Poruszające słowa wdowy po Janie Lityńskim. “Nawet płakać nie mam siły”

Proszę Donalda Tuska, żeby w wolnej chwili pochylił się nad przywracaniem pamięci. Przecież on wie o protestach w 1968 r., o KOR-ze w 1976 r., z którego narodziła się Solidarność — mówi Elżbieta Bogucka-Lityńska, wdowa po opozycjoniście Janie Lityńskim, który utonął w rzece Narwi pięć lat temu, ratując swoje psy.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Tomasz Jastrzebowski/REPORTER / East News Elżbieta Bogucka-Lityńska Magdalena Rigamonti: Liczy pani dni?Elżbieta Bogucka-Lityńska: Nie, bo ja cały czas czekam aż on wróci.Przecież nie wróci, utonął, umarł.Wiem, ale czekam.Pięć lat minęło.Są dni, kiedy myślę, że minął tydzień. Proszę tak na mnie nie patrzeć, wyszłam na prostą, zebrałam się, żyję, pracuję, pomogła terapeutka. Natomiast nie ma dwóch zdań, że jak się ma partnera, z którym się jest mocno zżytym, to po jego śmierci się umiera w połowie. Tak jest i już.Zwraca pani uwagę na mężczyzn?Tak, ale wiem, że drugiego takiego jak Janek nie będzie. I myślę o nim, o tym, że zaraz 50. rocznica powstania KOR-u, który on współtworzył, że mam nadzieję, że będą jakieś obchody, że ludzie będą pamiętać, że byli tacy bohaterowie, jak mój Janek, którzy chcieli wolnej Polski.
- Przeczytaj: Nie żyje Jan Lityński. Działacz opozycji w PRL miał 75 lat
Pani nie była wtedy jego żoną.Nie byłam, bo przecież jestem jego trzecią żoną. Poznaliśmy się i zakochaliśmy pod koniec lat 90., już w tej wolnej Polsce, o którą walczył.O taką walczył? Rozmawialiście o tym?Rozczarowany był. Nawet bardzo. W domu słowo “nienawidzę” było zakazane, bo przecież wiadomo, jaki ma ciężar. Ale myślę, że oni byli ogromną zgryzotą końcówki jego życia. Niszczenie Polski, demokracji — a wszystko to przez manipulacje, kłamstwa. Czyje?Tych, którzy wtedy rządzili.
“Mam pretensje też do Donalda Tuska”
Wtedy, przed jego śmiercią w 2021?Hm. Nigdy nie mówił o nienawiści, ale jego naprawdę szlag trafiał, kiedy widział rozmontowywanie państwa przez PiS-owców.Teraz dla coraz silniejszej skrajnej prawicy byłby Żydem, w dodatku z komunistycznej rodziny. Ale ochrzczonym, na własne życzenie, już w dorosłym życiu. Na poważnie, formacja Marca ’68 to według prawicy sami Żydzi i komuniści. Nie mam jednak pretensji do prawicy.
- Polecamy: “Jego ostatnie słowo brzmiało: TONĘ”. Poruszająca opowieść wdowy po Janie Lityńskim, Elżbiety Boguckiej
A do kogo?Do naszego obozu.Do Donalda Tuska?Też. Szanuję go, jest moim premierem, ale to on powiedział, że w Polsce opozycja rozpoczęła się od 1980 r. Proszę, żeby w wolnej chwili pochylił nad przywracaniem pamięci. Przecież on wie o protestach w 1968 r., o KOR-ze w 1976 r., z którego narodziła się Solidarność. Do cholery, przecież to jest brak szacunku dla pamięci, dla historii, dla tych ludzi, jak Janek, Michnik, Kuroń i wielu innych, którzy walczyli i w zasadzie co chwilę byli zamykani w więzieniach. Żaden z demoludów nie miał takiej opozycji, jak my. Powinniśmy to doceniać. Mam nadzieję, że politycy się opamiętają.
Jan LityńskiKancelaria Prezydenta Jest szansa, że na rocznicę KOR-u niektórym się przypomni. Przecież KOR tworzył też Antoni Macierewicz.KOR powstał po strajkach robotniczych w Radomiu, Ursusie i Płocku, po tym, jak wielu z tych ludzi, którzy sprzeciwili się władzy zostało represjonowanych. Usłyszałam, że Radom przygotowuje się do tej 50. rocznicy, a potem zobaczyłam zdjęcia z potańcówki w stylu PRL, na których pani wiceprezydent miasta Marta Michalska-Wilk pozuje z ludźmi przebranymi za ZOMO-wców… Zadzwoniłam do prezydenta Radomia, usłyszałam, że niefortunnie się złożyło, ale mam nie mieć pretensji, bo pani wiceprezydent to rocznik 1986, więc sama rozumiem… Zapytałam tylko, czy ten rocznik jest zwolniony z myślenia. Na szczęście w innych miastach, jak choćby w Wałbrzychu, o KOR-ze się pamięta. W Warszawie się pamięta — pamiętają burmistrzowie dzielnic. Na Woli jest wielki mural z podobizną Jana Lityńskiego.Za to jestem wdzięczna. Pamięta prezydent Trzaskowski. Mnie naprawdę zależy, żeby pamiętano o KOR-ze, o tym, co się działo w Radomiu 50 lat temu, o tym biciu ludzi, cierpieniu. Zależy mi również ze względu na Janka. On tam jeździł autostopem, łapali go, wsadzali na 48 godzin, wypuszczali, znowu jechał. Widział ten cynizm komunistów i tych biednych, zaszczutych ludzi, rozmawiał z nimi. On i wszyscy inni zaangażowani w KOR byli bohaterami. Proszę, abyśmy o tym pamiętali.
Mural Jana Lityńskiego w WarszawieBeata Zawadzka/East News / East News Czy pani mąż w ostatnich latach życia miał kontakt z Donaldem Tuskiem?Znali się, ale premier Tusk chyba nigdy nie potrzebował jego pomocy. I mówię to z żalem. Pamięta pani różne manifestacje, marsze opozycji za czasów PiS-u? Zawsze tam byliśmy. Ale organizatorzy nigdy nie zapytali, co sądzi. Wiem, że Janek i inni z tej starej gwardii mieli poczucie, że nikt nie chce wiedzieć, jakie jest ich zdanie i jak mogą pomóc.
“Nikt ich wtedy nie słuchał”
Do 2015 r. razem z Henrykiem Wujcem był doradcą Bronisława Komorowskiego. Komorowski przegrał wybory, więc może dlatego?Na początku był z nimi jeszcze Tadeusz Mazowiecki. Udało im się sporo zrobić. Jednak zarówno Jankowi, jak i Heniowi było trudno przebić się przez szpaler ministrów otaczających prezydenta w czasie kampanii wyborczej. Wtedy premier Mazowiecki już nie żył.
- Żałoba za życia i koniec świata we własnym domu. “Jak z małym dzieckiem albo zwierzątkiem”
Pamiętam, jak Bronkobus miał jechać na Dolny Śląsk. Namawiam Janka, żeby jechał, że się przyda, że zna ludzi, mechanizmy. Pakuję go. Bierze swoją czerwoną walizkę i idzie. I za godzinę staje w drzwiach i mówi: tam nie ma dla mnie miejsca… Okazało się, że autobus pojechał prawie pusty, a Janek usłyszał od ministrów prezydenta, że sobie poradzą. Bronka oczywiście w autobusie nie było. Po prostu nie chcieli go wziąć… Niepotrzebny był. Boże, ile tu, przy tym stole, nocy przegadaliśmy z przyjaciółmi o polityce. Janek był matematykiem, Heniu Wujec fizykiem, razem teoretycznie doradzali prezydentowi Komorowskiemu. I oni długo przed wyborami prezydenckimi 2015 r. wiedzieli, że zbliża się porażka. Tylko że nikt ich nie słuchał. Już po wszystkim Janek z Heńkiem zrobili u nas pożegnalną kolację dla wszystkich kierowców, którzy pracowali w Kancelarii Prezydenta. Chciałam ich zostawić samych, ale mi nie pozwolili. Wspaniały wieczór.Tu, przy tym stole, bardzo dużo się działo.Bardzo. Czasem organizowałam też tzw. babskie kolacje, których Janek oczywiście nie opuszczał.
“Pamiętam, jak się cieszyłam, że poznałam prawdziwego bohatera”
Kobiety bardzo go lubiły.I on lubił kobiety. Był dowcipny, inteligentny, urokliwy. Dzięki niemu dostałam się na dobry uniwersytet przyjaźni, lojalności i wrażliwości. Nauczył mnie historii Polski i krytycznego myślenia. I żeby zawsze zadawać pytania, jak się czegoś nie rozumie. I jeszcze tego, że nie można mówić słowa “pieniążki”… Poza tym wprowadził mnie do elity, dzięki której żyjemy w wolnej Polsce. Pani była nauczycielką historii, wicedyrektorką dużej szkoły na Dolnym Śląsku.I babką, która zapisała się do Unii Wolności. Przyjechał do mojego miasta na spotkanie. Pamiętam, jak się cieszyłam, że poznałam prawdziwego bohatera. Byłam wysoką, szczupłą kobietą z długimi nogami.Sięgał pani do ramienia.To nie miało żadnego znaczenia. Był fantastyczny w każdym aspekcie naszego życia. On mnie po prostu kochał, a ja jego kochałam i nadal kocham.Kiedy zaczęliście się spotykać, miał żonę.Drugą. I tak, odebrałam jej męża. Męża, z którym bardzo dużo przeżyła, te zatrzymania, areszty, więzienia, strach. Bardzo ciężki czas.Nie obawiała się pani, że skoro zdradził żonę dla pani, to może zdradzić panią dla innej kobiety?Nigdy. Proszę pamiętać, że ja też dla Janka odeszłam od swojego męża i też nigdy nie pomyślałam, żeby zainteresować się innym mężczyzną. Nie trzymaliśmy się przecież cały czas za ręce. Z drugiej strony byłam absolutnie pewna, że on kochał kobiety. Lubił je podrywać, ale też cenił. Kiedy pisał autobiografię namawiałam, żeby napisał o kobietach, z którymi coś go łączyło. Nie chciał. Kiedy umarł, rozmawiała pani z jego dwiema poprzednimi żonami?Tylko z pierwszą. Mieli córkę Basię.Umarła w 2023 r.Miała zespół Downa.Była aktorką Teatru 21.Wspaniała dziewczyna z charakterem. Szybko po jej urodzeniu Janek odszedł od rodziny. Nie sprostał. Zdawał sobie sprawę, że nie był dobrym ojcem. Starałam się przywrócić ojca Basi. Miałam z nią dobry kontakt. Z jej mamą Anią mam do dziś.
- Czytaj: Bronisław Komorowski żegna Jana Lityńskiego. “To wielka tajemnica wielkości Janka”
Uroczystość nadania Schronisku na Paluchu imienia Jana LityńskiegoPawel Wodzynski/East News / East News
“Wszystko się stało przez to liczenie kroków”
Pięć lat temu byliście w swoim domu nad Narwią, to była niedziela, mieliście wracać do Warszawy.Liczy pani kroki?Nie.To dobrze. Uważam, że wszystko się stało przez to liczenie kroków. Tak, to była niedziela po południu, nalegałam, żebyśmy wracali, a on chciał jeszcze spacerować. Krzyczał nawet, że przyjeżdża tu po to, żeby chodzić. Nagle się zrobił spacerowiczem. Wiedziałam, że chodziło o kroki, że sobie zainstalował w telefonie krokomierz i nie odpuszczał, musiał przejść 10 tys. dziennie. Teraz, gdy ktoś mi mówi, że liczy kroki, bardzo źle reaguję, bo te kroki mogą prowadzić do śmierci. Złamała się pani, poszliście na spacer.Wywierał na mnie ogromną presję. Poszliśmy z psami wałem przy Narwi. Rzeka była w dużej części pokryta lodem, mokradła przy rzece również. Psy wbiegły na te mokradła i nagle pod jednym z nich załamał się lód. Janek poleciał go ratować. Byłam przekonana, że tam woda sięga do kolan. Sekunda i on krzyczy: tonę. Zdjęłam kurtkę i poleciałam do niego. Pode mną również załamał się lód. Zrobiło mi się bardzo ciepło, przyjemnie i zielono. I pierwsza myśl: idę za nim. Druga: a co z psami, co się z nimi stanie, kto je weźmie. I wtedy poszłam do góry, wypłynęłam. Janka nurkowie znaleźli dopiero po tygodniu. Jeden wielki ból, niemoc, bezsilność, rozpacz. Nawet na płacz nie mam siły.