Rybakowa: Putin głowi się, jak wypełnić dziurę w budżecie. Nie wykluczam najgorszego: że urzędnicy w Moskwie będą musieli sami parzyć sobie kawę [FELIETON]
“Gospodarka musi być ekonomiczna” — zapomniane hasło “drogiego Leonida Iljicza” Breżniewa z 1981 r. wydaje się znów być na topie. Skromność staje się modna. Moskwa, stolica rosyjskiej mody spieszy więc ze zmianą wizerunku — na swój sposób.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
HECTOR RETAMAL/AFP, PAP/EPA/GAVRIIL GRIGOROV/SPUTNIK/KREMLIN POOL / AFP Na głównym zdjęciu ludzie tańczący na deptaku do muzyki puszczanej przez DJ-a przy wejściu do centrum handlowego, Moskwa, 22 lutego 2026 r. W ramce po prawej prezydent Rosji Władimir Putin
Tatiana Rybakowa to rosyjska dziennikarka i publicystka analizująca sytuację polityczną i gospodarczą Rosji
Na początku — anegdotyczna, ale prawdziwa historia, której byłam świadkiem. W stołówce radzieckiego sanatorium przy jednym stole siedzą trzy panie: inżynierka, nauczycielka i żona ważnego dyrektora.Pierwsze dwie trafiły do stołówki dzięki “kursówce”, która daje prawo mniej zamożnym wczasowiczom do wyżywienia i zabiegów leczniczych w sanatorium; żona dyrektora wypoczywa w tym sanatorium dzięki karcie związkowej. Podczas rozmowy przy stole pojawił się temat pieniędzy. A raczej ich braku. Inżynierka i nauczycielka ze smutkiem wymieniają się opowieściami o tym, jak ich skromne oszczędności nie pomagają w walce z wiecznym brakiem pieniędzy. Żona szefa słucha, słucha, aż w końcu postanawia włączyć się do rozmowy. “Dajcie spokój! Pieniędzy zawsze jest mało. Przed wyjazdem poprosiłam męża o futro — stare jest zupełnie niemodne — a on mówi: nie ma pieniędzy, przecież byliśmy na wakacjach w Bułgarii, a teraz jedziesz do sanatorium”.Czy trzeba wspominać, że w tamtych czasach futro dla nauczycielki i inżynierki było czymś, o czym nie warto było nawet marzyć? Podobnie jak o wypoczynku w Bułgarii, a nawet o wyjeździe do sanatorium.
- Moskwa odcięta od świata. Rosjanie się skarżą. “Okradliście cały kraj, zrujnowaliście go”
O tej starej historii z radzieckiej przeszłości przypomniało mi oświadczenie moskiewskiego ratusza, że budżet Moskwy obejmuje program oszczędnościowy. Moskwa, jak głosi dokument, “optymalizuje wydatki, zachowując wszystkie zobowiązania społeczne”. Precyzując: o 15 proc. zostanie zredukowany personel ratusza i “niektórych podległych instytucji pełniących funkcje administracyjne”. O 10 proc. zostaną ograniczone programy inwestycyjne Moskwy. Nie można powiedzieć, że to katastrofalna redukcja, ale wygląda to na spore oszczędności.Na pierwszy rzut oka. Na drugi widać jednak coś innego.
Baw się dobrze, Moskwo!
Zacznijmy od 15-procentowej redukcji personelu. Nie wszyscy wiedzą, że w samym urzędzie miasta, czyli w randze urzędników państwowych, zatrudniona jest znacząca większość pracowników. Od momentu objęcia stanowiska mera Moskwy przez Siergieja Sobianina administracja moskiewska szeroko stosuje outsourcing (przekazywanie zadań innym podmiotom). W każdym dziale zatrudnionych jest niewielka liczba urzędników, ale współpracuje z nimi ogromna liczba organizacji non-profit i firm na zasadach kontraktowych. To właśnie tam, poza etatowym składem ratusza, pracują ludzie dla dobra Moskwy.
Zabawa na deptaku w Moskwie, 22 lutego 2026 r.HECTOR RETAMAL/AFP / AFP Ten porządek dotyczy absolutnie wszystkich działów — od biura prasowego po służby komunalne. Z reguły urzędnikami państwowymi są przełożeni — zgodnie z prawem otrzymują oni świetne wynagrodzenie oraz emeryturę po 15 latach służby w wysokości 70 proc. pensji. Nie zazdrośćcie — oprócz wynagrodzenia kierownictwo otrzymuje jeszcze mnóstwo dodatków, od jednorazowych, miesięcznych, kwartalnych i rocznych premii po rekompensaty za niestandardowy dzień pracy, więc rzeczywista emerytura wynosi około 40-50 proc. jego dochodów, ale mimo wszystko zgodzicie się, że to całkiem nieźle.Zwykli wykonawcy zatrudnieni w różnych organizacjach non-profit i firmach nie mają nic takiego. Co więcej — umowy z nimi są zazwyczaj zawierane na rok, więc nie ma długoterminowych gwarancji. Jeśli (wykonawca) nie spodoba się przełożonym, można go łatwo zwolnić albo po prostu nie przedłużyć umowy. Z drugiej strony wynagrodzenie jest zgodne z rynkiem, a nie ze stawkami służby cywilnej, gdzie różnica między dochodami szefa departamentu a zwykłego pracownika jest ogromna — między innymi dzięki dodatkom przysługującym przełożonym.
- Tekst publikujemy dzięki uprzejmości The Moscow Times
Wszyscy są zadowoleni — w urzędzie miasta. A mieszkańcy nie mają możliwości zrozumienia, jak efektywnie wydatkowane są środki na zapewnienie funkcjonowania administracji. Zwłaszcza na niepohamowany PR urzędu miasta i osobiście Sobianina, na wszelkiego rodzaju festiwale i uroczystości, dekoracje miasta, często bardzo wątpliwe pod względem gustu.No i oczywiście na sezonową wymianę płytek.A propos festiwali i uroczystości. Sobianina często krytykowano za to, że niepohamowana oficjalna impreza Moskwy w czasie, gdy trwa tzw. specjalna operacja wojskowa, jest co najmniej nie na miejscu. Mówiono, że bardzo przypomina to ucztę podczas epidemii dżumy. Ale Sobianin niezmiennie ripostował, że właśnie tak należy postępować — zachować “normalne życie” i sprawiać radość mieszkańcom miasta. Faktem jest jednak, że po pierwszych zarzutach ratusz zaczął intensywnie promować wysyłanie przetworów i ciast z festiwali na front i do szpitali. Można więc się uspokoić, jeśli ktoś się martwił: cięcia w budżecie Moskwy nie spowodują żadnych cierpień dla pracowników ratusza. Cóż, być może niektórzy kierownicy będą musieli sami odbierać dokumenty z drukarki. Nie wykluczam najgorszego — będą musieli sami parzyć sobie kawę! Nie będzie to wielka niedogodność — dla nich trzeba zmniejszyć etaty o jakieś 50 proc. A jeszcze lepiej — zlikwidować wszystkie te non-profity i spółki.Festiwale i uroczystości, jak się okazało, zostaną jednak ograniczone, więc potrzeba będzie mniej organizatorów. Można powiedzieć, że krytyka została uwzględniona. A raczej: w końcu nawet oszołomieni pieniędzmi moskiewscy urzędnicy zrozumieli, co może spotkać ich za taką hulankę: nie ukraiński dron, tylko gniew przełożonych z Kremla. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo "Biały Rosjanin z Moskwy ogląda wojnę na telegramie". Dziennikarze o poborze w Rosji
Nie czas teraz, nie czas
W rzeczy samej Putin wraz z bojarami, czyli ministrami bloku gospodarczego i przewodniczącą Centralnego Banku Rosji, zastanawiają się: jak wypełnić dziurę w budżecie? O pomoc wołają zarówno oligarchowie, jak i obwody, nie mówiąc już o obywatelach. Sekwestracja budżetu (zajęcie środków lub w tym przypadku wymuszone cięcie wydatków, jeśli deficyt stanie się zbyt duży) ponownie pojawiła się w słowniku urzędników: obwód czelabiński ograniczył wydatki w bieżącym roku o 2 mld 17 mln rubli (100 mln 255 tys. zł), a Kraj Nadmorski zmniejszył swoje wydatki o 2 mld 900 mln rubli (134 mln zł). Tej zimy przez cały kraj przetoczyła się fala awarii spowodowanych zużyciem infrastruktury mieszkaniowo-komunalnej — ludzie przez wiele dni i tygodni siedzieli bez światła, wody i ciepła w okrutnych mrozach, jakby Rosja wystrzeliła w ich kierunku rakiety, tak jak w przypadku Ukrainy. Moskwa, pławiąca się nie tylko po prostu w luksusie, ale w luksusie ostentacyjnym, wyglądała już zupełnie nieprzyzwoicie. I nikt nie zauważył, że Sobianin nie ma wyczucia zmian w politycznej pogodzie.
A obecna pogoda szepcze: czas, aby Moskwa nosiła mniejsze perły w czasie, gdy inne obwody jedzą wodnistą zupę.
Powód do oszczędności istnieje: Moskwa jest obecnie rekordzistką pod względem deficytu budżetowego w wartościach bezwzględnych — 229 mld rubli (10 mld 600 mln zł) w 2025 r. Dla porównania deficyt Jamalsko-Nienieckiego Okręgu Autonomicznego, zajmującego drugie miejsce, wyniósł w tym samym okresie 84 mld rubli (3 mld 888 mln zł). Prawda, w ujęciu procentowym w stosunku do dochodów budżetu jest to niewiele — w 2025 r. wyniosły ponad 5 bln rubli (231 mld 489 mln rubli), a najbardziej deficytowe w ujęciu procentowym są budżety obwodów kemerowskiego i wołogodzkiego (po 35 proc.), a także obwodu archangielskiego (34 proc.). Niemniej jednak tendencja nie jest dobra. W ciągu pierwszych dwóch miesięcy bieżącego roku dochody moskiewskiego budżetu wzrosły zaledwie o dwa proc., podczas gdy przy tworzeniu budżetu zakładano 6,5 proc. — dzięki Kremlowi, który wyłączył najbardziej dochodową warstwę małych przedsiębiorstw z uproszczonego systemu podatkowego i patentu (z których wpływy trafiały do budżetów obwodowych) na rzecz podatku VAT (który trafia do budżetu federalnego). Nawet w Moskwie popyt stopniowo spada. Szczególnie popyt demonstracyjny: nie bez powodu na Patrykach (reprezentacyjnej ulicy w Moskwie) zamykają się kawiarnie i restauracje, w których jeszcze wczoraj blogerzy-influencerzy kręcili relacje ze swoich wspaniałych osiągnięć.
Ogólnie rzecz biorąc, gdy ojczyzna jest w niebezpieczeństwie, nie jest to dobry moment na organizowanie masowych uroczystości i rozdawanie ciast.
Ale nie martwcie się — najważniejsza rozrywka nigdzie nie znika! Ratusz specjalnie zaznaczył, że program rewitalizacji (miasta) pozostał niezmieniony. A ograniczenie wydatków na zagospodarowanie przestrzenne raczej nie dotknie płytek i krawężników — co najwyżej zmniejszy się liczba dziwnych instalacji na ulicach Moskwy. Ponieważ to prawdziwe pieniądze i prawdziwe interesy moskiewskich urzędników i powiązanych z nimi biznesmenów.Rozstaną się z nimi tylko wtedy, gdy nadejdzie apokalipsa — a i to nie jest pewne. A tymczasem — kolejna akcja PR-owa ratusza Moskwy: ach, jesteśmy tacy biedni! Sądząc po wywołanym szumie — całkiem udana. Mówię wam — Sobianin umie wyczuć wiatr.