07 March, 2026

Tajemnicza śmierć po policyjnym pościgu. “Obrzydza mnie, jak łatwo w małej wsi zamieść wszystko pod dywan”

Tajemnicza śmierć po policyjnym pościgu. "Obrzydza mnie, jak łatwo w małej wsi zamieść wszystko pod dywan"

Prokuratura wciąż nie wyjaśniła okoliczności śmierci 22-letniego Damiana Pawełoszka z Rząśni pod Bełchatowem, choć od tragedii mija właśnie rok. Bliscy Damiana przypuszczają, że za jego śmierć odpowiadają policjanci. W tej sprawie szykują petycję do ministra sprawiedliwości.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Tajemnicza śmierć po policyjnym pościgu. "Obrzydza mnie, jak łatwo w małej wsi zamieść wszystko pod dywan" Prywatne archiwum Damian Pawełoszek zmarł przed rokiem po policyjnym pościgu Ciało Damiana, który zmarł nocą z 7 na 8 marca 2025 r., leżało sześć metrów od masztu telekomunikacyjnego. Główna wersja śledczych zakłada upadek z dużej wysokości, choć jak ujawniliśmy w Onecie, właściciel obiektu nie odnotował żadnych uszkodzeń na swoim terenie, które powstałyby, gdyby ktoś próbował wspiąć się na maszt powyżej drutu kolczastego. Do tego prokuratura przez osiem miesięcy nawet nie próbowała się z nim skontaktować. Zrobiła to dopiero po naszym artykule.

Poznaj kontekst z AI

Jak bliscy Damiana planują protestować? Co sądzą bliscy Damiana o wersji policji? Jakie działania podejmuje prokuratura w sprawie Damiana? Jakie hipotezy dotyczące śmierci Damiana są brane pod uwagę?

  • Ujawniamy. Śmierć Damiana po policyjnym pościgu. Śledczy nie sprawdzili kluczowej kwestii

Ciało obok masztu

Jest wczesne popołudnie, gdy kobieta w trakcie spaceru z psem zauważa zwłoki mężczyzny przy maszcie telekomunikacyjnym we wsi Kozłówki w gminie Szczerców, w województwie łódzkim. Czarna bluza z kapturem z emblematem czaszki i plamą krwi, czarne spodnie, biało-czarne buty. Ciało leży na brzuchu z głową skierowaną w stronę masztu, który znajduje się jakieś sześć metrów dalej. Policjanci, którzy po zgłoszeniu przyjeżdżają tu jako pierwsi, jeszcze przed oględzinami z udziałem prokuratora odwracają je na plecy. To Damian Pawełoszek. 22-latek z Rząśni, który minionej nocy uciekał przed radiowozem i nie wrócił do domu. Jego koledzy wkrótce usłyszą od policjantów: “Wasz kolega wdrapał się na słup i spadł”.Tyle że nikt z bliskich Damiana nie wierzy w tę wersję. Zgodnie powtarzają: — Nie wyglądał, jakby spadł, tylko jakby dostał niezły łomot.

  • Polecamy też: Zwrot w sprawie śmierci Pauliny Antczak. Będzie proces o zabójstwo

Jak zginął Damian?

Od śmierci Damiana mija właśnie rok. 22-latek jechał z czterema kolegami i bratem skulonym w bagażniku na stację po alkohol. Kiedy nie zatrzymał się do policyjnej kontroli, dwaj policjanci ruszyli za nim w pościg. Gdy samochód, który prowadził, wpadł w dziurę i ugrzązł w polu, on i jego kompani rozbiegli się w różnych kierunkach. Wkrótce policjanci zatrzymali dwóch chłopaków. Następnego dnia rano jeden z uciekinierów sam zgłosił się na policję, a po dwóch kolejnych policja przyjechała do domu. Nigdzie nie było tylko Damiana. Wkrótce na policję zadzwoniła kobieta, która natrafiła na ciało przy maszcie. Tajemnicza śmierć po policyjnym pościgu. "Obrzydza mnie, jak łatwo w małej wsi zamieść wszystko pod dywan" Okoliczności śmierci Damiana Pawełoszka wciąż pozostają tajemnicąPrywatne archiwum Policja z Bełchatowa zaraz po sekcji wykluczyła udział osób trzecich, twierdząc, że przyczyną śmierci Damiana był upadek z dużej wysokości. Biegły podczas sekcji stwierdził wielonarządowe obrażenia wewnętrzne. Wykluczył pobicie.Bliscy zmarłego wciąż zachodzą w głowę, w jaki sposób Damian, który miał lęk wysokości i problemy z kolanem (nosił stabilizator, feralnej nocy go jednak nie miał), mógł przejść przez ogrodzenie z drutem kolczastym, nie raniąc sobie dłoni i nie rozcinając ubrania. A potem wspiąć się na maszt bez pomocy drabiny, bo jak zauważają, ciało leżało z drugiej strony masztu. Mówią, że jest to niemożliwe. Dodają też, że przy ciele leżał zerwany łańcuszek, którego Damian nigdy nie zdejmował. Zastanawiają się, w jaki więc sposób mógł spaść mu z szyi. Ich zdaniem za śmiercią Damiana stoi policja. Gdy rozmawiali z okolicznymi mieszkańcami, słyszeli, że tej nocy, gdy zginął, policjanci kręcili się wokół masztu do godz. 3.

  • Polecamy: Brudne gierki w cyberpolicji. Oskarżenia o mobbing, szukanie haków i starcie naczelników

Jasne stanowisko właściciela masztu

W materiale, który opublikowaliśmy pod koniec października ub.r., ujawniliśmy, że przez prawie osiem miesięcy śledztwa nikt z prokuratury nawet nie próbował skontaktować się z właścicielem masztu. Zrobiliśmy to pierwsi. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że feralnej nocy właściciel terenu nie odnotował żadnych uszkodzeń, które powstałyby, gdyby ktoś próbował wspiąć się na maszt powyżej drutu kolczastego.Stanowisko właściciela przeczy głównej wersji śledczych, że Damian spadł z masztu, przy którym znaleźli jego ciało. Nie wiadomo więc, na jakiej podstawie prokuratorzy założyli, że Damian spadł z masztu i w jaki sposób badali to, z jakiej wysokości miał spaść. Z właścicielem masztu skontaktowali się dopiero po naszym artykule. Tajemnicza śmierć po policyjnym pościgu. "Obrzydza mnie, jak łatwo w małej wsi zamieść wszystko pod dywan" Policja twierdzi, że Damian spadł z masztu, na który się wspiąłPrywatne archiwum Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim prokurator Dorota Mrówczyńska w odpowiedzi na nasze pytania zapewnia: — W przedmiotowej sprawie przyjęto kilka hipotez śmierci Damiana P. Każda z nich wymaga wnikliwego sprawdzenia. Wszystkie informacje dotyczące okoliczności i przebiegu zdarzenia podlegają procesowym sprawdzeniom. Prowadzący sprawę prokurator nie wyklucza żadnej z wersji wydarzeń.Wojciech Kasprzyk, pełnomocnik rodziny Damiana, zabiega o ekshumację i ponowną sekcję zwłok. — Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości w tej sprawie, trzeba przeprowadzić ekshumację i zweryfikować po kolei każdą część ciała. Biegli muszą się wypowiedzieć, w jaki sposób doszło do ewentualnych złamań — słyszę.

  • Przeczytaj reportaż: Wanna tajemnic

Apelują o pomoc do Waldemara Żurka

Tymczasem bliscy Damiana, którzy uważają, że sprawa nie jest dokładnie badana, przygotowali petycję do prokuratora generalnego Waldemara Żurka z prośbą “o objęcie jej szczególną uwagą” i “podjęcie działań, które przyczynią się do jej rzetelnego wyjaśnienia”. Chcą osobiście przekazać mu ją w kwietniu. Nie mają jeszcze ustalonej daty, planują jednak w ramach protestu przejść ze zdjęciami Damiana z dworca w Warszawie pod ministerstwo sprawiedliwości. Tajemnicza śmierć po policyjnym pościgu. "Obrzydza mnie, jak łatwo w małej wsi zamieść wszystko pod dywan" Damian Pawełoszek (drugi od lewej) z kolegamiPrywatne archiwum — W tej sprawie mamy do czynienia z machiną kłamstw — słyszę od Kacpra, jednego z kolegów Damiana. Wciąż ma w pamięci jego twarz, którą widział w kaplicy przed pogrzebem. — Wyglądał, jakby był pobity. Miał krwiaka na policzku, zdartą brodę i posiniaczone dłonie, które wyglądały tak, jakby się nimi zasłaniał.Podobnie jak inni jego koledzy i bliscy przypuszcza, że to policjanci pobili Damiana, a gdy przesadzili i doszło do tragedii, chcieli to “zatuszować”, więc podrzucili ciało pod maszt, żeby upozorować upadek z wysokości.— On w ogóle nie biegł w stronę tego masztu, tylko uciekał w przeciwnym kierunku, więc jak się tam znalazł? — słyszę.— Obrzydza mnie fakt, jak łatwo w dzisiejszych czasach w małej wsi zamieść wszystko pod dywan — dodaje Kuba, który też kolegował się z Damianem. — Zależy nam tylko na prawdzie.Kontakt z autorem: tomasz.pajaczek@redakcjaonet.pl

Podobne artykuły