Układ w MSZ, zbuntowani dyplomaci i handlarz diamentami z CBA. Ujawniamy kulisy głośnej afery
Z nowego aktu oskarżenia w sprawie głośnej afery wizowej wyłaniają się zaskakujące kulisy korupcyjnego przekrętu. Jak się okazuje, w tej historii pojawia się m.in. przykrywkowiec, który miał planować uruchomienie w Polsce szlifierni diamentów. Są też tajne spotkania w salonie masażu, białoruska pośredniczka z kontaktami w Hongkongu i urzędniczka MSZ specjalizująca się w naciskach.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Rafał Guz, Albert Zawada / PAP Edgar K. i Piotr Wawrzyk Przypomnijmy, że centralną postacią tzw. afery wizowej jest Edgar K. — najbliższy współpracownik Piotra Wawrzyka, który pełnił nieformalną funkcję jego asystenta. Podobnie jak Wawrzyk, pochodzi z Kielc, a w przeszłości był m.in. młodzieżowym delegatem RP do ONZ. Z ustaleń prokuratury wynika, że to właśnie on odegrał kluczową rolę “pośrednika” pomiędzy tymi, którzy chcieli za pieniądze “przepchnąć” wizy dla określonych osób, a urzędnikami MSZ-u.30 grudnia 2025 r. Prokuratura Krajowa skierowała do sądu drugi akt oskarżenia w śledztwie dotyczącym tej afery (pierwszy trafił do sądu w sierpniu 2025 r. i dotyczył sześciu osób). Tym razem objął on cztery osoby: Edgara K., Piotra Wawrzyka (byłego wiceministra w MSZ), Marcina J. (byłego dyrektora Departamentu Konsularnego MSZ) oraz Beatę B. (byłą zastępczynię dyrektora Departamentu Konsularnego MSZ). Śledczy zarzucają im m.in. płatną protekcję oraz przekroczenie uprawnień przy przyspieszaniu procedur wizowych z naruszeniem obowiązujących zasad. Onet zapoznał się z tym aktem oskarżenia. Wynika z niego, że kluczowymi dowodami w sprawie są maile oraz wiadomości przesyłane w aplikacji Whatsapp, które zostały zabezpieczone w telefonach oskarżonych. Dzięki temu prokuraturze udało się ustalić chronologię związaną z przesyłaniem przez Edgara K. danych cudzoziemców i podejmowanych w tym zakresie interwencji w polskich placówkach zagranicznych.Ujawniamy szczegóły tej sprawy.
Białoruska pośredniczka i salony masażu
Cała historia zaczęła się tak naprawdę z przypadku. Na początku 2022 r. 25-letni Edgar K., pełniący nieformalną funkcję asystenta wiceszefa MSZ Piotra Wawrzyka, poszukiwał osób zza granicy, którzy podjęłyby się pracy w gospodarstwie jego ojca. W związku z tym zamieścił w tej sprawie ogłoszenie na portalu OLX. Niedługo potem zgłosili się do niego przedstawiciele spółki R&I Company zajmującej się sprowadzaniem cudzoziemców z Azji. Jej właścicielką była obywatelka Białorusi Anzhalika R. [po polsku Andżelika — red.], mieszkająca od 2015 r. w Polsce.Jak czytamy w aktach, firma specjalizowała się w wyszukiwaniu Filipińczyków przebywających w Hongkongu. W przypadku uzyskania zapotrzebowania na takich pracowników w Polsce spółka kontaktowała się z agencjami zajmującymi się pośrednictwem pracy w Hongkongu, a te przedstawiały kandydatów dopasowanych do konkretnych ofert pracy. Anzhalika R. przesyłała wówczas dokumenty niezbędne do złożenia wniosków wizowych. Agencje w Hongkongu zajmowały się następnie rejestracją cudzoziemców w systemie e-konsulat. Sęk w tym, że pod koniec 2021 r. zaczęły się problemy z uzyskiwaniem wiz, a osoby ubiegające się o pracę w Polsce miesiącami oczekiwały na możliwość zgłoszenia wniosków wizowych. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Michał Szczerba: "Teraz już wiemy, że aferę wizową próbowano tuszować" Na podobne problemy napotkał właśnie Edgar K. Kiedy jednak dowiedział się o tych komplikacjach od Anzhaliki R., to zadeklarował, że do “kogoś zadzwoni i może uda się załatwić terminy”. Jak się okazało — cudzoziemcy ubiegający się o pracę w gospodarstwie ojca Edgara R. w ciągu dwóch tygodni uzyskali terminy do złożenia wniosków wizowych w konsulacie w Hongkongu.Tę sytuację postanowiła wykorzystać Anzhalika R. Umówiła się na spotkanie z Edgarem K. i zapytała wprost, jak udało mu się przyspieszyć całą procedurę? Ten przyznał, że posiada kontakty w MSZ i może jej pomóc. Z opracowanych przez prokuraturę analiz wynika, że Anzhalika R. przesłała Edgarowi K. dane łącznie 237 cudzoziemców. Do placówek wysłano prośby o przyspieszony termin dla 195 z nich, a 127 otrzymało pozytywne decyzje wizowe. Początkowo Edgar K. otrzymywał 250 dol. od każdej uzyskanej wizy. Później ta kwota wzrosła do 400 dol., a na koniec do 650 dol. Anzhalika R. nie była jednak jedyną “kontrahentką” Edgara K.Kolejna bohaterka tej historii to Beata W., która od 2011 r. prowadziła na terenie Warszawy salony kosmetyczne oraz świadczące usługi masażu tajskiego. Przez lata ściągnęła do Polski kilkadziesiąt Tajek, jednak po pandemii sytuacja się skomplikowała, bo wnioski wizowe składane przez kobiety z Tajlandii coraz częściej były odrzucane.Beata W. poznała się z Edgarem K. przez swojego syna. 25-latek zaproponował jej pomoc, ale wycenił swoje “usługi” na 15 tys. zł od jednej przyznanej wizy — tłumaczył to faktem, iż “musi się dzielić z innymi osobami decyzyjnymi”. Kobieta uznała, że jest to dla niej zbyt wysoka kwota i nie zdecydowała się na współpracę. Jednocześnie podjęła decyzję, że zamiast Tajek, będzie ściągała do pracy kobiety z Indii. W tym celu nawiązała kontakt z Saikatem B., hinduskim biznesmenem działającym w Polsce. Ten jednak też natrafił na problemy z uzyskaniem szybkiego terminu umożliwiającego złożenie wniosków wizowych. W tej sytuacji doszło do kolejnego spotkania z Edgarem K. Tym razem udało się dojść do porozumienia, a ostateczną kwotę trójka wspólników ustaliła na 14 tys. zł od jednej uzyskanej wizy.Z czasem biznes Edgara K. coraz mocniej się rozkręcał. Wśród jego “klientów” była też Monika R., właścicielka popularnych salonów masażu tajskiego w całej w Polsce. Łącznie, według ustaleń śledczych, Edgar K. miał zarobić na tym procederze w ciągu 15 miesięcy ponad pół miliona złotych.
- PRZECZYTAJ: Sondaż Onetu: Rozliczenia PiS tracą poparcie. Tusk ma dylemat
Edgar K.Albert Zawada / PAP
“Z jego strony nie ma kwestii korupcyjnych”
Pierwszą listę z nazwiskami osób, która mają dostać wizę, Edgar K. przesłał do Piotra Wawrzyka przy użyciu aplikacji Whatsapp 7 lutego 2022 r. Wiceminister przekazał te dane do Marcina J. (ówczesnego dyrektora Departamentu Konsularnego MSZ), a ten wysłał je na telefon prywatny Beaty B. (swojej zastępczyni w departamencie) z adnotacją, że pochodzi ona od MPW. Był to często używany w korespondencji urzędników skrót rozumiany jako “Minister Piotr Wawrzyk”.Jeszcze tego samego dnia Beata B. wysłała maila do Wydziału Ruchu Osobowego, a stamtąd przekazano go do konsulatu w Hongkongu. W wiadomości kobieta wyjaśniła otwarcie, że osoby wymienione na liście mają trafić do gospodarstwa ojca Edgara K., ale ich szanse w normalnej procedurze losowania terminów są “umiarkowane”. Raptem dwa dni później Anzhalika R. poinformowała Edgara K., że dwie osoby z listy uzyskały w konsulacie terminy umożliwiające złożenie wniosków wizowych 15 lutego 2022 r. Dwa miesiące później Edgar K. otrzymał od swojej białoruskiej wspólniczki dwie listy zawierające łącznie nazwiska 148 osób. Mechanizm znów wyglądał podobnie. Listy trafiły najpierw za pośrednictwem Whatsapp do Piotra Wawrzyka — tym jednak razem z precyzyjną adnotacją Edgara K., iż “wszystkie są pilne, a pierwszych 14 osób najpilniejsze”. Następnie Wawrzyk przekazał dokument Marcinowi J., ten Beacie B., a na koniec trafił on do konsula Aleksandra Dańdy w Hongkongu.Dokładnie ten sam schemat był powtarzany w kolejnych miesiącach. Z czasem urzędnicy z MSZ-u zaczęli jednak natrafiać na opór ze strony niektórych dyplomatów. Kiedy w maju Beata B. przesłała listę 41 osób do placówek w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Tajwanu, Arabii Saudyjskiej oraz Hongkongu, to konsul ostatniej z wymienionych wyraził swoje wątpliwości. Najpierw Aleksander Dańda zaznaczył w mailu, że nie może przyjąć cudzoziemców w ciągu 2-3 dni ze względu na remont placówki, a później dodał jeszcze, że przyjęcie grupy poza kolejnością rodzi obawy o pojawienie się oskarżeń preferowania pewnych agencji zatrudnienia, w tym zarzutów dotyczących korupcji. Beata B. przekazała tę wiadomość Piotrowi Wawrzykowi. Ten odpisał, że “z jego strony nie ma kwestii korupcyjnych, natomiast docierają do niego informacje, że jednak niektóre agencje są preferowane i przyjmowane są od nich wnioski mimo remontu”.Ten komunikat zdecydowanie ostudził bojowe nastroje konsula w Hongkongu. W kolejnej wiadomości Beata B. poinformowała Wawrzyka, że Dańda zapewnił ją w rozmowie telefonicznej, iż jednymi osobami przyjmowanymi poza systemem zapisu w e-konsulacie są cudzoziemcy wskazani przez wiceministra. Konsul zaznaczył również, że w najbliższych dniach zostaną przyjęte osoby z ostatniej listy.
- PRZECZYTAJ: Wraca sprawa afery wizowej. Roman Giertych wskazał dwóch znanych polityków PiS
“Pan Minister zajmuje się pośrednictwem pracy?”
Kolejne komplikacje pojawiły się we wrześniu. Dyrektor Marcin J. przesłał Piotrowi Wawrzykowi maila, w którym poinformował, że dwie osoby z listy Edgara K. otrzymały decyzje odmowne w placówce w Manili (stolica Filipin) z uwagi na “uzasadnione wątpliwości co do wiarygodności złożonych oświadczeń dotyczących celu ich pobytu na terytorium RP”.Jak się okazało, szybko zainterweniował w tej sprawie Aleksander Parzych, pełniący funkcję Kierownika Wydziału Konsularnego i Polonii Ambasady RP w Manili. W obszernym mailu przesłanym do Departamentu Konsularnego MSZ wyjaśnił, że decyzje w sprawie tych dwóch osób podjął wicekonsul Tomasz Danel dokonując “subiektywnej” oceny. Zapewnił jednocześnie, że jeżeli wpłyną odwołania “wówczas sam je wnikliwie rozpatrzy”. Ponadto, Aleksander Parzych poinformował, że konsul Tomasz Danel wstępnie zakwalifikował również trzecią osobę z listy do odmowy wydania wizy, ale w tej sytuacji “osobiście zajmie się sprawą”. Na końcu zaznaczył, że “będzie miał ich prośbę w życzliwej pamięci”.W kolejnych miesiącach jednak dyplomaci z różnych placówek coraz częściej wyrażali swoje wątpliwości. Konsul Adam Sadownik z ambasady w Dosze (Katar) w wiadomości skierowanej do Beaty B. i Marcina J. napisał: “Rozumiem, że w związku z tą prośbą możemy bez konsekwencji i lawiny próśb od innych podmiotów złamać zasadę losowania terminów. Bardzo proszę o potwierdzenie”. W odpowiedzi Beata B. odpisała: “Szanowny Panie Konsulu, jakoś zręcznie muszą sobie Państwo z tym poradzić”.W tym samym dniu, w związku z przesłaną listą osób, Beata B. wymieniła wiadomości z konsulem Pawłem Bogdziewiczem, który również wyraził swoje obawy dotyczące przyjmowania cudzoziemców poza kolejnością. W odpowiedzi zastępczyni dyrektora Departamentu Konsularnego MSZ stwierdziła: “czasem takie prośby od Ministrów się pojawiają…”. Z kolei 2 lutego 2023 r. konsul Rafał Bartochowski z ambasady w Islamabadzie (Pakistan) zapytał Beatę B. wprost: “czy Pan Minister zajmuje się teraz pośrednictwem pracy?”.Jeszcze bardziej zasadnicza była konsul RP w Kuwejcie, która napisała do Beaty B., że “wnioski wizowe składane są w konsulacie przez aplikujących jedynie osobiście i nie przyjmują oni wniosków nadesłanych pocztą”. Dodała również, że przyjęcie w tej formie wniosku w sprawie aplikantki pochodzącej od Edgara K. może stać się precedensem i spowodować napływ wniosków drogą pocztową.Beata B. odpowiedziała na to: “nie zakładamy, iż taka praktyka stanie się powszechna — tutaj robimy wyjątek z uwagi na prośbę Pana Ministra, co jest dopuszczalne w świetle prawa”.16 marca 2023 r. konsul Łukasz Weremiuk z Tajwanu zwrócił się do Beaty B. z prośbą o wyjaśnienie “jaki jest powód przyjmowania wskazanych osób poza kolejnością”?. Zwrócił przy tym uwagę, że wszyscy cudzoziemcy zostali zrekrutowani przez jednego agenta w Polsce, a niektórzy przyznali nawet, że za to zapłacili. Miesiąc później, konsul Cyryl Kozaczewski (również z Tajwanu) zapytał Beatę B. w rozmowie telefonicznej, czy na pewno mają “wyciągać” ludzi z list z kolejki, bo może to skutkować oskarżeniami ze strony innych firm pośredniczących.W odpowiedzi zastępczyni dyrektora Departamentu Konsularnego przywołała “postawę” konsula Dańdy z Hongkongu, który początkowo miał podobne obawy, ale “jakoś to załatwia, więc niech wezmą z niego przykład”.
- PRZECZYTAJ: Donald Tusk zapowiada nowe zasady dotyczące wiz i wniosków o azyl. Zwrócił się do posłów PiS
Piotr WawrzykMaciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl
“Wawrzyk nie jest zadowolony”
Do najbardziej spektakularnej akcji doszło jednak w listopadzie 2022 r. Na polecenie Piotra Wawrzyka ściągnięto wówczas do Polski nielegalnych imigrantów z Indii, którzy udawali ekipę filmową z Bollywood. Tę historię opisał w Onecie jako pierwszy Andrzej Stankiewicz. Pomysłodawcą tego “projektu” był Hindus Saikat B., którego — jak już wspominaliśmy — Edgar K. poznał przez właścicielkę salonów z tajskim masażem Beatę W. Choć pracownicy mumbajskiego konsulatu od początku widzieli, że mają do czynienia z przekrętem, to pod naciskiem ludzi Wawrzyka przyznali Hindusom wizy Schengen, pozwalające na wjazd do większości krajów Unii Europejskiej. Tyle że były to wizy jednokrotnego użytku, co wywołało gniew Edgara K.25-latek domagał się wiz wielokrotnego użytku, przekonując, że filmowcy mogą potrzebować kilku wizyt w Polsce w krótkim czasie. Pod presją kierownictwa Departamentu Konsularnego MSZ konsulat w Mumbaju wydał ostatecznie Hindusom 36 wiz wielokrotnych.W grudniu 2022 r., po uzyskaniu wiz i przylocie do Polski osób z ekipy filmowej, w jednym z salonów masażu odbyło się spotkanie Edgara K. z Saikatem B. i Beatą W., na którym dokonano rozliczenia. 25-latek otrzymał za całą operację 329 tys. zł. Przy okazji doszło do rozmów na temat przyjazdu kolejnych dwóch ekip filmowych, które miały liczyć po ok. 50 osób. Tym razem jednak konsul z Mumbaju Damian Irzyk postawił stanowcze weto. Wszyscy cudzoziemcy z tzw. drugiej ekipy filmowej, ubiegający się o wizy, dostali odmowy. Wtedy znów zaczęła się presja ze strony MSZ.Edgar K. zeznał w prokuraturze, że po złożeniu w Konsulacie Generalnym w Mumbaju odwołań od decyzji o odmowie wydania wiz, uczestniczył wraz z Jakubem Osajdą (Dyrektorem Departamentu Prawnego i Zarządzania Zgodnością w MSZ) w spotkaniach, które Piotr Wawzryk odbywał w swoim okręgu wyborczym z mieszkańcami województwa świętokrzyskiego.Po tych wydarzeniach Osajda zaprosił Wawrzyka i Edgara K. do domu rodzinnego w Kielcach, gdzie doszło do rozmowy na temat wiz dla ekip filmowych. Panowie wpadli na pomysł, aby przeprowadzić kontrolę w konsulacie w Mumbaju i w ten sposób skłonić konsulów do podjęcia oczekiwanych przez nich decyzji. Kilka dni później Edgar K. dowiedział się, że na kontrolę został wysłany “najlepszy człowiek” do jej przeprowadzenia, czyli Paweł Majewski zastępca Osajda w Departamencie Prawnym i Zarządzania Zgodnością w MSZ. Jak czytamy w akcie oskarżenia — podczas rozmów prowadzonych na osobności z konsulami Mateuszem Reszczykiem i Damianem Irzykiem w Mumbaju, Paweł Majewski “wskazywał na możliwość zmiany decyzji” w sprawie wiz dla ekipy filmowej i uzasadniał to faktem “zainteresowania sprawą wysokiej rangi polityka, którego nazwiska nie wymienił”.Z kolei w rozmowie z radcą Departamentu Konsularnego MSZ Damianem Gągałą (który również brał udział w wizytacji) Paweł Majewski powiedział, że “konsula Damiana Irzyka może czekać niedługo prawdziwa kontrola z MSZ-u, która zbada całokształt działalności konsulatu”. Zasugerował również, że konsul może zakończyć swój pobyt w placówce, a minister Wawrzyk jest niezadowolony z przebiegu wizytacji.16 lutego 2023 r. z inicjatywy Piotra Wawrzyka skierowana została do Konsula Generalnego RP w Mumbaju pozaplanowa kontrola przeprowadzona przez Biuro Kontroli i Audytu MSZ. Bezpośrednim powodem zlecenia miały być wnioski Pawła Majewskiego z przeprowadzonej kilkanaście dni wcześniej wizytacji. W trakcie czynności kontrolnych realizowanych od 20 do 24 lutego 2023 r. nie stwierdzono jednak “istotnych nieprawidłowości” w działaniu konsulatu. To nie odmieniło losu konsula Damiana Irzyka. Wraz z upływem kadencji w sierpniu 2023 r. nie przedłużono z nim umowy.
- PRZECZYTAJ: Komisja wizowa przedstawiła raport. Są wnioski do prokuratury
Damian IrzykMarcin Obara / PAP
Handlarz diamentami z CBA
W czasie, gdy Edgar K. i Piotr Wawrzyk walczyli o wizy dla kolejnych “filmowców”, amerykańskie służby przekazały polskim władzom nieformalnymi kanałami informację, że część cudzoziemców z tzw. pierwszej ekipy filmowej znalazło się w Meksyku. Z ich perspektywy oznaczało to jedno — właśnie powstał nowy kanał przerzutu nielegalnych imigrantów z Indii przez Europę do USA.Te sygnały od amerykańskich sojuszników sprawiły, że Edgar K. trafił na celownik polskich służb. Centralne Biuro Antykorupcyjne podstawiło 25-latkowi “przykrywkowca” podającego się za handlarza diamentami, który rzekomo chce uruchomić w Polsce ich szlifiernię. Za pośrednictwo w załatwieniu wiz dla 18 obywateli Indii mających być wykwalifikowanymi szlifierzami diamentów Edgar K. miał otrzymać 800 tys. zł. Po otrzymaniu zlecenia 25-latek omówił sprawę na spotkaniu z Piotrem Wawrzykiem w jego biurze poselskim w Kielcach. Potem umówił się z nim na spotkanie w MSZ, gdzie miał przekazać listę z danymi cudzoziemców. Do spotkania jednak nie doszło, ponieważ Edgar K. został zatrzymany 27 kwietnia 2023 r., gdy przyjmował od podstawionego funkcjonariusza zaliczkę w kwocie 160 tys. zł.Kilka dni później Beata B. wysłała z polecenia Piotra Wawrzyka maila do konsulów, którzy wówczas mieli procedować sprawy cudzoziemców pochodzących z list Edgara K. Zaznaczyła w nim, żeby konsulowie nie wyznaczali już terminów umożliwiających złożenie wniosków poza kolejnością. Dodała, że osoby już zapisane mogą zostać przyjęte, ale ich wnioski mają zostać rozpatrzone na “ogólnych zasadach”.Beata B. przekazała też w wiadomości prośbę Piotra Wawrzyka, aby od tej pory nie traktować wysyłanych wcześniej za ich pośrednictwem próśb “jako przez niego zgłaszanych”.
- PRZECZYTAJ: Jedenastu “bohaterów” afery wizowej. Komisja śledcza szykuje uderzenie w PiS
Piotr Wawrzyk podczas uroczystości w 79. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego w KielcachPiotr Polak / PAP
“Budowaliśmy wzajemne zaufanie”
Z ustaleń prokuratury wynika, że Piotr Wawrzyk nie otrzymywał za podejmowane interwencje pieniędzy, ale jednocześnie miał świadomość, że Edgar K. zarabia na tym procederze. Inna sprawa jest taka, że 25-latek okłamał swojego pryncypała, gdyż przekazał mu, że za każdą sprowadzoną do Polski osobę dostaje jedynie 400-500 zł.Jednocześnie śledczy podkreślają w akcie oskarżenia, że Piotr Wawrzyk nie angażował się w proceder uzyskiwania wiz bezinteresownie. Spełniał w tym zakresie “prośby” Edgara K., ponieważ ten nieodpłatnie pomagał mu w prowadzeniu działalności politycznej. Posiadał swój samochód i pełnił często rolę kierowcy. Uczestniczył w spotkaniach Piotra Wawrzyka, brał udział w ich organizacji, przywoził kwiaty, wieńce, był dyspozycyjny, jeżeli była potrzeba “coś przenieść, kogoś zawieźć”. W sytuacjach, kiedy Wawrzyk sam nie miał takiej możliwości, to Edgar K. wygłaszał w jego imieniu mowy i oświadczenia. Wspierał biuro poselskie, jeżeli został o coś poproszony, robił zdjęcia z wydarzeń, redagował posty. Wiceszef MSZ przedstawiał na spotkaniach Edgara K. jako swojego asystenta.Jak zauważa prokuratura — istotne znaczenie miała również nieformalna pomoc udzielana przez Edgara K. w działalności Fundacji Instytut Świętokrzyski w Kielcach, powiązanej z Mariuszem Gorajem, najbliższym współpracownikiem politycznym Piotra Wawrzyka. 25-latek zajmował się tam opracowywaniem, realizacją i rozliczaniem wniosków o dotacje przyznawane przez Skarb Państwa oraz państwowe spółki. Te pieniądze wykorzystywano częściowo na promowanie działalności politycznej Piotra Wawrzyka.”Budowaliśmy w ten sposób wzajemne zaufanie. Mieliśmy wzajemne poczucie, że możemy prosić się o różne przysługi. W związku z tym, kiedy potrzebowałem interwencji w sprawie wiz, to mogłem bez skrępowania prosić o pomoc Piotra Wawrzyka. Dla mnie to było naturalne, że kiedy jego zaplecze polityczne coś potrzebuje, to ja to zrobię, tak samo ja mogę liczyć na ich wsparcie” — zeznawał w prokuraturze Edgar K. “W ramach tej nieformalnej współpracy wykonywałem rzeczywistą pracę na rzecz Piotra Wawrzyka jako posła na Sejm, jak również na rzecz powiązanych z nim fundacji. W ten sposób funkcjonowało zaplecze polityczne Wawrzyka” — zaznaczył.Po złożeniu drugiego aktu oskarżenia minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował, że śledztwo ma charakter wielowątkowy, a w najbliższych miesiącach kolejne osoby mogą usłyszeć w tej sprawie zarzuty.