19 March, 2026

Ukraina wydłuża “strefy śmierci”. Rosjanie tracą zaplecze, zanim dotrą na front

Ukraina wydłuża "strefy śmierci". Rosjanie tracą zaplecze, zanim dotrą na front

Jeszcze niedawno rosyjskie zaplecze mogło spać spokojnie. Dziś nie ma już tam miejsc, w których nie zabrzmiałby świst ukraińskich dronów oraz widok “Baby Jagi” i dronów skrzydlatych. “Strefy śmierci” rosną bez rozgłosu, ale ich efekty Kreml odczuwa boleśnie — i to coraz dalej od frontu. Niszczone są rosyjskie linie zaopatrzenia oraz centra dowodzenia. “Druga armia świata” przenosi karabiny z helikopterów na auta, w ten sposób próbując odpierać ataki z powietrza.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Ukraina wydłuża "strefy śmierci". Rosjanie tracą zaplecze, zanim dotrą na front JOSE COLON, Anastasiia Morozova / AFP Zasięg ukraińskiej powiększonej "strefy śmierci" oraz żołnierze z jednostki dronowej 93. Brygady w Ukrainie — W Ukrainie “strefa śmierci”, która jest tak naprawdę odpowiednikiem dawnej linii frontu, rozciągała się dotychczas na 25-30 km w głąb od linii kontaktu. Tam grasowały zwykłe drony, np. wielowirnikowce, quadrocoptery — mówi Onetowi kpt. rez. Maciej Lisowski, ekspert do spraw dronów i systemów antydronowych.

Ukraińcy zmieniają taktykę. 150 km “strefy śmierci”

Wcześniej ukraińskie drony nękały atakujących żołnierzy, ale nie stanowiły większego problemu dla rosyjskich stanowisk dowodzenia, które były poza ich zasięgiem.Jak podkreśla wojskowy, Ukraińcy zmienili teraz taktykę. — Kiedy doszli do tego, że należy we właściwy sposób odciąć rosyjskie zaopatrzenie i systemy dowodzenia, musieli dopasować dotychczasowe narzędzia i pozyskać kilka nowych — zauważa kpt. Lisowski.

  • Strach na Kremlu. “Żaden region Rosji nie może czuć się bezpieczny”

Mówiąc obrazowo: Ukraińcy musieli zwiększyć zasięg “stref śmierci”. Ukraina wydłuża "strefy śmierci". Rosjanie tracą zaplecze, zanim dotrą na front Tak wygląda powiększona ukraińska "Strefa śmierci"Anastasiia Morozova / Onet — Musieli rozszerzyć istniejącą już “strefę śmierci” o “strefę antydostępową”. Także o domenę lądową. A nie jak dotychczas to rozumiano, domenę powietrzną — precyzuje polski wojskowy.

  • “Mieszkańcy Moskwy będą spędzać wieczory przy świecach”. Ciosy w Rosję

To się udało. Brytyjska gazeta “Daily Telegraph” podaje, że na niektórych odcinkach frontu ukraińskie drony operują już nawet 150 km w głąb okupowanego przez Rosjan terytorium. — Ukraińcy używają pocisków manewrujących firmy FirePoint, w tym najnowszego SP 7. Używają także dronów z naprowadzaniem satelitarnym. To pozwala im prowadzić operacje głęboko na tyłach przeciwnika. Nawet na odległość 150 km. Kiedyś w NATO mówiło się, że jest to głębokość oddziaływania dla dywizji. To znaczy, że dywizja powinna mieć środki, którymi jest w stanie od 120 do 150 km przed linią frontu oddziaływać na siły przeciwnika. Można powiedzieć, że Ukraińcy wdrożyli tutaj założenia doktryny NATO — komentuje polski wojskowy.

  • Ukraina wysłała na Bliski Wschód setki specjalistów od zwalczania dronów

Rosjanie tracą obronę powietrzną. Robi się raj dla ukraińskich dronów

Ukraińskie drony są w stanie skutecznie atakować w zakresie rzędu 150 km, uderzając m.in. w rosyjskie linie zaopatrzenia. — Jeżeli nie pozwolisz, żeby do strefy walk docierały posiłki oraz zaopatrzenie, to sukcesywnie zmniejszasz możliwości obronne przeciwnika. Od kilku miesięcy na niektórych odcinkach frontu ta taktyka jest z powodzeniem stosowana przez Ukraińców. Co więcej, zaczyna być rozszerzana, bo Rosjanie na tę chwilę nie znaleźli na nią antidotum — akcentuje analityk. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Polska produkuje za mało dronów? "Jesteśmy w miejscu, w którym nie powinniśmy być" Cytowany wyżej “Daily Telegraph” pisze: “zniszczenie rosyjskich systemów obrony powietrznej, w tym modeli Buk, Tor i Pantsir-S1, osłabiło rosyjską obronę na terytoriach okupowanych, otwierając przestrzeń powietrzną dla bezprecedensowej liczby lżejszych dronów (…)”. — Zniszczenie rosyjskiego systemu systemów radiolokacyjnych oraz obrony powietrznej wojsk, czyli tej najniższej warstwy obrony przeciwlotniczej, spowodowało, że różne ukraińskie drony skrzydlate, które nie latają wysoko, ale mają odpowiedni ładunek, mogą bardziej bezkarnie atakować rosyjskie zaplecze. To jest duży kłopot dla Rosjan — przyznaje rozmówca Onetu.Kpt. Lisowski tłumaczy, dlaczego Rosjanie są tutaj bezsilni: — Rosjanie nie byli w stanie uzyskać dominacji w powietrzu, na tzw. wysokim niebie. Nie byli w stanie niszczyć wszystkich tych miejsc, z których Ukraińcy odpalali drony oraz rakiety. Nie byli też w stanie niszczyć stanowisk ukraińskiej obrony przeciwlotniczej, które osłaniają cały ten system.

“Inteligentne pola minowe”

Zdarzają się sytuacje, że Rosjanie demontują karabiny maszynowe z helikopterów, montują je na samochodach i w ten sposób próbują bronić się przed chmarą mniejszych dronów. — Rosjanie muszą używać starych, improwizowanych systemów lufowych. Stara broń, dobrze użyta, dalej spełnia swoją rolę. Na przykład CKM Maxim, pamiętający jeszcze pierwszą wojnę światową — potwierdza polski wojskowy. Jak w praktyce wygląda sytuacja w “strefach śmierci”? Czy Ukraińcy kontrolują tam niebo w taki sposób, że na ziemi przysłowiowa mysz się nie prześlizgnie?— Nie aż tak. W takiej strefie latają różne rodzaje dronów obserwacyjnych. Są tam zastawiane pułapki przez drony, które lądują i w reżimie kilkudniowym oczekują na pojawienie się, na przykład przy drodze jakiegoś pojazdu wojskowego. Można powiedzieć, że to takie inteligentne pole minowe — zaczyna odpowiedź polski wojskowy.— W ramach tej obserwacji następuje segregacja celów i Ukraińcy atakują to, co uważają za stosowne. Robią to selektywnie, ponieważ ważniejsze jest spowodowanie strachu przed zbliżeniem się do tej strefy. Natomiast im bliżej do tej umownej linii kontaktu, tym liczba dronów stale wiszących w powietrzu i stale naprowadzanych na cel lawinowo rośnie — wyjaśnia.

Na tych odcinkach Ukraińcy potrzebują 10 razy mniej żołnierzy

Jak dużo ukraińskich dronów operuje w takiej strefie? — Na odcinku frontu rzędu jednego kilometra mówi się, że ukraiński zespół w ciągu doby ma możliwość użycia od 50 do 80 dronów w ciągu dnia i od 25 do 30 dronów w nocy. Czy taka liczba dronów jest używana? To zależy od sytuacji — odpowiada specjalista ds. dronów.Rozszerzenie “stref śmierci” pozwala Ukraińcom oszczędzać swoich ludzi. W wielokilometrowych, przyfrontowych strefach Ukraińcy nie muszą wystawiać dużej liczby żołnierzy do obrony.— W normalnej sytuacji kompania około 100 żołnierzy miałaby około kilometra pasa swojego odcinka obrony. Teraz Ukraińcy ten sam odcinek monitorują jedną dziesiątą tej liczby żołnierzy. Całą resztę pracy wykonują drony. Żołnierze są w trybie alarmowym. W razie czego mogą być natychmiast wysłani na konkretny odcinek frontu — wyjaśnia kpt. Lisowski. — Na obszarze 1 kilometra 10 żołnierzy kontroluje umowną strefę frontu, podczas gdy wszystko, co dotyczy obserwacji i atakowania, realizują drony — dopowiada.Cytowany wyżej “Daily Telegraph” przypomina, że prawdziwy postrach wśród Rosjan budzą ukraińskie drony bombowe “Nemezis”.

“Baba Jaga” sieje postrach wśród Rosjan

“Siły rosyjskie nazywają go “Baba Jaga”, nawiązując do postaci ze słowiańskiego folkloru, ze względu na jego zdolność do cichego i skutecznego atakowania w nocy” — piszą brytyjscy dziennikarze.— “Nemezis” to dron, który Ukraińcy mają do swojej dyspozycji od co najmniej półtora roku. W tej chwili dopracowano taktykę ich użycia. “Baba Jaga” ma osłonę innych dronów, które ją osłaniają. To rzeczywiście silna broń, ale pamiętajmy, że takich dronów jest stosunkowo mało — komentuje rozmówca Onetu. Polski wojskowy szacuje, że Ukraina ma w tej chwili zdolność produkcji 2,5 mln dronów, z czego 10 proc. to ciężkie drony wielokrotnego użytku, takie jak np. “Nemezis”.Polski wojskowy wyjaśnia, dlaczego “Baba Jaga” jest tak bardzo niebezpieczna dla Rosjan. — To jest rozwinięcie drona rolniczego, dużego i ciężkiego. To dron, który wyposażony jest w odpowiednią optoelektronikę. Może zrzucać nawet sześć granatów moździerzowych i to z dużą precyzją. Granat moździerzowy, który jest precyzyjnie zrzucony, powoduje ogromne straty w sile żywej przeciwnika — mówi.

“Lotnictwo nie utrzyma terenu”

“Baba Jaga” to dron wielokrotnego użytku. — Jeżeli taki dron nie został uszkodzony, może bardzo szybko wrócić na pole bitwy. To jest kwestia wymiany baterii i załadowania nowego uzbrojenia. Oczywiście trzeba się liczyć z tym, że taki dron potrzebuje dłuższego czasu, by bezpiecznie wrócić po akcji i nie zdradzić pozycji, z której go wysłano — przypomina. Czy Ukraińcy mają drony, które są jeszcze lepsze od “Baby Jagi”? — Zależy do czego lepsze. “Baba Jaga” to jest taki ich największy wielowirnikowiec. Ukraińcy używają sporej liczby dronów skrzydlatych, które mają większe prędkości i większy zasięg. Drony skrzydlate, takie jak FP1, FP2, dobrze sprawdzają się na głębsze uderzenia. Z kolei, jeśli cel jest bliżej, lepiej sprawdzą się drony wielowirnikowe — odpowiada.Ukraińcy mogą kontrolować i rozszerzać “strefy śmierci”, ale nie oznacza to, że są w stanie ostatecznie pokonać Rosjan. Kpt. Lisowski zwraca uwagę, że Ukraińcy nie mają odpowiednich sił lądowych do ataków na dużą skalę. — Żadna ze stron nie zbudowała obecnie takich rezerw, które mogłaby w klasycznym znaczeniu użyć już teraz. Natomiast Rosja próbuje odbudować te zdolności — podkreśla. — Lotnictwo zniszczy z powietrza, co chcemy, ale lotnictwo nie zajmie i nie utrzyma terenu — komentuje.

Jak nie ogarniasz dronów, wracasz do piechoty

Choć ukraińskie drony próbują nawet przejmować rolę piechoty. — Widziałem filmy nagrane przez ukraińskich operatorów, jak prowadzili natarcie kombinowane. Drony latające do obserwacji i dowodzenia. Drony atakujące, które niszczyły stanowiska rosyjskie. I drony lądowe, wyposażone w karabiny maszynowe zarówno zwykłe, jak i cięższe, kaliber 50. Te drony zdobywały teren, a dopiero potem wchodziła piechota — opisuje.Kpt. Lisowski ocenia, że w Ukrainie nawet 300 tys. osób zostało przeszkolonych na operatora drona. Mówi, że podstawowy kurs trwa około sześciu tygodni. — Są oczywiście kursy różnego szczebla i jest stałe doskonalenie instruktorów oraz uzupełnianie wiedzy z zakresu rosyjskich zdolności — zaznacza specjalista ds. dronów.— W sześć tygodni na kursie podstawowym nauczysz się wszystkiego, co potrzebne. Poznasz taktykę użycia drona, a także jego naprawy i montaż. Sześć tygodni wystarczy, choć oczywiście zdarzają się też ludzie odporni na wiedzę. Jeśli się okaże, że nie masz do tego drygu, wrócisz do piechoty — uśmiecha się polski wojskowy.

Podobne artykuły