“Car zbrojeń”. Ceniony ekonomista wytyka europejski błąd i mówi o nowym porządku świata. “Nic nie zrobiłoby większego wrażenia na Putinie”

Europa żyje w strachu, a USA to wykorzystują i demonstrują siłę, jak uważa ekonomista i prezes Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii (IfW) Moritz Schularick. Zdaniem eksperta choć nasz kontynent w końcu zwiększył wydatki na własne bezpieczeństwo, wciąż popełnia podstawowy błąd, który niszczy jego niezależność. — Rok 2026 musi być rokiem, w którym zrozumiemy, że europejskie rozdrobnienie w dziedzinie obronności nie czyni Europy silną, ale uniemożliwia jej działanie — dodaje Schularick. Bo, jak zaznacza, żadna inna strategia nie zrobi wrażenia na USA czy krajach, takich jak Rosja i Chiny.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Markus Lenhardt, MATTHIAS BALK / AFP Żołnierze niemieckiej armii (w kółku: Moritz Schularick)
Patrząc na początek roku, widać dramatyczne pogorszenie stosunków transatlantyckich. Prezydent USA zagroził nawet podbojem Grenlandii. Jakie przesłanie powinna z tego wyciągnąć Europa?
Są dwa: po pierwsze, mamy do czynienia z nowym porządkiem świata, nie jest to stopniowa zmiana, ale przełom.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo UE vs Trump
Porządek oparty na zasadach, który obowiązywał po 1945 r. pod przewodnictwem USA, został zniszczony. Interesy są ponownie realizowane za pomocą środków siłowych. Po drugie: Europa ma znaczenie tylko wtedy, gdy jest zjednoczona, spójna, szybka i zdecydowana. Właśnie to sprawia nam trudność.
Europa jest zależna od Stanów Zjednoczonych w zakresie obronności, cyfryzacji i sztucznej inteligencji. Czy jesteśmy w stanie samodzielnie funkcjonować?
Europa jest jedną z największych przestrzeni gospodarczych na świecie. Pod tym względem niewiele ustępuje Stanom Zjednoczonym. To, że Europa żyje w strachu, a USA emanują siłą, również jest decyzją europejską. Z 27 państwami, z których każde inwestuje trochę w obronność, nie staniemy się silni.
Stany Zjednoczone z 50 małymi armiami i 50 departamentami obrony również nie byłyby światową potęgą.
- Tekst publikujemy dzięki uprzejmości “Die Welt”
Czy powinniśmy stać się tak silni, aby oprócz Rosji również Stany Zjednoczone nie mogły nas bezkarnie zaatakować?
Oczywiście, że powinniśmy. Wszystko wydaje się niemożliwe, dopóki ktoś tego nie zrobi. Rok 2026 musi być rokiem, w którym zrozumiemy, że europejskie rozdrobnienie w dziedzinie obronności nie czyni Europy silną, ale uniemożliwia jej działanie. Potrzebujemy koalicji chętnych — Wielkiej Brytanii, Skandynawii, Niemiec, Francji — która będzie ściślej koordynować swoje działania. Niemcy planują do końca dekady wydać 500 mld euro (2,1 bln zł) na obronność — ostatecznie po to, aby pozostać tak samo zależnymi od USA jak dotychczas. To szaleństwo. Musimy opracować plan B na wypadek, gdyby Ameryka nie stała już bezwarunkowo po naszej stronie. Wszystko inne byłoby lekkomyślnością.
- Mark Rutte rozrywa iluzję Brukseli: Europa stoi na glinianych nogach. Gdy nadejdzie pierwszy cios, system nie będzie gotowy [OPINIA]
Od lat mówimy o integracji — obronności, unii rynków kapitałowych — bez przełomu. Jednocześnie rosną prawicowe siły odśrodkowe. Dlaczego teraz miałoby się to wszystko udać?
Niska siła przekonywania europejskiej polityki wynika z braku przywództwa politycznego. Prezydent Francji Emmanuel Macron od lat apeluje o większą współpracę. Jednak Niemcy nigdy nie zareagowały odpowiednio. Odważny projekt z silnym przywództwem mógłby zainspirować obywateli i przeciwstawić się populistom. Zamiast tego zarządzamy niedopracowanym projektem — w końcu interesy instytucji finansowych, które obawiają się europejskiej konkurencji, przeważają nad unią rynków kapitałowych.
Czy to my, Niemcy, hamujemy unię rynków kapitałowych?
Też. Projekt niszczą liczne partykularne interesy. W Niemczech są to kasy oszczędnościowe, syndycy masy upadłościowej i inne podmioty, które mają zastrzeżenia do niektórych elementów unii bankowej i unii rynków kapitałowych. Pilnie potrzebujemy większej konkurencji w Europie, a nie odruchów narodowych. Nie da się ekonomicznie wyjaśnić, dlaczego rząd federalny stanął w obronie Commerzbanku, gdy włoski bank chciał go kupić. W przypadku Grenlandii doszliśmy do porozumienia i stwierdziliśmy: w razie potrzeby poniesiemy koszty wojny handlowej ze Stanami Zjednoczonymi. To zadziałało. Wygrywamy tylko razem.
- “Straciliśmy wiele lat”. Niemiecki historyk wojskowości przewiduje, co się może wkrótce stać
Jakie są najważniejsze kroki dla Europy?
Ogromny skok w zakresie unii obronnej — jeszcze w tym roku. Musimy wspólnie zaplanować i wydać ogromne sumy. Europa potrzebuje floty satelitów, tarczy antyrakietowej, wojskowej chmury obliczeniowej.
Musimy masowo inwestować w systemy autonomiczne i sztuczną inteligencję. Z 27 armiami nie da się tego zrobić wystarczająco szybko. Ponowne zbrojenie krajowe to kosztowny błąd: obecnie marnujemy pieniądze podatników w wysokości 2, jeśli nie 3 mld euro (8,4-12 mld zł) — bez zwiększania zdolności działania Europy.
Czy to oznacza euroobligacje, wspólne zadłużenie?
Istnieje bardzo dobry argument za wspólnym finansowaniem przyszłych technologii wojskowych — robotyki, systemów autonomicznych, satelitów, sztucznej inteligencji, infrastruktury i rozpoznania. Musi to zrobić “drużyna Europa”: ściślejszy rdzeń Europy oraz partnerzy tacy jak Norwegia i Wielka Brytania. Niemcy będą musiały wnieść duży wkład, ponieważ są jedynym dużym krajem dysponującym możliwościami finansowymi.
Moritz SchularickFrank Molter / AFP
Koalicja państw, które wysłały żołnierzy na Grenlandię?
Dokładnie — jako organizacja wielostronna obok UE. To mogłoby zbliżyć Brytyjczyków. Musimy wspólnie rozwijać technologie przyszłości — czyli obronę przed dronami, zdolności kosmiczne. W przeciwnym razie stracimy setki miliardów i nadal będziemy zależni. Potrzebni są nowi myśliciele: NATO nie jest wyryte w kamieniu. Musimy przygotować plan B, w przeciwnym razie będziemy podatni na szantaż. Jako Europejczycy musimy również zastanowić się nad kwestią broni jądrowej. Jest to trudne, ale nie ma alternatywy.
Czy musimy szukać nowych partnerów gospodarczych, nawet jeśli nie pasują nam politycznie?
Tak. Szantaż polityczny widzę przede wszystkim ze strony USA i Chin, które są potęgami światowej polityki, a także Rosji. W stosunku do innych krajów powinniśmy pozostać otwarci i wykorzystać naszą niezawodność jako atut. W stosunku do USA i Chin potrzebujemy de-riskingu: jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, przede wszystkim w obszarach technologii, finansów, bezpieczeństwa. W przypadku Chin w łańcuchach dostaw przemysłowych.
- Koszmar Europy. Blok jest uwięziony między Donaldem Trumpem a Władimirem Putinem. Przyszłość maluje się w ciemnych barwach [OPINIA]
Mówi pan o powiązaniu polityki obronnej, gospodarczej i zagranicznej. Które ministerstwo powinno być za to odpowiedzialne?
W przypadku Niemiec to zdecydowanie należy do kompetencji urzędu kanclerskiego. Potrzebujemy niemieckiego “cara zbrojeń”: kogoś, kto będzie koordynował, ustalał priorytety i planował moce produkcyjne. W czasie I wojny światowej był to Walther Rathenau, a w czasie II wojny światowej Brytyjczycy mieli lorda Beaverbrooka. Nic nie zrobiłoby większego wrażenia na Putinie niż świadomość, że Niemcy podchodzą do sprawy poważnie i stają się ekonomiczno-przemysłowym filarem europejskiej obrony. Obecnie nikt w Berlinie nie planuje, jakie moce produkcyjne będą nam potrzebne w przypadku konfliktu, i nie łączy tego z inwestycjami przemysłowymi: ile milionów dronów chcemy być w stanie wyprodukować? Ile rakiet, czołgów, satelitów? Tego brakuje.
Co Niemcy muszą zrobić, aby móc zapewnić dostawy w perspektywie długoterminowej?
Przyszłe wojny będą w dużej mierze prowadzone przez armie robotów. Mam wrażenie, że starsze pokolenie w Bundeswehrze sprzeciwia się tej koncepcji, ponieważ deprecjonuje ona nabyte umiejętności. Argumentują: “robotami nie wygra się wojny lądowej” lub “wobec Rosji mielibyśmy przewagę powietrzną”. Ale czy naprawdę mielibyśmy ją bez Amerykanów? Rosja może produkować 10 tys. dronów Szahid miesięcznie — my nie. Jeśli dojdzie do wojny, będą one latać również tutaj. Jak je zestrzelić? Mądre planowanie wydatków rzędu miliardów jest najważniejszym zadaniem na najbliższe lata, nad którym powinny pracować najbystrzejsze umysły w republice. Obecnie tak nie jest.
- Stare zasady już nie obowiązują. Nastał nowy porządek świata
O ile więcej chce pan wydać na zbrojenia?
Nie chodzi tylko o więcej, ale także o mądrzej. Przykład: Stany Zjednoczone przeznaczają 15 proc. swojego budżetu obronnego na badania i rozwój. W przypadku Bundeswehry jest to 1 proc. Potrzebujemy planu, jak najlepiej wykorzystać setki miliardów.
Jak powinien wyglądać taki plan?
Jak dotąd zaopatrujemy się tak samo jak w latach 80. Nowoczesne projekty umów, krzywe kosztów, umowy dotyczące zdolności produkcyjnych — to wszystko są w naszym kraju pojęcia obce. Przemysł podaje cenę i termin dostawy, a rząd to akceptuje. Robimy wszystko tak jak dotychczas, tylko za więcej pieniędzy. Kosztuje to miliardy, ale nie zapewnia dodatkowego bezpieczeństwa. Dwie liczby: Starlink kosztował nieco ponad 10 mld dol. (35 mld zł). To mniej niż nowy tunel kolejki miejskiej między dworcem Ostbahnhof a dworcem głównym w Monachium. Ponadto wydatki Europy na obronność wynoszą obecnie ok. połowy wydatków USA, ale nie mamy nawet połowy zdolności, a raczej tylko ułamek.
Gdzie skończymy, jeśli będziemy tak dalej postępować?
Zostaniemy zmiażdżeni. Populiści podważają rynek wewnętrzny i politykę. Europie grozi rozpad jako jednostce politycznej i gospodarczej. Wtedy wszyscy w Europie będziemy żyć w strachu jako średnie mocarstwa — mimo że jest nas 450 mln: trzy razy więcej niż w Rosji.