21 March, 2026

Rankingi nie kłamią. Polskie uczelnie daleko za światową czołówką. Profesor wyjaśnia

Na ponad 350 polskich uczelniach studiuje dziś prawie 1,3 mln osób, jednak w międzynarodowych rankingach od lat zajmujemy odległe miejsca. Prof. Adam Gendźwiłł z Uniwersytetu Warszawskiego wyjaśnia, z czego to wynika, a jednocześnie wskazuje, że mamy w Polsce “wyspy doskonałości”.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Rankingi nie kłamią. Polskie uczelnie daleko za światową czołówką. Profesor wyjaśnia PAP Brama główna Uniwersytetu Warszawskiego i grafika przedstawiająca liczbę studentów i absolwentów uczelni w Polsce “Chiny to przyszłość światowych badań naukowych. Zachód traci swoją pozycję. Szczególnie widać to na przykładzie Stanów Zjednoczonych — pisze w “Die Welt” Axel Meyer, prof. z Uniwersytetu w Konstancji. Podaje przykład Uniwersytetu Zhejiang, który jest uważany za trzeci najlepszy w Chinach i już znalazł się w gronie 25 najlepszych uczelni na świecie.

Przeczytaj artykuły “Die Welt” na temat szkolnictwa wyższego:

  • Wielka rewolucja w świecie nauki. Chiny zepchnęły USA do narożnika
  • Uniwersytet masowy pożera własne dzieci. A sztuczna inteligencja podaje do tego sztućce

W Europie studia są stosunkowo powszechne i szeroko dostępne, ale jednocześnie często oceniane jako mniej innowacyjne. W Chinach dostęp do uniwersytetów jest znacznie bardziej selektywny, uczelnie mają elitarny charakter, ale i szybko awansują w światowych rankingach. O te dwie ścieżki oraz o to, dlaczego polskie uczelnie nie potrafią się przebić w ważnych zestawieniach, pytam prof. Adama Gendźwiłła z wydziału socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.Prof. Gendźwiłł przekonuje, że Chiny w porównaniu z Zachodem poradziły sobie lepiej przede wszystkim w jednym: od lat bardzo konsekwentnie realizują politykę wspierania nauki i innowacji. — Widać to wyraźnie w danych — mówi socjolog.

  • Od 40 lat bada Chiny. Przewiduje, że Europa dostanie za swoje, bo śmiała się z Pekinu. “Kardynalny błąd”

— Choć Chiny nie są krajem bogatszym od Polski, jeśli spojrzymy na PKB per capita, to przeznaczają znacznie większy odsetek PKB na badania i rozwój. W Chinach wydatki sięgają około 2,8 proc. PKB, podczas gdy średnia unijna to nieco ponad 2 proc., w Stanach Zjednoczonych ponad 3 proc., a w Polsce wciąż mniej niż 1,5 proc. — wylicza ekspert. — To w praktyce są ogromne różnice, a ich konsekwentne utrzymywanie przez lata sprawia, że Chiny weszły na wyraźną ścieżkę rozwoju innowacyjnego. W niektórych dziedzinach i sektorach gospodarki są już światowym liderem, konkurując ze Stanami Zjednoczonymi, a w innych mają realną szansę osiągnąć tę pozycję w ciągu najbliższej dekady czy dwóch — mówi profesor.Socjolog podkreśla, że zbyt często szkolnictwo wyższe i nauka bywają traktowane jako jedno i to samo, a tymczasem ich wzajemne relacje można organizować na różne sposoby. Zwraca uwagę, że istnieją modele, w których część uczelni i instytucji ma wyraźnie badawczy profil — tam trafiają osoby chcące rozwijać się naukowo, często od początku pracują pod okiem aktywnych badaczy i uczestniczą w projektach badawczych. Równolegle funkcjonuje segment nastawiony bardziej na kształcenie zawodowe i specjalistyczne, przygotowujący specjalistów pod potrzeby rynku pracy. Rozmówca Onetu przekonuje, że kluczowe wydaje się nie tyle wybieranie jednego modelu — masowego albo elitarnego — ile odpowiedni podział ról i zadań w systemie. — Trudno oczekiwać, że wszystkie uczelnie będą jednocześnie robiły wszystko tak samo. Znacznie lepiej funkcjonują te systemy, które potrafiły wyspecjalizować swoje instytucje: mają zarówno silne ośrodki badawcze, jak i dobre instytucje kształcenia wyższego. Dotyczy to zarówno części krajów europejskich, jak i — być może jeszcze wyraźniej — Chin — tłumaczy.

  • “Polska stała się czempionem wśród krajów byłego bloku socjalistycznego”. Rosyjskie media: Polacy mają standard życia jak w Europie Zachodniej

— To rodzi pytanie o Polskę — kraj średniej wielkości, ale coraz zamożniejszy, należący do uprzywilejowanej części świata, choć rzadko tak o sobie myślimy. Gdzie chcemy się pozycjonować i jakie mamy ambicje? Tego typu zmiana nie wydarzy się sama — akcentuje mój rozmówca.

Uniwersytecki boom

Według danych GUS w roku akademickim 2024/2025 w Polsce działały 352 uczelnie — głównie niepubliczne. Na 31 grudnia 2024 r. kształciło się na nich 1 mln 280 tys. osób. Wśród najczęściej wybieranych grup kierunków były: biznes, administracja i prawo, na których studiowało 22,6 proc. wszystkich studentów; nauki społeczne, dziennikarstwo i informacja (odpowiednio 14,2 proc.); zdrowie i opieka społeczna (14 proc.) oraz technika, przemysł, budownictwo (12,3 proc.).— W latach 90. przeszliśmy ogromny boom edukacyjny i przez długi czas utrzymywaliśmy wysoką dynamikę kształcenia. W pewnym sensie był to jeden z motorów napędowych sukcesu transformacji — edukacja przyczyniła się do rozwoju gospodarki. Umożliwiła też wielu absolwentom znalezienie pracy za granicą w odpowiednim momencie ich ścieżki zawodowej — mówi w rozmowie z Onetem socjolog. Na początku XXI w. liczba studentów rosła bardzo szybko, osiągając rekordowy poziom blisko 2 mln w latach 2006–2007. W tym samym czasie dynamicznie zwiększała się także liczba absolwentów, która z niespełna 100 tys. w połowie lat 90. wzrosła do ponad 400–500 tys. rocznie na początku kolejnej dekady. Był to efekt masowego upowszechnienia studiów i rozwoju sektora uczelni niepublicznych.Od około 2010 r. trend się odwrócił. Spadek liczby młodych ludzi w wieku studenckim przełożył się na systematyczny ubytek studentów — w ciągu kilkunastu lat ich liczba zmniejszyła się o ponad 700 tys. Równolegle malała liczba absolwentów, choć wolniej i z pewnym opóźnieniem. public.flourish.studio Ostatnie lata przynoszą jednak stabilizację i lekkie odbicie. Liczba studentów ponownie rośnie, a liczba absolwentów utrzymuje się na poziomie około 300 tys. rocznie. Prof. Gendźwiłł ocenia, że przez ostatnie lata rynek szkolnictwa wyższego bardzo się przeobraził. — Uczelnie, które powstawały masowo w latach 90., musiały się zamknąć, ograniczyć działalność albo zmienić profil. Niektóre postawiły bardziej rozwój badań naukowych czy przyciąganie studentów zagranicznych — mówi.— Jednocześnie zmienia się otoczenie. Po pierwsze, mamy w Polsce do czynienia z niżem demograficznym, który trwale zmniejszy liczbę młodych ludzi wchodzących do systemu edukacji. Po drugie, zaostrzona polityka wizowa ogranicza napływ studentów z zagranicy — być może nawet bardziej, niż byłoby to potrzebne. Po trzecie, dla wielu osób stają się dostępne studia za granicą. W efekcie szkolnictwo wyższe w Polsce będzie siłą rzeczy mniej masowe — i ten proces już się zaczyna — wylicza naukowiec.

Mazowsze liderem

Edukacja akademicka koncentruje się w kilku największych ośrodkach. Wyraźnie dominuje pod tym względem Mazowsze, gdzie studiuje blisko 290 tys. osób. Na kolejnych miejscach znajdują się województwa małopolskie i wielkopolskie, z Krakowem i Poznaniem jako głównymi ośrodkami akademickimi, a także Dolny Śląsk i Śląsk. W tych regionach liczba studentów oscyluje wokół 100 tys.

  • Uczelnie rozczarowują studentów i pracodawców. Firmy biorą sprawy w swoje ręce

Wyraźnie mniejsze ośrodki funkcjonują w Polsce wschodniej i północno-wschodniej, gdzie liczba studentów jest kilkukrotnie niższa. Najmniej osób studiuje w województwach lubuskim i opolskim. public.flourish.studio

Polska daleko w tyle

Choć w Polsce mamy dużo uniwersytetów i szeroki dostęp do studiów, niewiele z tego wynika w skali międzynarodowej. W globalnych zestawieniach polskie uczelnie od lat zajmują odległe pozycje. Zacznijmy od rankingu szanghajskiego, czyli Academic Ranking of World Universities (ARWU). Jest jednym z najbardziej prestiżowych zestawień uczelni na świecie, opartym przede wszystkim na mierzalnych osiągnięciach naukowych, takich jak publikacje, cytowania czy liczba noblistów. Najnowsza edycja, opublikowana w sierpniu 2025 r., ponownie potwierdziła dominację uczelni amerykańskich, które są w ścisłej czołówce zestawienia.Na pierwszym miejscu znalazł się Uniwersytet Harvarda, który utrzymuje pozycję lidera nieprzerwanie od ponad dwóch dekad. Kolejne miejsca zajęły Uniwersytet Stanforda oraz Massachusetts Institute of Technology. W pierwszej dziesiątce znalazły się także Uniwersytet w Cambridge, Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley, Uniwersytet Oksfordzki, Uniwersytet Princeton, Uniwersytet Columbia, Kalifornijski Instytut Technologiczny oraz Uniwersytet Chicagowski. Rankingi nie kłamią. Polskie uczelnie daleko za światową czołówką. Profesor wyjaśnia Uniwersytet HarvardaTOSEI KISANUKI / AFP Polskie uczelnie pozostają daleko od światowej czołówki. W rankingu znalazło się siedem instytucji z Polski.Najwyżej sklasyfikowany został Uniwersytet Warszawski, który znalazł się w przedziale miejsc 401–500 i pozostaje jedyną polską uczelnią w pierwszej pięćsetce zestawienia. Za nim uplasował się Uniwersytet Jagielloński (501-600). Kolejne miejsca zajęła Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie (801-900), natomiast cztery uczelnie — Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, Politechnika Warszawska oraz Politechnika Wrocławska — znalazły się w najniższym przedziale rankingu, czyli 901-1000. Rankingi nie kłamią. Polskie uczelnie daleko za światową czołówką. Profesor wyjaśnia Collegium Novum Uniwersytetu JagiellońskiegoŁukasz Gągulski / PAP Przyjrzyjmy się również rankingowi QS najlepszych uniwersytetów na świecie. Obejmuje on ponad 1500 instytucji z całego świata. Jego metodologia łączy twarde dane naukowe z oceną reputacji w środowisku akademickim i wśród pracodawców, uwzględniając m.in. cytowalność publikacji, relację liczby studentów do kadry dydaktycznej, poziom umiędzynarodowienia uczelni oraz zatrudnienie absolwentów i skalę współpracy międzynarodowej. Czołówka rankingu QS 2026 pozostaje zdominowana przez uczelnie anglosaskie. Pierwsze miejsce ponownie zajął Massachusetts Institute of Technology, który utrzymuje pozycję lidera od wielu lat. Na kolejnych miejscach znalazły się Imperial College London oraz Uniwersytet Stanforda. W pierwszej dziesiątce znalazły się również Uniwersytet Oksfordzki, Uniwersytet Harvarda, Uniwersytet w Cambridge, ETH w Zurychu, Narodowy Uniwersytet Singapuru, University College London oraz Kalifornijski Instytut Technologiczny. Rankingi nie kłamią. Polskie uczelnie daleko za światową czołówką. Profesor wyjaśnia Kampus Massachusetts Institute of Technology w CambridgeCJ GUNTHER / PAP Polskie uczelnie są obecne w rankingu, ale pozostają poza ścisłą czołówką. W edycji 2026 uwzględniono 20 instytucji z Polski. Najwyżej sklasyfikowany został Uniwersytet Warszawski, który zajął 271. miejsce na świecie. Kolejne pozycje zajęły Uniwersytet Jagielloński (303. miejsce) oraz Politechnika Warszawska (487. miejsce). Dalsze miejsca zajmują m.in. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (741-750) oraz Akademia Górniczo-Hutnicza, Politechnika Gdańska i Uniwersytet Wrocławski, które znalazły się w przedziale 801-850.

“Trudno jednocześnie być uczelnią dużą, bardzo dobrą i tanią”

Pytam prof. Adama Gendźwiłła, dlaczego polskie uczelnie nie potrafią się przebić w światowych rankingach.— To efekt wielu czynników. Po pierwsze, nauka w Polsce jest niedofinansowana, nie oferuje godziwych wynagrodzeń dla najlepszych specjalistów, dla których rynek pracy jest europejski lub globalny. To konsekwencja wieloletniej polityki kolejnych rządów, które przeznaczają na ten sektor środki publiczne na poziomie niższym niż średnia unijna. W takich warunkach trudno budować silne instytucje, zdolne konkurować o najlepszych pracowników. Wielu utalentowanych naukowców po prostu wyjeżdża za granicę — argumentuje.

  • Politechnika Wrocławska w wyścigu o gigafabrykę AI

Rozmówca Onetu, jako drugi problem wymienia anachroniczną organizację większości naszych uczelni i instytutów badawczych. — Chodzi o przeregulowanie i model zarządzania, który utrudnia podejmowanie strategicznych decyzji i wprowadzanie zmian jakościowych, takich, które pozwoliłyby wyznaczyć kierunki rozwoju i budować konkurencyjność — podkreśla.Socjolog zaznacza, że trudno jednocześnie być uczelnią dużą, bardzo dobrą i tanią. — Czołowe uniwersytety na świecie rzadko są wielkie, większość to instytucje zamożne. Działają w krajach, które inwestują ogromne środki publiczne w szkolnictwo wyższe albo są instytucjami niezależnymi od państwa, dysponującymi wielkimi funduszami, co daje im swobodę i stabilność finansową. W tych warunkach trudno jest nakładać na polskie uczelnie wiele oczekiwań naraz — masowego kształcenia, generowania innowacji i jednoczesnego awansu w rankingach opartych o publikacje, granty i światową reputację — przekonuje.

“Wyspy doskonałości”

Pytam mojego rozmówcę, czy polskie uczelnie są innowacyjne. — Warto powiedzieć jasno: w Polsce mamy “wyspy doskonałości”. W obrębie dużych uczelni działają zespoły, laboratoria i centra badawcze, które poziomem prowadzonych badań nie odstają od czołowych ośrodków europejskich. Są takie w fizyce, informatyce, astronomii, ale też wśród nauk społecznych, w psychologii, socjologii czy ekonomii. Są badacze i badaczki, którzy zdobywają prestiżowe granty ERC, które są traktowane jak symbol naukowej doskonałości w Europie. Ale jest ich mało — słyszę.— Tego często nie widać w rankingach, bo one z natury rzeczy uśredniają wyniki. W dużej mierze opierają się też na danych reputacyjnych — a liczy się marka całej uczelni, a nie pojedynczego zespołu. W efekcie nawet bardzo dobre zespoły mają ograniczony wpływ na globalną rozpoznawalność dużego uniwersytetu — tłumaczy ekspert.

Jak czeka nas przyszłość?

Mój rozmówca podkreśla, że środowisko naukowe w Polsce jest rozproszone i ma zróżnicowane interesy. — Tym bardziej potrzebna jest jasna, długofalowa strategia państwa — polityków odpowiedzialnych za alokację środków publicznych — która pomoże też wyjaśnić opinii publicznej, że rozwój nauki to nie jest niszowe zajęcie dla wąskiej grupy badaczy, ale nasz kluczowy interes, przedsięwzięcie cywilizacyjne, fundament dobrobytu państwa — słyszę.Prof. Gendźwiłł ocenia, że dziś takiej spójnej i konsekwentnej polityki naukowej w Polsce brakuje. — I to jest najbardziej rozczarowujące. Jednocześnie trudno zakładać, że nasz kraj, który osiągnął szybki wzrost gospodarczy, będzie w nieskończoność opierał się na taniej sile roboczej czy przyciąganiu centrów usług wspólnych wielkich korporacji. W pewnym momencie konieczne staje się przejście na model oparty na innowacjach — zarówno technologicznych, jak i instytucjonalnych, obejmujących także sprawniejsze państwo czy lepszy system prawny. A takie innowacje w dużej mierze rodzą się właśnie w instytucjach naukowych — podsumowuje socjolog. Grafiki: Anastasiia MorozovaChcesz porozmawiać z autorem? Napisz: piotr.gruszka@redakcjaonet.pl

Podobne artykuły