, to rola Donalda Trumpa. Zarówno w samym kraju, jak i wśród licznej irańskiej diaspory wielu pokłada nadzieje w prezydencie USA. Podczas gdy Trump w kraju mierzy się z krytyką za działania swoich agentów ICE, świat analizuje ujawnione akta Epsteina, a obawy o kondycję amerykańskiej demokracji rosną, dla wielu Irańczyków na emigracji i części opozycji republikanin pozostaje symbolem nadziei. Nie brakuje głosów otwarcie domagających się amerykańskiego uderzenia militarnego. Po doświadczeniach z Wietnamu, Iraku i interwencjach w Ameryce Łacińskiej jest to kolejna komplikacja.

Naród, który pragnie wojny? To także nie mieści się w schemacie pacyfistycznego antykolonializmu, który dominuje w niektórych środowiskach regularnie skandujących w weekendy hasła “Wolna Palestyna” czy “Od rzeki do morza”.

Trump sam postawił się w tej roli: na początku protestów zachęcał młodych ludzi na ulicach Teheranu i innych miast do dalszej walki i obiecywał, że nadejdzie pomoc. Jak dotąd wsparcie nie nadeszło. Czy to on przejdzie do historii jako ten, który zdradził irańską młodzież w jej walce z islamskim uciskiem?

"Chcą wciągnąć prezydenta w ten konflikt". Donald Trump i irańskie paradoksy. Każdy scenariusz wiąże się z ogromnym ryzykiem Donald Trump, prezydent Stanów Zjednoczonych, w Gabinecie Owalnym. Waszyngton, 30 stycznia 2026 r.PAP/EPA/FRANCIS CHUNG / POOL

Otoczenie Trumpa zaprzecza takim oskarżeniom — i faktycznie, każdego dnia rośnie arsenał wojskowy USA rozmieszczony w rejonie Zatoki Perskiej. Potężna siła militarna Stanów Zjednoczonych czeka z palcem na spuście u wybrzeży Iranu. Coraz częściej pojawiają się doniesienia o funkcjonariuszach aparatu teokratycznego, którzy transferują majątki za granicę.

Szyiccy oprawcy znaleźli się w taktycznym potrzasku — nie mogą przystać na żądania Trumpa, by zaprzestali wspierania swoich sojuszników w regionie i zakończyli program rakietowy. Wojna z kolei mogłaby zagrozić istnieniu reżimu. Ajatollahowie zostali zmuszeni do eskalacji.

Za kulisami panuje gorączkowy ruch, lecz na zewnątrz — upiorna cisza. Czy to cisza przed burzą, czy tylko gra w cykora, która zakończy się dziwnym “dealem” z dyktaturą? Dla Trumpa, który w kraju jest pod ostrzałem, utrata twarzy na Bliskim Wschodzie nie wchodzi w grę. Jeśli nie nastąpi uderzenie militarne, reżim morderców zatriumfuje. Jeśli atak nastąpi, ale nie wyrządzi ajatollahom większych szkód, rezultat będzie ten sam. Trump swoją taktyką doprowadził się do sytuacji, w której musi odnieść sukces.

  • Ultimatum dla Iranu. Kulisy spotkań za zamkniętymi drzwiami. Trump rozważa trzy scenariusze

Szef irańskiej dyplomacji: w zamian oczekujemy zniesienia sankcji

Ajatollah Ali Chamenei zapowiada wybuch regionalnego konfliktu w przypadku ataku USA na Iran. — Naród irański zada bolesny cios każdemu, kto zaatakuje lub wyrządzi szkodę — powiedział w rozmowie z państwową agencją informacyjną Tasnim. — Amerykanie powinni wiedzieć: jeśli wywołają wojnę, tym razem będzie to wojna regionalna.

Z kolei Abbas Aragczi, irański minister spraw zagranicznych, w wywiadzie dla korespondenta CNN, Frederika Pleitgensa, wypowiedział się na temat pogarszających się relacji z USA. — Nie martwię się możliwością wojny, lecz błędnymi ocenami i operacjami wojskowymi opartymi na dezinformacji i fałszywych danych — powiedział Aragczi.

Jego zdaniem jest oczywiste, że “istnieją określone osoby i ugrupowania, które chcą wciągnąć prezydenta Trumpa w ten konflikt, kierując się własnym interesem”. Jednocześnie wyraził zaufanie, że amerykański przywódca jest na tyle rozsądny, by samodzielnie podejmować decyzje.

"Chcą wciągnąć prezydenta w ten konflikt". Donald Trump i irańskie paradoksy. Każdy scenariusz wiąże się z ogromnym ryzykiem Abbas Aragczi, minister spraw zagranicznych Iranu. Stambuł, 30 stycznia 2026 r.EPA/ERDEM SAHIN / PAP

Chociaż nie wyklucza rozmów, to jednak przyznaje, że Iran utracił zaufanie do Ameryki. — Poważne negocjacje powinny opierać się na wzajemnym zaufaniu. Niestety straciliśmy zaufanie do Stanów Zjednoczonych jako partnera do rozmów. Musimy pokonać ten brak zaufania.

Możliwość dalszych rozmów widzi tylko wtedy, gdy amerykański zespół negocjacyjny będzie postępował zgodnie z wytycznymi Trumpa. Wtedy można zawrzeć “uczciwe i sprawiedliwe porozumienie, które zagwarantuje brak broni nuklearnej”.

Aragczi wysoko ocenił dotychczasowe wysiłki krajów regionu, które próbują odgrywać rolęmediatorów w tym konflikcie. Na pytanie Pleitgensa o skuteczność prowadzonych rozmów, irański minister odpowiedział twierdząco. Dostrzega on nawet szansę na zawarcie umowy, oczywiście pod pewnymi warunkami.

  • Donald Trump kontra irańska hydra. Czy ajatollah skończy niczym Maduro? Ta decyzja może wywołać polityczną lawinę [OPINIA]

— Takie kwestie jak wzbogacanie uranu, rakiety balistyczne, siły pośrednie w regionie… Wiem, że Stany Zjednoczone także chcą o tym rozmawiać. Czy zupełnie to wykluczacie, czy przynajmniej dopuszczacie rozmowy? — dopytywał go Pleitgen.

Dla Aragcziego sprawa jest jasna: — Prezydent Trump powiedział: żadnej broni jądrowej. I my się z tym w pełni zgadzamy. To może być bardzo dobra umowa. Oczywiście w zamian oczekujemy zniesienia sankcji. Taka umowa jest zatem możliwa.

Mimo to w wypowiedzi Aragczi wyczuwalny jest grożący ton. Minister podkreśla on, że 12-dniowa konfrontacja z Izraelem w czerwcu ubiegłego roku bardzo wiele nauczyła irańskie wojsko. — Nasze rakiety zostały wtedy po raz pierwszy przetestowane w prawdziwym konflikcie. Poznaliśmy ich niedociągnięcia, słabe i mocne strony. Wyciągnęliśmy z tych 12 dni wiele wniosków. Myślę, że jesteśmy dziś bardzo dobrze przygotowani.

"Chcą wciągnąć prezydenta w ten konflikt". Donald Trump i irańskie paradoksy. Każdy scenariusz wiąże się z ogromnym ryzykiem W oddali unosi się dym po izraelskim nalocie w Teheranie w Iranie 14 czerwca 2025 r.Khoshiran/Xinhua/ABACAPRESS.COM / PAP

Jednocześnie zaznaczył, że przygotowania do wojny nie oznaczają, iż Iran jej pragnie. — Gdyby doszło do wojny, byłaby to katastrofa dla wszystkich — powiedział. Zwrócił także uwagę na dużą obecność amerykańskich sił w regionie. — Gdyby wybuchł konflikt między Iranem a USA, siłą rzeczy ucierpiałaby cała okolica, bo amerykańskie bazy są rozlokowane w różnych częściach regionu. To mogłoby być bardzo niebezpieczne.

Aragczi odniósł się też do protestów, które w ostatnich tygodniach zgromadziły na ulicach Iranu niespotykane dotąd tłumy. Kategorycznie zaprzeczył doniesieniom o 30 tys. zabitych. — Przede wszystkim nie było żadnych planów dotyczących egzekucji czy wieszania. To się nie wydarzyło. Mogę zapewnić, że prawa wszystkich osób zatrzymanych i przetrzymywanych są respektowane i gwarantowane.

Podobne artykuły