09 March, 2026

W Waszyngtonie narasta niepokój. Trump zaczyna grę o wszystko. “Wplątał się w konflikt, który szybko się nie zakończy” [OPINIA]

Biały Dom rozpoczął operację przeciw Iranowi z wielkimi ambicjami, ale bez jasno określonego planu końcowego. W Waszyngtonie coraz głośniej mówi się, że to może być początek znacznie większego konfliktu.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy W Waszyngtonie narasta niepokój. Trump zaczyna grę o wszystko. "Wplątał się w konflikt, który szybko się nie zakończy" [OPINIA] ROSLAN RAHMAN, SAUL LOEB / AFP / AFP Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump i wiceprezydent JD Vance salutują, podczas gdy członkowie zespołu armii amerykańskiej niosą trumnę owiniętą flagą, zawierającą szczątki amerykańskiego żołnierza poległego w Iranie, 7 marca 2026 r. Bombardowanie irańskich obiektów nuklearnych w 2025 r., przeprowadzone wspólnie z Izraelem, postrzegano jako operację o minimalnym ryzyku niepowodzenia. Jej celem były konkretne elementy infrastruktury, co praktycznie gwarantowało szybki, choć ograniczony rezultat. Być może nie wszystko poszło idealnie, ale operacja na pewno nie przerodziła się w długotrwałą kampanię.Natomiast operacja “Epicka furia” została formalnie ogłoszona jako wspólne przedsięwzięcie USA i Izraela. Izrael bardzo szybko i jasno określił swoje cele: stworzyć wszystkie warunki do obalenia reżimu Islamskiej Republiki. Atak wymierzony jest więc w całe irańskie kierownictwo — polityczne i wojskowe, przeszłe, obecne i przyszłe. Jego przebieg ma zależeć także od tego, jak aktywnie wystąpi sam naród irański. Amerykańskie władze nie przedstawiły jednak przekonującego wyjaśnienia strategicznych celów operacji. A im dłużej trwa konflikt, tym głośniej w Waszyngtonie wybrzmiewa pytanie o plan B.

  • Tekst publikujemy dzięki uprzejmości The Moscow Times

Donald Trump stwierdził, że powodem ataku była niesatysfakcjonująca dla Waszyngtonu odpowiedź Iranu w negocjacjach dotyczących programu nuklearnego. Według niego Stany Zjednoczone musiały uderzyć jako pierwsze — w przeciwnym razie Iran sam był gotowy do ataku i znajdował się o krok od stworzenia broni jądrowej. Pojawiła się również wersja, że Iran dwukrotnie próbował zorganizować zamach na Trumpa. Sekretarz stanu USA Marco Rubio podkreślił jednak, że obalenie reżimu ajatollahów nie było oficjalnym celem operacji. Ocena skuteczności operacji bez znajomości jej rzeczywistych celów jest niezwykle trudna. Tak uważa wielu — choć nie wszyscy — członkowie amerykańskiego Kongresu. Pierwsza reakcja w Waszyngtonie na amerykańsko-izraelskie uderzenia miała przede wszystkim charakter polityczny. W Waszyngtonie narasta niepokój. Trump zaczyna grę o wszystko. "Wplątał się w konflikt, który szybko się nie zakończy" [OPINIA] Dym wywołany eksplozją w TeheranieSha Dati / East News

Waszyngton podzielony

Zgodnie z konstytucją USA prawo do wypowiedzenia wojny należy do Kongresu. Jednak liczne konflikty zbrojne drugiej połowy XX wieku skłoniły ustawodawców do przyjęcia tzw. ustawy o uprawnieniach wojennych prezydenta (War Powers Act). W sytuacji pilnej potrzeby pozwala ona prezydentowi rozpocząć operację wojskową bez wcześniejszej zgody Kongresu. Jeśli jednak działania wojenne się przeciągają lub wymagają dodatkowego finansowania, prezydent musi przedstawić ustawodawcom uzasadnienie dalszego prowadzenia operacji.

Z oczywistych względów administracja Trumpa nie konsultowała operacji z Kongresem. Taka procedura zajęłaby czas, jej wynik byłby niepewny, a przede wszystkim utrzymanie przygotowań do ataku w tajemnicy byłoby praktycznie niemożliwe.

Opinie kongresmenów na temat operacji “Epicka furia” podzieliły się w dużej mierze zgodnie z liniami partyjnymi. Większość Republikanów, w tradycyjnej dla tej partii roli jastrzębi w polityce zagranicznej, poparła Trumpa. Demokraci natomiast wyrazili zdecydowany sceptycyzm wobec operacji, wskazując na brak jasno określonych celów i kwestionując podstawy prawne rozpoczęcia działań wojennych.

  • “Tym razem to najgorsza zdrada”. Kolejna wojna USA. Amerykanie czują się oszukani przez Trumpa. “Upokorzył najbardziej zagorzałych zwolenników”

Jeszcze przed pierwszym amerykańskim uderzeniem na Iran Marco Rubio przeprowadził jednak zamknięty briefing dla tzw. gangu ośmiu — czyli kierownictwa Senatu i Izby Reprezentantów oraz szefów komisji ds. wywiadu z obu partii. Co ciekawe, demokratyczny przewodniczący komisji wywiadu w Izbie Reprezentantów, Jim Himes, nie został na to spotkanie zaproszony. Można przypuszczać, że Rubio przedstawił ustawodawcom plany operacji, jej cele oraz strategię i taktykę. W Waszyngtonie narasta niepokój. Trump zaczyna grę o wszystko. "Wplątał się w konflikt, który szybko się nie zakończy" [OPINIA] Jim Himes, demokrata z ConnecticutAl Drago / POOL / PAP

“Wplątał się w konflikt, który szybko się nie zakończy”

Po rozpoczęciu działań wojennych żaden z demokratów należących do “gangu ośmiu” publicznie nie poparł operacji.Wiceprzewodniczący senackiej komisji ds. wywiadu Mark Warner podkreślił, że tak poważne działania militarne wymagają dokładnej oceny danych wywiadowczych oraz wcześniejszej dyskusji z Kongresem — tym bardziej że to właśnie Kongres ma konstytucyjne prawo wypowiadać wojnę. Tym bardziej, że już w pierwszych dniach operacji pojawiły się doniesienia o śmierci amerykańskich żołnierzy. Lider demokratów w Senacie Chuck Schumer stwierdził, że jednostronne działania Białego Domu mogą wciągnąć Stany Zjednoczone w duży konflikt na Bliskim Wschodzie. Wezwał Kongres do wykorzystania przepisów ustawy o uprawnieniach wojennych, aby ograniczyć dalszą eskalację. Z kolei lider demokratów w Izbie Reprezentantów Hakeem Jeffries wskazał, że

administracja nie przedstawiła przekonujących dowodów na bezpośrednie zagrożenie ze strony Iranu, które uzasadniałoby użycie siły bez zgody Kongresu.

Sytuacja dość szybko przybrała jednak charakter czysto formalny.Członkowie obu izb Kongresu przygotowali rezolucje, które — gdyby zostały przyjęte — ograniczyłyby możliwość kontynuowania przez Trumpa operacji wojskowej. Ostatecznie jednak ustawodawcy ich nie przyjęli, co oznacza, że w praktyce Kongres pozwolił Trumpowi prowadzić operację bez formalnej autoryzacji.

  • Donald Trump zastawił wyborczą pułapkę na własną partię. Atak na Iran może odbić się Republikanom czkawką. Sondaże są bezwzględne

Głosowanie w Senacie odbyło się w środę 4 marca. Jedynym demokratą, który zagłosował wbrew stanowisku swojej partii, był senator John Fetterman. Znany jest on jako konsekwentny zwolennik Izraela, ostry krytyk Iranu oraz zwolennik siłowego rozwiązania problemu irańskiego programu nuklearnego. Z kolei jedynym republikaninem, który poparł rezolucję demokratów, był senator Rand Paul — libertarianin i zwolennik izolacjonistycznego podejścia w polityce zagranicznej. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Jakie będą dalsze losy Iranu? Ekspert wskazuje kluczową decyzję W czwartek 5 marca podobne głosowanie odbyło się w Izbie Reprezentantów. Inicjatywa została odrzucona stosunkiem głosów 212 “za” do 219 “przeciw”. Większość Demokratów poparła ograniczenie uprawnień prezydenta, powołując się na konstytucyjne prawo Kongresu do wypowiadania wojny. Czterech demokratów dołączyło jednak do republikanów i zagłosowało przeciw rezolucji. Tłumaczyli to bardziej zdecydowanym stanowiskiem wobec Iranu oraz poparciem dla sojuszniczej linii USA i Izraela. Z kolei dwóch republikanów — Thomas Massie i Warren Davidson — poparło inicjatywę ograniczenia uprawnień prezydenta, powołując się na konstytucyjną zasadę parlamentarnej kontroli nad działaniami wojennymi.

W rezultacie Trump — z własnej inicjatywy i na własną odpowiedzialność, bez jednoznacznej legitymacji prawnej — wplątał się w konflikt, który szybko się nie zakończy.

Administracja oczywiście zapewnia, że operacja przebiega zgodnie z planem (choć nie bardzo wiadomo, jakim) i że wyznaczone cele zostaną osiągnięte. W amerykańskiej debacie politycznej pojawia się jednak coraz więcej pytań o strategię Białego Domu.

“Zrównamy tych ludzi z ziemią”

Coraz częściej słychać też opinie, że scenariusz wenezuelski w tym przypadku po prostu nie może się powtórzyć. Po eliminacji najwyższego dowództwa wojskowego Iranu do władzy nie doszły siły gotowe współpracować z USA. To wzmacnia obawy, że operacja może przerodzić się w trudny i długotrwały konflikt. W związku z tym otwarte pozostaje pytanie, czy administracja ma plan B — co zrobić, jeśli pierwotne założenia się nie sprawdzą. Nic nie wskazuje na to, by taki plan istniał, czego dobitnym przykładem jest wypowiedź senatora-trumpisty Lindsey’a Grahama.

Po prostu poczekajcie i zobaczycie, co wydarzy się w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Zrównamy tych ludzi z ziemią. Reżim w Iranie upadnie. Pytanie nie brzmi czy upadnie, tylko kiedy.

Kiedy ten reżim się rozpadnie, będziemy mieli nowy Bliski Wschód, zarobimy mnóstwo pieniędzy i nikt nie będzie już zagrażał cieśninie Ormuz.

Zwracam się do naszych arabskich przyjaciół: was też atakują. Jeśli chcecie zawrzeć układ ze Stanami Zjednoczonymi, musicie włączyć się do tej walki. Ameryka nie zamierza walczyć na Bliskim Wschodzie w pojedynkę.

Wzywam naszych arabskich sojuszników do przeciwstawienia się temu. Was również atakują

— powiedział Graham. W Waszyngtonie narasta niepokój. Trump zaczyna grę o wszystko. "Wplątał się w konflikt, który szybko się nie zakończy" [OPINIA] Lindsey GrahamAndrew Harnik / Staff / Getty Images Przedłużający się konflikt zbrojny najprawdopodobniej negatywnie odbije się na pozycji Partii Republikańskiej w nadchodzących wyborach środka kadencji. Już pojawiają się pierwsze konsekwencje wyborcze. W stanie Teksas kongresmen Dan Crenshaw — weteran wojny w Iraku i jeden z aktywnych zwolenników operacji “Epicka furia” — przegrał republikańskie prawybory. Wielu obserwatorów uznaje ten epizod za sygnał rosnącego niezadowolenia części wyborców z kursu polityki zagranicznej Trumpa.Dla części elektoratu bardziej przekonująca okazuje się natomiast pacyfistyczna retoryka Demokratów.

Podobne artykuły