Uwaga! Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych.
Gdy w Iranie zgasł internet, zniknęli świadkowie — i wtedy zaczęło się to, czego reżim nie chciał pokazać światu. Członkowie jednej rodziny, rozrzuceni po różnych częściach Teheranu, opowiadają redakcji “Die Welt”, co wydarzyło się po cyfrowym odcięciu kraju od reszty świata. Cztery relacje naocznych świadków składają się na obraz niewyobrażalnej przemocy, w której pokojowy protest zamienił się w polowanie na ludzi. To nie są anonimowe liczby, lecz historie widziane z bliska — z ulic, domów i szpitalnych sal. Ich świadectwa dokumentują państwowy terror i rozpaczliwe oczekiwanie, że ktoś z zewnątrz wreszcie zareaguje.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
SOPA Images / Contributor / SOPA Images / Contributor / Getty Images Podczas demonstracji przed ambasadą Iranu w Londynie protestujący podpalili plakat przedstawiający najwyższego przywódcę Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego, Wielka Brytania, 17 stycznia 2026 r.
Pełna skala grozy odsłania się stopniowo. Wielotygodniowa blokada internetu odcięła Iran od świata zewnętrznego. Tylko nieliczne informacje o brutalnych działaniach reżimu wobec demonstrantów, którzy od początku stycznia wychodzili na ulice przeciwko władzy, przedostawały się za granicę.
Obecnie łączność bywa okresowo przywracana. Coraz więcej szczegółów dotyczących działań irańskich sił bezpieczeństwa wychodzi na jaw. Mimo to pełny obraz brutalności wciąż pozostaje nieznany.
Human Rights Activists News Agency — irańska organizacja praw człowieka z siedzibą w USA — potwierdziła ponad 6000 ofiar śmiertelnych. Kolejne 17 tys. zgłoszeń zgonów jest obecnie weryfikowanych. Inne źródła z Iranu mówią o jeszcze wyższych liczbach. Stacja Iran International z siedzibą w Londynie podaje liczbę 36 tys. 500 zabitych.
Redakcja “Die Welt” dokumentuje relacje świadków jednej rodziny — przekazane za pośrednictwem czatów, nagrań głosowych i rozmów telefonicznych z krewną mieszkającą w Niemczech. Opisują oni szczegółowo, co wydarzyło się po wyłączeniu internetu 8 stycznia.
Tekst zawiera drastyczne opisy przemocy. Dla części czytelników może być on obciążający emocjonalnie.
Relacja kuzynki
Moja kuzynka wielokrotnie próbowała napisać do mnie na Instagramie, ale za każdym razem kasowała wiadomości — bała się, że to, co przeżyła, będzie dla mnie zbyt straszne. W końcu jednak to zrobiła, a zaraz potem zadzwoniła, by opowiedzieć wszystko szczegółowo.
Obawiała się, że internet znów zostanie odcięty, i chciała, żebym przekazała dalej głos naszych rodaków. Być może dlatego, że jestem poza Iranem i mogę coś zmienić.
- Tekst publikujemy dzięki uprzejmości serwisu “Die Welt”
Powiedziała, że 11 stycznia — cztery dni po wezwaniu do protestów wystosowanym przez Rezę Pahlawiego (najstarszego syna byłego szacha) — ludzie wciąż nie schodzili z ulic. Była w dzielnicy Punak. Skandowała hasła razem z tłumem, gdy nagle zaatakowały siły bezpieczeństwa. Uciekła i schowała się w zaułku.
Zobaczyła młodego mężczyznę — wysokiego, dość postawnego — który uciekał. Goniło go pięciu lub sześciu funkcjonariuszy. Złapali go od tyłu. Gdy jego koszulka podwinęła się, widać było ślady po kulach i siniaki. Desperacko próbował naciągnąć T-shirt, żeby nie było widać, że brał udział we wcześniejszych protestach.
Funkcjonariusze go otoczyli. Gdy zrozumiał, że nie ma ucieczki, zaczął krzyczeć. Jeden z nich rzucił go na ziemię. Inny chwycił jego głowę obiema rękami i z całej siły uderzył nią o asfalt. Kolejny uderzył go kolbą karabinu w twarz — tak mocno, że zmiażdżył mu nos. Nagle młody mężczyzna krzyknął głośno… i zamilkł.
Jeden z funkcjonariuszy powiedział, że chłopak już się nie rusza. Zaczęli krzyczeć z radości i wiwatować. Ich przełożony podszedł i postawił stopę na piersi zabitego. — Ciii… ciszej. Resztę świętowania przeniesiemy na komisariat — powiedział.
Moja kuzynka płakała. Mówiła, że czuje wstyd i poczucie winy, bo nie zareagowała, a na jej oczach zamordowali rodaka. Jego twarz — każdy detal — wypaliła się w jej pamięci.
Irańczycy podczas protestu w Teheranie, Iran, 9 stycznia 2026 r.MAHSA / MIDDLE EAST IMAGES / MIDDLE EAST IMAGES VIA AFP / AFP
Gdy funkcjonariusze odeszli, zaczęła biec. Przy wejściach do niektórych ulic mieszkańcy wcześniej namalowali sprayem napis “ślepa uliczka”, żeby demonstranci nie wpadali w pułapkę i mogli uciec innymi drogami.
- Rzeź w Iranie. Niemieckie służby bezpieczeństwa: długie ramię okrutnego reżimu dosięgnie Europy
Biegnąc, zobaczyła kawałek dalej młodego chłopaka, który upadł — prosto pod nogi funkcjonariusza. Ten ucieszył się, powiedział “Aha!” i strzelił do niego z broni wojskowej. Twarz chłopaka została kompletnie rozerwana, zginął na miejscu. Nie wie, jakiej broni użyto, ale płomień wylotowy sięgał niemal metra.
Tej samej nocy widziała, jak kilku funkcjonariuszy dopadło młodego mężczyznę i — jak rzeźnicy — zarżnęli go nożami i maczetami, po czym porzucili ciało na poboczu.
Widziała też, jak funkcjonariusze wrzucali młode kobiety — ranne i zdrowe — jedną na drugą do osobnego pojazdu, krzycząc: — Nie zabijemy was. Najpierw was zgwałcimy, potem was zabijemy.
Samochód odjechał.
Powiedziała, że nie wie, jak przeżyła. Nie wie, jak wróciła do domu cała. Płakała nie z powodu bólu ciała — pokrytego śladami po uderzeniach pałek — ani z powodu gazu łzawiącego, od którego wciąż kaszlała i miała mdłości, ale dlatego, że czuła, jakby jej dusza umarła. Czuła winę, że żyje.
Dwóch uzbrojonych członków irańskich sił specjalnych policji podczas wiecu popierającego rząd w centrum Teheranu w Iranie, 12 stycznia 2026 r.NurPhoto / Contributor / Getty Images
Jedyne, co pozwala jej iść dalej, to potrzeba oddania głosu tym, którzy byli na ulicach nie tylko w dniu wezwania do protestów, ale również w następnych dniach, oczekując pomocy. Wyszli z pustymi rękami, możliwie pokojowo, by pokazać, że ten rząd nie ma żadnej legitymacji i że go nie chcą. Odpowiedzią były kule i masakry.
Dzień po jej powrocie dowiedziała się, że mała córka sąsiadów została postrzelona w nogę. Rodzina nie chciała zabrać jej do szpitala — bali się, że dziecko zostanie porwane. Leczyli ją w domu. Dziewczynka zmarła. Do bramy garażu przypięto mały czarny kawałek materiału — a pogrzeb musiał odbyć się po cichu, w wąskim gronie.
Relacja matki
Pochodzę z dużej rodziny — mam wielu braci, sióstr, siostrzenic i bratanków. Większość z nich była na ulicach w czasie protestów i w kolejnych nocach. Dopiero od niedawna mamy znów kontakt i możemy rozmawiać o tej rewolucji.
Wczoraj zadzwoniłam do mojej mamy. Opowiedziała mi swoją historię. Gdy rozpoczęły się protesty, poszła do domu mojej siostry w dzielnicy Ashrafi Esfahani. Jej dwie córki wyszły na demonstracje, prosząc ją, by została w domu. Odpowiedziała, że stres związany z samotnym siedzeniem w domu byłby dla niej gorszy niż wyjście z nimi.
- “Zalewa mnie złość”. Trump podjudzał irańskie ulice i zarzekał się, że pomoże. Oto kto go powstrzymał
Brała udział w rewolucji w 1979 r. [która doprowadziła do obalenia monarchii] i czuje winę, że być może — choćby w minimalnym stopniu — przyczyniła się do powstania Islamskiej Republiki. Jeśli ma umrzeć, mówiła, to woli teraz, kiedy ginie tylu młodych ludzi.
Wydarzenie zorganizowane przez Amnesty International w celu zwrócenia uwagi na rosnącą liczbę ofiar protestów w Iranie i eskalację przemocy ze strony lokalnych sił bezpieczeństwa przed ambasadą Iranu w Pradze, Czechy, 20 stycznia 2026 r.VIT SIMANEK / PAP
Pierwszej nocy byli w dzielnicy Shahran. Ludzie zrywali portrety Chameneiego i [kluczowej postaci aparatu militarnego reżimu] Kasema Sulejmaniego oraz miejskie banery, a w ich miejsce wieszali flagę lwa i słońca — dawną flagę Iranu. Rozpalali ogniska, by zmniejszyć działanie gazu łzawiącego. Tłum skandował: “Niech żyje szach”, “Pahlawi wróci”, “Śmierć Chameneiemu”. Było ich morze.
Pierwszej nocy siły bezpieczeństwa używały głównie pałek, gazu łzawiącego i strzałów ostrzegawczych, często z broni śrutowej. Drugiej nocy, znów w Shahran, zobaczyła, jak funkcjonariusz złapał młodą dziewczynę za włosy i ciągnął ją po ziemi.
Nagle z góry nadjechały motocykle z funkcjonariuszami, rozcinając tłum na pół. Radiowóz przejechał młodego mężczyznę. Ludzie, którzy nie byli na ulicy, krzyczeli z okien; funkcjonariusze odpowiadali obscenicznymi, seksualnymi obelgami i strzelali w okna.
Gdy funkcjonariusze zbliżali się, nagle otworzyły się drzwi jednego z domów. Młody mężczyzna wciągnął moją matkę, moje dwie siostry i kilka innych osób na podwórze. Sąsiedzi wysłali ich na dach. Ciężkie metalowe drzwi wytrzymały; gdy funkcjonariusze nie zdołali ich sforsować, odeszli. Przez dwie–trzy godziny siedzieli na klatce schodowej. Gdy zrobiło się ciszej, ten sam mężczyzna wyszedł pod pretekstem wyrzucenia śmieci i powiedział, że mogą już iść. Pobiegli. Syn jednej z kobiet znalazł ich po drodze i zawiózł do domu.
Następnego dnia ulice były czerwone od zaschniętej krwi. A jednak ludzie znów mówili o wyjściu wieczorem. Nie było internetu, nie wiedzieli, ilu zginęło. Gdy po kilku dniach moja matka z trudem odzyskała dostęp do sieci i zobaczyła nagrania zabitych, płakała cały dzień.
HtmlCode
Przyszła do niej sąsiadka, kompletnie zdruzgotana. Opowiedziała, że w Gorgan aresztowali trzech młodych mężczyzn z jej rodziny — liderów protestów. Następnego dnia wszystkich trzech stracono bez procesu. Za wydanie ciał żądali pieniędzy. Wielu tych, którzy nie zginęli na demonstracjach, jest teraz rozstrzeliwanych.
Moja mama powiedziała mi, żebym była odważna i przekazywała dalej wszystko, co usłyszałam. Miasto wciąż pachnie krwią.
Relacja bratanka
Trzecia relacja pochodzi od naszego bratanka, który pracuje na bloku operacyjnym w państwowym szpitalu w centrum Teheranu. Drugiej nocy protestów miał nocny dyżur.
Ranni byli przywożeni jeden po drugim. Wielu umierało na podłodze. Tej jednej, niekończącej się nocy amputowano dziesięć rąk i nóg — obrażenia były skutkiem użycia amunicji wojskowej. Wielu pacjentów było martwych, zanim trafili na blok.
W trakcie operacji uzbrojeni funkcjonariusze wtargnęli do sterylnej sali i zażądali dokumentacji medycznej. Odpowiedział, że nie jest za nią odpowiedzialny i nie zna nazwisk. Grozili mu i powiedzieli, że wrócą. Kolega z izby przyjęć został aresztowany tej samej nocy — od tygodnia nikt nie wie, gdzie jest ani czy jeszcze żyje. Nie wie, kiedy przyjdą po niego.
HtmlCode
Relacja kuzyna
Mój kuzyn ma niewiele ponad dwadzieścia lat. Pierwszej nocy po wezwaniu do protestów on i jego przyjaciele zostali zatrzymani, żeby nie mogli wyjść na ulice. Następnego dnia ich wypuścili. Gdy wracał do domu motocyklem, piekły go gardło i oczy od zapachu krwi i gazu łzawiącego.
- Masakra cywili w Iranie. Media: zabrakło worków na zwłoki. Brutalność reżimu może przelać czarę goryczy Trumpa
W domu nikogo nie było — wszyscy byli na ulicy. Telefony nie działały, nie można było wysłać nawet SMS-a. Na dziesięć prób może jedno połączenie przechodziło. Nie wiedział, co robić. Postanowił nie wracać do wojska i uciec, żeby być z ludźmi. Przez dwa dni ukrywał się u przyjaciół, bo adres naszego domu był w jego aktach. Był przekonany, że USA zaatakują i reżim upadnie.
Nic się jednak nie wydarzyło. Potem usłyszał, że za dezercję grozi kara śmierci. Z trudem załatwił fałszywe zaświadczenie lekarskie o wypadku. Sam się zranił, żeby było wiarygodnie.
Mówi: jeśli Ameryka zaatakuje, to będzie problem — może zginąć. Jeśli nie zaatakuje, to będzie problem tysiąc razy większy, bo w takich warunkach prędzej czy później wszyscy zginą.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Donald Trump reaguje na zapowiedź publicznych egzekucji w Iranie. Ekspert wyjaśnia: on już nie chce zbawiać świata
Relacja Niemki pochodzenia irańskiego
Od pierwszych dni protestów śledzę wiadomości. Staram się być aktywna na platformie X. Używam hashtagów, podpisuję petycje, piszę e-maile. Biorę udział w demonstracjach, skanduję hasła. Każdej nocy zasypiałam we łzach, na tabletkach nasennych, dręczona niepewnością o los mojej rodziny. Codziennie budziłam się przerażona i sprawdzałam wiadomości, czy Trump dotrzymał obietnicy.
Z czasem do wściekłości i strachu dołączyła beznadzieja. Beznadzieja wobec polityki kraju, w którym żyję — kraju, który do dziś nie spełnił nawet naszego najmniejszego żądania: wydalenia ambasadora Islamskiej Republiki i zerwania współpracy z instytucjami powiązanymi z reżimem.
W oświadczeniu niemieckiego MSZ zalecono irańskim demonstrantom za granicą, by dbali o swoje bezpieczeństwo. Zadaję sobie pytanie: jak mam o nie dbać?
- Świat wstrzymuje oddech. Trump na progu decyzji, która może wstrząsnąć Iranem. Przedstawiamy możliwe scenariusze — i jeden, który może przesądzić o wszystkim
Jestem zrozpaczona. My, Irańczycy, potrafimy odczytać kody wysyłane przez Alego Chameneiego do jego zwolenników i aparatu represji poza Iranem. W swoim pierwszym przemówieniu po masakrze nazwał protestujących za granicą wichrzycielami i zdrajcami. Dwie godziny później kilku demonstrantów w Hamburgu zostało zaatakowanych nożami.
Nosząc w sobie cały ten ból, potrafię wyobrazić sobie dzień, w którym idę ulicami Berlina i ktoś wbija mi nóż w plecy — bo ktoś, kto popiera Chameneiego, jest wściekły na naszą solidarność z ludźmi w Iranie.