Sprowokowane zęby Jana Rulewskiego. “Mówili, że nie będą bili”
Jan Rulewski został wezwany do gabinetu wojewody. Okazało się, że dzwonił Lech Wałęsa. — Jasiu, odpuść. Idźcie do domu, ja mam swoje scenariusze. Będę je sobie powoli rozgrywał. Co wy tam chcecie osiągnąć? Nic nie osiągniecie. Po ryjach dostaniecie i tyle — mówił Wałęsa. Jednak Rulewski był nieugięty.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Wojtek Laski/East News; Andras Szylagyi, Stefan Kraszewski PAP / East News Jan Rulewski, obok mural z lat 80. Przed Urzędem Wojewódzkim w Bydgoszczy stoi pomnik — wielki głaz na metalowym cokole, nazywany “zębem Rulewskiego”. Co roku 19 marca, w rocznicę wydarzeń bydgoskich, przed “zębem Rulewskiego” spotykają się przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, działacze Solidarności, mieszkańcy miasta i młodzież szkolna, by oddać hołd ludziom antypeerelowskiej opozycji dotkliwie pobitym przez milicję.
Lechu, nie wyjdziemy stąd
Według oficjalnej narracji było to jedno z najbardziej dramatycznych wydarzeń, do jakich doszło w czasie tzw. karnawału solidarności, czyli między podpisaniem porozumień sierpniowych 31 sierpnia 1980 r. a wprowadzeniem stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. Na początku 1981 r. osią sporu między Solidarnością a władzami była kwestia powołania niezależnego związku zawodowego zrzeszającego rolników indywidualnych. W grudniu 1980 r. rozpoczęła się fala strajków i protestów rolniczych; m.in. zajęto budynek Urzędu Miasta i Gminy w Ustrzykach Dolnych oraz Dom Kolejarza, byłą siedzibę Wojewódzkiej Rady Związków Zawodowych w Rzeszowie.
- Zobacz: Współczesny spór wokół “Solidarności”. Jan Rulewski: po czterdziestu latach, czas na podawanie sobie ręki
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Polityk PiS wprost o słowach posła Ozdoby: są głupie i nie powinny paść W lutym 1981 r. strajkujący i komisja rządowa podpisali słynne porozumienia rzeszowsko-ustrzyckie, które oznaczały zapowiedź uznania NSZZ Rolników Indywidualnych Solidarność (związek został oficjalnie zarejestrowany 12 maja 1981 r., powstał z połączenia trzech rolniczych związków zawodowych: NSZZ Rolników Indywidualnych Solidarność Wiejska, NSZZ Solidarność Chłopska i Chłopskich Związków Zawodowych). Jednak chłopi nie chcieli czekać i domagali się od rządu natychmiastowych działań. A ponieważ półki sklepowe świeciły pustkami, liderzy protestów twierdzili, że jeśli tylko związek zostanie zarejestrowany, żywności nie zabraknie, a sklepy będą zawalone mięsem, masłem, serami, jajami i rozmaitymi przetworami. Nieprzypadkowo jednym z haseł kampanii było: “Jak nas zarejestrujecie, bułkę z szynką jeść będziecie!”.
- Czytaj: Tajemnica hotelu Bristol. Odkrywamy historię ukrytą w liście sprzed 115 lat
19 marca 1981 r. delegacja Solidarności oraz przedstawicieli rolników pod wodzą Jana Rulewskiego (wówczas szefa bydgoskiego regionu Solidarności) pojawiła się na sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy, by przedstawić postulat utworzenia rolniczego związku zawodowego. Jednak wbrew wcześniejszym ustaleniom przewodniczący WRN Edward Berger zamknął obrady, nie dopuszczając działaczy do głosu. Wzburzony Rulewski krzyczał, że władza oszukuje, a delegacja Solidarności nie opuści sali, dopóki nie zostanie wysłuchana. Doszło do zamieszania. Ludzie zaczęli się przekrzykiwać. Jedni apelowali do związkowców, by wyszli, drudzy — by zostali. Po jakimś czasie Rulewski został wezwany do gabinetu wojewody. Okazało się, że dzwonił Lech Wałęsa. — Jasiu, odpuść. Idźcie do domu, ja mam swoje scenariusze. Będę je sobie powoli rozgrywał. Co wy tam chcecie osiągnąć? Nic nie osiągniecie. Po ryjach dostaniecie i tyle — mówił Wałęsa. Jednak Rulewski był nieugięty. — Lechu, nie wyjdziemy stąd — odpowiedział.
- Czytaj: Polska mogła stracić część terytorium. Mapy pokazują plan Stalina
Około godz. 19 na salę obrad wojewódzkiej rady narodowej wkroczyli milicjanci i funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Siłą zaczęli wyprowadzać związkowców, z których kilku rzekomo zostało ciężko pobitych. Wkrótce światowe media obiegło drastyczne zdjęcie nieprzytomnego Rulewskiego z zakrwawioną twarzą i brakiem w uzębieniu. Fotografia przerobiona na plakat i powielona w tysiącach egzemplarzy została rozwieszona we wszystkich większych miastach w Polsce, a na murach i elewacjach budynków pojawiły się hasła ze znakiem Polski Walczącej: “Pomścimy Rulewskiego”. Po dramatycznych wydarzeniach Solidarność ogłosiła pogotowie strajkowe i zapowiedziała strajk generalny. Ostatecznie do niego nie doszło, po rozmowach Lecha Wałęsy z wicepremierem Mieczysławem Rakowskim. Za obietnicę rejestracji wiejskiej Solidarności i ukarania winnych pobicia związkowców strajk generalny został odwołany.
Słynne zdjęcie Jana RulewskiegoGrzegorz Rogiński / PAP
Wypadła mu koronka
Legenda wybitych zębów Rulewskiego była podtrzymywana przez wiele lat w III RP. W 2007 r. stacja TVN 24 “jako pierwsza” pokazała “nieznany i szokujący” film z wydarzeń z marca 1981 r. Widać na nim wyjącego z bólu Rulewskiego.
Mówili, że nie będą bili. Uderzył mnie w zęby. Który to tak bił przedstawiciela robotników?! Mój ojciec murarz, matka chłopka. Który to tak bił? Przyznaj się! Krew na twoich rękach na pewno jest. Zrób te zdjęcia teraz, jak zmasakrowałeś, draniu! (…) Zęby mi wybiliście! Wstyd mi, że jest pan Polakiem!
— krzyczał Rulewski do milicjantów.Drugi raz do zamachu na zęby Rulewskiego doszło 19 marca 2009 r., czyli w 28. rocznicę tragicznych wydarzeń. Haniebny atak przypuścił na łamach “Expressu Bydgoskiego” Krzysztof Błażejewski, kiedyś redaktor biuletynu Wolnych Związków Zawodowych. Błażejewski przytoczył wypowiedź Zdzisława Hetziga, działacza Ruchu Młodej Polski i pierwszej Solidarności, bliskiego współpracownika Rulewskiego.
Po wydarzeniach bydgoskich pojawiły się na murach miasta napisy: "Pomścimy Rulewskiego"Stefan Kraszewski / PAP Hetzig tak zrelacjonował wydarzenia z 19 marca 1981 r.: “Wieczorem (…) spytałem doktora Klotza, jaki jest stan Rulewskiego. (…) Na to Klotz wziął mnie na stronę i powiedział: »Nic mu nie jest, udaje. Nie znasz Jacha, lubi robić teatr wokół swojej osoby«. »A zęby?« — spytałem. »To nie wiesz, że on ma koronkę? Koronka mu wypadła«. Jego odpowiedź zaszokowała mnie zupełnie. Patrzę na leżącego Rulewskiego, który leży jak trup, a w uszach brzmią mi słowa Klotza i nie wiem, czy się śmiać, czy płakać”. Błażejewski zacytował też samego Rulewskiego, który powiedział, jak było naprawdę.
To było pierwsze w epoce komunizmu zwycięstwo propagandy Solidarności nad propagandą partyjną. Kiedy następnego dnia stoczniowcy szli rano do pracy, już mieli od nas odpowiednie informacje. A w Warszawie Rakowski z innymi dopiero zastanawiali się, jak to napisać. Zostałem pobity podczas wyprowadzania z sali, to fakt, ale nie doznałem z tego powodu żadnego “inwalidztwa”. Nie wybito mi zębów, wypadła mi tylko proteza. Najpierw, gdy mnie wynoszono w sposób “niezbyt elegancki”, naciskając kastetami, wyginając ręce, miałem odchyloną głowę. Wówczas zauważyłem, że ktoś, kogo później nie rozpoznałem, podbiegł do mnie i zatkał mi usta, bo padła wcześniej komenda “Zamknij mu pysk!”. Potem zostałem uderzony, nie pamiętam, ile razy. To wszystko zostało potem zapisane w aktach postępowania prokuratorskiego. Ale tu nie szło o to, że ktoś Rulewskiego uderzył. To było uderzenie w związek. Ja się czułem przede wszystkim dotknięty psychicznie, że oto, reprezentując 300-tysięczny związek, przychodząc na pokojową rozmowę, zostałem zignorowany i pobity. To była największa obelga, z którą, przyznaję, nie umiałem sobie psychicznie poradzić. Reszta to była sprawa naszej propagandy. Kiedy byłem w szpitalu, nie miałem już wpływu na dalszy rozwój wydarzeń. Niczym już nie sterowałem, cały personel szpitalny przetrzymywał mnie ponad miarę, właściwie uciekłem ze szpitala
— mówił Rulewski, który przednie zęby stracił, ale w całkiem innych okolicznościach.
To prowokacja
Po publikacji artykułu Rulewski napisał list otwarty, w którym postawił Błażejewskiemu zarzut “epatowania czytelników nieistotną, z punktu widzenia historii, analizą stomatologiczno-psychiczną uczestników wydarzeń marcowych (…), przeprowadzaną w dniu obchodów”, co miało na celu “odciągnięcie uwagi czytelników od właściwego przebiegu obchodów”, a Hetziga nazwał “sfrustrowanym dezerterem z Solidarności przebywającym od wielu lat w Niemczech”.
- Czytaj także: Wyrzucą legendę z “Solidarności”? Rulewski: jest mi przykro
Przytoczę jeszcze rozmowę Rulewskiego (z maja 2009 r.) z dziennikarzami “Gazety Wyborczej” Piotrem Głuchowskim i Marcinem Kowalskim. — Pamięta pan, senatorze, kto uderzył?— Nawet nie pamiętam, jak to się stało.— A zęby?— Miałem protezę, pół protezę właściwie. I ją wybili.— Albo sama wyleciała.— Też możliwe.— No to, czemu się pan teraz złości, że to wyszło na jaw?— W rocznicę?! To prowokacja, taka, jak i tamta! — odparł wzburzony Rulewski.Nie wyjaśnił jednak, kto był prowokatorem. On, robiąc teatralną aferę, czy milicjanci, których fałszywie oskarżył o wybicie przednich zębów. Opracowanie:
- DWW