15 March, 2026

Wszystkie kłamstwa o śmierci Igora Stachowiaka

— Mam dość kłamstw. Wiem, co się stało. Oni go udusili. Widziałem jego oczy w kostnicy. Jakby krew, która płynęła z nich jak lawa, nagle zastygła. Chcę ukarania winnych. Nie chcę wciąż przeżywać tego dnia, kiedy skończyło się życie Igora, a życie całej mojej rodziny zmieniło się w piekło — mówi Maciej Stachowiak, ojciec Igora, który 10 lat temu zginął na wrocławskim komisariacie.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Wszystkie kłamstwa o śmierci Igora Stachowiaka Tomasz Pajączek / Onet Maciej Stachowiak ze zdjęciem Igora 15 maja minie 10 lat od śmierci Igora Stachowiaka w komisariacie policji przy ul. Trzemeskiej we Wrocławiu.

1.

Przeżywam ten sam dzień od prawie 10 lat. Była słoneczna niedziela, pora obiadowa. Pod dom podjechał samochód. Wyjrzałem przez okno. Wysiadło dwóch cywilów. Zadzwonili do drzwi. Weszli do kuchni. Powiedzieli, że policjanci pomylili z kimś Igora, że zabrali go na komisariat. A potem, że zdarzył się wypadek, że Igor spadł z krzesła i zmarł. To było pierwsze kłamstwo.Później mówili, że wszystko jest nagrane na monitoringu, że widzieli nagranie i ja też będę mógł je zobaczyć. Wkrótce przekaz był już taki, że nie ma żadnego zapisu z monitoringu, bo był akurat zepsuty. Nie wierzę w to. Nigdy nie wierzyłem. Jestem przekonany, że wszystko się nagrało, ale musieli się tego pozbyć. Inaczej nie mogliby zatuszować zabójstwa. Wciąż mam nadzieję, że ten film z komisariatu kiedyś wypłynie.

Poznaj kontekst z AI

Co wydarzyło się w dniu śmierci Igora Stachowiaka? Jakie kłamstwa stawiają policjanci w związku z tą sprawą? Jakie były wyniki sekcji zwłok Igora? Czy są nowe dowody w sprawie śmierci Igora Stachowiaka? Wszystkie kłamstwa o śmierci Igora Stachowiaka Igor Stachowiak zmarł 15 maja 2016 r.Tomasz Pajączek / Onet Nadal dudnią mi w uszach słowa ówczesnego komendanta głównego policji Jarosława Szymczyka, które padły kilka dni po tym, co się stało w komisariacie. Mówił tak: jest tam monitoring, całość materiału jest zabezpieczona i przekazana do prokuratury.Spotkałem się z Tomaszem Siemoniakiem, gdy był szefem MSWiA. Jakoś pod koniec października 2024 r. Zapewniał wtedy, że sprawdzą, czy w dniu, kiedy Igor zginął, monitoring w komisariacie rzeczywiście nic nie zapisał. Czy to sprawdzili? Nie mam pojęcia. Zero informacji. Dla mnie to kolejne kłamstwo. Policjanci kłamali, że Igor był agresywny. Tak usprawiedliwiali użycie chwytów obezwładniających i paralizatora. Podczas wizji lokalnej na komisariacie nawet słowem nie zająknęli się, że psikali Igora gazem, że go dusili.

2.

Biegły Patryk Pilecki, który był na komisariacie podczas oględzin, zapisał w protokole, że Igor miał krwawe wybroczyny pod spojówkami. To jeden z objawów uduszenia. Ale już podczas sekcji zwłok, w której też uczestniczył, napisał, że to plamy opadowe. Różnica jest kolosalna. Na ten szczegół przez lata nikt nie zwrócił uwagi. Ani w śledztwie, ani w sądzie. Zrobiła to dopiero biegła medyk sądowa z Białegostoku [dr Maria Rydzewska-Dudek]. To ona wytknęła też, że przekrwienie twarzy, szyi i klatki piersiowej, które biegli [Jerzy Kawecki i Patryk Pilecki] opisali jako plamy opadowe, było tak naprawdę przekrwieniem [sinicą centralną], które powstało, gdy Igor jeszcze żył. Ratownicy medyczni, którzy byli na komisariacie, odnotowali to nawet w swojej karcie. Sąd podczas procesu w ogóle ich jednak nie wezwał. Jak można było nie przesłuchać ratowników? No jak? I przede wszystkim, jak można było pomylić plamy opadowe ze śladami, które powstały za życia?Biegły z Łodzi Jarosław B. uznał, że Igor zmarł z powodu excited delirium w wyniku zażycia narkotyków. Wtedy nie miałem pojęcia, że jest znany z wydawania opinii korzystnych dla podejrzewanych policjantów. Jego opinia, która pomija rzeczywiste obrażenia u Igora, to jedno wielkie kłamstwo.

  • Czytaj też: Zwrot w sprawie śmierci Pauliny Antczak. Będzie proces o zabójstwo

3.

Tamtego dnia na komisariacie cały czas biegaliśmy na dyżurkę. Wciąż słyszeliśmy: “Proszę czekać, pani prokurator zaraz do państwa zejdzie”. Tą prokuratorką była Katarzyna Salwa. Nie zeszła.Mówili nam, że przesłuchują policjantów. Kłamali, bo tego dnia prokuratorka przesłuchała jedynie tego policjanta, który raził Igora paralizatorem. Pozostali zrobili tylko notatki. Nie wiem, jak pani prokurator mogła później spojrzeć w lustro. Już wtedy oglądała film z paralizatora. Widziała tortury w toalecie. Jak go katowali. Jak razili prądem, gdy miał kajdanki. Gdy prosił, żeby przestali. A ona przesłuchała tylko jednego z nich. Żadnego zarzutu. Żadnego wniosku o areszt. Wszystkie kłamstwa o śmierci Igora Stachowiaka Screen z taseraOnet Gdy przenieśli śledztwo do Poznania, prosiłem prokuratorkę Annę Kijak-Głęboczyk, żeby zabezpieczyła telefony policjantów. Patrząc mi w oczy, mówiła, że dopóki nie ma zarzutów, nie może wystąpić nawet o billingi. To kolejne kłamstwo.

4.

Pani prokurator kłamała we wszystkim, w czym mogła. Podczas przesłuchań policjantów Kijak-Głęboczyk wiedziała, że w 2013 r. jeden z nich [Adam W.] już raz zatrzymywał Igora. Wywiózł go na ogródki działkowe. Bił i raził paralizatorem z latarki. Potem Igor zrobił obdukcję, złożył na niego skargę do prokuratury. Sprawę umorzyli.Prokuratorka o wszystkim wiedziała, bo ściągnęła dokumenty z tej sprawy. Nic jednak nie powiedziała. Przemilczała to. Podobnie jak mój adwokat Michał Pankowski. Też wiedział. Też milczał. Gdy przesłuchiwał Adama W., tylko jemu zadał pytanie: czy miał pan wcześniej jakiś kontakt z Igorem Stachowiakiem? Siedziałem z boku i zastanawiałem się, dlaczego on go o to pyta. Wtedy nie znałem tej historii z 2013 r. Dowiedziałem się o niej później. Przypadkiem.Adam W. kłamał, że nie przypomina sobie Igora. No błagam. Igor założył mu sprawę. On miał przez to postępowanie. Był przesłuchiwany. Miał na karku prokuraturę i Biuro Spraw Wewnętrznych policji. Ale nie pamiętał chłopaka, który założył mu pierwszą w życiu sprawę.

5.

Na moim mecenasie przejechałem się też później. To było rok po śmierci. Spotkaliśmy się na kawie. Kilka dni przed emisją materiału na podstawie nagrania z paralizatora. Żaden z policjantów nie miał jeszcze wtedy zarzutów. Mecenas mówił: prokuratura nie ma twardych dowodów, to wygląda na umorzenie.Nie wierzyłem w to, co mówi. Gdy pytałem, czy widział film z tasera z toalety, pokiwał głową. Przytaknął. Próbował mnie przekonać, że nie ma podstaw do zarzutów.Był moim adwokatem, ale nie grał w mojej drużynie. Potem była emisja “Superwizjera”. Gdy nagranie z paralizatora zobaczyła cała Polska, zadzwonił do mnie. Był przerażony. Drżącym głosem mówił, że dobrze się stało, że to wyciekło.Zapytałem wprost: to wcześniej pan w tym nagraniu nie widział nic złego, a teraz pan widzi?Kręcił, że wcześniej go jednak nie oglądał. Wyparł się. To była nasza ostatnia rozmowa. Odtąd już nie był moim adwokatem.

6.

Lekarze, którzy robili sekcję [Jerzy Kawecki i Patryk Pilecki] nie ustalili przyczyny śmierci. Może byłoby inaczej, gdyby trzymali się faktów i własnych zapisów z oględzin. Wskazali jednak na trzy czynniki: zażycie narkotyków, rażenie paralizatorem oraz wielokrotne uciskanie na szyję. Nie wiem, jak mogli wskazać na narkotyki. Chyba wróżyli z fusów, bo nie wiedzieli, co wyjdzie z toksykologii. Wyniki przyszły dopiero po kilku tygodniach. Badania wykazały śladowe ilości narkotyków. To nie one zabiły Igora.

  • Polecamy: Brudne gierki w cyberpolicji. Oskarżenia o mobbing, szukanie haków i starcie naczelników

7.

Byłem naiwny, bo naprawdę myślałem, że po zmianie władzy skończą się kłamstwa na temat śmierci Igora. Premier Donald Tusk mówił, że wszystkie sprawy, które były niewygodne dla ich poprzedników, zostaną wyjaśnione, a rodziny osób skrzywdzonych nie pozostaną same w ich rozwikłaniu. Jego obietnica to kłamstwo. Puste słowa. Sprawy Igora nie wyjaśnili i nie chcą wyjaśnić. Po publikacji w Onecie opinii, w której Maria Rydzewska-Dudek wprost wskazała na uduszenie, zwodzili mnie miesiącami. W końcu prokuratorzy uznali, że nic nie mogą, bo policjanci zostali już skazani. Zostali, ale tylko za to, co działo się w toalecie, gdy Igor żył. Sprawę śmierci umorzyli. Nie było żadnych wyroków. I teraz, jak są nowe dowody, nowe okoliczności, to nie mogą do tego wrócić, bo skazali policjantów za przekroczenie uprawnień? Przecież to absurd. To, po co wcześniej rozbijali sprawę na dwa osobne śledztwa, skoro traktowali je jako całość? Wszystkie kłamstwa o śmierci Igora Stachowiaka Maciej Stachowiak nad grobem synaTomasz Pajączek / Onet Nie ruszają tego, bo sprawa dotyczy policji. Jest niewygodna niezależnie od tego, kto rządzi. Szrama na wizerunku. Wracają do “afery z seicento” i afery “dwóch wież”, bo to sprawy polityczne. Ale sprawa chłopaka, który został zabity na komisariacie, jest już nieaktualna. Do niczego im niepotrzebna. Tak to widzę. I tak to odbieram. Nie chce mi się wierzyć, że Donald Tusk nigdy nie słyszał o sprawie Igora Stachowiaka.

8.

Na początku roku szef MSWiA Marcin Kierwiński mówił w Sejmie, że Igor został zamordowany. Zaraz. To albo wiemy, że został zabity, wyjaśniamy sprawę do końca i skazujemy winnych albo udajemy, że nic się nie stało, kręcimy, że spadł z krzesła i zmarł.Chcę prawdy. Mam dość kłamstw. Wiem, co się stało. Oni go udusili. Widziałem jego oczy w kostnicy. Jakby krew, która płynęła z nich jak lawa, nagle zastygła. Chcę ukarania winnych. Nie chcę wciąż przeżywać tego dnia, kiedy skończyło się życie Igora, a życie całej mojej rodziny zmieniło się w piekło.Ksiądz może być pedofilem, policjant bandytą, a sprzedawca złodziejem. Niestety tak bywa. Przestępców nie można jednak chronić i bronić. W imię niczego.Czuję się oszukany przez państwo, które nie stanęło na wysokości zadania. Sprawa śmierci Igora to jedno wielkie kłamstwo. Chronili bandytów. Zrobili wszystko, co mogli, żeby prawda nie wyszła na jaw. Przerażające jest to, że oni nadal to robią.Kontakt z autorem: tomasz.pajaczek@redakcjaonet.pl

Podobne artykuły