14 March, 2026

Sprawdziliśmy, jak się mieszka przy granicy Polski z Rosją. “Nagle zniknęli”

“Przyszedł już do mnie kiedyś dziennikarz i pyta, jak się mieszka na końcu świata. Mówię: hola hola proszę pana, na początku. Mieszkamy nie na końcu, tylko na początku świata. Ruskich się nie boję” — zaznacza sprzedawczyni pracująca w sklepie w Nowej Pasłęce, tuż przy granicy z obwodem królewieckim. Sprawdzamy też, jak wygląda “ostatnia plaża w Schengen”.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Sprawdziliśmy, jak się mieszka przy granicy Polski z Rosją. "Nagle zniknęli" Marcin Terlik / Onet Nowa Pasłęka Prezentujemy fragment rozdziału “Ostatnia plaża w Schengen” z książki “Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB”, której premiera już 25 lutego — Kontakty? W tej chwili nie ma kontaktów. Od wojny w Ukrainie jesteśmy wrogiem numer jeden dla rosyjskiej propagandy.Ryszard Doda siedzi za biurkiem w niewielkiej budce, która robi za jego bosmanat. Na ścianie ma mapę Zalewu Wiślanego, za oknem rzekę Pasłękę, która kilkaset metrów dalej do tego zalewu wpada. Przy obu brzegach rzeki kołyszą się zacumowane jachty.— Miałem znajomych z tamtej strony, takich, którzy negowali działania Putina — kontynuuje bosman. — Walili w niego publicznie, na Facebooku. I nagle zniknęli. Zdjęcia skasowane, nie odpisują na wiadomości. No więc tak, kontakty się zerwały. [Reklama] Tekst pochodzi z książki “Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB”. To okazja, by poprzez fascynujące reportaże spojrzeć na nasz kraj z nieznanej wcześniej, intrygującej perspektywy. Możesz zamówić ją tutaj! Sprawdziliśmy, jak się mieszka przy granicy Polski z Rosją. "Nagle zniknęli" Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGBOnet Rozmawiamy w Starej Pasłęce, małej wsi nad Zalewem Wiślanym kilka minut drogi od Braniewa. Miejscowość leży po północnej stronie rzeki, czyli tej bliżej Rosji. Po stronie południowej, od razu za mostem, jest Nowa Pasłęka. I w Starej, i w Nowej Ryszarda Dodę znają wszyscy. Stworzył tu przystań dla żaglówek jeszcze w latach dziewięćdziesiątych i od tamtej pory jest jej szefem.

“Do Kaliningradu już nie pojadę. Przecież bym nie wrócił. Nogi by mi z du*y powyrywali”

Ten 60-latek z Braniewa jest barwną postacią. Zanim został żeglarzem i bosmanem, służył we francuskiej Legii Cudzoziemskiej, zjeździł z nią kawał świata. Gdy Rosja rozpoczęła wojnę, wsiadł w samochód i jeszcze w lutym 2022 r. ruszył z pomocą do Ukrainy. Wiele razy był na frontach pod Kijowem i w Donbasie. — Do Kaliningradu już nie pojadę. Przecież bym nie wrócił. Nogi by mi z du*y powyrywali.Kiedyś, wcale nie tak dawno temu, pływał tam przez Zalew Wiślany. Wtedy jeszcze było można, wystarczyło wypełnić kilka papierów. A Rosjanie przypływali z Królewca do jego portu na Pasłęce. Bawili się razem, biesiadowali, przywozili sobie prezenty. Sprawdziliśmy, jak się mieszka przy granicy Polski z Rosją. "Nagle zniknęli" Most łączący Starą i Nową PasłękęMarcin Terlik / Onet — Relacje były więcej niż rodzinne.Żeglarze z obwodu woleli pływać po polskiej stronie Zalewu Wiślanego. Dlaczego? Żeby to wyjaśnić, Doda robi mi szybki wykład z historii drugiej wojny światowej, a ma do tego, jak do wielu innych rzeczy, wyraźne zacięcie. No więc na początku 1945 r. nacierający Sowieci odcięli Prusy Wschodnie od reszty Rzeszy, zamykając żołnierzy i cywilów w wielkim worku. Niemcy, przerażeni okrucieństwami czerwonoarmistów, ruszyli do ucieczki przez zamarznięty zalew na Mierzeję Wiślaną. Cienki marcowy lód załamywał się pod wozami, saniami i ciężarówkami. Tysiące ludzi utonęły, a płytkie wody stały się cmentarzyskiem wraków. Po wojnie Polacy oczyścili swoją część zalewu, Rosjanie nie za bardzo. Do tej pory żeglowanie po ich stronie poza wyznaczonym szlakiem to ryzyko zahaczenia łodzią o zatopione niemieckie pojazdy. Na weekendy rosyjskie jachty przypływały więc na polskie wody.

  • Czytaj: Ta książka pokazuje nasz kraj z nieznanej wcześniej perspektywy. “Sąsiedzi widzą nas inaczej, niż myślisz”

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo "Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB" — Bardzo dobrzy żeglarze — wspomina Ryszard Doda pełen uznania dla sąsiadów.Rozparty na krześle w swoim bosmanacie żywo gestykuluje z niezapalonym papierosem w dłoni.— Najpierw, jak zaczęli przypływać, to na takim byle czym. Potem u nas podpatrzyli i zaczęli zmieniać łódki. Kupowali nowe na Zachodzie, a swoje stare wypychali w głęboką Rosję. Wyrwać od nich metr wody na regatach to trzeba się było dobrze namęczyć. Sprawdziliśmy, jak się mieszka przy granicy Polski z Rosją. "Nagle zniknęli" Sportowa rywalizacja na Zalewie jeszcze do niedawna była czymś normalnym. Najsłynniejszą pozycją w żeglarskim kalendarzu były regaty organizowane wspólnie przez marszałków województw warmińsko-mazurskiego i pomorskiego oraz gubernatora obwodu kaliningradzkiego. W Polsce znane jako Regaty o Puchar Trzech Marszałków, w Rosji — o Puchar Trzech Gubernatorów. Ścigające się łódki przecinały Zalew tam i z powrotem. Bywało nawet, że wpływały z honorami Pregołą do samego Kaliningradu. — Trzy dni harówy — wspomina regaty Ryszard Doda.

  • PRZECZYTAJ: Ujawnia, jak wyglądał przemyt z Kaliningradu. “Mam odłożone do końca życia”

Harówy na wodzie i harówy po zejściu na ląd. Obie strony stawały na głowie, żeby się wzajemnie ugościć. Rosjanie pierwszą imprezę zrobili w ruinach niemieckiego fortu na Mierzei Wiślanej, która u nich znana jest jako “Kosa”. Polacy zastanawiali się, co planują gospodarze, prowadząc ich na odludzie przez trawę wyższą od dorosłego mężczyzny. Na końcu czekała ich skoszona polana, namioty, orkiestra i kelnerzy w białych rękawiczkach. A w namiotach stoły pełne wódki, poprzekładanej orzeszkami i konserwą rybną. W kolejnych latach poregatowe imprezy przeniosły się już do najlepszych restauracji w Królewcu.— Znajomi namawiali mnie wiele razy, żebym tam do nich popłynął — mówi jeden z żeglarzy, którego spotykam w Nowej Pasłęce. — Człowiek myślał, że to już zawsze będzie można, i odkładał. No, a teraz raczej szybko nie popłynę. Po pandemii i inwazji na Ukrainę ruch w poprzek Zalewu zamarł. Regaty Trzech Marszałków stały się Regatami Dwóch Marszałków — wyłącznie tych polskich. Rosjanie przestali przypływać na weekend do przystani na Pasłęce.— Raz, że wiz nie dostają, dwa, że z tamtej strony to by nie było pewnie mile widziane, trzy, że propaganda zrobiła swoje — słyszę.Nad rzeką stoją wyłącznie polskie jachty.Przy moście łączącym Nową i Starą Pasłękę wbite są tablice oznajmiające, że tędy przebiegała historyczna granica Prus i Warmii. Gdyby po wojnie przejmowano się takimi szczegółami, to właśnie na tej rzece mogłaby stanąć granica między Polską i ZSRR, a Ryszard Doda pół wieku później nie mógłby założyć swojej przystani na północnym brzegu. W tym miejscu przykładanie linijki do mapy okazało się korzystne dla Polaków. Granica biegnie jakieś trzy kilometry za portem.

  • CZYTAJ WIĘCEJ: Mieszkańcy po czeskiej stronie mają problem. “Hałas z polskiej strony niesie wiatr”

Ostatnia plaża w Schengen

Wsiadam na rower i jadę zobaczyć jej początek.— A dowód pan ma ze sobą? Na pewno pana będą kontrolować. Nasi teraz strasznie pilnują — słyszę we wsi.Rzeczywiście, gdy jadę wałem między podmokłymi polami, z daleka widzę zmierzającą w moim kierunku terenówkę Straży Granicznej. Zatrzymanie, dokumenty, pytania: dokąd i po co.— Na ostatnią plażę w Polsce — odpowiadam.— Ostatnią plażę w Schengen — poprawia mnie młody funkcjonariusz.Oboje z koleżanką są uprzejmi, rzeczowi i chyba trochę znużeni służbą na szczelnie zadrutowanej granicy, na której — tu wszyscy w okolicy są zgodni — jest spokój. Ale pogra-nicznicy nie dają się wciągać w pogawędkę, nawet jeśli mają na nią ochotę. Pytania to do rzecznika, wiadomo. Trzy razy słyszę, że zarządzeniem wojewody obowiązuje zakaz wstępu na 15-metrowy pas przygraniczny i pod żadnym pozorem nie wolno robić zdjęć drugiej stronie. A Straż ma swoje sposoby, żeby się dowiedzieć, że ktoś takie zdjęcia robił. Odpowiednio pouczony mogę jechać dalej po betonowych płytach. Gdy wał się kończy, w lewo odbija od niego wąska ścieżka. Prowadzi między trzcinami, jest grząska i rozmokła. Pieszo nie dałoby się jej przejść bez wysokich gumiaków. Rozpędzam rower, obryzguję się błotem i wyjeżdżam z szuwarów na otwartą przestrzeń. Ostatnia plaża w Schengen jest mała, cicha i dzika. Na ziemi nie ma śladów po imprezach w plenerze, zwyczajowo spotykanych w takich miejscach. Z boku w trawie leży tylko jeden plastikowy kanister.

  • PRZECZYTAJ: Pierwszy dom w Unii Europejskiej. “Rosjanie siedzą w krzakach i unikają Polaków”

Pas jasnego piasku ciągnie się do końca Polski, to znaczy do zwojów kolczastego drutu przecinających plażę i na wszelki wypadek włożonych jeszcze do wody. Po drugiej stronie plaży nie ma. W Rosji zarośla docierają do samego brzegu. Za nimi, w oddali widać białą plamę na Mierzei Wiślanej. To musi być dawna pruska Piława, twierdza strzegąca cieśniny łączącej Zalew z otwartym morzem. Dziś Piława to Bałtyjsk, wojskowy ośrodek i baza rosyjskiej Floty Bałtyckiej. A jednocześnie najbardziej wysunięte na zachód miasto w całej Federacji. Sprawdziliśmy, jak się mieszka przy granicy Polski z Rosją. "Nagle zniknęli" Granica polsko-rosyjska na brzegu Zalewu WiślanegoMarcin Terlik / Onet Wracam do Nowej Pasłęki. O drodze na dziką plażę opowiedziała mi Joanna, doskonale poinformowana sprzedawczyni w miejscowym sklepie. Chciała, żebym koniecznie do niej wrócił i złożył relację, czy udało mi się tam dotrzeć. Staję więc w sklepie z ubłoconymi spodniami i mówię, że znalazłem ostatnią plażę w Polsce. Czy może raczej pierwszą. Gubię się w tym. Joanna ma na ten temat jasne zdanie.— Przyszedł już do mnie kiedyś dziennikarz i pyta, jak się mieszka na końcu świata. Mówię: hola hola proszę pana, na początku. Mieszkamy nie na końcu, tylko na początku świata — mówi.No i jak się mieszka?— Normalnie się mieszka. Ruskich się nie boję. Absolutnie. Ich to w ogóle przecież nie ma.Czytaj więcej w książce “Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB”.

Podobne artykuły