“Obecny rząd nie istnieje”. Jak doszło do “operetkowego” zamachu stanu

W nocy z 4 na 5 stycznia 1919 r. pułkownik Marian Januszajtis rozpoczął zamach stanu. Choć pucz był nieudany i trwał zaledwie siedem godzin, przyczynił się do upadku “rządu ludowego” Jędrzeja Moraczewskiego oraz objęcia władzy przez Ignacego Paderewskiego.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Narodowe Archiwum Cyfrowe / Wikipedia Commmons Józef Piłsudski i Marian Januszajtis Józef Piłsudski przyjął wobec wydarzeń postawę ambiwalentną, a szykowany do roli tymczasowego premiera książę Eustachy Sapieha szybko powrócił do łask. Wszystko obyło się bez rozlewu krwi, a jedyne strzały oddano w kierunku pierwszego z zatrzymanych, ministra spraw wewnętrznych Stanisława Thugutta.***”Obecny rząd nie istnieje. Władza spoczywa w rękach wojska” — raportował podporucznik Skrudlik swojemu szefowi z warszawskiej żandarmerii, który następnie informował Piłsudskiego:
Zostałem zaalarmowany w swoim prywatnym mieszkaniu […], że minister Thugutt został u siebie w mieszkaniu napadnięty przez bolszewików i że prosi o pomoc.
Na przełomie 1918 i 1919 r. cała energia służb była skupiona na śledzeniu “ruchu bolszewickiego”, wojskowy spisek w ogóle nie był brany pod uwagę. Zaskoczony był Thugutt, który relacjonował: “Spuściłem łańcuch i otworzyłem drzwi. Zdążyłem zauważyć śmiertelnie bladego dozorcę ze świecą w ręku i w tej chwili buchnęły dwa strzały”. Równocześnie zatrzymano Moraczewskiego oraz ministra spraw zagranicznych Leona Wasilewskiego, którzy wracali jednym samochodem po spotkaniu z Piłsudskim. Pierwszy premier odrodzonej Polski wspominał:
W Alejach Ujazdowskich zastąpiły nam drogę dwie platformy samochodowe, z tego samego garażu, przepełnione 30 zbrojnymi. My byliśmy bezbronni. Za całą obronę miałem laskę. Leon nawet i tego nie miał. Coś ośmiu zbrojnych osaczyło nas w samochodzie, który skierowali do garażu wojskowego w Alejach Jerozolimskich.
Zamachowcy w pierwszej kolejności nie zdecydowali się natomiast na zaatakowanie Belwederu, siedziby Naczelnika Państwa. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Ryszard Petru o spotkaniu Szymona Hołowni. "To Kaczyńskiemu się udało"
“Zamach wisi w powietrzu”
Czym koalicyjny “rząd ludowy” zasłużył sobie na tak dużą niechęć społeczną? Moraczewski był niepopularny głównie dlatego, że jego gabinet miał wyraźnie lewicowy charakter i zapowiadał daleko idące reformy społeczne, co w atmosferze rewolucji październikowej budziło strach przed “bolszewizacją” kraju, szczególnie wśród prawicy, ziemiaństwa i konserwatywnych elit. Dodatkowo zbudowana pod patronatem Piłsudskiego władza była postrzegana jako rząd partyjny, zdominowany przez socjalistów i powołany bez szerokiego kompromisu narodowego, a równocześnie jego funkcjonowanie przypadło na okres ogromnego chaosu po I wojnie światowej. Niespełna dwa miesiące po odzyskaniu niepodległości atmosfera była niezwykle napięta. Wasilewski relacjonował, że “raz po raz meldowano o sprzysiężeniach i przygotowywanych zamachach — to z lewej, to z prawej strony”.
- Czytaj: Polska i Czechy stoczyły w 1919 r. wojnę, o której nikt nie pamięta
W prasie sugerowano, że Naczelnik Państwa tak naprawdę jest “drugim Leninem”, którego zadaniem jest wzniecenie komunistycznej rewolucji. “Zamach wisi w powietrzu” — zapisał w dzienniku endecki polityk Julian Zdanowski pod datą 1 grudnia. Puczyści sądzili, że po obaleniu Piłsudskiego narodowcy sięgną po pełnię władzy. Nowy rząd, jak planował jeden ze spiskowców, “miał natychmiast objąć władzę na Zamku [reprezentacyjna siedziba Naczelnika Państwa], a w oparciu o ówczesny garnizon, opanować sytuację, wywołać rewoltę w Poznańskiem i na Śląsku, ogłosić powszechną mobilizację oraz współdziałając z aliantami jak najśpieszniej określić granice Wielkiej Wolnej i Niepodległej”.
Józef PiłsudskiDomena Publiczna / Wikipedia Kto stanął na czele zamachu? Roman Dmowski przebywał w Paryżu, a Wojciech Korfanty opuścił stolicę. Poszukiwano przywódcy, a jednocześnie manifestowano na Placu Zamkowym i śledzono kluczowych polityków — Moraczewskiego, Wasilewskiego i Thugutta. Ostatecznie na dowódców wybrano księcia Sapiehę, doświadczonego konserwatywnego polityka z Kresów, oraz 29-letniego pułkownika Januszaitisa, byłego legionistę. Udziału odmówił generał Józef Dowbor-Muśnicki. Według jednej z wersji, w przypadku powodzenia władzę mieli przejąć Dmowski i Józef Haller, gdy tylko wrócą z Paryża. Tymczasowy komitet mieli tworzyć Sapieha, Jerzy Zdziechowski i Tadeusz Dymowski.
- Czytaj: Skok w sukience do okupowanej Polski. Tajne misje jedynej kobiety wśród cichociemnych
Równolegle, w grudniu 1918 r., trwały rozmowy liderów endecji z Piłsudskim na temat zmiany premiera. Oczekiwano przyjazdu Paderewskiego, który podróżując przez Poznań, dotarł do Warszawy 1 stycznia 1919 r. Rozpoczęły się negocjacje, podczas których Naczelnik Państwa czekał na odpowiedni moment. Zdawał sobie sprawę z ogromnej popularności słynnego na całym świecie pianisty, ale — obawiając się buntu PPS — nie chciał zbyt szybko ustępować ani też bez wyraźnego powodu wymieniać rządu.
“Ja wam ten cały zamach zlikwiduję bez strzału”
W ciągu czterech godzin ludzie Januszajtisa zatrzymali premiera, kluczowych ministrów oraz komendantów policji. Jak opisywał Thugutt: “Pod drzwiami i oknami stało kilku żołnierzy z karabinami, po pokoju kręcił się wciąż jakiś oficer, który za każdym razem polecał użycie broni w razie oporu lub próby ucieczki”. Nie udało się natomiast pojmać szefa Sztabu Generalnego, Stanisława Szeptyckiego, który uwolnił się przy wsparciu żandarmerii, po czym udał się do komendantury wojskowej na placu Saskim (dziś plac Piłsudskiego). Tam rozmawiał z przywódcami puczu krzycząc: “Ja wam ten cały zamach zlikwiduję bez strzału”.
Marian JanuszajtisNarodowe Archiwum Cyfrowe / Wikipedia Commmons Tak też się stało. Generał odegrał decydującą rolę — przeciągnął na swoją stronę młodych żołnierzy 21. Pułku Piechoty “Dzieci Warszawy”, którzy następnie zatrzymali zamachowców, po czym ruszył w stronę Belwederu, by złożyć raport. Gdy wreszcie podjęto próbę zatrzymania Piłsudskiego, przeprowadzono ją wyjątkowo nieudolnie. Według relacji adiutant Komendanta miał na zamachowców “huknąć niezbyt parlamentarnymi słowami”, po czym ich rozbroił i aresztował. Tymczasem członkowie rządu byli przetrzymywani pod bronią:
Siedzieliśmy w małym pokoiku; naprzeciw mnie jakiś elegant nieustannie manipulował przy zamku karabinu, z którym najwyraźniej był mało obeznany, trzymając go o parę cali od mojego brzucha
— wspominał Thugutt.Kiedy wreszcie z Belwederu przybył z odsieczą pułkownik Leon Berbecki, “ujrzał obraz nędzy i rozpaczy”: członków rządu “mocno przygnębionych, z posiniaczonym i pokrwawionym Thuguttem oraz głęboko zawstydzonym premierem Moraczewskim”.
- Polecamy: Był jednym z najbogatszych Polaków, ale jedną decyzją stracił wszystko. Umarł w nędzy i zapomnieniu
Największą zagadką styczniowej nocy pozostaje zarówno postawa spiskowców wobec Naczelnika Państwa, a zwłaszcza fakt, że nie został on zatrzymany w pierwszej kolejności, jak i reakcja najważniejszej osoby w państwie na wydarzenia. Do zatrzymanych puczystów “przemówił bardzo krótko i bardzo ostro, używając słów tak twardych, jakich nigdy przedtem z ust jego nie słyszałem”. Skompromitowany Januszajtis został zatrzymany, lecz z powodu zapalenia płuc ostatecznie go internowano, natomiast cywilnym uczestnikom zamachu polecono rozejść się do domów i oczekiwać na aresztowanie. Mimo nawoływań do rozliczeń, które pojawiły się w prasie socjalistycznej (“Uczestnicy zamachu muszą być oddani pod sąd i według całej surowości prawa jako zdrajcy stanu — osądzeni!”), nie zamierzano nikogo karać. Zdziechowski i Dymowski opuścili stolicę, Sapieha został zatrzymany na tydzień, a podporucznik Skrudlik zbiegł do Poznania i dołączył do powstania wielkopolskiego. Po powrocie osadzono go na krótko w więzieniu. Znamienne, że już w 1920 r. rozmachu nabrała kariery Sapiehy, który stanął na czele ministerstwa spraw zagranicznych.
“W operetkach nie ma zwyczaju strzelać do ludzi”
Można postawić przypuszczającą tezę, że zamach Januszajtisa, niezależnie od tego, kto był jego bezpośrednim organizatorem, mógł zostać co najmniej pośrednio zainspirowany przez obóz belwederski. Sam Piłsudski, który zresztą bardzo często spotykał się z Sapiehą, mógł dostrzec w nim narzędzie do szybkiego przeprowadzenia koniecznych zmian na scenie politycznej. Okoliczności, takie jak przyjazd Paderewskiego do stolicy, kryzys gabinetu Moraczewskiego, przebieg puczu oraz późniejsze konsekwencje personalne, tworzą szereg przesłanek sprzyjających takiej interpretacji. Mimo braku jednoznacznych dowodów historycy są przekonani, że Naczelnik co najmniej zainspirował zamachowców, a przywódcy Komitetu Narodowego Polskiego nie mieli ze sprawą nic wspólnego. Gdyby to Dmowski planował zbrojny atak na politycznego przeciwnika, zapewne nie wysyłałby dwa tygodnie wcześniej do Warszawy na kluczowe rozmowy Stanisława Grabskiego.
- Czytaj także: Józef Piłsudski i zamach majowy 1926 r. Analiza decyzji marszałka
Kiedy Berbecki przywiózł oswobodzonego premiera i jego ministrów do Belwederu, zostali oni zrugani przez Piłsudskiego, który według słów Thugutta “usiłował rzecz bagatelizować i cały zamach uważał za operetkę”. Minister miał na to odpowiedzieć, że “w operetkach nie ma zwyczaju strzelać do ludzi”. Według innych relacji Komendant był apatyczny, zaskakująco rozkojarzony i bierny. Przeoczył spisek, o którym mówiło pół stolicy. Chyba najtrafniej wydarzenia podsumował Stanisław Cat Mackiewicz, pisząc, że “w ten idylliczny sposób zakończył się zamach, który nie był nieudany, jak się to zawsze pisze, lecz udany, bo był jedną z przyczyn ustąpienia rządu Moraczewskiego”.Do Warszawy ponownie przyjechał Paderewski. Choć początkowo sytuacja wyglądała jak kapitulacja przed endecją, ostatecznie to Piłsudski został zwycięzcą tej politycznej rozgrywki. 16 stycznia 1919 r. pianista zastąpił Moraczewskiego. Nowy szef rządu “brnął w ustępstwach” i ostro potępił zamach. Zwolennicy Dmowskiego byli rozczarowani. “Atut zaś, jakim był Paderewski, tracimy w miarę, jak on izoluje się od tej siły, która była jego poparciem wobec PPS” – notował w swoim dzienniku Zdanowski.Kilkadziesiąt dni po odzyskaniu niepodległości państwo znajdowało się w ciężkiej sytuacji — trwało powstanie wielkopolskie, nie zakończył się konflikt o granice, trwały rokowania w Paryżu, zbliżało się zagrożenie ze Wschodu. Piłsudski rozumiał, że nowy premier rozładuje konflikty między partiami, będzie w stanie utworzyć rząd ogólnonarodowy, a przy tym Polska zyska życzliwość Ententy i Stanów Zjednoczonych. W tym samym miesiącu odbyły się wybory, a nowy parlament, mimo wyborczego zwycięstwa endecji, ponownie powołał przywódcę Legionów na urząd Naczelnika Państwa.