4-latek z ciężkimi obrażeniami po ugryzieniu psa. Właściciel uciekł

Buldog francuski Źródło: Wikimedia Commons / Kobretti Do dramatycznego zdarzenia doszło w czwartek, 10 lipca, około godziny 19.05 w Ustroniu w województwie śląskim. Na oczach rodziny, podczas zabawy przy deptaku, czteroletni chłopiec został dotkliwie pogryziony przez psa, prawdopodobnie buldoga francuskiego. Rany na twarzy dziecka wymagały natychmiastowej interwencji medycznej i założenia szwów. Właściciel czworonoga natychmiast po ataku… uciekł. I do dziś pozostaje nieuchwytny. Nie wiadomo, czy pies był szczepiony. Czteroletni Franio spędzał wieczór z rodziną – mamą, babcią i starszą siostrą – w rejonie Alei Legionów, niedaleko hotelu Olimpic. Dziecko bawiło się samochodzikiem na poboczu popularnego deptaka, gdy nagle podbiegł do niego pies i zaatakował go, wgryzając się w jego twarz. Według relacji rodziców pies – najprawdopodobniej buldog francuski – był na smyczy, ale to nie powstrzymało go przed agresywnym zachowaniem. Tuż po ataku mężczyzna, który trzymał psa na smyczy, natychmiast oddalił się z miejsca zdarzenia. Według relacji świadków i rodziny Frania udał się w kierunku ulicy Grażyńskiego. Tożsamość właściciela psa pozostaje nieznana. Rodzice chłopca opublikowali w mediach dokładny rysopis mężczyzny. „Mężczyzna około 60 lat, 170 cm wzrostu, szczupły, opalony, łysy, ubrany w niebieski dres i czapkę z daszkiem”. Zauważyli też, że ich syn „był bardzo odważny, kiedy zakładali mu szwy”. „Niestety, tej odwagi zabrakło mężczyźnie, który uciekł z miejsca zdarzenia” – dodali w emocjonalnym apelu zamieszczonym w mediach społecznościowych. Policja została wezwana na miejsce wraz z pogotowiem ratunkowym. Poszkodowany chłopiec został przewieziony do szpitala w Bielsku-Białej, gdzie na oddziale ratunkowym założono mu szwy. Lekarze przygotowują dziecko do dalszego leczenia, w tym 21-dniowej serii bolesnych zastrzyków przeciwko wściekliźnie. Rodzice Frania podkreślają, że czas ma tu kluczowe znaczenie – to, czy pies był szczepiony, ma decydujący wpływ na proces leczenia chłopca. Niestety, bez informacji od właściciela czworonoga nie da się tego jednoznacznie ustalić. Dlatego rodzina prosi o pomoc wszystkich, którzy mogli widzieć zdarzenie lub znają tożsamość mężczyzny. „Mamy nagrania, jednak dojście do tego, kim był mężczyzna, może zająć zbyt wiele czasu. A u nas czas jest bardzo ważny, bo jak najszybciej należy zbadać psa, żeby wiedzieć, jakie leczenie zastosować u naszego Syna” – apelują rodzice chłopca. Bez znajomości historii szczepień psa lekarze muszą zastosować pełny, bolesny protokół postępowania w przypadku zagrożenia wścieklizną. To oznacza, że czteroletni chłopiec będzie musiał przejść serię 21 bolesnych zastrzyków. Jak poinformował oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Cieszynie, podkomisarz Krzysztof Pawlik, sprawą zajmuje się policja w Ustroniu. Funkcjonariusze prowadzą postępowanie sprawdzające, które ma na celu ustalenie tożsamości właściciela psa. – Policja apeluje do wszystkich świadków lub osób mogących pomóc w identyfikacji sprawcy o pilny kontakt z komisariatem w Ustroniu – przekazał podkomisarz Pawlik, cytowany przez RMF FM. Rodzina pogryzionego chłopca nie kryje emocji. Ojciec i matka chłopca wprost zwracają się do mężczyzny, który opuścił miejsce zdarzenia, zostawiając przerażone, krwawiące dziecko. „Franio znosi ogromny ból, czeka nas szereg badań. Widok skaczącego na niego i wbijającego swoje zęby w twarz psa zostanie z nim już zawsze. Mam nadzieję, że ruszy Pana sumienie i zmniejszy Pan cierpienie naszego Synka” – napisali w dramatycznym poście.Interwencja służb i trudna terapia
Strach o zdrowie dziecka i dramatyczny apel
Policja prowadzi postępowanie. Każdy może pomóc
„Mam nadzieję, że ruszy Pana sumienie”