01 February, 2026

“To nasza najsilniejsza broń”. Tak Grenlandia chce się bronić przed zakusami Donalda Trumpa

Swoimi groźbami wobec Grenlandii Donald Trump sprawił, że mieszkańcy wyspy zbliżyli się do Danii, która ostatnio prześciga samą siebie w politycznych zalotach. Jednak pierwsze wrażenie jest mylące — stosunki między Nuuk a Kopenhagą pozostają napięte, co amerykański prezydent próbuje wykorzystać.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy "To nasza najsilniejsza broń". Tak Grenlandia chce się bronić przed zakusami Donalda Trumpa INA FASSBENDER / AFP / AFP Duński żołnierz z flagami Grenlandii (L) i Danii (P) na mundurze na posterunku kontrolnym w porcie Nuuk na Grenlandii, 26 stycznia 2026 r.

Duński wpływ jest widoczny na każdym kroku w stolicy Grenlandii, Nuuk: od bułeczek cynamonowych w witrynach kawiarni po skandynawską architekturę centrum kultury Katuaq. Co dziesiąty mieszkaniec arktycznej wyspy jest Duńczykiem, wielu z nich ma obecnie mieszane korzenie. Z drugiej strony około 17 tys. Grenlandczyków mieszka w Danii.

"To nasza najsilniejsza broń". Tak Grenlandia chce się bronić przed zakusami Donalda Trumpa Architektura skandynawska w NuukLara Jakel / Welt

Ponad 300 lat wspólnej historii ściśle połączyło te dwie tak różne społeczności — jednak głównie kosztem ludności Grenlandii. Stosunki między nimi są zatem do dziś napięte, a większość Grenlandczyków w długiej perspektywie chce niepodległości.

Prezydent USA Donald Trump podobno celowo próbuje wykorzystać tę słabość, aby skłonić mieszkańców do przyłączenia się do Stanów Zjednoczonych — i w ten sposób przeforsować swoje roszczenia do wyspy. Jednak reakcje Grenlandii i Danii w ostatnich tygodniach pokazują, że jak dotąd strategia ta przynosi raczej odwrotny skutek.

Podczas długiego okresu kolonialnego, a nawet później, kiedy Grenlandia została włączona do państwa duńskiego, wzajemne stosunki charakteryzowały się wyzyskiem Inuitów oraz represjonowaniem ich kultury i języka. “Dunizacja” rdzennej ludności od lat 50. XX w. spowodowała problemy społeczne i gospodarcze, które do dziś mają wpływ na Grenlandię. Wielu Inuitów czuje się obywatelami drugiej kategorii, a doniesienia o ich rasistowskich doświadczeniach w Danii pojawiają się regularnie.

  • Tekst publikujemy dzięki uprzejmości serwisu Die Welt

Kilka lat temu wyszło na jaw, że w latach 50. XX w. 20 grenlandzkich dzieci zostało wywiezionych do Danii w ramach eksperymentu wychowawczego, a tysiące rdzennych młodych kobiet zmuszono do stosowania środków antykoncepcyjnych w celu obniżenia wskaźnika urodzeń. Skandal ten jeszcze bardziej wzmocnił rosnące pragnienie większego samostanowienia wśród ludności Grenlandii.

Jednym z najzagorzalszych głosów na rzecz niepodległości jest Pele Broberg, przewodniczący partii opozycyjnej Naleraq, która dzięki programowi silnie skoncentrowanemu na kwestii autonomii znacznie zyskała w zeszłorocznych wyborach. Przyjmuje nas w grenlandzkim parlamencie w Nuuk, niepozornym czerwonym budynku w centrum miasta. Na ścianie biura Naleraq wisi mapa Danii — ale z topografią Grenlandii.

"To nasza najsilniejsza broń". Tak Grenlandia chce się bronić przed zakusami Donalda Trumpa Pele BrobergLara Jakel / Welt

Broberg ma w ostatnim czasie wiele spotkań, chce wykorzystać aktualną uwagę opinii publicznej, aby przekazać swoje przesłanie światu. — Chcemy odzyskać nasz kraj i naszą tożsamość. Chcemy zostać obywatelami Grenlandii — powiedział Weltowi. Od 2009 r. autonomicznie rządzona wyspa ma prawo do przeprowadzenia referendum w sprawie odłączenia się od Danii. Gdyby to zależało od Broberga, najlepiej byłoby, gdyby odbyło się już jutro.

Ze względu na swoje radykalne stanowisko jest obecnie outsiderem w Grenlandii; partie rządzące opowiedziały się za przemyślanym procesem. Niemal wszyscy chcą jednak niepodległości od Danii, a poprzedni rząd zaplanował już konkretne kroki w tym kierunku. W samym środku tej sytuacji Trump wkroczył ze swoimi groźbami aneksji i przetasował karty między Nuuk a Kopenhagą.

W rozbitych stosunkach rząd USA dostrzegł najwyraźniej idealny grunt dla swoich planów aneksji — i równolegle do gróźb wobec Danii i Europy stawia na wywieranie wpływu na społeczeństwo grenlandzkie. Duńskie służby specjalne ostrzegły niedawno w raporcie przed amerykańskimi kampaniami w Grenlandii, które wykorzystują “istniejące lub wymyślone różnice zdań” w celu “siania niezgody”.

Już w zeszłym roku duńskie media ujawniły, że co najmniej trzech obywateli USA powiązanych z administracją Trumpa szukało na wyspie zwolenników i próbowało przedstawiać Danię w złym świetle. Drugą częścią strategii jest najwyraźniej ofensywa uroku, na przykład w postaci wizyt wiceprezydenta J.D. Vance’a lub syna Trumpa, Donalda Jr., w zeszłym roku. Ponadto publicznie dyskutowano plany wypłacenia Grenlandczykom dużych sum za włączenie do USA.

— Administracja Trumpa próbuje podzielić nas od wewnątrz — uważa grenlandzko-duńska pisarka Nauja Lynge. — Mamy trudną przeszłość, ale właśnie pracujemy nad jej przezwyciężeniem. Jednak próby te nie przynoszą jak dotąd większego efektu wśród Grenlandczyków — również dlatego, że odstrasza ich ostra retoryka Trumpa — dodaje w rozmowie z Weltem.

Prezydent USA wielokrotnie mówił o chęci zakupu wyspy, nazywając ją na przykład w swoim przemówieniu podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos “kawałkiem lodu”. Dla Grenlandczyków, którzy tradycyjnie są ściśle związani z ziemią i naturą, to płachta na byka. — Mówi o nas, jakbyśmy byli nic nie warci, jakbyśmy byli tylko przedmiotem, który może po prostu kupić. To naprawdę boli — komentuje Lynge.

Jednak wielu nadal podchodzi sceptycznie do duńskiego rządu. Kopenhaga dotuje tę słabo rozwiniętą wyspę, aby zapewnić jej standard życia podobny do tego w Danii. Jednak trauma okresu kolonialnego przeważa do dziś.

Dla premier Mette Frederiksen radzenie sobie z tą sytuacją stało się więc delikatną sztuką balansowania: bronić suwerenności narodu, który w rzeczywistości chce uzyskać niepodległość — bez traktowania Grenlandczyków protekcjonalnie i tym samym popychania ich prosto w ramiona Amerykanów. Frederiksen zdecydowała się na ucieczkę do przodu.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo "Powrót do czasów Cesarstwa Rzymskiego". "Naczelni" o USA i Grenlandii

Dania publicznie przeprasza

Rząd podjął w pośpiechu decyzję o zainwestowaniu miliardów w bezpieczeństwo Arktyki i obiecał poprawę sytuacji Grenlandczyków mieszkających w Danii. Publicznie przeprosił za działania mające na celu obniżenie wskaźnika urodzeń w Grenlandii, a także dostosował herb królestwa, tak aby grenlandzkie niedźwiedzie polarne były na nim przedstawione w takim samym rozmiarze co duńskie lwy. Każdy gest, nawet symboliczny, wydaje się obecnie właściwy, aby zasygnalizować Grenlandczykom wsparcie.

Oni przyjmują to nowe zainteresowanie z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony wielu cieszy się z niezwykłej uwagi ze strony Kopenhagi: — Dania przez długi czas traktowała nas z góry — mówi 52-letnia kobieta z Nuuk, która chce pozostać anonimowa. — Ostatnio czujemy się bardziej traktowani jak równi partnerzy — dodaje. Z drugiej strony często słyszy się, że to za mało i za późno. — 300 lat nie da się tak po prostu cofnąć — mówi 34-letni Erneeraq.

Wiele osób nie wierzy w nagłą troskę duńskiego rządu. — Powinni byli zareagować już 15 lub 20 lat temu — mówi Lisbeth Valgreen, która ma dyplom z grenlandzkich i arktycznych studiów i angażuje się w edukację na temat Grenlandii w Danii. “[Grenlandczycy] domagali się tego tak głośno, jak tylko mogli, ale nikt naprawdę ich nie słuchał. Dopiero Trump sprawił, że nagle stało się to priorytetem — dodaje.

Również na szczeblu politycznym pojawia się szereg krytycznych głosów. Przewodnicząca Komisji Spraw Zagranicznych w parlamencie grenlandzkim, Pipaluk Lynge, skarży się na przykład, że posłowie w Nuuk nie są wystarczająco zaangażowani w procesy informacyjne, a nawet mówiła o “kolonialnym podejściu”.

To nieporozumienia, które Kopenhaga stara się jak najszybciej wyeliminować, aby nie dać Trumpowi żadnego pretekstu do ataku. — Oczywiście w takich momentach emocje sięgają zenitu — mówi Rasmus Jarlov, przewodniczący komisji obrony w Kopenhadze, w wywiadzie dla Welta.

— Ale mamy ten sam cel: zapobiec przejęciu Grenlandii przez Amerykanów. Podzielamy to w stu proc. — podkreśla poseł Konserwatywnej Partii Ludowej. — Myślę, że ataki Amerykanów jeszcze bardziej nas zbliżają. Kiedy sytuacja staje się naprawdę poważna, staje się jasne, jak ważne jest, abyśmy trzymali się razem.

Dotychczas udaje się to przynajmniej za kulisami. Zamiast dystansowania się, rząd Grenlandii stawia obecnie na demonstrowanie jedności z Kopenhagą. — Jeśli musimy wybierać między Stanami Zjednoczonymi a Danią, wybieramy Danię — powiedział szef rządu Jens-Frederik Nielsen podczas konferencji prasowej. Biorąc pod uwagę dotychczasowe wydarzenia, jest to niezwykłe stwierdzenie.

Ponadto oba rządy wspólnie uczestniczyły w kilku spotkaniach dotyczących polityki zagranicznej. Najpierw minister spraw zagranicznych Danii Lars Lokke Rasmussen i minister spraw zagranicznych Grenlandii Vivian Motzfeldt udali się wspólnie do Waszyngtonu na spotkanie z sekretarzem stanu USA Marco Rubio i wiceprezydentem J. D. Vance’em. Następnie Frederiksen i Nielsen odbyli podróż po Europie, spotykając się między innymi z kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem podczas szczytu gospodarczego Welta w Berlinie.

Jest to również nowość w stosunkach między tymi krajami, ponieważ formalnie za politykę zagraniczną i obronną odpowiada Kopenhaga. — Mamy wspólną historię, która nie zawsze była piękna — mówi Sascha Faxe, poseł lewicowo-zielonej partii Alternativet. — Ale w tej chwili jesteśmy sobie naprawdę bardzo bliscy. Powiedziałbym nawet, że bardziej bliscy niż kiedykolwiek wcześniej.

Niektóre głosy w Danii mają nawet nadzieję, że to zbliżenie może być trwałe — i że mieszkańcy Grenlandii zdecydują się na rozwiązanie, które zapewni im większą suwerenność w ramach królestwa, zamiast całkowitej niepodległości. Jednak na razie temat ten zszedł na dalszy plan, mówi Faxe. — To, dokąd Grenlandia chce zmierzać w przyszłości, to inny proces niż zapewnienie jej bezpieczeństwa. To jest obecnie najważniejsze.

Najlepszym atutem, jaki mają Dania i Grenlandia, jest zjednoczony front, twierdzi pisarka Lynge. — Jedynym sposobem, aby przeciwstawić się Amerykanom, jest trzymanie się razem. To nasza najsilniejsza broń, ponieważ jest to język, którego Amerykanie nie rozumieją — mówi. Broń ta stoi jednak na bardzo chwiejnych nogach.

Podobne artykuły