11 March, 2026

Skandal w 13. Śląskiej Brygadzie WOT. Pułkownik zniknął po kontroli. Nowe fakty

Skandal w 13. Śląskiej Brygadzie WOT. Pułkownik zniknął po kontroli. Nowe fakty

Wojsko od tygodni próbuje doręczyć decyzję o odwołaniu dowódcy 13. Śląskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Płk Paweł Piątkowski zniknął po kontroli, która wykazała poważne nieprawidłowości. Choć wojsko nie może go namierzyć, w czwartek nastąpi finał tej historii.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Skandal w 13. Śląskiej Brygadzie WOT. Pułkownik zniknął po kontroli. Nowe fakty Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl Płk Paweł Piątkowski Afera w 13. Śląskiej Brygadzie Obrony Terytorialnej wciąż trwa. Po publikacjach Onetu z końca lutego Ministerstwo Obrony Narodowej oraz dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej wysłały do jednostki komisje kontrolne. Ich zadaniem było sprawdzenie zarzutów dotyczących funkcjonowania brygady oraz roli jej dowódcy, płk. Pawła Piątkowskiego. Ustalenia kontrolerów okazały się dla oficera druzgocące.Z dokumentów i relacji żołnierzy wynika, że dowódca miał nie tylko tolerować poważne nieprawidłowości, ale również chronić jednego z żołnierzy — por. Zbigniewa K.-G. To właśnie wobec niego prokuratura w Tarnowskich Górach prowadzi śledztwo w sprawie gwałtu na nastolatce oraz podawania nieletnim narkotyków.

Czytaj dalej o wojskowym, który zniknął po kontroli. Według ustaleń Onetu w czasie, gdy armia próbowała go odnaleźć, oficer miał szukać wsparcia wśród wpływowych wojskowych oraz polityków. Wykorzystując swoje znajomości, jak twierdzą informatorzy Onetu, chciał dotrzeć nawet do Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Nagroda i awans zamiast kary

Według ustaleń komisji płk Piątkowski wiedział o poważnych zarzutach wobec swojego podwładnego. Zbigniew K.-G. został zatrzymany w nocy z 11 na 12 października przez policję i trafił do aresztu na 48 godzin. W tym czasie usłyszał zarzuty gwałtu. Prokuratura bada też kwestię podawania narkotyków nastolatce. 13 października w 133. Batalionie Lekkiej Piechoty w Cieszynie, który wchodzi w skład 13. ŚBOT, zjawiła się Żandarmeria Wojskowa i przeszukała pomieszczenia, w których służył Zbigniew K.-G. Jeszcze tego samego dnia dowódca 133. batalionu zameldował płk. Piątkowskiemu o fakcie zatrzymania żołnierza, wnosząc jednocześnie o natychmiastowe wszczęcie procedury zwolnienia go ze służby.

  • Dowiedz się więcej: Zarzuty o gwałt i tuszowanie sprawy w WOT. Doszło do tajemniczego spotkania

Następnego dnia dowódca 13. ŚBOT rzeczywiście wydał taki rozkaz. W kolejnym jednak dniu go anulował i przywrócił żołnierza, na którym ciążą zarzuty, do służby. Argumentował to tym, że informacje o gwałcie “mogą okazać się pomówieniami”. Niedługo później płk Piątkowski nagrodził Zbigniewa K.-G. wysoką nagrodą pieniężną i awansował go na zastępcę dowódcy kompanii wsparcia. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Fronty Wojny. Kłopoty Cenckiewicza sparaliżują BBN. Gen. Koziej: „Gdybym był prezydentem, szukałbym kogoś innego”

Zyskują firmy żołnierza, na którym ciążą zarzuty

Na tym kontrowersje wobec płk. Piątkowskiego się nie kończą. Kontrola z Ministerstwa Obrony Narodowej i dowództwa Wojsk Obrony Terytorialnej wykazała bowiem, że jednostka podpisywała umowy z firmami ochroniarskimi należącymi do Zbigniewa K.-G. Chodziło o szkolenia jeździeckie brygady, które miała organizować stadnina, która również należała do byłego już żołnierza WOT.Z ustaleń komisji wynika, że łączna wartość tych kontraktów przekroczyła 220 tys. zł. Szkolenia dla plutonu konnego liczącego około 30 żołnierzy odbywały się jednak sporadycznie — najczęściej raz w roku.

Odejścia z brygady

Komisje wojskowe zajęły się także relacjami międzyludzkimi panującymi w 13. Śląskiej Brygadzie Obrony Terytorialnej. Kontrola potwierdziła fatalną atmosferę w jednostce. Od września 2023 r., kiedy płk Piątkowski objął dowodzenie, odeszło z niej aż 124 żołnierzy zawodowych, czyli grubo ponad jedna trzecia stanu kadrowego brygady.W tym roku na taki krok zdecydowali się m.in. dowódca 133. Batalionu Lekkiej Piechoty w Cieszynie oraz jego zastępca. Obaj oficerowie są cenieni i lubiani przez swoich podwładnych.— Płk Piątkowski podważał ich decyzje i upokarzał. Kazał im jeździć na jakieś “szwancparady” do gmin, gdzie sam się lansował, a żołnierze byli tanią siłą roboczą — mówi żołnierz z cieszyńskiego batalionu. Choć oficjalnym powodem odejścia dowódców batalionu są kwestie osobiste, kontrola wykazała brak porozumienia w relacjach z dowódcą brygady, głównie ze względu na nadmierne angażowanie wojska w zabezpieczanie lokalnych imprez z udziałem polityków.

  • Czytaj także: Skandal w wojskowym szpitalu. Dane żołnierzy mogły trafić w niepowołane ręce

— Płk Piątkowski budował na Śląsku swoje księstwo. Interesowały go lokalne imprezy, gdzie nawiązywał kontakty z dygnitarzami i politykami. Uważał, że dzięki tym wpływom umocni swoją pozycję i będzie rozdawał karty — mówi wysokiej rangi wojskowy.

Jak płk Piątkowski wykorzystywał polityczne wpływy

Jak twierdzą źródła Onetu, właśnie te polityczne wpływy wykorzystał, próbując umówić się na spotkanie z ministrem obrony Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem oraz ludźmi z bliskiego otoczenia szefa MON. Do tych spotkań jednak nie doszło.Kilka naszych źródeł związanych ze Sztabem Generalnym Wojska Polskiego oraz z WOT przekonuje, że w czasie, gdy przełożeni szukali płk. Piątkowskiego, on zdołał się jednak spotkać z gen. Wiesławem Kukułą, szefem Sztabu Generalnego WP. Obu oficerów łączą więzi z przeszłości, m.in. to, że wywodzą się z Jednostki Wojskowej Komandosów (JWK) w Lublińcu, a od 2016 r. wspólnie tworzyli formację WOT. Płk Piątkowski był w tym okresie szefem logistyki tych wojsk.O cel tego spotkania zapytaliśmy płk. Marka Pietrzaka, rzecznika prasowego Sztabu Generalnego; ten jednak stwierdził, że do takiego spotkania nie doszło.

  • Zobacz: Generał o skandalu wokół Marka Suskiego: apolityczność wojska to utopia

Wiemy jednak, że płk Piątkowski wynajął kancelarię adwokacką, która — jak wynika z naszych informacji — zasypuje obecnie resort obrony pismami mającymi wykazać, że został niesłusznie odwołany ze stanowiska dowódcy 13. Brygady.

Finał sprawy nastąpi w czwartek

Decyzja o jego odwołaniu i przeniesieniu do rezerwy kadrowej zapadła jeszcze w trakcie prac komisji kontrolnych, kiedy stało się jasne, że zarzuty opisane przez Onet potwierdzają się w dokumentach. Kontrolerzy ujawnili też znacznie poważniejsze uchybienia w brygadzie. To przesądziło o tym, że minister Kosiniak-Kamysz “zdjął” płk. Piątkowskiego ze stanowiska. Formalne odwołanie oficera wciąż nie zostało jednak przeprowadzone. Powód jest zaskakujący: wojsko nie może doręczyć mu decyzji, ponieważ nie może go znaleźć.

  • Polecamy: Burza po zachowaniu posła PiS. Złamał wytyczne dowódcy garnizonu [NAGRANIE]

Wiadomo jednak, że tuż po tym, jak zapadła decyzja o odwołaniu, płk Piątkowski udał się na zwolnienie lekarskie. Od tego momentu — jak twierdzą rozmówcy Onetu — oficer przestał odbierać korespondencję i nie pojawia się w miejscu, gdzie można byłoby doręczyć mu decyzję. W praktyce oznacza to, że procedura odwołania przeciąga się. — Formalnie wciąż jest dowódcą brygady, bo decyzja nie została mu doręczona — mówi wojskowy znający sprawę.Nasi rozmówcy związani z WOT twierdzą, że ten węzeł gordyjski zostanie przecięty w czwartek. Mimo że wojsko formalnie wciąż nie doręczyło decyzji płk. Piątkowskiemu, procedura ma zostać zakończona. Chodzi o to, że zgodnie z przepisami, jeśli pismo zostało dwukrotnie wysłane i nie zostało odebrane, uznaje się je za skutecznie doręczone.

Podobne artykuły